|
Nie, żebym wiedział. Nie, żebym zastanawiał się częściej niż pięć razy dziennie. No, może tylko czasami. Na przykład w tak wyjątkowo podłe okazje, jakimi są urodziny. Urodziny to zawsze czas rozmyślania o nieuchronnej śmierci, na którą nawet nowy iPad nie pomoże. W chwili, kiedy to piszę, mam na sobie bokserki, choć zazwyczaj nie noszę bokserek, ale mam takie jedne, które kupiła mi kiedyś mama, choć nie wiem, czemu to zrobiła, bo wie, że nie noszę bokserek i sama mi ich noszenie odradzała, gdy byłem dzieckiem, ale może dlatego, że są w misie.
Nie jest łatwo żyć. Nawet, gdy nie interesujemy się polską piłką nożną, choć w tym wypadku może być żyć szczególnie ciężko, jak pokazuje to felieton Tomasza Piątka. Pewnie równie trudno w Polsce może być tylko satanistom z zespołów black metalowych chorym na białaczkę, szczególnie, że nie mogą im pomóc nawet gwiazdy estrady w rodzaju Dariusza Krupy, mimo szumnych deklaracji. Krupa nie może oddać szpiku Nergalowi, bo zrobił sobie tatuaż. A polskie prawo jest w takich przypadkach restrykcyjne. Białaczka może mieć jednak także pozytywne elementy. Przy okazji choroby Nergal ma okazję wypowiedzieć się na temat obyczajów polskiej prawicy. „Nigdy bym nie przypuszczał, że moja choroba może się stać dla pewnych osób pretekstem do prowadzenia swojej własnej krucjaty. Głosy o tym, że moja obecna sytuacja może mnie rzekomo zbliżyć do Boga, sprawić, że odrzucę swoje ideały i ugnę kark przed jedynym słusznym w tym kraju światopoglądem, nie tylko zaskoczyły mnie, ale i przeraziły. To typowy przykład cynicznego wykorzystywania cudzego nieszczęścia dla zbijania dodatkowego kapitału dla swoich własnych poglądów. Zachorował, na pewno nawróci się, odkryje, że religia chrześcijańska, z którą tak zajadle walczy, stanie się mu bliska…”
I dalej: „Czytałem lepsze książki niż Biblia, czytałem tez mądrzejsze. Wojna, krew, szantaż, gwałty, kazirodztwo, pedofilia, zoofilia, kolaboracja, zdrada… zło wyziera z każdej strony.” Co prawda oskarżanie czegoś o zło, kiedy się jest satanistą, można uznać za kontrowersyjne, co nie zmienia, że słowa te dodają otuchy. Dodają otuchy też inne rzeczy. Na przykład w dzisiejszej gazecie można przeczytać, że nie potrzeba zgody właściciela mieszkania, aby się w nim zameldować. Jest to wspaniała wiadomość! Nie mając zgody właściciela można zamieszkać w dowolnym, pustym mieszkaniu i się w nim zameldować. A, gdy się już zameldujemy, proces orzeczenia przez sąd nakazu eksmisji, a następnie wykonania go przez komornika, trwa na tyle długo, że z pewnością w między czasie zdążymy już znaleźć kolejne mieszkanie. Myślałem, że takie rzeczy są możliwe jedynie w cywilizowanych krajach typu Wielka Brytania. A tu taka niespodzianka.
A problem jest przecież ogromy. Setki lokali w centrach miast stoją puste, bo ich właścicielom nie opłaca się ich wynajmować. Daleko nie szukając, z miejsca, w którym siedzę, widać piękne mieszkanie na Nowym Świecie z uroczym balkonem. Wyszedłem na dwór, żeby zobaczyć, czy na pewno i okazuje się, że w całej kamienicy tylko jeden lokal wygląda na używany. Kiedy się wprowadzamy? Miałbym blisko do pracy, a swoje mieszkanie mógłbym wynająć, dzięki czemu nie musiałbym pracować. Przynajmniej do pierwszej eksmisji.
Pytanie, „jak żyć?”, powinno właściwie brzmieć „gdzie?” Gdy ma się dom, pytanie „jak” staje się znacznie łatwiejsze. Gdzie żyć? W pustych mieszkaniach parszywych kapitalistów.
Felietony Jasia Kapeli publikujemy w czwartki i soboty.
Na podobny temat
|
Jednego Piątkowi zarzucić nie można -...
może po prostu o nich nie słychać? cz...