Ludzie dziwią się obrońcom krzyża, a ja dziwię się ich zdziwieniu. Przecież oczywiste jest, że w chrześcijańskim kraju, jakim niewątpliwie jest Polska, nie można uniknąć pewnych analogii. Tak się składa, że życie i losy Lecha Kaczyńskiego niemal wiernie pokrywają się z o dwa tysiące lat wcześniejszym żywotem Jezusa Chrystusa. Dziwne by było, gdyby nasi wykształceni religijnie, już od pierwszy lat szkolonych, rodacy tego nie dostrzegali, skoro nawet ja widzę to w pełnej krasie. Może dlatego, że z religii zawsze miałem szóstki. Ale jako że nie wszyscy szanowni czytelnicy musieli się równie dobrze uczyć, więc pozwolę sobie przypomnieć, co następuję. Lech Kaczyński, podobnie jak Jezus, jak dziecko uciekł z domu, aby nauczać uczonych w Piśmie. Oczywiście czasy się zmieniły, więc o ile Jezus uciekł do Jerozolimy, aby nauczać w świątyni, o tyle młody Lech uciekł do telewizji, aby występować w filmie i w ten sposób edukować społeczeństwo. To były początki jego misji, ale przecież później też, tak samo jak Jezus, studiował prawo. Co prawda w bardziej instytucjonalnej formie, niż jego poprzednik, ale znowu - czasy się zmieniły. Gdyby Jezus żył dzisiaj, zapewne również studiowałby na Wydziale Prawa i Administracji. Lech Kaczyński, podobnie jak Jezus, działał w Komitecie Obrony Robotników, choć w czasach Chrystusa jeszcze się on tak nie nazywał. Lecz nie o nazwy przecież chodzi, ale o cele. Lech Kaczyński i Jezus zawsze stawali w obronie ludzi pracy, przeciwko wyzyskiwaczom i faryzeuszom. Nierozumiany we własnej ojczyźnie, mimo licznych osiągnięć w działalności tzw. opozycji demokratycznej, był w wolnej Polsce prześladowany przez tych samych, przeciwko którym zawsze występował, a na których ścieżkę wkroczyli jego dawni przyjaciele. Można podejrzewać, że gdyby Jezus żył dłużej, napotkałby te same problemy. Są one wspólne dla wszelkich przemian politycznych. Spośród wielu walczących przeciwko społecznej niesprawiedliwości, tylko niektórzy potrafią przetrwać czasy, gdy bardzo łatwo znaleźć się na jakiejś intratnej pozycji i samemu zacząć zły system tworzyć. Prześladowany we własnej ojczyźnie Lech Kaczyński był, podobnie jak Jezus, krzewicielem wiary w Prawo i Sprawiedliwość. Być może było to odrobinę inne prawo i inna sprawiedliwość, niż ta, o której myślał Jezus, ale można na ten temat powiedzieć tylko jedno. Czasy się zmieniają. A wraz z czasami ich prawa i sprawiedliwości. Można pytać, czy gdyby Jezus był prezydentem Warszawy, zakazałby parady równości, ale odpowiedź pozostaje niewiadoma. Choć na licznych portretach, jak pokazuje świetna obserwacja w Kompleksie Portnoya Rotha, Jezus przypomina raczej gejowskiego króla, niż obrońcę konserwatywnych wartości. Wydaje się, że chrześcijańskie nauki raczej sprzyjają równości wszystkich ludzi, ale w Biblii nie ma nic o gejowskich paradach. Zapewne nie bez powodu. Gdyby Jezus chciał, żeby geje maszerowali ulicami miast, na pewno by coś na ten temat powiedział. To wszystko jednak szczegóły. Najważniejsze jest, że Lech Kaczyński był tak samo jak Chrystus prześladowany przez Rzymian i faryzeuszy, by ostatecznie zostać przez nich ukrzyżowanym. Nie przypadkowo przecież lecący do Smoleńska samolot był w kształcie krzyża. Właściwie polski prezydent mógł się spodziewać, że gdy do niego wsiądzie, równa się to wyrokowi śmierci. Na pewno musiał to wiedzieć. Pewnie dlatego się spóźnił. Pewnie też pytał: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” Choć wiedział, że odpowiedź jest tylko jedna. Los się musi dopełnić. No i się dopełnił. Kaczyński umarł na swoim latającym krzyżu, a na pamiątkę jego męczeństwa chrześcijanie postawili mu pod Pałacem krzyż drewniany. Czy możemy teraz pozwolić, żeby zniknął? Równie dobrze moglibyśmy chcieć usunąć na zawsze Jezusa z naszych serc i umysłów. Nie wiem, jak można tego nie dostrzegać. Felietony Jasia Kapeli publikujemy w czwartki i w soboty.
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...