> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Hej Kolenda, Kolenda! Drukuj
Jaś Kapela   
20.02.2012

Upłynęło już sporo czasu od wyznania pani Kolendy-Zaleskiej, że uwiera ją aborcja Marii Czubaszek, ale ta sprawa wciąż nie daje mi spokoju. Czy jeśli Kolendę-Zaleską uwierają programy jej własnej stacji, to nie powinna się zwolnić? W końcu osławione wyznanie padło w reportażu programu TVN Uwaga. Gdyby nie propagandowa tuba stacji, pewnie nikt by się nie przejął faktami sprzed prawie pół wieku. W końcu to nie Powstanie Warszawskie.


Przypomnijmy. Czubaszek, mówiąc o aborcji, stwierdziła: „Boże, jak to cudownie, że ja to zrobiłam. Gdyby się zdarzyło, że zaszłam w ciążę, i byłby to siódmy czy ósmy miesiąc, to ja bym skoczyła z któregoś piętra, pod pociąg bym się rzuciła, ale na pewno bym tego dziecka nie urodziła”. Rozumiem, że Katarzyna Kolenda-Zalewska wolałaby, żeby Czubaszek zdecydowała się na tę drugą opcję. Niestety, popularna satyryczka nie tylko złośliwie się nie zabiła, ale jeszcze o tym mówi w TVN-ie. Powinni chyba zlikwidować tę stację. Bo to nie pierwszy jej taki wybryk. I pewnie nie ostatni. Tylko, gdzie by wtedy pracowała Kolenda-Zaleska? 


Czubaszek „jak nikt nigdy dotychczas zbanalizowała aborcję”, pisze Kolenda-Zaleska. Ciekawe. Osobiście raczej bym obstawiał, że zbanalizowało ją 80 do 200 tysięcy Polek, które rokrocznie wykonują sobie ten zabieg. Ale co ja tam wiem. Może rzeczywiście nic nie może tak zbanalizować jakiejkolwiek czynności, jak opowiedzenie o niej w TVN-ie. Wyznanie Czubaszek rzeczywiście było banalne. Na świecie co 7 minut umiera kobieta z powodu niefachowych prób przerwania ciąży. A tylko jedna Czubaszek wyznaje, że wolałaby się zabić, niż urodzić. 


„Czy nie ma już żadnej tajemnicy, którą chciałoby się zachować dla siebie? Wszystko jest na sprzedaż?”, pyta patetycznie dziennikarka TVN-u. Tak, dziennikarka TVN-u, jak zauważa znany bloger i pedagog Łukasz Najder. Tej same telewizji, w której np. Zuzia (17 lat) zwierza się, że przed wyjściem na dyskotekę przez dwie godziny bierze prysznic, żeby zmyć z siebie zapach obornika, Agnieszka (27 lat) opowiada, że po waginoplastyce obudziła się w szpitalnym schowku na narzędzia, a Mateusz (21 lat) przyznaje, że nie kochał się nigdy z kobietą, bo to niehigieniczne. Więc nie wiem, co odpowiedzieć przyjaciółce papieży i noblistów. Ale jeśli ma pani jakieś tajemnice, to może pani być pewna, że TVN je kupi. 


Ale to jeszcze nie jest najśmieszniejsze. Najśmieszniejsze jest dalej. „W Polsce toczy się debata o tym, od którego momentu można mówić o człowieku i czy nie zezwolić na przerywanie ciąży w jej pierwszych tygodniach […] jest to debata poważna”. Kto się nie zaśmiał, ten z policji. Ale możemy mamy po prostu inne definicje słowa „poważne”. Może dla pani Kolendy-Zaleskiej wystawianie na głównych ulicach zdjęć zakrwawionych płodów jest argumentem. Może trochę dramatycznym, ale w końcu problem jest ważki. Dlatego wszyscy powinni też obejrzeć film pod cokolwiek mylącym tytułem Przeżyła aborcję. Mylącym, bo ktoś mógłby pomyśleć, że jego bohaterka Gianna Jessen zrobiła sobie aborcję i to przeżyła. Ale nie. Jessen będąc płodem młodym przeżyła to, że jej siedemnastoletnia mama chciała ją usunąć. Gianna Jessen opowiada, jak wstrzyknięto roztwór soli do macicy jej matki. Płód ma połknąć ten roztwór, co ponoć powoduje „poparzenie dziecka od zewnątrz i na zewnątrz”. Tak przynajmniej opowiada. Nasi rodzimi pro-life’owcy opisują to jeszcze dokładniej: „Przyzwyczajone do przyjemności połykania płynu, w jakim jest zanurzone, dziecko w łonie matki poznaje gorzki smak «fatalnego jadu». Stopniowo żrąca sól pali mu gardło oraz delikatną skórę; na próżno usiłuje ono uciec, miotając się z jednej strony macicy na drugą w strasznych konwulsjach. Jego agonia może trwać godzinami. Wiele godzin minie, zanim dziecko zostanie wydalone z łona matki. Jego ciałko jest czerwone od oparzelin”. Debata poważna jak armata. Ale jakoś się to nie udało w przypadku pani Jessen, bo przeżyła i została aktywistką ruch pro-life i teraz jeździ po świecie i o tym opowiada. I nie jest to bynajmniej nonszalancja, tylko święta wojna. Gianna Jessen jest chuliganem Chrystusa i przeżyła „nie po to, żeby wszyscy mogli się czuć komfortowo”. I dobrze się bawi, robiąc to. To znowu cytat, żeby nie było. Ale dobrze wiedzieć, że po stronie pro-life są ludzie, którzy tak samo jak ja stawiają sobie za cele psucie innym samopoczucia.


I żeby nie było, że się powołuje na jakieś zagraniczne przykłady z kosmosu, śpieszę wyjaśnić, że Gianna Jessen jest jak najbardziej częścią polskiego życia publicznego. Oczywiście jest bohaterką lekcji religii, a w niedawno nadawanym programie Tomasza Lisa poseł PiS Bolesław Piecha namawiał panią Czubaszek, a także telewidzów, żeby zapoznali się z jej świadectwem. Ale oczywiście opowieści płodu o tym, jak przeżył aborcję, są częścią „poważnej debaty”, a wyznanie satyryczki, że czterdzieści lat temu usunęła ciążę i się z tego cieszy, będzie zapewne „dewastujące dla psychiki wielu kobiet”. 


Z pewnością dramatyczne przeżycia pani Jessen były dewastujące dla psychiki posła Piechy. Swojego czasu sam wykonywał zabiegi aborcji, ale potem przestał. Podobno zrozumiał swój błąd. Ale może po prostu zrozumiał tę oczywistą prawdę, że w polskim sejmie można być homofobem, rasistą, czy zwykłym bucem (w senacie można nawet zakładać sukienki i wciągać nosem lekarstwa), ale dla aborcjonistów droga jest zamknięta. Cokolwiek zdewastowało psychikę posła Piechy, najwyraźniej nie zaprząta głowy pani Kolendy-Zalewskiej. Choć jeśli naprawdę uważa, że „w kwestii przerywania ciąży potrzebna jest delikatność, powaga, a także minimum odpowiedzialności”, to może następny tekst poświeci naszym drogim pro-life’owcom, którzy lubują się w opisywaniu cierpień płodów, ale jakoś zapominają dodać, że do 24 tygodnia płód nic nie czuje, a nawet potem pozostaje w stanie „nieustannego i nieświadomego snu”. Podobnie jak niektórzy dziennikarze.


