|
Od razu zwróciłem na niego uwagę. Szedł obok mnie przystojny i pewny siebie, jak człowiek, który wie, czego pragnie. W zamkniętej strefie lotniska, pośród wracających podróżnych zwracał na siebie uwagę brakiem bagażu i psem. Może mężczyźni, tacy jak on, nie potrzebują bagażu. Sami sobie plecakiem i ręcznikiem. Ale taki duży pies w samolocie? Przecież nie zmieściłby się mu na kolana. Nie miałem jednak czasu na zastanawianie się nad tym wszystkim, sekundy płynęły, a ja nieuchronnie zbliżałem się do wyjścia. Zostałem mi już ostatni zakręt i byłbym za bramkami, gdy oto nagle on pojawił się na mojej drodze, bardziej żądając niż prosząc:
- Służba celna. Zapraszam pana.
Nie miałem nic do oclenia, więc zdziwiło mnie to zaproszenie, a jednak mu uległem. Trudno się oprzeć mężczyźnie z psem. Jak mi opowiadał kolega, odkąd umieścił na gronie zdjęcie z pieskiem, ciągle odzywają się do niego jakieś dziewczyny. Co wśród innych kolegów budzi powszechną zazdrość. A przecież sekret jest banalny. Masz psa, masz powodzenie. Każdy może to wykorzystać, a jednak nie wszyscy potrafią. Służba celna potrafi. Ale ja nie jestem dziewczyną, więc może poszedłem za nim nie dlatego, że miał psa, tylko z innego powodu. Jak opowiadał Tomasz Szlendak w „Wysokich Obcasach”, kobiety lecą na wysoki status społeczny faceta. Najwyraźniej mam sobie w coś z kobiety i wysoki status mężczyzn z psem musiał mi zaimponować, bo poleciałem za nim. A może to jego urząd? Władza również mnie podnieca. A szczególnie jej posiadanie. Być może dlatego, że sam chciałbym posiadać jakąś władzę. Ale w tamtym momencie nie miałem jej wcale. I gdy mężczyzna powiedział, że piesek zainteresował się moim plecakiem, gotów byłem wykonywać wszelkie polecania.
- Pali pan papierosy? - zapytał bezczelnie, jakby chciał jednego.
- Nie - odpowiedziałem krótko, bo rzeczywiście nie palę.
- A przewozi pan marihuanę lub haszysz? - chciał wiedzieć, jakbym był jego kolegą i mógł mu obstawić. Nie zdążyłem nic odpowiedzieć, gdy strasznie pewny siebie stwierdził, że jeśli od razu wyjmę wszystko, co mam, to będzie to stanowić okoliczności łagodzące.
Okoliczności łagodzące co? - pomyślałem bez sensu i poczułem się, jakbym już został skazany, a przecież nie przewoziłem żadnych narkotyków. Dlaczego miałbym to robić? Jak raz kupiłem trawę w Lizbonie, to okazała się majerankiem. W ogóle zresztą nie jestem jakimś wielkim fanem marihuany, choć doceniam jej wkład w kulturę i pokój na świecie, a kiedy częstują, przeważnie nie odmawiam. Ale przewozić? Handlować? To nie dla mnie. Nie sprzedałbym nawet książki na allegro, bo nie mam czasu chodzić na pocztę. A co dopiero narkotyki. Rozumiem, że można je brać, ale sprzedawanie jest zupełnie bezsensu. Osobiście uważam, że powinny być rozdawane za darmo. Ale, wbrew temu, co piszą różni narkotykowi eksperci, niestety nie są. Chyba że za rozdawanie uznać rośnięcie grzybków psylocybków w lesie. Ale to bardzo specyficzny sposób rozdawania. I dość odmienny od tego, czego spodziewał się po mnie pan ze służby celnej. Jeśli nawet, jakieś grzyby halucynogenne wyrosły w moim plecaku, to nie czułem się z tego powodu winny. Ale nie oznacza to, że się nie bałem.
Zawsze się boję, gdy mężczyźni z psami i władzą oczekują ode mnie czegoś, czego nie mogę im dać. Więc posłusznie wyjmowałem wszystkie brudne majtki, prawie zużyte kosmetyki, przepocone koszulki i trzy butelki wina, co do których zacząłem się obawiać, czy nie przekraczają dozwolonej ilości przewożonego przez granicę alkoholu. Butelkami mężczyzna się jednak nawet nie zainteresował, co pozwala wysnuć wniosek, że gdybym jednak zdecydował się przemycać narkotyki, to należy to robić w butelkach wina. Choć tym razem nie przewoziłem żadnych narkotyków, to przecież nie można było wykluczyć, że ktoś mi jakieś podrzucił. Mało mam wrogów? Mało się takich filmów oglądało?
Jednak z każdym kolejnymi majtkami mężczyzna z psem tracił rezon, a i pies nawet trochę posmutniał. Nie wiedzieć kiedy pojawiał się też pani z notatnikiem, jakby chciała spisywać ilość znalezionych substancji. Choć tak naprawdę nie wiem, czego chciała. Tak sobie tylko wyobrażałem. Jednak nasze wyobrażenie bardzo często niezgodne są z rzeczywistością. Wyobrażenia mężczyzny i jego psa były zupełnie niezgodne z rzeczywistością, więc zrobiło im się smutno. Mi natomiast zrobiło się wesoło, gdy okazało się, że nic nie przewożę, a przynajmniej nic nie znaleziono, więc gdy pan podziękował mi za możliwości przejrzenia moich brudnych ciuchów, z wyraźną radością odrzekłem:
- Proszę bardzo.
Felietony Jasia Kapeli publikujemy w czwartki i w soboty.
Na podobny temat
|
Nie zgadzam się z tobą :) Moja droga...
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...