|
Jakoś nie przypominam sobie, żeby którakolwiek z istniejący sejmowych komisji śledczych coś wyjaśniała, co zapewne wynika wyłącznie z mojej ignorancji, a nie rzeczywistych dokonań tych instytucji, które zapewne są wszechstronne i dogłębne. A jednak jakoś umykają wzrokowi opinii publicznej. A przynajmniej mojemu. Dokonania te umykają mi na tyle skutecznie, że odnoszę wrażenie, że w działalność komisji wcale nie chodzi o to, żeby coś wyjaśnić, a jedynie, żeby to wyjaśniać. Byłaby to komisja zorientowana na proces. Co stanowi oczywiście zupełnie nowy typ komisji. Podobnie jak w przypadku psychologii zorientowanej na proces, komisje śledcze są kierunkiem psychoterapeutycznym, nastawionym na samopoznanie i poszerzenie świadomości. Ale poszerzenie świadomości nie o fakty, lecz raczej o ich interpretacje. „Najważniejsze są subiektywne znaczenia nadawane własnemu doświadczeniu przez klienta”. Już samo utworzenie komisji stanowi pewną interpretację rzeczywistości. Którą następnie można dalej interpretować. Następnie można interpretować interpretacje, dzięki czemu proces nigdy się nie kończy. Ale przecież skończyć się nie może. Działalność komisji może zostać zawieszona albo zakończona. Ale nigdy to nie będzie koniec ostateczny. Tak jak nie ma ostatecznej interpretacji. Komisje stanowią narzędzie samopoznania dla samych siebie. W procesie ich aktywności nie możemy dowiedzieć się, kim był Olin albo jakie były prawdziwie okoliczności śmierci Barbary Blidy. Chodzi raczej o nieustannie myślenie o Olinie albo o prawdziwych okolicznościach, o zrozumienie, kim jesteśmy wobec Olina albo jak konstytuuje nas śmierć Blidy.
Z czasów studenckich pamiętam charyzmatyczne wystąpienie Michała Pawła Markowskiego na konferencji pod tytułem „O przedmiocie literaturoznawstwa”. Markowski dowodził, że cały powód zgromadzenia jest niewłaściwy. Kluczowy dla literaturoznawstwa jest nie przedmiot, ale podmiot. Nie to, czym się literaturoznawstwa zajmuje, bo zajmuje się, czym się chce, ale to, kim my jesteśmy, że zajmujemy się literaturoznawstwem. Podobnie widzę rolę Macierewicza w sejmie. Zwrócił uwagę, że najważniejsze jest nie to, czym się zajmujemy, ale to, kim jesteśmy, że się tym zajmujemy. Dlatego wszelkie tematy w rodzaju Orlenu, czy Rywina wydają mi się poniekąd zastępcze, choć oczywiście mówią wiele o nas samych. Najważniejsze, i najpilniejsze, jest w tym momencie utworzenie metakomisji do spraw badania komisji. Jeśli chcemy wiedzieć, kim jesteśmy, musi zbadać, dlaczego robimy to, co robimy. Jedynie komisja do spraw komisji może nam to wyjaśnić. Oczywiście nie do końca. Ale przecież nie o koniec chodzi, tylko o sam proces. Zamiast tracić czas na tematy zastępcze, komisja do spraw komisji mogłaby połączyć wszystkie komisje w jedną i zająć się rzeczą fundamentalną, czyli samą sobą. Samych siebie powoływać na świadków i swe własne oświadczenie odtajniać. Byłaby to wielka oszczędność energii nie tylko dla samych komisji, ale również dla opinii publicznej, która mogłaby przestać zastanawiać się, o co chodzi. Bo byłoby w końcu jasne, że w komisji chodzi o komisję.
Felietony Jasia Kapeli publikujemy w czwartki i w soboty.
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...