Komentarze
Dodaj nowy
Slawczan   |20.02.2012 11:59:45
Jaś zapomniał, że p. Kolęda ,,rozjechała" buca Rutkowskiego choć jej stacja
doskonale się pożywiła jego bucostwem. P. Kolęda prezentuje ten sam typ
moralizatorstwa jaki prezentuje p. Lis (może to pokolenie SUKCESU lat
dziewięćdziesiątych tak ma?) - ta układna grzywka, te doskonale wywarzone
poglądy, ta elegencja stroju i języka. I co? ,,Co to k…wa ma być ,mapa
pryszczy na dupie?…I jeszcze w grafice sie zatrudnił,debil" Itd. Każda
mama chciała by by jej syn był jak ów heros prawidłowości a tu taka brzydka
buzia…Zwykłe chamidło w garniturze pomiatające podwładnym (choćby nawet
rzeczywiście okazał sie nie dość kompetentnym).Któż tego nie zaznał…
P.
Kolęda uprawia dziennikarstwo tak wysokich rejestrów moralnych, że nawet bąków
nie puszcza…To, ze ,,syfem moralnym" p. Czubaszek jej firma się pożywiała
wypełniając tym czas pomiędzy reklamami, to p. Kolęda nie czuje niesmaku.
Podobnie jak pewien senator-moralista, który opracował nowatorską metode
aplikacji lekarstw. co prawda mi ta metoda aplikacji kojarzy się z T. Monatną i
jego ulubionym sposobe relaksacji ale co tam…Przecież nikt do niego(b.
senatora) nie może mieć pretensji o sukienki ale mam q..ską pretensję, że sam
aplikował sobie lekarstwo do nosa a jego partia posiadaczy ,,lekarstw
donosowych" jak i zwolenników ziołolecznictwa (mimo stwierdzonego
uczestnictwa w tej terapii samego szefa szefów prawidłowych - Tuska) namietnie
do więzienia wsadza.
Jasiek  - Hej, Kolenda   |20.02.2012 12:50:33
Bardzo boleśnie i trafił p. J.K. w hipokryzję "przemiłej przyjaciółki
papieży i noblistów." Jednym z powodów, dla których Polska (jej rząd) nie
podpisuje i nie ratyfikuje Karty Praw Podstawowych UE, jest prawo kobiet do
wyboru momentu gotowości do macierzyństwa a także stosowania antykoncepcji i
innych praktyk, zgodnych ze współczesnym stanem wiedzy medycznej i
farmakologicznej. Dlatego nie można również w Polsce uregulować sprawy
"związków partnerskich", które godzą w rzekomą "Świętość Sakramentu
Małżeństwa". Przenoszenie do prawa cywilnego i karnego nakazów i zakazów
wyznaniowych stoi na przeszkodzie wspomnianej wyżej ratyfikacji.
sugadaddy   |20.02.2012 12:58:56
Nie ma co się dziwić prolajfofcom, że opowiadają dziwy i cuda; ktoś kto święcie
wierzy w jakieś czary-mary typu:robienie z wody wina, rozmnażanie chleba,
przywracanie do życia trupów, ożywanie trupów, czy wniebowstąpienie dosłowne,
uwierzy we wszystko, nawet, że natychmiast po spotkaniu plemnika z jajem formuje
się mały człowieczek. Ciekawe jak to widzi p. Kolenda?
Anya   |20.02.2012 13:23:59
Jeden tylko mały szkopuł - skończmy z powtarzaniem tego kłamstwa, że w Polsce
wykonywanych jest 200 tys. aborcji rocznie. Tyle było wykonywanych w PRL-u,
kiedy aborcja była legalna, a dzieci rodziło się kilka razy więcej niż teraz, bo
nie było antykoncepcji. Obecnie średnia liczba aborcji na świecie (legalnych i
nielegalnych) stanowi 21-22% zakończenia ciąż, najniższa jest w UE, szczególnie
w krajach skandynawskich (ok 10-13%), w Polsce ta liczba szacowana jest na
15-20%. Biorąc pod uwagę, że rodzi się w Polsce rocznie jedynie 400 tys. dzieci
to MAKSYMALNIE dokonuje się 80-100 tys. aborcji, a liczba realna to około 50
tys. a nie 200 tys., więc jeżeli kpi pan z debaty o aborcji, to warto wspomnieć,
że przesadza i jedna i druga strona. Poza tym, mimo, że popieram aborcję na
życzenie we wczesnym stadium płodu, to słowa Czubaszek również mną wstrząsnęły,
ponieważ TO NIE JEST wyrwanie zęba, a jej wypowiedź była specjalnie
prowokacyjna, przy czy stwierdzenie o rzucaniu się pod pociąg jest dla mnie
paplaniem stetryczałej, zaburzonej emocjonalnie (Czubaszek wiele lat zmagała się
z alkoholizmem) osoby. Mam jedną koleżankę, która dokonała aborcji 10 lat temu,
była młodą mężatką, świeżo po urodzeniu pierwszego dziecka, nie była gotowa na
drugie. Wymusiła na mężu zgodę na aborcję (była na jego utrzymaniu, a
potrzebowała pieniędzy), pamiętam jak dziś, że facet płakał jak dziecko przez
kilka tygodni. Dodam, że żadne z nich nie było i nie jest religijne. Teraz po 10
latach zaczęła mieć problemy z głową, w kółko mówi o tym nienarodzonym dziecku,
ile by już miało lat itp. W końcu oskarżyła męża, że to przez niego, bo nie
miała w nim oparcia, facet nie wytrzymał, aktualnie sprawa rozwodowa jest w
toku. Z tego co wiem to dosyć typowe, wg WHO 70-80% kobiet po aborcji (legalnej
i nielegalnej) cierpi na związane z nią zaburzenia fizyczne lub psychiczne. Nie
dla każdej kobiety aborcja jest jak puszczenie bąka panie młody poeto.
viking   |20.02.2012 13:36:07
W Przekroju, który od czasu przejęcia go przez Kurkiewicza, stał się Krytyką
Polityczną-bis (z pożytkiem dla niektórych działów i szkodą dla innych- ale to
osobna kwestia) o Kolendzie-Zaleskiej, napisano w kontekście jej antenowej
wojenki z Rutkowskim, jak następuje:

"Okazała się człowiekiem, czującą,
posiadającą i umiejącą okazać emocje osobą".

Ach, jakież to zdanko było
słodziutkie i urocze;) Ja bym je włożył do notki na temat autorki, pod
felietonem.
"Katarzyna Kolenda-Zaleska (ur.1967): dziennikarka TVN24,
publicystka, wielbicielka Watykanu, osoba czująca, umiejąca okazać emocje,
człowiek".
Spokojny   |20.02.2012 14:44:18
No ale nie porównuj wojny z Rutkowskim do wojny z Czubaszek. Rutkowski
odkrył, że jakaś pani kłamała, ale wcześniej nie uzgodnił z nią
tego, więc jest to ewidentne nadużycie. Tymczasem Czubaszek jest za
prawem kobiet do aborcji, więc tego nie można porównywać w ogóle.

