|
Zarejestrował Platformę Obywatelską przed Platformą Obywatelską, co zmusiło Tuska, Płażyńskiego i Olechowskiego, żeby zmienili nazwę swojej partii na Platformę Obywatelską Rzeczypospolitej Polskiej. Takich rzeczy się nie wybacza? Wygląda na to, że nie. Prokuratura niedawno zakończyła śledztwo w sprawie lidera Konfederacji Polski Niepodległej - Obóz Patriotyczny oskarżonego o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Jaki będzie wyrok, jeszcze nie wiadomo, ale nawet bez niego sprawa jest ciekawa.
Nie tylko dlatego, że przepisy nie definiują, czym właściwie grupa przestępcza jest. Na podstawie orzeczeń Sądu Najwyższego można domniemywać, że wystarczy, że zbiorą się trzy osoby, które stworzą wspólną strukturę w celu popełnienia przestępstwa, aby można ich było nazwać grupą przestępczą. Zważywszy, że Słomce grozi (zależnie od źródła) do ośmiu lub dziesięciu lat więzienia, można domniemywać (bo dokładnych informacji, z jakiego konkretnie paragrafu jest oskarżony, nie mogłem jakoś znaleźć), że był członkiem lub kierował grupą przestępczą o charakterze zbrojnym. Ciekawe, jaką to bronią dysponował poseł Słomka, że oskarżono go o stworzenie mafii? Musi to być z pewnością jakaś straszna broń, skoro nie wystarczyło oskarżenie go z punktu szóstego artykułu 248, który głosi, że „kto w związku z wyborami dopuszcza się nadużycia w sporządzaniu list z podpisami obywateli zgłaszających kandydatów w wyborach lub inicjujących referendum, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. A o to w całej sprawie chodzi. Trzy lata to za mało dla takiego złośliwca?
Adam Słomka jest chyba pierwszą w historii osobą, która stworzyła „grupę przestępczą, której celem było popełnianie przestępstw przeciwko wyborom”, jak głoszą liczne poświęcone tej sprawie artykuły w prasie. Zrozumiałbym jeszcze, gdyby chodziło o fałszowanie wyborów, ale KPN ponoć fałszowała jedynie podpisy, żeby w ogóle w wyborach móc wystartować. To chyba pierwsza na świecie mafia, która wierzy, że zostanie wybrana w demokratycznych wyborach, jeśli tylko uda się jej zebrać odpowiednią liczbę podpisów. Chciałbym, żeby mafie w innych dziedzinach działały podobnie. Wyobraźmy sobie, że np. Pershing albo Dziad postanawiają zebrać sto tysięcy podpisów, żeby móc wystartować w demokratycznych wyborach, czy mogą zbierać haracze. Jaki byłby to piękny kraj.
I co to w ogóle za pomysł: zakładanie grupy przestępczej, żeby zbierać podpisy. Bo co? Narkotyki zlikwidowano? Burdele zbankrutowały? Wszystkie pieniądze ukradli bankierzy z Wall Street i nie zostało już ani grosza do zrabowania? Musieliby chyba wszyscy ludzie umrzeć, żeby nie można było nikogo zgwałcić ani dokonać rozboju. Czy w świecie po końcu ludzkości działałaby jeszcze mafia? Jeśli tak, to pewnie byłaby dowodzona przez duchowych spadkobierców Adama Słomki. Jedynego człowieka, która założył mafię dzięki podpisom bezdomnych.
