|
Może tak by go pokawałkować na osiemdziesiąt części, przyczepić kawałki zwłok do balonów meteorologicznych i liczyć, że wiatr poniesie jego szczątki na Białoruś? Kiepski pomysł? Mało zabawny? To dlaczego mam się śmiać, gdy tego rodzaju koncepcja jest mi serwowana w kinie? Bo fakt, że przy okazji aktorki robią głupie miny, to jednak trochę mało.
Dawno, dawno temu obejrzałem film „Pół-serio” reklamowany jako komedia dla inteligentnych. Już wtedy musiałem nie być inteligentny, bo jakoś mnie nie śmieszył. Od tamtego czasu duet Konecki-Saramonowicz tworzy kolejne odcinki tego samego film na tych samych aktorów z tymi samymi gagami. Tak przynajmniej podejrzewam, bo nie chciało mi się ich wszystkich oczywiście oglądać. Jednak w ramach koleżeńskiej tradycji chodzenia na kiepskie polskie filmy miałem nieprzyjemność obejrzeć „Jak się pozbyć cellulitu?” - tym razem już bez Koneckiego - i mam wrażenie, że już to gdzieś widziałem. Miałem też wrażenie, że nic by się nie stało, gdybym nigdy tego nie zobaczył. A jednak zobaczyłem i podejrzewam, że racje może mieć komentator na forum Stopklatki, że Saramonowicz „upadł tak nisko, że nawet nie potrafi sensownie odcinać kuponów od własnej twórczości”. Choć jednocześnie nie sądzę, żeby było, od czego odcinać kupony. Skoro jednak już to zobaczyłem, to trudno nie zastanawiać się, z czym właściwie miałem do czynienia i dlaczego. Dlaczego to już wiemy: taka tradycja. Jedni jedzą opłatek, inni oglądają polskie gnioty. Ale co to było? Z plakatu dowiadujemy się, że „zabójczy poradnik”. Ale zabójstw praktycznie w nim nie uświadczymy, a dowiedzieć możemy się jedynie, jakich filmów nie robić. Tylko że takich filmowych „poradników” widziałem już całe mnóstwo. Ale może na tym polega cały poradnikowy biznes. Pokazać to, co już wiemy. Z tymi zabójstwami, to też ciekawe, bo choć pojawiają się w fabule trzy trupy, to są one anonimowe i niewidoczne. Mówią o nich w wiadomościach, ale nic poza tym. Jesteśmy bezpieczni. Ma być miło i przyjemnie. Idealny film na damski wieczór. Prawdziwe trupy są tylko w telewizji.
Inną uderzającą rzeczą jest obsesja na punkcie penisów. Wyraża się nie tylko w jedynej piosence w filmie pt. „Weź go do Bozi”, co ma się oczywiście kojarzyć z braniem do buzi, ale również w powtarzających się żartach, które monstrualne wymiary przybierają w narkotycznym monologu Dominiki Kluźniak grającej Ewę Silberberg. Możemy się z niego dowiedzieć, że głównym problemem z penisami jest to, że są przyczepione do mężczyzn. Penisy pozbawione tego obciążenia byłyby o wiele więcej warte i łatwiejsze w kontakcie. Konkluzja jest taka, że każdy penis jest w głębi duszy samotny i nieszczęśliwy z powodu swojego zniewolenia. Gdyby penisy były wolne od mężczyzn, mogłyby wesoło hasać na smyczy swojej kobiecej właścicielki. Paradoks? Niewątpliwie. Ale też trudno tu nie dostrzec fantazji scenarzysty. Być związanym, aby poczuć się wolnym? Fachowo nazywa się to bondage. Sceny w lochach pełnych związanych kobiet, a później również mężczyzn, są tego kolejnym przykładem. Następnie sceny na wystawie narzędzi tortur. Bondage ma zaspokoić marzenie partnera o władzy i dominacji, której przeważnie nie ma w prawdziwym świecie. Niestety reżyser do pewnego stopnia ma tę władzę. Gdy zapłaciło się 20 pln, żal wychodzić z kina, nawet jeśli ma się to wiązać z pewnym cierpieniem, jak w przypadku „Jak się pozbyć cellulitu”. Kino w stylu bondage? Niewątpliwie jest to film, który więcej mówi o kompleksach jego scenarzysty niż o czymkolwiek innym.
W przeciwieństwie do reżysera „Jak się pozbyć cellulitu?” nie chciałbym pozostawiać państwa bez odpowiedzi na tytułowe pytanie. Jak się pozbyć Saramonowicza? Gdyby iść tropem jego filmów, można by uwięzić w piwnicy i przerobić na krem albo obciąć mu głowę w ramach zaliczania rytuału inicjacyjnego do sekty. To mogłoby być nawet zabawne. Reżyser zamordowany jak postać z jego filmu! Już widzę te nagłówki. Nie jest to jednak aż tak bardzo zabawne. Podobno Saramonowicz zajął się pisaniem scenariuszy, bo na polskim rynku brakowało dobrych filmów. Jest więc tylko jeden sposób, żeby przestał próbować sam je kręcić. Trzeba robić więcej dobrych polskich filmów.
Felietony Jasia Kapeli publikujemy w środy i w soboty.
Na podobny temat
|
Nie zgadzam się z tobą :) Moja droga...
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...