Ja
jestem tylko ciekawy jak by to było, jakby taki tekst jaki
wypowiedziała Czubaszek wygłosił publicznie jakiś facet.

"Boże, jak to cudownie, że ona to zrobiła. Gdyby się zdarzyło, że
zaszła by w ciążę, i byłby to siódmy czy ósmy miesiąc, to ja bym skoczył
z któregoś piętra, pod pociąg bym się rzucił, ale na pewno bym tego
dziecka nie uznał..".


Ciekawe jakie emocje kto by wtedy pokazał.
piotrb  - dawno mnie nic tak nie wkurwiło jak ten tekst   |20.02.2012 14:55:20
Tej same telewizji, w której np. Zuzia (17 lat) zwierza się, że przed wyjściem
na dyskotekę przez dwie godziny bierze prysznic, żeby zmyć z siebie zapach
obornika, Agnieszka (27 lat) opowiada, że po waginoplastyce obudziła się w
szpitalnym schowku na narzędzia, a Mateusz (21 lat) przyznaje, że nie kochał się
nigdy z kobietą, bo to niehigieniczne. Więc nie wiem, co odpowiedzieć
przyjaciółce papieży i noblistów. Ale jeśli ma pani jakieś tajemnice, to może
pani być pewna, że TVN je kupi.

Kim jest ta Zuzia, ta Agnieszka, Mateusz
itd.? Kim oni są? Wiesz chociaż, Jasiu? Bo ja Ci powiem, że wiem, kim jest p.
Czubaszek i że w tej czy innej telewizji czy stacji radiowej błyszczy swoim
intelektem i próbuje być przyzwoita i niegłupia i coś sobą reprezentuje. Gdy
ktoś taki każe mi o swojej prywatności (bo uważam fakt dokonania aborcji za
rzecz bardzo prywatną) czytać na głównych stronach portali, to mnie to
bulwersuje bardziej niż pierdoły jakiejś 17-letniej Zuzi!! Ok?!

Co to ma
kurwa za znaczenie w jakiej stacji Czubaszek opowiada takie a nie inne rzeczy? I
jakie to ma kurwa znaczenie, gdzie Kolenda pisze, że akurat to ją zbulwersowało?
sugadaddy  - A propos   |20.02.2012 15:25:16
@Spokojny: Gdyby mężczyźni rodzili dzieci, aborcja byłaby sakramentem. (nie
znam autora) Szczególnie dotyczy to paciorkowców.
Andrzej   |20.02.2012 15:41:21
Kto sprostuje kłamstewka Anyi (zaburzonej emocjonalnie osoby, która wiele lat
zmagała się z czymś tam, co oczywiście odbiera jej prawo głosu i sens jej
wypowiedzi)?
Valentino  - @ Anya   |20.02.2012 16:04:29
Jeśli koleżanka WYMUSIŁA na mężu zgodę (rozumiem, że on przychylił się do jej
oczekiwań mimo, że był przeciwko) i ona BYŁA NA JEGO UTRZYMANIU, to stanowili
świetny związek partnerski. Wprost idealny dla narodzin drugiego dziecka.
A
może jest tak, że te 70-80% kobiet (nie znam wyników tych badań) po dokonanym
zabiegu cierpi na zaburzenia, bo jeśli aborcję różne organizacje pro-life,
pro-kościół, sam kościół nieustannie przyrównują do morderstw, to kto byłby
wstanie wytrzymać?
Zgodzę się, że decyzja o aborcji, to nie wyrwanie zęba -
pewnie w większości wypadków towarzyszą temu inne emocje. Sama decyzja też z
czegoś się bierze - nie chcę tego obciążenia, chę być niezależna; nie chcę się
łączyć z tym gościem, tylko z nim sypiam; nie poradzę sobię, bo na wsparcie
kogokolwiek nie mam co liczyć; zostałam zgwałcona; etc. I normalne też jest, że
po takiej decyzji ludzie mają ochotę płakać, wyrywać sobie włosy. Żałoba
normalnie. Niekoniecznie tylko z powodu dokonania zabiegu, ale też ze zdania
sobie sprawy, jakie powody stały za tym, że się na zabieg
zdecydowała/zdecydowali. Z moją partnerką aktualnie też przeżywamy swego rodzaju
żałobę. Nie rwiemy włosów, spazmy nami nie szarpią, nie o aborcję tu chodzi, ale
nam smutno - zdecydowaliśmy, że poprzestaniemy tylko na dwójce dzieci, które już
mamy - myśleliśmy o trzecim, ale powiedzieliśmy pass. I jak o tym myślę, to mi
smutno.
PS: Jak śmiała ta Czubaszek zmagająca się z alkoholizmem coś
powiedzieć? ZAKAZAĆ!!! Wszystkie jej skecze spalić!
Małgorzata  - tani chwyt w tytule - wykorzystanie gry slów związ   |20.02.2012 16:43:44
Nie odnoszę się do meritum tekstu, protestuję jedynie przeciwko taniemu,
nielegegackiemu chwytowi wykorzystaywania skojarzeń z nazwiskiem.
Abstarhując
od zasad dobrego wychowania, to bardzo słabe intelektualnie, ot, co!
Anya   |20.02.2012 17:18:27
Po pierwsze koleżanka była na utrzymaniu męża, bo tak chciała, wcześniej
pracowała, wyszła za bogatego i odechciało jej się pracować. Jeżeli myślisz, że
wszystkie kobiety kochają pracę i karierę to jesteś w błędzie. Większość ma to
gdzieś. A pieniędzy mieli aż za dużo, więc to nie kwestia materialna grała tu
pierwsze skrzypce.

Po drugie WYMUSIŁA na nim zgodę, bo to było też jego
dziecko, ale jego zdanie się nie liczyło - dopiero jakby urodziła poniósł by
pełną odpowiedzialność. Jestem kobietą, ale nie jestem ślepa, widzę, jak
mężczyźni są dyskryminowani w sprawach rodzinnych.

Po trzecie - moja babcia
jest alkoholiczką, w wieku podobnym do Czubaszek, niestety miałam tą
nieprzyjemność mieszkać z nią i z rodzicami do 19 roku życia. Wiem co alkohol
robi z głową, więc jeżeli ktoś nie ma tego doświadczenia niech nie teoretyzuje.
A skeczy Czubaszek w życiu nie widziałam, więc guzik mnie obchodzi, gdzie
wylądują. Autorytetem Czubaszek nie jest, bo z własnym życiem sobie poradzić nie
umiała.
shalott  - @Spokojny:   |20.02.2012 17:45:18
@Spokojny:
Cytat:
Ja jestem tylko ciekawy jak by to było, jakby taki tekst jaki wypowiedziała
Czubaszek wygłosił publicznie jakiś facet.