Zarzucanie Słomce, że kierował mafią, jest głupie, ale tworzy radosny precedens. Skoro fałszowanie podpisów wystarczy, żeby oskarżać o kierowanie grupą przestępczą, to co może grozić za dużo grubsze wałki? W końcu nie da się ukryć, że Platforma Obywatelska Rzeczypospolitej Polskiej również jest grupą zorganizowaną. Tusk, co prawda, podobnie jak Słomka twierdzi, że nie wiedział o wałkach Mira, ale czy to znaczy, że przestaje kierować PO? Zebrałoby się pewnie więcej niż trzech członków tej organizacji, którzy mają na koncie przestępstwa, więc śmiało można uznać, że Tusk kieruje mafią. Trzeba tylko znaleźć wystarczająco odważnego i wkurzonego prokuratora. Że jest to organizacja zbrojna, nie możemy mieć chyba wątpliwości, patrząc na odsetek myśliwych w szeregach. A jeśli nie wystarczy, że tylko część członków PO popełniania przestępstwa, to czy tak trudno uznać, że przestępstwem jest np. dążenie do prywatyzacji służby zdrowia? Myślę, że zdolny i ambitny prokurator nie miałby trudu z udowodnieniem, że jest to przestępstwo z artykułu 164: „Kto sprowadza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób albo dla mienia w wielkich rozmiarach (…) podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”. I wszystkich członków PO do paki na osiem lat. Cholerna mafia będzie miała czas przemyśleć swoją politykę społeczną.
A to nie koniec absurdów. W sprawie Słomki przesłuchano ponad sześćdziesiąt tysięcy świadków. Nawet jeśli oskarżenia są prawdziwe, nie wiem, czy usprawiedliwia to ilość zmarnowanych na ten cel pieniędzy. Łukasz Foltyn wylicza, że musiało to być przynajmniej 5 milionów złotych. Słomka twierdzi, że koszt śledztwa wyniósł około 14 milionów. Ile można by za te pieniądze zrobić pożytecznych rzeczy, pozostawiam do przemyślenia głosującym na mafię pozostającą przy władzy. Gdyby zaledwie sto podpisów było sfałszowanych, nie czyniłoby to sprawy mniej zasadną. Ale wzywanie do sądu sześćdziesięciu tysięcy ludzi jest nie tylko kosztowne dla państwa i jego obywateli, którzy na wezwanie sądu muszą się stawić, ale wydaje się również poszlaką, że udowodnienie winy nie jest jednym celem procesu. W tym świetle trudno nie rozumieć Słomki, który twierdzi, że jest to spisek wymierzony przeciwko jego działalności. Nie wiem, co gorsze: spisek czy zwykły bezwład i głupota.
Natomiast wiem, że trudno nie mieć wobec działalności Słomki pewnej sympatii. Choć pewnie nie podzielam większości poglądów Konfederacji Polski Niepodległej - Obozu Patriotycznego, to jednak wydaje mi się, że mają prawo do ich głoszenia, a nawet reprezentacji w Sejmie. Nie sądzę, żeby obecny porządek, w którym przy sejmowym korycie od lat siedzą ci sami ludzie z tych samych partii, był jedynym sensownym. Nie sądzę też, żeby można to było nazwać demokracją. Warto może przypomnieć, że współpracownicy Słomki mieli fałszować listy wyborcze, rozprowadzając mleko i żywność wśród najuboższych, którzy je podpisywali, nie będąc tego faktu świadomymi. Nawet jeśli tak było, to trzeba zauważyć, że jest to grupa często nieuczestnicząca w systemie, który nazywamy demokracją. Gdyby Słomka dostał się do Sejmu, można podejrzewać, że byłby jedną z nielicznych osób w tej instytucji, której los najuboższych nie byłby obojętny. Wiedziałby, że jest im coś winien.
Chętniej widziałbym w Sejmie ludzi, którzy zawdzięczają swoje zwycięstwo bezdomnym, niż takich, którzy znajdują się tam dzięki pomocy Zdziśków, Ryśków czy Miśków. Dość dziwna wydaje mi się demokracja, w której pomagający najuboższym okazują się mafią, a podnoszący podatki dla najuboższych, wyprzedający mieszkania komunalne, prywatyzujący nawet dobrze działające przedsiębiorstwa, służbę zdrowia czy szkolnictwo wręczają sobie medale i wystawiają laurki.
Na podobny temat
|
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...
krążownik Aurora? czemu nie. tylko, ż...