Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Narkotyki, narkotyki Drukuj
Jaś Kapela   
15.01.2010
Raport „Stan problemu narkotykowego w Europie” - zagubiony w Centrum Kultury Nowy Wspaniały Świat i czekający w szatni na swojego prawowitego właściciela, który do tej pory się po niego nie zgłosił - okazał się być fascynującą, przynajmniej momentami, lekturą. Nie tylko ze względu na to, co mówi, ale również na to, czego nie mówi. A może przede wszystkim na to, w jaki sposób mówi to, czego nie mówi.

Już na pierwszych stronach dowiadujemy się między innymi, że: „Osoby używające narkotyków mają nadal poważne trudności ze znalezienie pracy czy mieszkania i rozwijaniem zainteresowań niezwiązanych z narkotykami”. A na przykład w Portugalii, choć trudno to sobie wyobrazić: „Używanie narkotyków nie podlega już sankcjom prawnym, a osoby, przy których znaleziono narkotyki, kierowane są bezpośrednio do oceny potrzeb przez specjalną komisję, zwaną «komisją odwodzącą od nadużywania narkotyków»”. Z ciekawostek można jeszcze wymienić, że na szeroką skalę jest obecnie testowana „szczepionka kokainowa”. Która - jak rozumiem - ma raczej przeciwdziałać nadużywaniu narkotyków, niż być ich substytutem. Choć sprawa nie jest całkowicie jasna. I wraz z zagłębianiem się w raport robi się jeszcze bardziej mętna. Czytajmy więc dalej.

„Dostawcy mają trudności w sprostaniu popytowi na niektórych większych rynkach”. „Nielegalny rynek i jego dostawcy wykazują się wysokim poziomem innowacyjności procesów produkcji, nowych produktów i możliwości rynkowych, wykazują również umiejętność szybkiego adaptowania się do środków kontroli”. Co na to UE? Otóż UE zaleca „by rozwój polityk antynarkotykowych oparty był na dowodach naukowych”. Pomyśleć by można, że do tej pory nie był i wciąż nie jest. I dobrze, że można tak pomyśleć, gdyż w dużej mierze takie myślenie zgadza się z moją wiedzą i intuicją. Wiem na przykład, że „państwowe interwencje mające na celu przekazywanie informacji o narkotykach, np. jednorazowe wykłady, stanowią główne podejście w ramach profilaktyki powszechnej”. Co jednak czytam w kolejnym zdaniu? „Dostępne dowody nie potwierdzają jednak skuteczności tego rodzaju interwencji”. Oczywiście, że nie potwierdzają. Jechałem kiedyś pociągiem z panem, który zarabiał na życie grając w teatrzyku propagującym szkodliwość narkotyków. Nie wiem, ile piw wypił. Ze mną kilka. Po czym zrobił się agresywny i namolny w stosunku do jadących z nami dziewcząt, więc musieliśmy pójść pić gdzie indziej. Był pijakiem i nie wstydził się tego. Jego wiedza na temat problemu narkotykowego ograniczała się do tego, że to zło. Mógłbym uwierzyć w skuteczność jego działań, gdyby jego praca polegała na przekonywanie ludzi, że piwo jest lepsze od hery. Tylko nie wiem, kogo miałby do tego przekonywać. Natomiast o kampaniach telewizyjnych i billboardowych czytamy, że w niektórych przypadkach miały „skutek odmienny od oczekiwanego, w związku z którym osoby wcześniej niezainteresowane narkotykiem wykazały chęć zażycia go”. To tyle, jeśli chodzi wywalanie publicznych pieniędzy na kampanie społeczne i pogadanki w szkołach.

Ale nie wszystko, jeśli chodzi o wywalanie publicznych pieniędzy. „Wydatki rządowe na związane z narkotykami porządek publiczny i bezpieczeństwo publiczne (siły policyjne, sądy i więzienia) średnio mogą być trzy razy wyższe od wydatków na problemy zdrowotne powiązane z zażywaniem narkotyków”. Ach, tak. Czy państwu się również nasuwa pytanie o to, dlaczego narkotyki są zabronione? Podobno dlatego, że powodują uzależnienie. To dlaczego nie zabronić internetu i pracy? Bo nie są tak bardzo szkodliwe dla zdrowia? Można by się spierać. Cytowane przed chwilą dane każą jednak myśleć, że narkotyki są zabronione, żeby zapewnić zajęcie ludziom z policji, sądów i więziennictwa. Pytanie, czy nie mogliby zamiast tego pracować w służbie zdrowia, należy uznać za otwarte.

