Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Debeściaki |
|
|
Jaś Kapela
|
|
17.07.2010 |
|
Żołnierz stoi w pełnym umundurowaniu przed Grobem Nieznanego Żołnierza. Słońce świeci. Temperatura na termometrach przekracza trzydzieści stopni. Ale żołnierz nie ma termometru. Żołnierzowi jest po prostu gorąco. Tuż obok trawę nawadnia spory zraszacz. Z dalszej odległości wygląda na fontannę. Wiatr niesie kropelki wody. Ale zraszacz stoi za daleko. Żołnierz, kątem oka, bo musi stać prosto, widzi lecące w jego stronę krople, ale ich nie czuje na swojej skórze. Pytanie: o czym myśli żołnierz? Odpowiedź: o nieznanych żołnierzach. W końcu to ich pilnuje. Dziś zresztą mam więcej pytań. Pracownik podczas takich upałów ma prawo do otrzymania od pracodawcy koniecznej ilość napojów. Czy żołnierz jest pracownikiem? A jeśli nie, to kim? Czy jeśli jest pracownikiem, to jego pracodawca, dostarcza mu zapasów wody? A nie może być to woda z kranu. Więc woda ze zraszacza się nie liczy. Tym bardziej, że żołnierz musi stać i nie może się ruszać. Więc o wodzie może jedynie marzyć. Czy marzenie o wodzie można uznać za dostarczenie jej? To temat, o którym należałoby zapewne porozmawiać z bardziej kompetentnymi i wody pitnej pozbawionymi. Tymczasem zostają tylko żołnierze. Którzy, być może, wcale nie są pracownikami, więc picie im się nie należy. Kim jest żołnierz, jeśli nie jest pracownikiem? Może być na przykład kawalerem. Na przykład Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski. Tak jak kapitan Arkadiusz Protasiuk. Odznaczony nim pośmiertnie. Dzięki czemu nie musi już znosić upałów. Ale musi znosić inne rzeczy. Niektóre gazety zaczynają podejrzewać, że prowadząc feralny lot TU-154, wypowiedział słowa: „Patrzcie, jak lądują debeściaki”. No i zobaczyliśmy. Hoho, jak zobaczyliśmy. Odrodzenie Polski co najmniej. Więc trzeba przyznać, że Order się kapitanowi słusznie należał. Mnie natomiast, całkiem niesłusznie, należą się moje pieniądze. Które mam na koncie Inteligo. Ale długo już tam nie pozostaną. To znaczy na razie będę musiały. Bo moja karta płatnicza odmówiła posłuszeństwa. To znaczy żaden bankomat nie chce je czytać. Poszedłem więc do PKO BP, licząc, że skoro Inteligo to ich oddział, to może dadzą mi jakieś pieniądze. Ale nie chcieli. Inteligo to wyrodne dziecko. Niestety nie mogę pójść do Inteligo. Bo Inteligo nie ma oddziałów. Na tym polega zaleta baku internetowego. Że nie musi mieć oddziałów. Zaleta, która okazuje się nagłą wadą. Gdy okazuje się, że nie ma dokąd pójść, aby dostać swoje pieniądze. Teraz to jeszcze nic. Wrócę do domu i sobie te pieniądze, gdzieś przeleję. Gdzieś, gdzie będą chcieli mi je dawać, kiedy będę ich potrzebował. Może po prostu zacznę chować je pod poduszką? Moja poduszka nigdy nie odmawia współpracy. Zaczynam nagle rozumieć postulaty odwrotu od modernizacji. I myślę o tym, żeby zamieszkać w lesie. Wieść spokojne życie, pozbawione kart płatniczych i złych banków, które nie chcą oddać mi moich pieniędzy i pod siedzibami których nie można nawet protestować, bo nie mają siedzib. Jednocześnie zawsze mnie to zastanawiało. To znaczy mówienie o „naszych pieniądzach” albo o „moich pieniądzach”. Jakie one są moje, skoro są Inteligo. Widmowego banku, o którego istnieniu wiem tylko z internetu i w to istnienie muszę wierzyć. Wierzyłem zresztą w nie przez długi czas. Aby teraz przestać. Być może nie ma żadnego banku! Zresztą nawet jeśli jest, to skąd mogę wiedzieć, co robi z moimi pieniędzmi, kiedy nie są moje, czyli przez większość czasu. Zapewne jakieś niecne rzeczy. Tylko bardzo niecni ludzie mogą wiedzieć na pewno, co się dzieje z moimi pieniędzmi. Mi pozostaje jedynie się domyślać. Ale potrafię sobie wyobrazić dużo naprawdę złych rzeczy, które można zrobić za pieniądze. Ale wracając do kwestii własności. Ktoś z jakichś nieznanych mi powodów przekazuje mi pewne ilości gotówki, którą mogę dysponować zgodnie z własnym uznaniem. Ale czy rzeczywiście mi je daje? Czy tylko powierza? Czy nie daje mi ich jedynie pod pewnym warunkiem? A konkretnie takim, że będę wypełniał jego plany? I czy nie jest tak, że jeśli przestanę to robić, więcej mi ich nie da? Oczywiście, że tak jest. Więc może te pieniądze wcale nie są moje? Może zostały mi jedynie powierzone, abym robił to, czego się ode mnie oczekuje? Zresztą tym, którzy mi je przekazali, też zostały one jedynie powierzone, aby mogli wypełniać pewne plany.
Wydaje mi się, że mam pieniądze i mogę nimi władać. Ale czy rzeczywiście? Czy w istocie wszystkie te pieniądze, które uważamy za swoje, przeznaczany na to, co uważamy za słuszne? Nie sądzę. Niech ten, kto wszystkie pieniądze, jakimi mógł dysponować, przeznaczył na to, co uważał za słuszne, pierwszy rzuci kamień. A i tak mu nie uwierzę. Rzucaniem kamieniami jeszcze nikt mnie do niczego nie przekonał. Co nie znaczy, że nie może dalej próbować. Wydaje się, że na przykład dziś sporo młodzieży z ONR-u i tym podobnych organizacji ma taki plan. Czy kogoś przekonają, dowiemy się w późniejszym terminie. A wracając do dziś. Bardzo chciałbym wierzyć, że pieniądze, które mam, należą do mnie i mogę z nimi robić, co tylko chcę. Ale to byłaby dość naiwna wiara. Więc może jednak nie tak bardzo chcę w to wierzyć. Puentując: żołnierze mają przewalone. Felietony Jasia Kapeli publikujemy w czwartki i w soboty.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 26.07.2010 )
|
|
|
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...