|
Dzięki raportowi Komitetu Zapobiegania Torturom Rady Europy dowiedzieliśmy się, że przykładanie do genitaliów na pół minuty włączonego elektrycznego paralizatora nie ma cech przestępstwa. Przynajmniej według krakowskiej prokuratury. Ciekawe, jakie cechy ma. Wielkoduszność? Lubieżność? Szczerość? Jednego możemy być pewni: policjanci zrobili to dla dobra aresztowanego.
Co prawda przykładanie paralizatora do genitaliów formalnie ma znamiona czynu zabronionego, ale nie jest przestępstwem. Polskie prawo dopuszcza taką sytuację w różnych wypadkach. Podstawowe z nich to: działanie w ramach uprawnienia, obrona konieczna i stan wyższej konieczności. Zastanówmy się. Nie sadzę, żeby CBŚ mogło w ramach uprawnień przykładać paralizatory do genitaliów aresztowanych. Może więc obrona własna? Panie sędzio, aresztowany zaatakował mnie genitaliami, musiałem mu przyłożyć do nich paralizator i przytrzymać przez pół minuty. Nie, chyba nie. Może więc wyższa konieczność? To nawet możliwe. Wyższa konieczność to poświęcenie jednego dobra w celu ratowania drugiego dobra, gdy przedstawia ono wartość wyższą niż dobro poświęcone. Z pewnością genitalia aresztowanego były dobre, ale nie tak dobre, jak dobro śledztwa. Każda krakowska prokuratura na pewno to rozumie. Ale ludność małopolska powinna trochę zacząć się niepokoić.
Są jeszcze inne typy czynów zabronionych nienoszących znamion przestępstwa. Na przykład eksperyment. Ciekawe, co się stanie, gdy przyłożymy mu na pół minuty paralizator do genitaliów. Może przyzna się do czynów, o które go podejrzewamy? Sprawdźmy. Kolejny powodem wyłączającym odpowiedzialność karną jest dopuszczalne ryzyko sportowe. W sumie jak ktoś jest przestępcą, to można uznać to za pewnego rodzaju sport. A paralizator na genitaliach za dopuszczalne ryzyko sportowe. Bandyterka to nie jest gra dla mięczaków. Kolejnym powodem, dla którego CBŚ mogło potraktować genitalia aresztowanego paralizatorem, mogła być zgoda dysponenta dobrem, czyli w tym przypadku prąciem. Nie możemy wykluczyć, że sam się o to prosił. Prawo przewiduje w takich przypadkach formułę volenti non fit iniuria, czyli po polsku: „chcącemu nie dzieje się krzywda”. Sam się prosił, a teraz żałuje?
Rażenie prądem genitaliów nie nosi też cech przestępstwa, gdy dokonane jest w celach medycznych. Być może była to po prostu czynność medyczna. Jego genitalia wyglądały marnie i nie chciały się ruszać. Trzeba było coś z tym zrobić, wysoki sądzie. Nie jest też przestępstwem czyn, gdy odbywa się w ramach dozwolonej krytyki. Chciałbym, żeby tak było w tym przypadku. Osobiście lubię krytykować, a gdybym mógł krytykować za pomocą paralizatora przyłożonego do genitaliów, efekty mojej krytyki z pewnością byłby lepsze. Powyższy czyn nie byłby przestępstwem, jeśli takie były rozkazy przełożonego. W takiej sytuacji to przełożony odpowiadałby karnie, więc przynajmniej ten przypadek możemy wykluczyć.
Jednak któreś z powyższych musiało zajść, skoro „lekarze stwierdzili u poszkodowanego obrażenia, które pokrywały się z jego zeznaniami”. Mimo to MSWiA stwierdza: „Prokuratorzy uznali, że w żadnej sprawie nie doszło do naruszenia prawa przez policjantów”. Co po prostu oznacza, że policjanci mogą w Polsce przykładać do genitaliów na pół minuty włączony elektryczny paralizator, jeśli tylko mają dobry powód. A - jak widzimy - powodów mogą mieć wiele.
Na podobny temat
|
Nie zgadzam się z tobą :) Moja droga...
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...