> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
„Przekrój” i zagazuj |
|
|
Jaś Kapela
|
|
09.12.2010 |
Przeczytałem wstępniak Janowskiej i miałem ochotę dać sobie na fejsbuku status: „Przeczytałem wstępniak Janowskiej, hahaha”. Ale tego nie zrobiłem, więc nigdy już się nie dowiem, czy mój żart byłyby zrozumiały dla szerszego grona. Ale rzeczywiście przeczytałem ten wstępniak i nie bardzo wiem, co można byłoby sobie innego pomyśleć niż „hahaha”. Choć nie jest on zabawny, a przynajmniej wydaje się, że w założeniu nie miał taki być. A może miał, tylko mamy inne poczucia humoru? A może właśnie takie same. Bo śmiałem się, czytając go. Być może Janowska też się śmiała, pisząc go. Ale jakoś nie sądzę. Ale może się mylę. Choć tego również pewnie się nie dowiem. Mogę natomiast wytłumaczyć, co wzbudziło mój pusty śmiech.
Pani redaktor zaczyna od stwierdzenia, że polityków czeka sroga kara, bo gardłują, że książki to towar taki sam jak inne, a następnie wyobraża sobie masowy mord tychże polityków za pomocą klawisza „delete”. W sensie taka metafora, żeby ich usunąć? Ale czy wypada życzyć ludziom usunięcia na łamach, bądź co bądź, liberalnej prasy? Nawet jeśli są złymi politykami. Czy nie wystarczyłby klawisz „mute”? Zresztą którzy to politycy takie rzeczy okropne głoszą? Przychodzi mi do głowy Hausner ze swoim planem. Ale podejrzewam, że nawet sam zainteresowany by tego nie potwierdził. Poza tym obecnie jest raczej ekonomistą niż czynnym politykiem. Więc kto? Nie wiadomo. Ale wiadomo, że jak coś się komuś nie podoba, to zawsze można o to oskarżyć tych złych polityków. Rozumiałbym, gdyby Janowska oskarżała, że politycy nie czytają. Tu zgoda. Nie czytają, chyba że postawić im wystawę w sejmie z dużymi obrazkami, to może rzucą okiem w drodze na salę obrad. Ale czytać te stosy papieru, które wszyscy im wysyłają? Kto miałby na to czas. Mimo wszystko wiedzą, że kultura się liczy. Gdyby było inaczej, czy przepychaliby się w sejmie o Miłosza? Czy budowaliby Muzea Powstań Warszawskich? Mogą nie czytać. Ale wiedzą, do czego kultura służy i że nie jest takimi samym towarem jak buty.
Ale to szczegół, bo potem robi się jeszcze bardziej zabawnie. Janowska postanawia powtórzyć to, co wszyscy wiemy. Miło z jej strony. Gdyby nie powtórzyła, pewnie byśmy nie wiedzieli tego, co wszyscy wiedzą. Co wszyscy wiedzą? „W ubiegłym roku 62 procent Polaków nie wzięło do ręki żadnej książki”. Wszyscy to wiemy? Śmiem podejrzewać, że ponad 62 procent z nas może tego nie wiedzieć. Chyba że usłyszeli w telewizji. Dalej pani redaktor narzeka, wyliczając, co to są książki. Są to Dzienniki Mrożka, wiersze Sendeckiego i saga Kalicińskiej. Można by zacząć podejrzewać, że pani redaktor również nie wzięła do rąk żadnej książki, skoro wymienia autora, z którym zrobiła wywiad do swojej gazety, pracownika swojej gazety i autorkę bestsellerów, której nie da się nie znać. Rozumiem, że Janowska może nie interesować się poezją, ale żeby nie interesować się poezją tak bardzo, że jedyny poeta, jaki przychodzi do głowy, to pracownik własnej redakcji, to już grubo. Zawsze można przecież zrobić jakiś risercz. Wpisać „poeta polski” w Google. A jeśli zna jakichś innych, to czemu akurat biednego Sendeckiego wypycha na pożarcie tłumom? Przecież wszyscy wiemy, że pisze on niezrozumiałe wiersze dla nikogo. Czy to aby rzeczywiście idealna lektura dla tych nieczytających mas?
