|
Zrozumienie, że mugole są kimś gorszym, przychodzi właściwie naturalnie. Nie dość, że nie posiadają żadnych magicznych umiejętności ani nie mogą ich w sobie rozwinąć, to w ogóle nie mają nawet świadomości, że magiczny świat istnieje. Czy to nie jest wystarczający powód, żeby nimi gardzić? Nie dostateczny dowód, że są kimś gorszym?
Film Harry Potter i insygnia śmierci zaczyna się trochę jak „Rok 1984” - przemową Ministra Magii zapewniającego, że wszystko będzie dobrze i nie ma się czego obawiać. Ale nawet jeśli nie widzieliśmy poprzednich części, to szybko przekonamy się, że wcale tak nie jest. Zresztą potoczysta przemowa Ministra od początku nie budzi zaufania. Nad Hogwartem nie tyle zbierają się czarne chmury, co są już w samym jego centrum i nic nie wskazuje na to, żeby miały je opuścić. Lord Voldemort rozpanoszył się w magicznym królestwie na dobre i pomysł, że miałby go pokonać blondynek w okularach z paczką mniej lub bardziej rozgarniętych kolegów wydaje się raczej zabawny. I nie pomaga nazywanie, co rusz, Harry’ego wybrańcem. Taki z niego Neo jak z większości innych nastolatków, którzy akurat przeżywają typowe dla tego wieku problemy, jak brak dziewczyny czy pryszcze.
J.K. Rowling przyznaje, że podobieństwo dyskryminacji pod względem czystości krwi do nazizmu nie jest przypadkowe. A jednak wydaje się zaskakujące. Czy Potter nie jest w końcu słodką bajką dla dzieci, które lubią przebierać się w czarodziejskie kapelusze i nie mają nic lepszego do roboty, niż wystawać w dniu premier kolejnych tomów przez całą noc pod księgarniami? Nie wiem, bo nie czytałem. Ale film z całą pewnością jest mroczny. Gdybym był Adorno mógłbym zapytać, czy można pisać bajki po Auschwitz, ale nie jestem. A J.K. Rowling dała całkiem zadowalająca odpowiedź. Owszem, ale tylko pod warunkiem, że się o Auschwitz pamięta. Rowling pamięta, choć podobno samą autorkę zaskoczył stopień podobieństwa hierarchii stosowanej przez śmierciożerców do tej używanej przez nazistów. Być może Shoah jest już zakorzenione w naszych świadomościach tak mocno, że sami nie wiemy, że o nim piszemy. Chciałbym, żeby tak było.
A podobieństwa w Harrym… jest rzeczywiście sporo. Poczynając od mody czy stylu (ogólniej rzecz biorąc) poprzez retorykę, na filozofii czy sposobie działania kończąc. Występują nawet Szmalcownicy. Lord Voldemort chciałby rozprawić się ze wszystkimi Mugolami, choć nie wiadomo właściwie czemu mu przeszkadzają. Zlikwidować chce również tych, którzy nie chcą uznać ich podrzędnej roli. Czy jest to tylko cyniczny sposób na walkę o władzę? Czy może czysta, niczym nieuzasadniona nienawiść? Nie wiadomo. Być może po trosze jedno i drugie.
Zresztą, czy ważne są przyczyny? Nie sądzę. Znacznie ważniejsze wydaje mi się, że dzieciaki czytając z pozoru niewinną bajkę o czarodziejach chłoną jednocześnie wiedzą, że są pewne rzeczy niedopuszczalne, na które nie można się godzić, a może nawet w obronie, których warto walczyć i ryzykować życiem. Harry Potter faszystom mówi stanowcze Avada Kedavra.
Felietony Jasia Kapeli publikujemy w czwartki i w soboty.
Na podobny temat
|
Nie zgadzam się z tobą :) Moja droga...
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...