Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Literaci? Do kawiarni! Drukuj
Jaś Kapela   
19.10.2009
Pomysł „Polityki”, żeby wzbogacić pismo o nowy dział, w którym co tydzień miałyby pojawiać się teksty pióra jakiegoś młodego, polskiego pisarza wydał mi się kapitalny. Co prawda sama nazwa działu „Kawiarnia Literacka” już nie. Ale ostatecznie nazwa nie jest najważniejsza. Prawda? Mały Książę nie miał wątpliwości. Róża byłaby różą nawet, gdyby ją nazwać małym, śmierdzącym skurczybykiem. Nie przejąłem się więc nazwą, tylko czekałem na efekty. Bo od zawsze brakowało mi w głównonurtowej prasie głosów odmiennych, nie tak staranie wyszkolonych przez redakcyjną musztrę. Piszących i myślących innymi drogami, mających inne skojarzenia niż zawodowi dziennikarze. Pisarzy, których językowa swoboda i twórcza osobowość jest jakością samą w sobie, ale jednocześnie proponuje inne spojrzenie na świat i jego dylematy. A jedna efekty okazały dziwnie odpowiadać nazwie - nomen omen - „Kawiarnia Literacka”. Przede wszystkim okazało się, że mamy w Polsce sześciu młodych pisarzy. (Czyli tylu ile może się zmieści do jednego stolika i prowadzić rozmowę bez podnoszenie głosów.) Ewentualnie ośmiu, jeśli liczyć tych, którzy pojawiali się tylko raz. Ale w Kawiarnia Literackiej nie są ważni jednorazowi gości, tylko ci, którzy przesiadują w niej stale, dyżurując od rana do nocy i nadając ton rozmowom i zachowaniom. W Ziemiańskiej było ich nawet kilku, cała Skamadrycka grupa z Gombrowiczem i Leśmianem na dokładkę, potem bywało różnie. Słonimski miał jeszcze po wojnie własne stoliki, choć towarzystwo mocno się przerzedziło. Własne stoliki mieli Iredyński, czy Konwicki. Po osiemdziesiątym dziewiątym życie kawiarniane trochę upadło, bo wszyscy musieli nagle gdzieś latać, pieniądze zarabiać. I jeśli przystają na chwilę, to tylko „W biegu cafe”, łapią tekturowy kubek na wynos i lecą dalej.

Tak się przynajmniej uważa. Bo moja teoria jest inna. Literaci nigdy nie cierpieli na niedostatek czasu. Ostatecznie jak dług można pisać? Dwie godziny dziennie, trzy? Może więcej, jeśli ma się ku temu jakieś konkretne impulsy. I internet. Dwie godziny pisania prozy, a potem już tylko czaty, fora, mejle i facebook. Współczesna kawiarnia literacka jest w internecie. Przynajmniej jeśli chodzi o tzw. młodych pisarzy. Czyli trochę młodszych niż ci, którzy okupują „Kawiarnie Literacką” Polityki. Co ciekawe - być może jeden z najbardziej aktywnych, a przynajmniej obecnych, osób w literackim internecie bezpardonowo podbił też Politykę. Chodzi o Jacka Dehnela, który nie dość, że rozpoczął cały cykl, to jeszcze jest jego najpopularniejszym autorem. A może nawet gospodarzem nadającym ton? Z ośmioma tekstami zostawia daleko w tyle kolejnych czyli Witkowskiego i Bieńkowskiego. Po nich przychodzi kolej na kobiety - Tokarczuk i Chutnik. Ostatni w tym peletonie jest Sieniewicz. Bo Klimko-Dobrzanieckiego i Siwczyka, którzy pojawili się po razie, nie liczę. (A liczę na podstawie tekstów, które są w sieci, a nie ma chyba wszystkich, bo coś mi się, że kojarzy, że Karpowicz też kiedyś był, a tu go nie ma.) Oczywiście martwi mnie takie przewodnictwo. Choć z drugiej strony mogę sobie powiedzieć, że jeśli to są Skamandryci, to ja jestem Gombrowicz. Ale nie jestem, więc martwi mnie tym bardziej. Martwiło mnie już wcześniej, gdy z powodów rozmaitych, okazało się, że najczęstszym komentującym na Nieszufladzie jest Jacek Dehnel. A nie zawsze tak było. Kiedyś można było często tam spotkać Edwarda Pasewicz, Piotra Janickiego, czy Szczepana Kopyta. Pytanie, czy wspomniani poeci mogliby i chcieli poruszać preferowane w Polityce tematy. Tematy nierzadko ciekawe, ale i bez pomocy pisarzy - w przypadku znaczącej większości - często poruszane w prasie. Na plus wypada Olga Tokarczuk, która jako jedyna wymyka się felietonowym torom i próbuje robić coś bardziej autorskiego. Inni pisarze uznają najwyraźniej, że skoro publikują w prasie to muszą wpasować się w jej ton. Autocenzura jest najstraszniejszą cenzurą. Bo trudno mi podać inny powód na miałkość tekstów Witkowskiego, czy Sieniewicza (któremu jednak zdarzają się momenty). O miałkości tekstów Bieńkowskiego nie chce mi się nawet wspominać, bo poza pracowitością (gruba książka co dwa lata) nie widzę jego innych zalet. Z tego wszystkiego najciekawszy jest chyba tekst Sylwii Chutnik o myciu okien w domu Iwaszkiewiczów. Ale jeden na trzydzieści, to nie wiele. Pochwaliłbym też Jacka Dehnela (chyba pierwszy raz w życiu). Dwa jego tekściki ironicznie punktujące polski, zaściankowy katolicyzm , która sprawia, że niezawisłe Sądy ciągle się są w stanie rozsądzić, czy homoseksualizm jest, czy nie jest, chorobą, są wyjątkowo zabawne. W przeciwieństwie do kilku innych, które zupełnie zabawne nie są. Tekst o KDT, w którym operuje poronionymi kategoriami oświeconej władzy, która pragnie upiększyć miejski krajobraz i głupiego chłopstwa, którego nie wiadomo w imię czego się buntuje, jest wyjątkowo żałosny. Podobnie jak w „Jak zorganizować festiwal muzyki naprawdę dawnej” zupełnie nie ma się z czego śmiać. Autor, który stawia się w pozycji jedynego, prawdziwego konesera muzyki w opozycji do większości pozostałej publiczności, która przyszła tylko szeleścić papierkami, szurać nogami, bezczelnie klaskać oraz wykonywać tysiące inne czynności, które mają zepsuć Dehnelowi kontemplacje koncertu (nawet tramwaje jeżdżą mu na złość) najwyraźniej cierpi na poważny niedowład empatii. Żeby nie nazwać tego zwykłym bucerstwem.