Będzie trudno, faceci nie rodzą, więc nie muszą się rzucać pod pociągi,
żeby uniknąć rodzenia.
A facetów, którzy porzucają swoje dzieci, jest
tysiące. Miganie się od alimentów i nieutrzymywanie kontaktów z własnymi
dziećmi to w Polsce powszechne i ciągle jeszcze
akceptowalne społecznie zjawisko. Nie kojarzę dziennikarza, którym by
te fakty wstrząsnęły jak Kolendą aborcje Czubaszek. I nie kojarzę
porównywalnej do aborcyjnej "poważanej debaty" z
udziałem Kościoła na ten temat, marszów obrońców dzieci narodzonych
ani rozważań, czy aby porzucanie dzieci nie było dewastujące dla psychiki
tysięcy mężczyzn.
bacspace1   |20.02.2012 18:47:53
Naprawdę tak powiedziała Czubaszek? To znaczy, że ona jest nie tylko mało
śmieszna, ale i upośledzona moralnie. Można być przeciwnikiem aborcji, ale
przedstawiać swoje poglądy w taki sposób jak Czubaszek, to po prostu - bez
komentarza. I nie dziwię się, że mogło to co bardziej wrażliwe osoby dotknąć.
Nie tylko p. Kolendę. W tej sprawie, i w sprawie Rutkowskiego podzielam jej
zdanie. Nieważne jest w jakiej stacji pracuje, ważne że w danej sytuacji
zaregowała zgodnie ze swoimi odczuciami i wykazała się elementarną wrażliwością.
Nie jestem wcale kościołowy, uważam, że prawo aborcyjne w Polsce należy
złagodzić, ale takie mówienie o aborcji jakby to było wyrwanie zęba, jest
żenujące i wpisuje się w ogólne schamienie panujące w tym kraju.
Maciek Cisowski  - śmiesznostki   |20.02.2012 22:44:40
Ok, więc Kolenda-Zalewska jest hipokrytką - w jaki sposób podważa to sens jej
zarzutów wobec wypowiedzi Czubaszek? Bo z tekstu wynika, że ona nie ma
"moralnego prawa" takich zarzutów zgłaszać. Terlikowski może ma, ale z
niego łatwiej sobie dworować, więc niech sobie gada. To jest tchórzliwa
retoryka: "z nią nie rozmawiam, ona jest hipokrytką". Rozumiem zatem, że
dyskusja publiczna ma się toczyć między samymi Cyncynatami i innymi
kryształowymi postaciami?
Protekcjonalny i mędrkowaty ton K-Z też mi zadziałał
na nerwy, ale zasadniczo się z nią zgadzam - sprowadzanie rozmowy o aborcji do
takich anegdotycznych perełek jak wypowiedź Czubaszek szkodzi sprawie, której
ponoć ma służyć. Nie chodzi o to, że powiedziała, że wolałaby się zabić niż
urodzić, ale o to, że zostało to wyrażone tak jakby powiedziała "wolałabym
się zabić niż wyjść na miasto w tamtej sukience". Czyli te wszystkie
dylematy i dramaty kobiet to jest w sumie wydmuszka?
I jeszcze ten argument z
"…a u was Murzynów biją!". Bo skoro prawica epatuje pro-life’owym gore
i tekstami o dławiących się płodzikach, najzupełniej słusznym jest sprowadzanie
dyskusji po drugiej stronie do śmiesznostek i anegdotek Czubaszek. Rozumiem, że
Jasiowi to odpowiada jako ironiście zainteresowanemu wkurwianiem innych, ale
między Cyncynatami i Jasiami są jeszcze prostacy tacy jak ja, którzy oczekują
(naiwnie_ czegoś więcej od debaty publicznej.
Na koniec: tak się składa, że sam
otarłem się bardzo blisko o te dylematy aborcyjne i to nie w kontekście
"poważnej debaty", tylko rzeczywistego wyboru znajomej mi osoby. Nie
wiem jak wygląda większość takich sytuacji, ale ta w której uczestniczyłem była
dramatyczna, graniczna. Bez udziału religii, bez presji wójka-księdza. I
pamiętając tamtą sytuację mam więcej wyrozumiałości dla hipokryzji K-Z, dużo
mniej do głupoty Czubaszek.
primus   |20.02.2012 22:50:59
Dla mnie ma znaczenie to, co powiedziała Czubaszek i jak to skomentowała
Kolenda,
jakkolwiek się nie wkurwiłem.
Mimo iż tworczości obu unikam podobnie
jak w ogóle produkcji tvn.
Podzielam opinię, że aborcja to nie wyrywanie zęba i
jakaś elementarna powaga względem takiego wydarzenia powinna być
zachowana.
Hipokryzji trudniej może przy tym uniknąć, bo wielu, w tym
dziennikarzy, po szczęśliwym poczęciu, z niej czy dzięki niej żyje.
Obie damy
się nie popisały a ich wynurzenia dodały kolejną wartość ujemną
do tzw
publicznej wymiany poglądów i ostentacyjnej samorealizacji.
Co do Jaśka, to też
się nie popisał, chyba, że dezynwolturą. Jak widać nie trzeba w życiu płodowym
kontaktu z roztworem soli by mieć kłopoty, po latach życia, z krytycznym
rozróżnianiem wartości poczętych i porodzonych.

Wracając do źródeł. Może
lepiej juz skoczyć z tego piętra niż głupoty wygadywać, hipokrytów ożywiać i
pomieszanej młodzieży do wypisywania niezależnych przemyśleń dawać okazję.
W
ogólności: głupoty choćby już poczętej nie rodzić.
To do ciebie Jasiek.
Padliną się nie baw.
żal   |20.02.2012 23:10:32
Moja matka dokonała aborcji. Jednej. Zawsze uważała, że było to dla niej jak
wyrwanie zęba. Nigdy nie miała "syndromu postaborcyjnego". Nie rozwiodła
się z tego powodu. Nie budziła w nocy. Otwarcie mi o tym opowiadała. Dokonała
tego, bo miała nas już sześcioro i na siódme za nic rodziców już nie było stać.
Nie uważam, żeby była osobą niemoralną i nie popadła w alkoholizm, więc trudno
opowiadać o niej, Anyu, że miała zryty mózg. Według mnie trzeba mieć natomiast
ostro zryty mózg, żeby przenosić swoją wrażliwość na ogół. Masz problem z
aborcją?- to Twój problem. Ale nie oczekuj, że Twój ogląd tej sprawy to jakiś
wzorzec moralny. Nie "kolenduj". Popieram Czubaszek- żeby odkręcić
dwadzieścia lat wciskania nam religianckiego bełkotu o "dzieciach
nienarodzonych", trzeba dziś ostro walnąć. Ona opowiedziała tylko o swoich
emocjach. nawet, jeśli się z nimi nie zgadzasz- one są. I nie masz na to wpływu.
andr   |20.02.2012 23:57:52
Garśc pytań, częściowo odpowiedzi, może naiwnych:

Czy stwierdzenie, że płód
od początku jest żywy ktokolwiek merytorycznie podważa? Raczej nie

Czy
stwierdzenie, że kończąc czyjeś życie, czegoś/kogoś, czemu/komu bliżej do
człowieka niż do jakiejkolwiek innej istoty, popełniamy zabójstwo (lub ostrzej,
ale mniejsza), jest równie powszechnie przyjęte? Raczej tak

Czy zatem, idąc
za pierwszym semestrem logiki, uznanie abrocji za zabójstwo stanowi
nadużycie?

Wydaje mi się, że nie.