Ze ściganiem przestępstw narkotykowych w ogóle jest problem. Gdyż wiele z tych aktów można określić jako „przestępstwa dokonane za obopólną zgodą”. Ja chcę kupić, ktoś chce sprzedać. Nie będziemy w tej sprawie dzwonić do policji z prośbą o pośrednictwo. Niestety nasze hobby jest zagrożeniem dla zdrowia (bo przecież nie dla policji). Poczytajmy, jakież to szkody w ludzkim organizmie powoduje palenie złowrogiej marihuany w przypadku osób o intensywnych i długotrwałych schematach zażywania: „problemy z oddychaniem, osiąganie słabszych wyników, uzależnienie”. O ile problemy z oddychaniem można uznać za rzeczywisty kłopot dla służby zdrowia, o tyle bliżej niesprecyzowane „osiąganie słabszych wyników” (w czym?) uznałbym raczej za szlachetną sztukę mienia wyjebane. Tyczącą się raczej przyjętych w życiu wartości, a nie kwestii medycznych. Oczywiście można się naśmiewać ze szkodliwości palenie marihuany, porównując ją do piwa czy ilości wypadków samochodowych, przy czym warto pamiętać, że za jej posiadanie ciągle można trafić do pierdla w większości krajów Europy, ale jest to znacznie głębszy problem. „Osoby zażywające narkotyki, zwłaszcza intensywnie, mogą również doświadczać powiązanych z tym problemów, przy czym osoby te niekoniecznie spełniają kliniczne kryteria uzależnienia”. No i to jest problem. Ludzie biorą narkotyki, ale się nie uzależniają. Co z nich więc za narkotyki? Może biorą nie te narkotyki, co trzeba? U osób palących trawę „odsetek osób, u których rozwinęło się uzależnienie, może nie przekraczać 10%”. To może THC jednak nie jest narkotykiem? Przynajmniej nie bardziej niż gry komputerowe? Kolejna otwarta kwestia.

Kwestii w ogóle jest wiele. W Zjednoczonym Królestwie trwają na przykład badania dotyczące „bezpiecznego tańca”, ale nie będziemy się nimi tutaj zajmować. Zresztą raport nie poświęca im dostateczniej uwagi, choć to temat ważki i ciekawy. I być może jego zgłębienie sprawi kiedyś, że w większości klubów nocnych będzie dostępna bezpłatna woda pitna.

Być może najważniejszą sprawą tyczącą się problemu narkotykowego jest to, jak go rozwikłać. Tymczasem czytamy: „Do tej pory nie wykazano niezbitego dowodu potwierdzającego skuteczność konkretnego psychospołecznego działania interwencyjnego, które pomagałoby osobom zażywającym psychostymulanty w zachowaniu abstynencji”. Więc być może rację ma Tomasz Piątek twierdząc, że niektórzy ludzie rodzą się uzależnieni, tak jak rodzą się rudzi. I wsadzanie ich do więzień, ani nawet wsadzanie do więzień ich dilerów, nie bardzo może tu pomóc. Lecz to też nie daje pełnego obrazu sprawy. Bo na przykład, jeśli chodzi o uzależnionych od kokainy, to istnieją badania, w których stwierdzono, że „ blisko 40% wychodzi z nałogu bez stosowania leczenia związanego z narkotykami lub alkoholem”. Więc jeśli liczyć tych leczonych terapiami związanymi z narkotykami, pewnie jeszcze więcej. I tu dochodzimy do istotnego wątku. Gdyż wydaje się, że coraz więcej przemawia za leczeniem substytucyjnym. Problem, czy można je w ogóle nazywać leczeniem? W raporcie poświęcono wiele miejsca jego dostępności. Lecz stwierdzono także, że istnieją kraje, jak Finlandia, gdzie 41% osób ubiegających się o leczenie jako podstawowy zażywany narkotyk zgłasza buprenorfinę. Czyli zastępnik metadonu  w leczeniu substytucyjnym. Nie ma co się łudzić, jeśli ktoś jeszcze w ogóle to robi, różnica między lekami a narkotykami występuję często wyłącznie w nazewnictwie. Czytam więc, że: „leczenie ze wspomaganiem heroiny skutecznie ogranicza zażywanie nielegalnych narkotyków”. Nie wątpię, choć do tej pory miałem wrażenie, że to heroina jest nielegalnym narkotykiem, z którym mamy największy problem. Ale jak widać nie tylko ja mam problemy z różnicami w nazewnictwie. Może więc raport powinien raczej być zatytułowany: „Stan problemu z nazewnictwem problemu narkotykowego w Europie”?

