|
Tytuł spotkania dla dzieci w wieku 6 – 10 lat „Jak zostałem powstańcem” odbywającego się w Sali Małego Powstańca w - a gdzieżby indziej! - Muzeum Powstania Warszawskiego wydał mi się na tyle intrygujący, że postanowiłem zorganizować sobie dziecko w wieku 6 – 10 i się przejść. Tym bardziej, że w pierwszym momencie przeczytałem tytuł: „Jak zostać powstańcem”. Z dzieckiem nie było problemu. Rodzice nie mieli nic przeciwko, żeby wujkowi (czyli mi) je udostępnić, a nawet przywieźć do celu. Samo również wyraziło chęć. Właściwie z niczym nie było problemu, choć okazało się, że MPW nie przewiduje takiej ilość zwiedzających i skończyło się miejsce w szatni. Trochę dziwne, że nie przewiduje, bo jak wiemy z doniesień w prasie, tylko ZOO (spośród instytucji kultury) wyprzedza je w ilości zwiedzających. I nie mówię tego złośliwie. W sensie, że tylko ZOO. Tylko ZOO, ale co z tego? Czy to powód, żeby wyciągać na ten temat jakieś głębsze, złośliwe wnioski? Podobnie nie powinna nikogo zwieść informacja, że gdy wpisujemy słowo „muzeum” w Google, to pierwszą podpowiedzią jest „muzeum powstania warszawskiego”. Może po prostu mają dobrych speców od pozycjonowania.
Generalnie, jak się zostaje powstańcem, raczej się nie dowiedziałem. Długowłosy harcerz, co prawda, opowiadał trochę o okupacji, ale nie dawał żadnych praktycznych wskazówek. Trochę nuda. Choć były momenty. Lekcja musiała się zacząć wyjątkowo punktualnie, bo gdy weszliśmy, sala była już prawie pełna, a prowadzący już coś opowiadał. Ledwie udało nam się zdobyć jakieś poduszki i porzucić w kącie kurtki, których nie udało nam się zostawić w szatni. To znaczy ja zdobywałem i porzucałem, a bratanica czekała grzecznie trochę przestraszona. Choć generalnie nie było się czego bać. Prowadzący harcerz (choć wcale nie wiem, czy naprawdę był harcerzem) był miły i starał się zachęcać dzieci do zabierania głosu. Części dzieci zresztą wcale nie trzeba było zachęcać. Odzywały się dużo i wydawały się przygotowane do tematu. Ale skoro były obryte w Powstaniu, to co robiły na lekcji dla zdecydowanie początkujących w wieku 6 – 10? Być może, podobnie jak ja, liczyły na jakieś praktyczne wskazówki.
Choć najwyraźniej wcale ich nie potrzebowały. W którymś momencie, gdy harcerz już opowiedział o placach zabaw nur für Deutsche kinder i o tym, że Niemcy okupowali Polskę, zadał pytanie: Co chcielibyście zrobić z Niemcami? I zaczął wskazywać palcem dzieci, które miały udzielić odpowiedzi. Dziecko pierwsze (pulchne i aktywne): No ja, gdybym mógł, to nie wiem… bym udusił, podpalił. Sala wybuchnęła śmiechem, a harcerz się zawahał: No tak, mogą się w nas takie uczucia budzić i wskazał dziecko drugie (również pulchne i aktywne, ale w tym przypadku dziewczynka): Ja to bym chciała im podpalić domy. Siedmioletni blond aniołek deklarujący, że chciałaby spalić domy ludziom, których nawet nie poznał, również wzbudził powszechny, nerwowy rechot. Harcerz zmienił temat.
Dalej już nie było tak śmiesznie, choć trochę też było, gdy padło pytanie, co dzieci robiły w Powstaniu. Dzieci powiedziały, że walczyły. Prowadzący wiedział, że nie i zaczął tłumaczyć, że jeśli już, to były listonoszami. Ale jednak tę błyskawiczną reakcję trudno uznać wyłącznie za przejaw ignorancji. W końcu spotykamy się w sali Małego Powstańca, mamy pomnik Małego Powstańca uzbrojonego w karabin. (Z tego, co pamiętam, to w Powstaniu przypadała sztuka broni palnej na sześciu żołnierzy, więc pomysł, że dostanie go akurat, najbardziej nawet bojowy, ośmiolatek świadczy dobitnie o potędze optymizmu i inwencji twórczej autora rzeźby.) Co mógł robić Mały Powstaniec, jak nie napierdalać germańskich najeźdźców? Mógł w karabinie nosić ukryte listy? Już prędzej miał szanse romantycznie udusić się przywalony gruzem w którymś z tysięcy zbombardowanych domów. Ale to mało romantyczne i średnio nadaje się na lekcje dla dzieci w wieku 6 – 10.
Lekcja szybko dobiegła końca, dzieci dostały zadanie, żeby znaleźć w Muzeum mundury powstańców i zapamiętać z nich jak najwięcej szczegółów, co pozwala podejrzewać, żeby będą kolejne lekcje. Poszliśmy z Asią na poszukiwania, ale przepychanie się między tłumem turystów skuszonych darmowym wstępem szybko nam się znudziło. Asia chciała wracać do domu. Ale zapytana, jak się jej podobało, powiedziała, że podobało się.
Felietony Jasia Kapeli publikujemy w środy i w soboty.
Na podobny temat
|
Nie zgadzam się z tobą :) Moja droga...
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...