Jednocześnie świadom (lub mający
wrażenie, że jestem świadom) złożoności sytuacji, przed jaką staje kobieta
(ceteris paribus), rozumiem argumenty za liberalizacją prawa aborcyjnego. I tu
dochodze do kwestii: czy głośne powiedzenie, że tak, jestem za jednym
zabójstwem, by inne, większe w moim rozumieniu, się nie dokonało, przekracza
naszą wrażliwość i potrzebę pielęgnowania dobrego ("dobrego"!) zdania o
sobie? Czy postawienie sprawy podobnie wprost - jasne, że wypędzając ją tym
samym z debaty publicznej - jest zbyt trudne, zbyt dalekie i nie na miejscu dla
większości zdeklarowanych orędowników dania kobiecie prawa do decyzji? Dlaczego,
miła memu sercu nadprodukcji uniwersytetów, tak przyuczeni tropić fałsz, boimy
się postawić tego wyraźnie.

Jak gruboskórnie by to nie zabrzmiało, jest to
tego samego rodzaju przyznanie, co afirmacja masowej rzezi zwięrząt frunących
przez półki sklepowe, nie bojąca się wyrazić: tak, widzę to, dostrzegam trudność
i pozorny brak wyjścia, i _wybieram_ to.

Może moje watpliwości są, jak
napisałem na początku, naiwne, dawno przeżute i potwierdzone. Może nie dość
szukam, nie dość wiele czytam. Ale podobnej deklaracji nie słyszałem, mimo iż,
jak sądze, przynajmniej na poziomie wymiany argumentów poza sferą publiczną,
pozwala wyjść z klinczu, uznając część argumentacji drugiej strony.
druknepf   |21.02.2012 00:36:21
Nie skomentuję pań Czubaszek i Kolendy, ponieważ, skrobnę coś tylko dlatego, że
wypowiedziały się tutaj tylko dwie panie, co jest charakterystyczną cechą
dyskusji o aborcji. Najlepiej wszytko wiedzą oczywiście faceci w sukienkach, a
tuż za nimi ci w spodniach. Stoją zawsze w pierwszym szeregu moralistów,
moralności skonstruowanej w zakamarkach kruchty. Trudno się dziwić młodym
kobietom usuwającym ciążę, że po takiej dawce przymusowego prania mózgu, są
podatne na załamania nerwowe. Przecież w indoktrynacji wszelakiej o nic innego
nie chodzi,jak o zaszczepienie w człowieku poczucia winy i wstydu.
rosa   |21.02.2012 01:10:58
@Anya "Po pierwsze koleżanka była na utrzymaniu męża, bo tak chciała,
wcześniej
pracowała, wyszła za bogatego i odechciało jej się pracować. Jeżeli
myślisz, że
wszystkie kobiety kochają pracę i karierę to jesteś w błędzie.
Większość ma to
gdzieś. A pieniędzy mieli aż za dużo, więc to nie kwestia
materialna grała tu
pierwsze skrzypce."
Jakos nie dziwie sie temu
rozwodowi. A kolezance nie zazdroszcze stanu psychicznego. Tez bym na jej
miejscu dostala "schizy" ja jakims punkcie.


"Po drugie WYMUSIŁA
na nim zgodę, bo to było też jego dziecko, ale jego zdanie się nie liczyło -
dopiero jakby urodziła poniósł by
pełną odpowiedzialność. Jestem kobietą, ale
nie jestem ślepa, widzę, jak
mężczyźni są dyskryminowani w sprawach
rodzinnych."
Dzieki mojemu bratu tez pewne rzeczy widze. Na przyklad brak
srodkow antykoncepcyjnych dla mezczyzn. Bayer pracowal co prawda nad pigulka
hormonalna dla mezczyzn, ale z powodu skutkow ubocznych panowie nie byli
zainteresowani. Zostala wiec dosc niepewna prezerwatywa. Nie wiem, czym te n
brak jest spowodowany.
Tak, panowie porzucaja swoje potomstwo. I nie osadzam
tego jednoznacznie negatywnie: czasem lepiej nie miec ojca niz miec ojca, ktory
pokazuje, jak bardzo jestes mu zbedna/y. Tak jak czasem warto sie nie urodzic.
Decyzja o porzuceniu jest zapewne tez bolesniejsza niz "wyrwanie
zeba".
Spokojny, doprawdy nie wiem, skad ci sie wziela ta zenujaca
ignorancja. Moze zyjesz w idealnym panstwie platona i jestes ze wspolobywatelami
polaczony, "tak, jakbyscie stanowili jedno cialo". Rzucaj sie pod pociag
do woli. Ale nikogo nie masz prawa pod pociag wepchac.Jesli uwazasz,ze obecnosc
twojego dzieciaka w brzuchu danej kobiety pozwala ci na taki krok, to wrzuc pod
pociag noworodka. Ma pol twojego DNA, czyli dylemat ten sam.
Valentino  - @ piotrb   |21.02.2012 02:06:32
Nikt Ci niczego nie każe czytać. Możesz wcale nie czytać.

News o Czubaszek
Cię napadł, wykręcił Ci ręce, powieki taśmą przykleił do czoła i unieruchomił?
Uczynił Cię na chwilę Alexem DeLargem?
Valentino  - @ Anya   |21.02.2012 10:37:19
Moja druga odpowiedź do Anya nie została dopuszczona. Powodów nie znam. Wyrażam
swój sprzeciw. Odpowiadam w wersji skróconej.

Nie napisałem, że
"wszystkie kobiety kochają pracę i karierę". W ogóle staram się unikać
sformułowań "wszystkie kobiety to…" a "wszyscy mężczyźni
to…" a "każdy pijak to złodziej", bo to dla mnie bełkot jest.
Rozumiem, że masz na myśli kobiety z Twojego otoczenia i na tej podstawie
wyrażasz uniwersalne sądy.
Nie napisałem również, że "kwestia materialna
grała tu pierwsze skrzypce" albo jakiekolwiek skrzypce, dudy czy werble.
Ustosunkowałem się do Twojego opisu ich relacji i uznałem, że "stanowili
świetny związek partnerski. Wprost idealny dla narodzin drugiego dziecka",
co miało być ironiczne.

Jeżeli jego zdanie się nie liczyło, to jak mogła
wymusić na nim zgodę? Albo miał coś do powiedzenia albo miał dać kasę. Czyli nie
oni mieli pieniądze, tylko on miał. Co tylko potwierdza, że tworzyli idealne
stadło.
Na czym Twoim zdaniem polega dyskryminacja mężczyzn w życiu rodzinnym?
Na doborze koloru firanek? Na nie posiadania wpływu na wychowanie dzieci? Na
wyborze zastawy stołowej? Na wyborze miejsca, w którym rodzina spędzi ferie?
Jakież narzędzia ucisku masz na myśli?
Mężczyzna może z lenistwa lub unikania
się od spraw rodzinnych odsunąć lub dać się odsunąć. Może nie być świadomy lub
wyuczony, ale przy odrobinie woli, nie ma siły, która by mężczyznę
dyskryminowała.