Jedno wydaje się pewne. „Choroby zakaźne, takie jak zakażenie HIV i zapalenie wątroby typu B i C, należą do najpoważniejszych skutków zdrowotnych zażywania narkotyków”. A jeśli zgodzić się, że zdrowie jest najważniejsze, to może i skutków w ogóle. A skoro problemem nie są narkotyki (które można również nazywać lekami), tylko choroby, to może chorych należałoby zamykać w więzieniach? Dlaczego by sobie nie wyobrazić sytuacji, w której zakażenie żółtaczką lub wirusem HIV byłoby przestępstwem? W końcu choroba ma wiele cech zbieżnych z uzależnieniem. Niejednokrotnie powoduje trudności z oddychaniem i osiąganie słabszych wyników. Czasami nawet zgon. Oczywiście ze wzmożoną intensywnością należałoby ścigać dilerów leków. W końcu to oni głównie czerpaliby zyski z tego przestępczego procederu. A jednak trudno sobie taką sytuację wyobrazić, choć logicznie. Chciałbym jednak dożyć czasów, w których będzie ją sobie równie trudno wyobrazić, jak prześladowanie społeczeństwa za palenie pewnej znanej od starożytności rośliny określanej profesjonalnie jako Cannabis indica.

Komentarze
Dodaj nowy
blaise   |16.01.2010 12:46:16
"Chciałbym jednak dożyć czasów, w których będzie ją sobie równie trudno
wyobrazić, jak prześladowanie społeczeństwa za palenie pewnej znanej od
starożytności rośliny określanej profesjonalnie jako Cannabis indica."

To
Labuda (wybitna humanistka) przyczyniła się do zaostrzenia prawa, dlatego lepiej
walczyć o depenalizację niż o parytet. Takie moje zdanie, bo prześladuje mnie
czarna wizja jej powrotu na stanowisko, z którego będzie mogła decydować o
czymkolwiek poza własną garderobą.
kot  - CYTAT DNIA   |16.01.2010 21:10:04
Marksizm dla socjologii jest tym samym, czym kobieta dla mężczyzny: wykluczonym,
zmarginalizowanym, zniesławionym, sfabrykowanym, przemilczanym i
zmitologizowanym innym. Tak jak mężczyzna potrzebuje kobiety, socjologia
potrzebuje marksizmu, aby rozpoznać samą siebie, by nadać znaczenie własnej
egzystencji. Bez swojego Innego, socjologia traci rację bytu, swoją oryginalność
i witalność.
Michael Burawoy

TAK!
rebelle  - @ Blaise   |17.01.2010 04:47:33
A musimy wybierać? Jeśli o mnie chodzi, chciałabym mieć i parytety, i legalną
marihuanę :)