A najzabawniejsza część wstępniaka ciągle jeszcze przed nami. Redaktora Janowska postanawia nas oświecić, że Polacy nie czytają, bo są debilami. Bardzo to miłe i kulturalne ze strony pani redaktor naczelnej dużego tygodnika. „Nie czytają, bo to wymaga koncentracji, uwagi, namysłu, a do tego nie są przyzwyczajeni”. Droga pani redaktora – że pozwolę sobie zwrócić się z takim osobistym wtrętem – obróbka skrawaniem to dopiero wymaga koncentracji. Czytanie książek to przy tym pikuś. Praca na taśmie w fabryce, tam trzeba mieć dopiero uwagę, bo jak nie, to można palce stracić. A co grozi przy czytaniu książek? Że herbata nam ostygnie? Spośród krajów OECD tylko w Rosji i Korei Południowej ludzie pracują dłużej. Średnia (w krajach OECD) jest o trzysta pięćdziesiąt godzin w skali roku mniejsza. Może nie czytają, bo kiedy zaharowani wracają do domów, to już im się nic nie chce?
Janowska jeszcze przez parę zdań narzeka, jakimi to głupcami są ci, którzy nie czytają, aby stwierdzić na końcu, że w sumie to „nie są obywatelami”. Więc co? Odebrać im obywatelstwo? Do gazu? Nie chcemy tu takich owakich, co do wierszy Sendeckiego w tym roku nie zajrzeli. Niech wypierdalają z naszego kraju. Bardzo to piękne, mądre i wielkoduszne ze strony pani redaktor czołowego polskiego tygodnika kulturalnego. Dla mnie obywatelami nie są ci, którzy odbierają innym prawo do obywatelstwa. I to z takich absurdalnych i arbitralnych powodów, jak to, czy wzięli do rąk książkę, czy nie.
I tu dochodzimy do puenty zabawności całego wstępniaka. Okazuje się, że jest światełko w tunelu. Powstała Republika Książek, rozpisana na lata wielka akcja promocji czytelnictwa. Ale kto ją powołał? Tygodnik „Przekrój” w komitywie z Tesco? Jakoś nie. To akcja Biblioteki Narodowej we współpracy z Instytutem Książki pod patronatem Ministerstwa Kultury. To wszystko oczywiście całkowicie prywatne instytucje, niemające nic wspólnego z jakąkolwiek polityką. Akcji wcale nie patronuje kilku ministrów. Ministerstwo Kultury jest przecież niezależnym NGO-sem, całkowicie niepodległym jakiemukolwiek rządowi. Na szczęście. Bo gdyby dobrali się do niego ci gardłujący o towarach politycy, toby je na pewno zamknęli.
Na szczęście jest jeszcze tygodnik „Przekrój”. Najlepszy - a może nawet jedyny – polski tygodnik kulturalny. Dzięki jego szlachetnej misji upowszechniania czytelnictwa Polska rośnie w siłę, a ludzie stają się mądrzejsi. Obawiam się jednak, że pani redaktora dawno do niego nie zaglądała. Gdyby było inaczej, być może zorientowałaby się, że w numerze, do którego napisała wstępniak o tym, że ludzie nie czytają książek ani nawet recenzji, bo są głupi, są tylko dwie recenzje. Zresztą jedna pióra poety, o którym zdążyła już wcześniej wspomnieć. Zdjęcia ryb zajmują znacznie więcej miejsca. A recenzowane jest dzieło Leo Straussa, które kosztuje 140 złotych, a można się z niego dowiedzieć, że filozofowie „szyfrowali swoje teksty tak, by ich nauki mogli pojąć jedynie mędrcy, a nie „szerokie koła”, gdyż prawda niekoniecznie służy stabilności ludzkiej wspólnoty”. Więc jak to jest z tymi masami? Może jednak dobrze, że nie czytają. Zdarzały się zresztą już przypadki, że w tygodniku „Przekrój” nie było ani jednej recenzji. No, ale wiadomo. Ludzie nie czytają. A tygodnik musi się sprzedawać.
Felietony Jasia Kapeli publikujemy w czwartki i w soboty.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 09.12.2010 )
|
|
|
|
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...
krążownik Aurora? czemu nie. tylko, ż...