Co do alkoholizmu, no cóż, możemy się licytować do końca
przyszłego tygodnia. Akurat w mojej rodzinie śmierć w wyniku nałogów była
powszechna, jak teatr telewizji w poniedziałek.
Ty na podstawie jednej pary i
alkoholizmu babci, czyli przypadków odosobnionych, jesteś przekonana, że znasz
sprawy.
Valentino  - @ Rosa   |21.02.2012 10:43:30
Brak środków antykoncepcyjnych dla mężczyzn nie jest przejawem dyskryminacji
mężczyzn, tylko kobiet.
viking   |21.02.2012 11:45:54
Aborcja powinna być legalna, ponieważ obecne przepisy rzeczywiście prowadzą do
cierpienia wielu kobiet. Pod tym względem, oczywiście, zgadzam się z
Kapelą.
Nie mam też pretensji do Czubaszek. Owszem, jej wypowiedź była
prowokacyjna, ale od czego są satyrycy, jeśli nie od tego, żeby prowokować?

A
jednak widzę tu pewien problem. Szczególnie bliskie jest mi to, co napisał
Maciej Cisowski, przy czym bardziej niż samej Czubaszek, czepiałbym się sposobu
w jakiej uczyniono jej wypowiedź "ikoniczną". Nota bene, poza K-Z i
programem Lisa, koncentrowano się nie na aborcji, tylko na tym, co Czubaszek
powiedziała o macierzyństwie.
To mi się wydaje symptomatyczne.
Parę miesięcy
temu, miałem w rękach książkę o aborcji, jakiś poradnik (może to nawet była ta
"Mała książka o …" Bratkowskiej i Szczuki).
Znalazłem rozdział o
mężczyznach, więc z zaciekawieniem go przeczytałem.
Dziewczyny przekonywano w
nim do tego, że nie ma szczególnej potrzeby informowania facetów o chęci
dokonania aborcji. Co sądzę na temat takiej opinii, mówiłem już parę razy, więc
teraz to zostawiam.
Uderzyło mnie jednak co innego. Otóż autorki mówią coś w
stylu: "facet może Cię szantażować, żebyś NIE USUWAŁA ciąży, grozić
odejściem itd."
No to zaraz … . Jeżeli jest tak, jak piszą tu niektóre
panie, że faceci tak masowo uciekają od swoich dzieci, to rzeczywiście można
sobie wyobrazić, że będą wywierali presję na swoje partnerki, ale nie by
urodziły, tylko by właśnie NIE URODZIŁY. Żeby dokonały aborcji i żeby można było
dalej nie brać na siebie rodzicielskich obowiązków.
A jednak autorki złości
tylko presja facetów chcących mieć dzieci. Tych którzy nie chcą ich mieć już
nie.
I tak oto, słuszna walka o aborcję, zamienia się w starcie dwóch
fantazmatów: z jednej strony "każda ciąża jako świętość", z drugiej
"każda ciąża jako tragedia" (i istne wzruszenie Marią Czubaszek, która
"miała odwagę TO powiedzieć").
Pytanie tylko, co takie walenie w jeden
fantazmat innym, taki dyskurs w stylu "mój brzuch, moja
sprawa","pierdolę nie rodzę","wolałabym się zabić niż
urodzić", ma do zaoferowania kobietom, które np. marzą o dziecku a jednak
MUSZĄ usunąć ciążę z powodu choroby lub braku środków finansowych na
wychowywanie dzieci. Co może dać kobietom, które usunęły dziecko, bojąc się
odrzucenia przez własnego faceta, mimo iż same chciały zostać matkami?
Na
koniec:o ile w sensie samej "techniki" aborcji, należy odróżniać płód od
dziecka, o tyle w sferze emocji, nie jest to takie proste.
Mamy chcące urodzić
mówią o "dziecku w brzuszku" nawet, gdy są zwolenniczkami aborcji. Jakoś
nikt im nie mówi, że tam jest tylko "płodzik".
Ciekawi mnie też, co
ci, którzy z taką absolutną pewnością twierdzą tu, że ewentualna depresja po
aborcji jest zawsze produktem katolicyzmu, powiedzieliby matkom, które poroniły.
Że nie mają o co płakać, bo przecież nie zginęło ich dziecko, tylko płód?

Niestety, to wszystko nie jest aż takie proste.
robpur  - robpur - żal   |21.02.2012 15:35:49
300 proc. racji. Okazuje się, że nie tylko nie można usunąć ciąży - nie
dozwolone jest też myślenie o aborcji w sposób zbyt lekki, bez zadęcia, zadumy,
głębokiej refleksji. A jeśli już tak myślimy, to nie daj boże, żebyśmy głośno
taki sąd wygłosili! Jak słusznie zauważyła ostatnio Kinga Dunin, środowiska pro
choice dały się wpuścić w tę poprawnościową poetykę, gdzie zanim powie się o
konieczności liberalizacji prawa, najpierw trzeba się "pochylić",
"przyznać, że problem nie jest łatwy", że "aborcja to oczywiście
zło, ale czasami zło konieczne". Czyli całe spektrum poglądów na ten temat
zawiera się między postawą: "zakazać!", a postawą "no może czasami
pozwolić, choć to moralnie podejrzane, ale czasami życie wymusza… bla, bla
bla". A gdzie miejsce dla ludzi, którzy sądzą, że to sprawa moralnie
obojętna. Że życie nie jest żadną "świętością", ale najbanalniejszym
zjawiskiem w przyrodzie. Że kluczowym czynnikiem jest zdolności do odczuwania i
samoświadomość, a nie żadne transcendentne mambo - dżambo. Gdzie dla nich
miejsce? Otóż nigdzie. I nie tylko nie wolno im swojej moralności wprowadzać w
życie, ale również o niej mówić. Bo urażą delikatną duszyczkę redaktor K-Z. Nie
tylko nie można już czegoś robić, nie wolno też mieć określonych intencji i
nastawienia do tej czynności. Znam kobietę, która nie może pozbierać się po
stracie kilkutygodniowego płodu (poronienie) i znam taką, która tabletki
wczesnoporonne łyka jak tik - taki (o aborcji nic mi nie wiadomo). Przyjaźnią
się mimo, że wiedzą o tej dość fundamentalnej różnicy jaka ich dzieli. Ale
szanują nawzajem swoje zdanie i żadnej z nich nie przyszło by do głowy, żeby
potępiać czy ośmieszać postawę tej drugiej. Czy nie na tym polega po trosze
system demokratyczny?
Spokojny   |21.02.2012 16:21:59
To my nadajemy sens płodowi. Kiedy decydujemy, że to nasze dziecko, a ono
zostaje zgubione przez organizm matki płaczemy jak po stracie dziecka. Kiedy
jednak decydujemy, że dziecka nie chcemy mieć, postanawiamy, że to nie dziecko
tylko płód i wówczas przerwanie ciąży nazywamy zabiegiem. Dlatego dwie kobiety z
których jedna poroniła tragicznie a druga na dokładnie tym samym etapie ciąży
dokonała aborcji mogą się spotkać i omawiać swoje przeżycia. I mogą mieć różne
przeżycia nie czując w tej różnicy żadnego nonsensu. Zresztą nie tylko w tym
wypadku tak robimy. Kiedy w rzeźni ginie prosiak i zostaje przerobiony na puszkę
dla kotów nikt się nie przejmuje. Ale kiedy umiera ukochany kociak płacze cała
rodzina. Tak samo z dorosłymi. Kiedy pilot myśliwca zestrzeliwuje inny myśliwiec
kręci beczkę nad lotniskiem a przyjaciele czekają na dole z wódką. Wrogi lotnik
ginie w płomieniach. Kiedy jednak czyjś syn ginie w pożarze, płacze cały kraj
przed ekranami. To my nadajemy sens śmierci. Feministki chcą mieć totalne prawo
do nadawania sensu istnieniu płodów i chcą wszelkie elementy tego prawa drugiej
stronie odebrać.
Chciałbym żeby kobiety miały prawo nadawania takiego sensu
istnieniu płodu, ktoś bowiem musi to zrobić, chciałbym jednak mieć takie samo
prawo do określania tego sensu jakiego domagam się dla nich. Powinny móc wybrać,
czy chcą być matkami i nazwać płód dzieckiem czy też chcą być kobietami w ciąży
i nazwać płód płodem. Ale ja też chciałbym mieć prawo wyboru czy chcę być ojcem
czy tylko facetem którego pytają. Nikt nie może zmusić kobiety do urodzenia ani
do aborcji ponieważ nikt nie jest w stanie zmusić jej by zaczęła widzieć to
czego ona nie widzi. Jeśli widzi dziecko w fasolce, nikt tego nie zmieni i jeśli
widzi w niej płód albo pasożyta także nikt nie sprawi, by zobaczyła w tym Jasia.
Ale podobnie nikt nie powinien zmuszać mnie, żebym widział w tej sytuacji to, co
w niej zechciała zobaczyć kobieta. To nie jest kwestia prawa do wyboru. To jest
kwestia prawa do wewnętrznej spójności. Widzę co widzę i chcę zgodnie z tym
działać.
shalott  - @viking   |21.02.2012 19:27:13
Cytat:
Ciekawi mnie też, co ci, którzy z taką absolutną pewnością twierdzą tu, że
ewentualna depresja po aborcji jest zawsze
produktem katolicyzmu,powiedzieliby matkom,
które poroniły.[/cite]

