|
Nie, żebym wiedział, ale czy może to być przeszkodą dla snucia domysłów? Silny skurcz naczyń krwionośnych i wzrost ciśnienia tętniczego, zahamowanie perystaltyki przewodu pokarmowego, odczucie euforii, brak niepokoju i zwiększone poczucie pewności siebie, również halucynacje i paranoje. Czy kogoś nam to nie przypomina? Tusk jak malowany. Ale przecież nie on jeden. Również wielu innych polityków wykazuje podobne objawy. A przecież to wszystko skutki zażywania kokainy. Czyżby nasz premier i politycy tak bardzo bali się dopalaczy, bo są od nich uzależnieni i chcą to uczucie zachować wyłącznie dla siebie? Niewątpliwie jest w tym jakaś racja. Gdyby wszyscy ludzie byli równie pewni siebie, jak niektórzy polscy politycy, mogłoby być ciężko żyć w takim świecie. Ale czy i tak nie jest? Może po prostu należy propagować innego rodzaju narkotyki? Zamiast koksu proponowałby ekstazy. Trochę empatii do świata i ludzi, nawet jeśli wywołanej sztucznie, nikomu jeszcze nie zaszkodziło. A niektórym bardzo mogłoby pomóc. Niestety nie jest tak, że każdy ma takie narkotyki, na jakie sobie zasłużył. Choć może czasem tak jest. Trudno nie wierzyć Marksowi, że religia to opium dla mas. Niestety nie tylko dla mas. Dla elit również. A czasami, obserwując nasze elity, mam wrażenie, że dla nich nawet bardziej. Podobno od leżenia krzyżem w kościele też można dostać różnych fajnych zmian świadomości. Zresztą czasami nawet nie trzeba leżeć. Mówienie językami zdarza się. Trzeba tylko mocno wierzyć. Tylko co z ateistami? Czy ateiści już zawsze będę skazani na butapren? Na szczęście są jeszcze sporty ekstremalne i seks. Ale czy naprawdę mamy negować te tysiące lat rozwoju technicznego i robić tylko rzeczy, które mogliby robić już neandertalczycy? Skakanie na lianach i rytmiczne ruchy biodrami mają swój urok, ale są przecież też inne uroki. Religia to opium. Ale co z tymi, którzy wolą prawdziwie opium? Dlaczego skazujemy ich na religię, która z pewnością nie jest najzdrowszym z narkotyków. Nie dalej jak wczoraj można było przeczytać, jak prymas Belgi głosił, że „AIDS jest rodzajem immanentnej sprawiedliwości w obliczu sponiewierania natury ludzkiej”. A grypa? Jest rodzajem immanentnej sprawiedliwości w obliczu sponiewierania pogody. A malaria? Jest rodzajem immanentnej sprawiedliwości w obliczu sponiewierania środowiska życiowego komarów.
Mogę zrozumieć potrzebę sprawiedliwości, ale kto, jak to, ale prymas powinien wiedzieć, że sprawiedliwości nie ma na tym świecie. Na szczęście podobno jest na tamtym. Czego prymasowi życzę. Zresztą nie tylko jemu. W Polsce też można się nieźle naćpać religią. Od arcybiskupa Henryka Hosera dowiedziałem się, że metoda in vitro „nie jest wartościowa, gdyż nie jest ona terapią, ale sztucznym zapłodnieniem”. Przepiękne. Ciekawe, czy powiedziałby to samo osobom, które czekają na przeszczep. „Metoda przeszczepiania nie jest wartościowa, bo nie jest terapią, ale sztuczną operacją. Musicie udać się na terapię. Jak będzie dużo ćwiczyć, w końcu wam nerki odrosną. A może nawet nogi. Powodzenia.” Czego trzeba się było naćpać, żeby coś takiego głosić? Nie wiem, ale na pewno nie sprzedawali tego w żadnym ze sklepów z dopalaczami. Każdy „Tajfun” to przy tym homeopatia.
Stało się to, co można było podejrzewać. Prawnicy nie mają wątpliwości. „Analizując decyzję głównego inspektora sanitarnego w sprawie dopalaczy, dochodzimy do wniosku, że w sensie prawnym ona nie istnieje.” Teraz jeszcze musi to przejść przez sąd i można zacząć wypłacać odszkodowania. GIS-owi i premierowi gratuluję. Wzorowo przeprowadzona akcja. Proponowałbym teraz kolejne. Dlaczego dopalacze mają być wyjątkowe? Bo podobno zażyło je parę osób, które potem umarło? Ludzie różne rzeczą jedzą i czasami po nich umierają. Ale są większe problemy. Co roku w Polsce jest około 15 tysięcy osób zaginionych. Około 200 ginie bezpowrotnie. Co się z nimi dzieje? Czy ktoś nie powinien ich pilnować? Nie można ich zamknąć, tak jak sklepy z dopalaczami, ale może przynajmniej jakiś monitoring? Chipy na przegubach? Lokalizacja GPS? Przecież nie może tak być, że człowiek ginie i po prostu go nie ma. A może to też wina dopalaczy? Tak odlecieli, że już nie chciało im się wracać. Zresztą nawet, jeśli nic nie zażywali, to ich ciała pełne są substancji odurzających. Dopamina, noradrenalina i mnóstwo innych hormonów. Czy GIS nie powinien się tym również zająć? Każdy z tych ludzi produkuje substancje, które mogą być używane jako odurzające. Cóż z tego, że na własny użytek. Prawo jest dla wszystkich. Więc wszyscy tak samo powinni pójść siedzieć. A ostatni sam się powinien zamknąć i wyrzucić kluczyk.
Felietony Jasia Kapeli publikujemy w czwartki i w soboty.
Na podobny temat
|
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...
krążownik Aurora? czemu nie. tylko, ż...