Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Komedia o powstaniu warszawskim |
|
|
Jaś Kapela
|
|
02.06.2010 |
Po niespełna tygodniu w Gdyni przekonany byłem, że obejrzałem już naprawdę dużo złych filmów i nic nie jest w stanie ich przebić (choć nie wybrałem się na Święty interes, pobożną komedię, w której odtwórca roli papieża oraz aktor grający Popiełuszkę wchodzą w posiadanie pojazdu, który należał wcześniej do Karol Wojtyły, co ma zamienić ich życie). A jednak mój optymizm był przedwczesny. Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej. Ledwie wróciłem z Gdyni, wybrałem się na film Piksele. Czego bym nie zrobił, gdyby nie wcześniejsza obietnica dana koleżance i gdybym wiedział, o czym to. Po FPFF czułem się jednak uodporniony na złe filmy. Jak się szybko okazało, wcale nie byłem.
Film opowiada dzieje pewnego telefonu, który przechodząc z rąk do rąk kolejnych postaci, powoduje zmianę miejsc i bohaterów filmowej akcji, aby skończyć, jak poetycko ujęła to koleżanka, w miejscu, do którego odchodzą wszystkie komórki. Jeśli jednak ktoś się spodziewał, że otrzymamy coś w rodzaju współczesnej wersji Dziejów jednego pocisku czy polskiej Magnolii, srogo się rozczaruje. Poza drugiej świeżości pomysłem formalnym nie ma w tym filmie prawie nic. Oprócz rozmaitych kuriozów. Nie wiedzieć czemu mamy na przykład w filmie zjawiska nadprzyrodzone. Choć to niby komedia obyczajowa aspirująca, jak się przekonamy za chwilę, do opowiadania o współczesnej Polsce. Być może reżyser i scenarzysta w jedynym uważa, że duchy są realnym problemem współczesnej Polski. Nie jest to wykluczone. Wystarczy przypomnieć śmierć papieża czy katastrofę pod Smoleńskiem. Jak nie duchy, to kto? Lecz jeśli wątki te stanowią jakieś głębsze wyznanie wiary, to trochę ich mało. W dwóch sytuacjach, gdy się pojawiają, wskazują raczej na nieudolność scenarzysty, który bardzo chciał, żeby było śmiesznie, ale nie bardzo wiedział, jak to osiągnąć. Myślał, że coś tam dźwiękowiec zaszumi, montażysta utnie, aktorka uda przestraszoną i efekt murowany. A z brzucha widza dobędzie się głębokie „ha ha”.
Jak rozumiem, a wskazuje na to nielogiczność akcji oraz przerysowanie bohaterów, ma to być komedia. Chodzi o to, żeby się śmiać. Film rozpoczyna sekwencja, w której paparazzi przebrana za zakonnicę dostaje się na plebanię, aby zdobyć kompromitujący materiał. No i pięknie. Ale już w kolejnej sekwencji Historia puka do drzwi. Dziewczyna, która miała śledzić Kayah, gubi się w lesie, aby spotkać tam byłego esbeka (tu właśnie mamy po raz pierwszy elementy paranormalne, może dlatego że zdjęcia kręcono w lesie i ciemno było, więc reżyser nie mógł tego nie wykorzystać). Zamiast jednak wyjawiać pikantne szczegóły z życia Maryli Rodowicz, esbek zdradza, że pilnował Kuronia. Bronił go przed nim samym. Bo Kuroń się do wojny szykował i chciał kraj do ruiny doprowadzić. Trochę zastanawiają te słowa w teoretycznie lekkiej komedii. Ale może państwa to śmieszy? Albo to, że dziewczyna, słysząc o Kuroniu pyta, czy to ten kucharz? Niestety, wydaje się, że aby nakręcić komedię, należałoby mieć poczucie humoru. Reżyser jednak zdaje się nie posiadać tej cechy. Żarty w Pikselach są wymuszone i płaskie. Trochę jakby pisała je osoba autystyczna, która jest fizycznie niezdolna do zrozumienia dowcipu, ale dostała wnikliwy podręcznik na temat tego, jak to działa, i na tej podstawie coś tworzyła.
Im dalej w fabułę, tym więcej pojawia się poważnych wątków. Na przykład dziewczyna, która wraca z Anglii na pogrzeb dziadka, postanawia opowiedzieć swojej partnerce o jego losach. Co robił dziadek? Oczywiście walczył w powstaniu warszawskim. Zblazowane dziewczyny leżą na kanapie, popijają winko i Polka opowiada swojej zagranicznej kochance o zakrwawionych butach niemieckich żołnierzy, którzy rozdeptywali umierające na ulicach niemowlęta. Jak słodko. Czy można się zatem dziwić, że dziewczyna, wysłuchawszy tych rewelacji, stwierdza, że też by ze swoją partnerką do każdego kanału zeszła? How lovely, że się tak wyrażę w manierze filmu, którego twórcom wydawało się najwyraźniej, że wystarczy, aby bohaterka nie mówiła dobrze po polsku, i uzyska się w ten sposób efekt humorystyczny. Ale nie wystarczy. Chyba że reżyserowi naprawdę chodziło o to, żeby wyśmiać współczesną recepcję powstania warszawskiego. Wtedy pełen szacunek. Dawno się tak nie uśmiałem, słuchając o powstaniu, choć przecież powstało na jego temat sporo kuriozalnych utworów. Ale w świetle głupawej poetyki całego filmu jakoś nie wierzę, by był to celowy zamysł reżyserski. Raczej wyszło niechcący.
Niestety Piksele, pomimo swojego poziomu, nie są zabawą grupki gimnazjalistów, którzy pożyczywszy kamerę od wujka, bawią się w kino. Debiut Jacka Lusińskiego otrzymał wsparcie nie tylko od PISF-u, ale także na przykład od Telekomunikacji Polskiej. Więc ja się pytam: dlaczego nie pokazano tego filmu na święcie polskiego kina w Gdyni? Pasowałby tam jak ulał. A może nawet lepiej.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 02.06.2010 )
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...