Jeśliś ciekaw, to zwróc się po nicku i
zacytuj, kto i gdzie z absolutną pewnością stwierdził, że ewentualna depresja jest zawsze produktem katolicyzmu. Może autor odpowie.

[cite]Że nie mają o co
płakać, bo przecież nie zginęło ich dziecko, tylko płód?


A cóż to za katolickie spojrzenie na aborcję i poronienie? Tu nie
chodzi o jakieś zbiorcze obiektywne właściwości wszystkich płodów, tylko
o stosunek rodziców do jednego konkretnego. Jeśli pragną i wyczekują
dziecka, to oczywiście, że będą płakać. Jeśli go nie chcą, to płakać nie
będą. Jak pisze robpur, tacy ludzie mogą żyć razem i nie wciskać innym
swoich prywatnych odczuć. Można też mówić o sześciu swoich ciążach
"dziecko w brzuszku", a siódmą usunąć.
robpur  - spokojny   |22.02.2012 13:42:33
"Feministki chcą mieć totalne prawo
do nadawania sensu istnieniu płodów i
chcą wszelkie elementy tego prawa drugiej
stronie odebrać. "

Naprawdę? A
nie bronią się one przed zideologizowanym i naładowanym emocjami językiem
drugiej strony (dzieci poczęte) uciekając w bardziej neutralny język biologii?
"Płód" to nie określenie pokrewne do "śmieć", czy
"odpad", to termin naukowy - tak się nazywa człowiek w fazie prenatalnej
jak mi sie zdaje. Zresztą, nawet gdyby "feministki" (jadąc dalej tym
uproszczonym terminem) zdecydowały się na określenie bardziej dosadne, to czy
budowanie symetrii między mocarną instytucją, a słabym, raczkującym wciąż w tym
kraju srodowiskiem jest uprawnione? I czy liberalny porządek, w którym w końcu
aborcja jest opcjonalna i szanuje się inne wybory można porównywać do porządku
proponowanego przez kościół? Czy i z tego, bardziej ogólnego punktu widzenia nie
można by rozwazyc argumentu o "totalnych" zapędach feministek?
daras1983   |22.02.2012 15:00:24
Bezproduktywność tej dyskusji jest porażająca.
Cała Krytyka Polityczna.

Mistrzowie retoryki i nic więcej.
Jeszcze bardziej utwierdza mnie to w
przekonaniu, że KP jest niezdolna do odegrania jakiejkolwiek roli formującej w
kształtowaniu młodych pokoleń.
Uprawianie sztuki dla sztuki, w dodatku przez
sztukmistrzów, a nie mistrzów jest strasznie nudne.
Maciek Cisowski  - re: Robpur   |22.02.2012 16:53:47
Robpur – dlaczego od razu niedozwolone? Jeśli ktoś zacznie opowiadać
dowcipy o Zagładzie, nie trzeba być zwolennikiem prawnego zakazu opowiadania
takich dowcipów, żeby uważać je za niemądre. W ten sam deseń: uważam wypowiedź
Czubaszek za niemądrą, szkodzącą sprawie pro-choice, przesuwającą dyskusję na
tereny sporu fantazmatów Matki Polki vs. Zimnej suki, jakby chodziło o
konieczność wyboru między tymi i tylko tymi fantazmatami. I tyle.
Reakcja
środowisk pro-choice na bełkot pro-life’u na zasadzie: „my też
chcemy mieć prawo do swojego hardcore’u” jest dla mnie
psychologicznie i emocjonalnie zrozumiała, ale przy okazji nietrafiona. Można
oczywiście nie chcieć języka „głębokiej refleksji” i mówić twardo
„pierdolę, nie rodzę”, ale narzekanie na to, że w debacie publicznej
jest mało miejsca na takie poglądy jest co najmniej naiwne. Język
„głębokiej refleksji” wiąże się z uznaniem kulturowych uwarunkowań
tematu rodzenia i aborcji – można w imię redukowania asymetrii jechać po
bandzie, ale przypomina mi to sytuację, w której ktoś chciałby zaproponować
ustawowy obowiązek recyklingu ciał zmarłych. Temat tabu, skojarzenia jak
najgorsze i zapewne natychmiastowe potępienie ze wszystkich stron. A przecież
mowa tu tylko o martwych ciałach, prawda? Propozycja nie jest pozbawiona racji,
ale jest zupełnie niezgodna z kodem kulturowym w którym się pojawia. Więc znów:
jasne, że można coś takiego powiedzieć, napisać itd. Papier wszystko zniesie.
Ale szans na dialog, tym bardziej na rzeczywistą zmianę taka propozycja nie
stwarza. I widzę w takiej postawie fundamentalne nieporozumienie co do tego jak
działa liberalna demokracja. Tzn. nie rozumienia tego, że ona nie działa w
jakimś trans kulturowym limbo i tupania z tego powodu nogą na to, że
społeczeństwo realnej Polski nie jest gotowe uznać ciąży, aborcji, porodu czy
śmierci wyłącznie za biologiczne zdarzenie.

