|
Podobno prezes Młodzieży Wszechpolskiej twierdzi, że „każdy, kto pojawi się na marszu z emblematami nazistowskimi i faszystowskimi albo wznosić będzie rasistowskie hasła, zostanie wyproszony”. Co więcej: „To był jeden z warunków, który postawiliśmy ONR-owi” - tłumaczy „Gazecie”. „Jest to na tyle wyraźne, że jeśli ktoś będzie z taką symboliką próbował się wedrzeć na marsz, to będę podejrzewał jakąś lewacką, anarchistyczną prowokację”. Jest to ciekawa deklaracja i należy jej się bliżej przyjrzeć. Być może w Polsce w ogóle nie ma nikogo, kto by głosił faszyzm, a jeśli nawet ktoś taki się pojawi, to tylko dlatego, że jest to lewacka prowokacja. Nie ma faszystów, są tylko lewaccy prowokatorzy. Bardzo mi się to podoba. Osobiście również nie wierzę, że faszyści istnieją naprawdę.
Jestem natomiast wielkim fanem podgatunku metalu zwanego NSBM (skrót od National Socialist Black Metal), ale trudno mi wierzyć, że można tak na poważnie przebierać się w skóry, malować twarz na biało czarno i fotografować się w zimowym lesie z czaszką wbitą na dzidę. No, ale niestety trudno powiedzieć, czy to na poważnie, czy nie. Krzyczenie o przebudzeniu białej rasy bywa zabawne w black metalowych piosenkach, ale przestaje być uroczym folklorem, gdy te same hasła głoszą organizacje manifestujące na głównych ulicach stolicy. Nikomu bym nie zabraniał nagrywania śmiesznych piosenek w swoich jaskiniach pośród syberyjskiej puszczy. Pozostaje jednak pytanie, czy żyjemy w jaskini w syberyjskiej puszczy? Czy może jednak nie? Wydaje mi się, że nie. Choć rozumiem, że niektórzy by czasami chcieli. Sam bym czasem chciał. Z całym szacunkiem dla mieszkańców tajgi, których dokonania muzyczne bardzo sobie cenię, wydaje mi się, że problem jest inny, niż to, czy ktoś danego dnia założy koszulkę ze swastyką, czy może akurat z zespołem „Honor”. Choć nie zabraniałabym ani jednego, ani drugiego. Koszulki to koszulki. Jednak warto było pamiętać, że jest to coś, z czego można się śmiać, ale z czym nie należy się identyfikować. Niestety chyba trochę o tym zapominamy. Nie tylko na marszach narodowców, ale też np. w szkołach.
Żyjemy w kraju, w którym ciągle dzieci w szkołach uczą się na pamięć jawnie grafomańskich, nacjonalistycznych i podżegających do przemocy wierszydeł w rodzaju Katechizm polskiego dziecka Bełzy. Czy rzeczywiście wszystkie dzieci w Polsce na pytanie: „Kto ty jesteś?”, powinny mieć wyuczoną na pamięć odpowiedź: „Polak mały”? Czy dziecko nie jest człowiekiem, dzieckiem, osobą, dziewczyną, Karolem, Krzysiem, Asią, czy - dajmy na to - Ramzanem? Bo dzieciom będącym członkami innych grup etnicznych również zdarza się uczęszczać do szkoły i jakoś trudno mi uwierzyć, że dla nich pani przewiduje inne opcjonalne formy wierszyka, w rodzaju: „Kto ty jesteś? Czeczen mały. Jaki znak twój? Wizerunki średniowiecznej czeczeńskiej wieży obronnej i wieży wiertniczej szybu naftowego otoczone kłosami pszenicy, półksiężycami i gwiazdami. Gdzie ty mieszkasz? W głupim kraju, gdzie każą mi się uczyć na pamięć nacjonalistycznych wierszydeł”. Czy rzeczywiście Polska istnieje dzięki krwi i bliźnie, a nie pracy organicznej i kulturze literackiej? Jakoś śmiem wątpić. Indianie też dzielnie walczyli, ale tylko część plemion przetrwała. Być może, gdyby mieli język pisany i, zamiast skalpować wrogów, więcej energii wkładali w tworzenie bibliotek i edukacje, sytuacja wyglądałaby inaczej. Reasumując: czekam aż prezes Wszechpolaków zacznie deklarować, że każdy kto pojawi się w szkole z nacjonalistycznymi wierszydłami i każe się dzieciom uczyć ich na pamięć, zostanie wyproszony. Jeśli chce się w tej sprawie porozumieć z ONR, proszę bardzo. Niech głoszenie rasistowskich haseł już zawsze będzie domeną wyłącznie lewackich prowokacji.
Felietony Jasia Kapeli publikujemy w czwartki i w soboty.
Na podobny temat
|
Nie zgadzam się z tobą :) Moja droga...
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...