|
Ważą się losy przyszłości promocji Białegostoku. Na wczorajszej sesji rady miasta radni mieli zdecydować, czy sumą 2 milionów złotych wesprzeć sprowadzany z Warszawy festyn pod nazwą Pozytywne Wibracje, czy może raczej wydać je na zapłacenie Jagiellonii Białystok, za to, żeby jej piłkarze nosili na koszulkach logo „Wschodzący Białystok”. Krótko mówiąc: tragedia grecka. Już piszę, dlaczego.
Pozytywne Wibracje to podobno wspaniała promocja dla miasta Białystok. Tak przynajmniej twierdzi szef STX Records Stanisław Trzciński. Ale co innego ma robić? Były menadżer Anny Marii Jopek czy Natalii Kukulskiego uważa, że tylko jego firma gwarantuje, że o Białymstoku usłyszy cały świat. „Gwarantujemy – jeszcze coś innego – ważnego i niepowtarzalnego – tak zwany «młody i nowoczesny» PR miasta w Polsce”. Dobrze, że Trzciński pisze o „tak zwanym” PR, bo ktoś mógłby pomyśleć, że naprawdę coś takiego gwarantuje. Nie wiadomo jednak, jak miałby to robić festiwal, którego nazwa pochodzi od składanki wydanej po raz pierwszy w 1997 roku. Rozumiem, że według pana Trzcińskiego „młode i nowoczesne” są wyłącznie lata 90., bo to na te czasy przypadała jego burzliwa młodość, i dlatego zaprasza do Białegostoku gwiazdy, które okres świetności przeżywały właśnie wtedy.
Może przesadzam, ale gdy czyta się wywiad ze Stanisławem Trzcińskim i tłumaczenie, dlaczego te dwa miliony należą mu się, jak psu buda, to pusty śmiech wzbiera. Naprawdę trzeba wydawać takie pieniądze, żeby na temat Białegostoku ukazała się wzmianka w „The Audience”, magazynie, którego opis na wikipedii ma dwa zdania, z czego jedno dotyczy tego, że w latach 70. był wydawany inny magazyn o tej samej nazwie? To już lepiej dać te dwa miliony Ignacemu Karpowiczowi. Przynajmniej naprawdę jest z Białegostoku, a nie przyjeżdża tam tylko po to, żeby zrobić festiwal. Albo Andrzejowi Bajguzowi, którego klip promujący białostocki i robiony oddolnie festiwal Up to date zrobił błyskawiczną i zasłużoną karierę w internecie.
Zresztą Trzciński musi chyba o tym wiedzieć, bo w swojej wypowiedzi stwierdza: „Nie rozumiem, jak można zestawiać nas z Jagiellonią czy lokalnymi wydarzeniami organizacji pozarządowych”. Ja też nie rozumiem. Zważywszy, że lokalne wydarzenia organizacji pozarządowych są sto razy ciekawsze, porównywanie ich do festynu pod nazwą Pozytywne Wibracje, który nie tylko zgromadził mniej osób, ale miał też dwa razy droższe bilety, jest rzeczywiście nie na miejscu. Radni zresztą się chyba zorientowali, że sprowadzanie warszawki, żeby robiła białostocki festiwal, średnio się opłaca, bo ostatecznie w tej greckiej tragedii Pozytywne Wibracje odpadły. Dziwi natomiast postawa Gazety Wyborczej, która nie tylko daje się wypłakać Trzcińskiemu, nie wahającemu się używać gróźb, że przeniesie swój festiwal gdzie indziej, ale również w artykule nie stara się pokazać, że może rzeczywiście lepiej zainwestować w młody i oddolny Up tu date, niż w Stanisława Trzcińskiego, które być może był kiedyś młody, ale obecnie młodość może znać co najwyżej z internetu.
Decyzję, żeby nie dawać pieniążków Pozytywnym Wibracjom można więcej uznać za słuszną, ale tragicznego wymiaru dodaje jej dopiero fakt, że w takim razie należy je przeznaczyć na logo na koszulkach Jagiellonii Białystok. Z początku nie mogłem zrozumieć, ile chcą tych koszulek wyprodukować, że trzeba na to wydać dwa miliony, ale w końcu zrozumiałem, że chodzi o wynajęcie przestrzeni reklamowej. Czy Jagiellonia Białystok będzie bardziej z Białegostoku, dzięki temu, żeby piłkarze będą mieli na ubraniach logo „Wschodzący Białystok”? Raczej wątpliwe. A może będą lepiej grali? Trudno powiedzieć. W przeciwieństwie do Pozytywnych Wibracji Jagiellonia nie może też raczej straszyć przenosinami. Co by nie zrobiła, nie będzie bardziej promować Białegostoku, niż już to robi.
Co robić? Jak żyć? Jak za dwa miliony wypromować Białystok? Te tragiczne pytania, muszą sobie białostoccy radni zadawać i jak widać: nie ma na niej dobrej odpowiedzi.
Na podobny temat
|
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...
krążownik Aurora? czemu nie. tylko, ż...