Ja osobiście mam nadzieję, że
można mówić o aborcji inaczej niż językiem fantazmatycznego starcia rodem z
Gwiezdnych Wojen. Między Matką Polką (Polska, katolicyzm, rodzina) a zimną suką
(Szwecja, libertarianizm, jednostka) jest jeszcze polska dwudziestokilkulatka,
która nie uważa aborcji za banał ani życia poczętego za świętość i za cholerę
nie odnajduje się w tej katolicko-feministycznej wojnie światów. Może największy
problem tej całej dyskusji to właśnie niezdolność wyjścia poza te fantazmaty.
Spokojny  - @ robpur   |23.02.2012 14:00:03
Twoja wiara w to, że istnieje w tej sprawie język bardziej obiektywny niż jakiś
inny jest wzruszająca. Kłopot w tym, że nie wytrzymuje konfrontacji z kobietą
stosującą do własnego doświadczenia język odmienny. Tak jak nie przekonasz
Czubaszek, że zabiła człowieka tak kobiety która poroniła i rozpacza z tego
powodu nie przekonasz, że zgubiła odpad. Czyli żaden język nie jest obiektywny.
To my wybieramy język dla siebie i sami nadajemy sens temu czemuś. Dlatego
zakończenie sporu nie jest możliwe - bo żadne ze stron nie chce uznać tego
faktu.
Obszerniej o tym tutaj:
http://spokojny-blog.blogspot.com/
robpur  - - maciek cisowski   |23.02.2012 14:09:22
Ja bym się może nawet i zgodził na to "moratorium" (chociaż z
porównaniami nie do końca już mogę - w mainstreamie raczej nie ma tak
wyrazistego sporu w kwestii "zagłady" jak w kwestii aborcji,
upraszczając: Irving siedział w pierdlu za swoje rewelacje, Singerowi to chyba
jeszcze, w cywilizowanym świecie nie grozi), ale ja naprawdę nie kibicuje Marii
Czubaszek bo chce rewanżu za hardkory prolajfowców. Ja …naprawdę tak myślę. I
sądzę, że Maria Czubaszek też mówiła to wszystko szczerze, nie po to, żeby
prowokować. I może jestem naiwny, ale z całym szacunkiem dla odczuć tej
hipotetycznej dwudziestolatki, która odrzuca oba "fantazmaty" - ja lubię
ten swój fantazmat, nawet jeśli rzeczywiście jest fantazmatem. I wszystko czego
chcę dla siebie, to elementarnego szacunku dla swojego stanowiska. Nikt nie musi
się z nim zgadzać, ale nie podoba mi sie stwierdzenie, ze mój pogląd jest
"niewypowiadalny". Ze to nie jest opinia, ale jakies faux pas, dowod
jakiegos moralnego deficytu czy po prostu wygłup i prowokacja.
robpur  - spokojny   |23.02.2012 14:53:17
Ależ zgoda. Nie twierdziłem, ze okreslenia stosowane przez feministki są wzorem
obiektywizmu. Mam tylko wrazenie, ze przynajmniej sa owocem poszukiwania
jakiejś w miarę niekonfrontacyjnej formuły w terminologii naukowej, która chyba
w większym stopniu wypełnia warunki obiektywizmu niż "dziecko poczęte".
Przeciwieństwem "dziecka poczętego" nie jest płód, a raczej - bo ja wiem
- "pasożyt". Nie mam zdania co do języka jakim powinniśmy o tym
rozmawiać, moja uwaga była reakcją na "totalne zapędy feministek" w
twoim poście. Niezaleznie jednak od tego jaki by ten jezyk miał być, to mówiąc o
nim mam na mysli debate publiczna, a nie rozmowy z cztery oczy z zaangazowana
emocjonalnie kobieta.
Spokojny  - @ robpur   |23.02.2012 15:13:08
Totalne zapędy nie na tym polegają, że ktoś nadał jakieś swoje znaczenie
obiektowi o którym mówimy. Totalność zapędu polega na tym, że wobec wszystkich
dookoła formułowane jest oczekiwanie, by podzielali w każdym momencie to
znaczenie, które zostało zaproponowane. Jeśli kobieta postanawia, że to pasożyt,
wszyscy dookoła mają bez najmniejszych wątpliwości przyjąć, że pasożyt.
Biologiczny ojciec nie ma wówczas żadnego prawa głosu, bo nie ma on żadnego
dziecka. Bo nie ma dziecka. Jest pasożyt i on MA to zaakceptować. Jeśli jednak
kobieta uzna po kilku dniach, że jednak nie pasożyt, tylko dziecko, wówczas ten
sam facet ma natychmiast uznać się za ojca i zobowiązać do płacenia alimentów,
pełnienia ojcowskich, przepraszam
t a c i e r z y ń s k i c h obowiązków i w
ogóle być dojrzały i odpowiedzialny. Ale jeśli tej samej kobiecie w następnym
tygodniu się odwidzi i uzna, że jednak jej brzuch to jej sprawa i nie dziecko
tylko jednak pasożyt, to ten sam facet i wszyscy święci wokół mają natychmiast
znów uznać w ślad za nią, że nie Eurazja tylko Wschód Azja była odwiecznym
sojusznikiem i że jednak pasożyt i zaakceptować "wybór kobiety". A każda
próba mówienia o tym, że być może ten facet nadaje temu obiektowi jakiś własny
sens niezależnie od tego jaki sens temu nadaje kobieta - każda taka próba jest
definiowana jako przemoc wobec tej kobiety. To jest właśnie zapęd totalny, bo to
jest zapęd do władzy absolutnej. Bo kiedy ta kobieta, która ostatecznie
zdecydowała, że pasożyt wykona zabieg i po kilku miesiącach jednak przyjdzie w
rozpaczy że straciła dziecko, to ten sam facet ma znów się w ślad za nią
odmienić i być pełen współczucia dla matki co tak wielką stratę poniosła. I ma
ją wówczas zrozumieć. Tak. To właśnie jest zapęd do władzy totalnej.
shalott  - @Spokojny   |23.02.2012 16:11:22
@Spokojny: Nikt Ci nie każe podzielać nazewnictwa używanego przez Twoją
partnerkę, możesz mieć własne. Nie macie sobie po prostu narzucać go wzajemnie.
Masz go zaakceptować, w sensie zaakceptować, że ona takie ma. Nie musisz go
podzielać.
Nie masz prawa głosu nie co do tego, czy płód jest pasożytem, czy
dzieckiem (bo czym sobie go nazwiesz, tym dla Ciebie będzie), ale co do tego,
czy partnerka może go usunąć.

Serio, nie wiem, gdzie widzisz to totalne
oczekiwanie wobec wszystkich dookoła, żeby podzielali znaczenie nadane zarodkowi
przez kobietę. Mam wrażenie, że coś celowo przekręcasz.
Kornelia   |24.02.2012 03:20:25
W Polsce kobieta po zabiegu aborcji, nie ma prawa NIE mieć traumy :D

Musi ją
mieć i dopiero wtedy z odpowiednią smutą na twarzy i umęczonym, zbolałym głosem,
ma prawo opowiadać, że targają nią myśli samobójcze i czuje się morderczynią
"dzieciąteczek" i jest w trakcie terapii psychiatrycznej.
Wtedy jest
true Polką,zdaniem sarmackich, męskich ciot. LOL
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 20.02.2012 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.12387 Seconds