Miała być Kawiarnia i jest. Można w niej posłuchać o wszystkim i niczym. Ploteczki, podszczypywania, opowieść z podróży. Ktoś opowie dowcip, ktoś inny zachrząka znacząco. Wszyscy piją kawę i cieszą się swoim towarzystwem. Spoko. Nie ma w tym nic złego. Ale jeśli ktoś  - tak jak ja - oczekiwał, że przeczyta coś, czego do tej pory przeczytać w prasie wysokonakładowej nie mógł, że młodzi pisarze mogą mieć do powiedzenia coś naprawdę istotnego i potrafią temu nadać odpowiednią formę, to będzie w przeważającej mierze rozczarowany. Oczywiście na szczęście są jeszcze niszowe książki, niezbyt popularne blogi i tysiące inne czytelniczych radości. Niech mnie tylko nikt nie pyta, dlaczego nie chcę mi się kupować gazet.

A oczywiście piszę to wyłącznie dlatego, że mnie nikt do stolika nie zaprosił. No, prawie wyłącznie. Ostatecznie skoro to wszystko wymyśliłem, to muszę mieć też jakieś inne powody. I tak sobie myślę, że być może to w zapraszaniu tkwi cały wic. Skoro potrzeba pisarzowi zaproszenia, żeby pisał, to znaczy, że może nie ma wcale potrzeby o tym pisać. Bo skoro by miał, to by napisał i potem myślał, co dalej. Czy zanieść to do Kawiarni, czy może lepiej wrzucić na bloga, czy też na wieki zatrzymać w krytykoodpornej szufladzie.
Komentarze
Dodaj nowy
step  - Bardzo sensowny tekst   |21.10.2009 06:02:35
Zgadzam się. Co tydzień zaglądam do Polityki, że znajdę tam coś ciekawego w tej
ich "Kawiarni". I raz znalazłem fajny tekst Dobrzanieckiego o orce. W
sensie walenia. To znaczy nie w sensie bicia jako ciężkiej pracy tylko w sensie
dużego ssaka morskiego. Poza tym tekstem wszystkie inne są żadne. Piszą tam
ludzie, którzy umieją napisać czasem coś fajnego (może nie wszyscy, ale paru
takich jest). Tymczasem tego nie robią. Piszą rzeczy beznadziejnie oczywiste,
nudne lub nijakie - jakby Polityka chciała odstraszyć ludzi od literatury, a w
szczególności od laureatów i nominowanych do jej Paszportu (bo to oni chyba tam
się głównie produkują, taki jest klucz). Ja myślę, że to znowu wina marketingu,
który panoszy się w naszych mózgach jak wirus. Młody pisarz chce się dobrze
sprzedać. Kiedy ma coś napisać dla wysokonakładowego tygodnika, odruchowo
zakłada, że musi być to coś nie przekraczającego możliwości percepcji średniego
czytelnika takiego pisma. Ja niestety, pewnie tak, jak i Ty, Jasiu, ciągle
kultywuję taki staroświecki przesąd, że pisarz powinien przekraczać
konwencjonalne granice możliwości percepcji, zarówno pod względem estetycznym,
jak ideowym. Temu służą, moim zdaniem, pisarskie konstrukcje i dekonstrukcje.
No, ale najwyraźniej nawet razem z czytelnikami KP nie stanowimy wystarczająco
ważnego targetu. Może dla pisarzy tak, ale nie dla formatu tygodnika. A kiedy
pisarze piszą w tygodniku, to już nie piszą oni, tylko pisze przez nich format
tygodnika, jak widać.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.84289 Seconds