Mam pytanie dot. Labudy - skąd masz takie informacje? Wydawało
mi się, że kiedy zaostrzano ustawę narkotykową, premierem był Jerzy Buzek, a
wicepremierem Leszek Balcerowicz. Czy się mylę?
blaise   |17.01.2010 07:36:24
http://www.rmf.fm/fakty,16004,Karalne,posiadanie.h tml
Wszystko wskazuje, że to
ona była głównym pomysłodawcą. A tłumaczenia typu: "mam nadzieję, że policja
będzie sensownie korzystać z tej ustawy" to już naprawdę rotfl.
Spokojny   |17.01.2010 10:55:15
Amerykanska prohibicja byla pierwszym ustawodawczym sukcesem ruchow kobiecych.
Jedynie akcje kobiecych organizacji polegajaca na rekrutowaniu mezczyzn do
udzialu w I wojnie swiatowej za pomoca publicznego wreczania "tchorzom"
bialego piora mozna porownac z rozmachem, jaki panie osiagnely przy forsowaniu
ustawy prohibicyjnej.
rebelle  - @ Spokojny, blaise   |17.01.2010 12:48:37
@ Spokojny
Patrząc w ten sposób, pierwszym sukcesem ruchu kobiecego w
USA byłoby zniesienia niewolnictwa. Ale nie widzę powodu, by
obarczać ruch kobiecy odpowiedzialnością za politykę ruchu moral reform - nawet jeśli faktycznie były w tych czasach powiązane bliskim
sojuszem.

@ Blaise
Z tego newsa wynika raczej, że Labuda
uzasadniała powody, dla których Kwaśniewski ustawę podpisał. Nie widzę
podstaw do wniosku, że była inicjatorką - czy to ustawy (o ile pamiętam,
nie była to inicjatywa prezydenta), czy to jej podpisania (o ile
pamiętam, Kwaśniewski w ogóle niechętnie posługiwał się wetem).
Spokojny   |17.01.2010 15:18:08
"Murzyni to rasa nizsza - musicie to przyznac - a jednak rasa ta ma prawa
wyborcze" - Mary Stewart :)
Ale odbiegamy od tematu. Tematem sa narkotyki
nie prawa kobiet, w zwiazku z czym najpewniej bedzie jak do tej pory przy
tematach innych niz prawa kobiet. Wypowiadac sie beda faceci. Dla mnie szkoda,
ale niestety tak pokazuje tutejsza komentarzowa statytyka.
blaise   |18.01.2010 17:03:01
rebelle napisała:
"Z tego newsa wynika raczej, że Labuda uzasadniała
powody, dla których Kwaśniewski ustawę podpisał. Nie widzę podstaw do wniosku,
że była inicjatorką - czy to ustawy (o ile pamiętam, nie była to inicjatywa
prezydenta), czy to jej podpisania (o ile pamiętam, Kwaśniewski w ogóle
niechętnie posługiwał się wetem)."

Nie wiem jaki miała wpływ na kształt
tej ustawy, ale sądze, że duży. Labuda jako prezydencki minister prowadziła
akcję "Szkoła wolna od narkotyków" oraz "Uczelnia wolna od
narkotyków". Podczas tej pierwszej akcji rozdawała w szkołach ulotki
zachęcające uczniów do donoszenia na siebie (""Jeśli wiesz, że ktoś
używa narkotyków, powiadom dorosłą osobę, do której masz zaufanie i wiesz, że
będzie wiedziała, co robić"). Jeśli zaś chodzi o program "Uczelnie bez
narkotyków" to proponowała wyrzucenie ze studiów osób które zażywały
narkotyki. Tu cytat:"Problem obecności narkotyków na uczelni jest, ale nie
aż tak wielki, jak o nim się mówi. Przez 6 lat mojego rektorowania złapaliśmy
zaledwie dwóch dilerów. Dostrzegamy jednak potrzebę walki z narkotykami, stąd
przystąpiliśmy do programu minister Barbary Labudy ?Uczelnia wolna od
narkotyków" - mówi prof. Leszek Paradowski, obecny rektor Akademii Medycznej
we Wrocławiu.
Senat wrocławskiej uczelni w specjalnej uchwale zdecydował, że
przyszli studenci będą zobowiązywać się na piśmie, iż nie będą zażywać
narkotyków. Za złamanie przysięgi planowane są surowe kary, do skreślenia z
listy studentów włącznie."
http://www.pulsmedycyny.com.pl/ind
ex/archiwum/6052,narkotyki,akademiach,medycznych.h tml
Tego rodzaju pomysły to
populizm na miarę Ryszarda Nowaka i skrajny przykład antynarkotykowej histerii.
Labuda mogłaby więc z powodzeniem występować u boku Pospieszalskiego, ale w
końcu otrzymała posadę ambasadora w Luksemburgu, a narkotyki i narkomani
przestali ją zupełnie obchodzić. Może i dobrze
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.89641 Seconds