Adam to dobre imię do filmu. Nie do końca wiem, dlaczego, bo nie oglądałem ani Młodego Adama, ani Wszystko o Adamie i choć widziałem Jabłko Adama, to nie było tam za dużo o Adamie. Ale z pewnością jakieś badania marketingowe pokazały, że imię Adam się dobrze kojarzy i widzowie chętniej pójdą dowiedzieć się wszystkiego o Adamie niż – dajmy na to – o Patryku czy Albercie. Albert zresztą, jak się okazuje, też nie ma tak najgorzej. Jest o nim kilkakrotnie więcej filmów, niż o sympatycznym i neutralnym, wydawałoby się, Piotrze. Pewnie dlatego, że Albert brzmi z jednej strony szlachetnie, a z drugiej cokolwiek groteskowo. Więc nadaje się zarówno do filmów kostiumowych, jak i animacji. Adam bije jednak wszystkich na głowę wynikiem 276 tytułów filmowych na filmwebie.
Najnowsze dzieło z Adamem w tytule nazywa się po prostu Adam i opowiada historię bohatera o tym właśnie imieniu. Adam jest sympatyczny jak orzeszek włoski, ale ma jedną niewybaczalną wadę – cierpi na „zespół Aspergera”, znacznie utrudniający relacje społeczne, co oczywiście można świetnie i komediowo w filmie rozegrać. Tym bardziej, że ludzie z Aspergerem mają problemy z rozumieniem mowy, w szczególności sarkazmu, ironii, a także nie potrafią odczytywać metafor. Czyż nie idealny materiał na komedie? Oczywiście tak i oczywiście taka komedia musiała powstać. Żeby jednak nie było za smutno, że śmiejemy się z kolesia, który nie rozumie żartów, to jest on oczywiście słodki jak marzenie, a do tego zna się na gwiazdach, laserach i innych rzeczach też.
Adam jest wzorowym przykładem kina gatunkowego, pisanym zapewne z podręcznikiem Jak napisać scenariusz filmowy w dłoni, a najpewniej wdrukowanym w głowe. Po prezentacji bohatera, przychodzi czas na zawiązanie akcji, a potem jej skomplikowanie. Z zegarkiem w dłoni można by czekać na kolejne zwroty akcji i – w końcu - przemianę bohatera. Wszystko to się dzieje, a w międzyczasie film skrzy się humorem. Ciepłym humorem, żeby nie było. To przecież komedia romantyczna. A ponieważ to komedia romantyczna, to szybko poznajemy też dziewczynę, która naszego Adam pokocha. Pożycza jej kartę do pralni i już wiadomo, że to będzie wielka miłość. Tak też jest, mimo niezbędnych komplikacji, jak utrata pracy przez Adam i konflikt z prawem ukochanego ojca Beth. Beth pisze książki dla dzieci, co zapewne pozwala jej się lepiej wczuć w psychikę wiecznego chłopca. Co też oczywiście czyni. Wszystko byłoby pięknie i standardowo. (Schematyczność jest tu bardzo daleko posunięta i nie jest to wadą, w końcu to komedia romantyczna. A jednak zastanawia mnie jedna sprawa. Skąd wiemy, że jeśli facet gapi się na dzieci na placu zabaw, to zaraz podjedzie policja i weźmie go za pedofilia?) Gdyby nie jeden mały szkopuł na końcu.
Otóż film się dobrze nie kończy. Albo przynajmniej nie kończy się tak jak teoretycznie powinien. Mimo przemiany Adama, który uczy się samodzielności i zyskuje nową, lepszą pracę, gdzie będzie mógł się realizować, mimo że Beth wydaje się być dla niego idealną partnerką, ich związek kończy się rozstaniem. Adam wyjeżdża, Beth zostaje. Ostatnie sceny pokazują Adam szczęśliwego w swojej nowej pracy, a potem odbierającego przesyłkę od byłej ukochanej. To książką o rodzinie Jeży mieszkających w parku, co pokazał jej Adam. Jak można się domyślać, opowieść jest również metaforą ich związku. Dla obojga więc było to zapewne ważne wydarzenie. Dlaczego więc nie są razem? Czy teraz już wszystkie komedie romantyczne będę się kończyć pochwałą bycia singlem? Czy może to jednak wyjątkowa sytuacja i miłość po prostu nie jest dla ludzi z „zespołem Aspergera” i bajkopisarek po przejściach? Jak wiadomo singiel jest lepszym konsumentem i pracownikiem. A „kino jest rynkiem, którego nie należy psuć”, organizując darmowe pokazy filmów, jak dowiedzieliśmy się ostatnio w Krytyce. Więc niewykluczone, że oto jesteśmy świadkami narodzin nowego gatunku – komedii romantycznej, w której bohaterowie na końcu odkrywają, że związek jest jednak dla nich zbyt dużym obciążeniem, znacznie lepiej realizować się pracy. Czego sobie i państwu życzę.
Na podobny temat
|
Weiniger opowiada seksizmy, a feminis...
"Czekam, aż szambo-bomba (bomba w...