Motto: „Czy można dostać unijną dotację na zakup broni palnej i amunicji? (…) Okazuje się, że tak”.
Ostatnio mam coraz dziwniejsze lektury. W autobusach czytam kognitywistyczną epopeję Roberta Poczobuta Między redukcją a emergencją, w pracy męczę się nad biografią Clinta Eastwooda Seks i sława, od kolegi poety dostałem biografię Leszka Millera. Jakby tego było mało, rodzice pożyczyli mi i kazali przeczytać album pt. Najlepsze inwestycje w człowieka. Projekty wyróżnione w I edycji konkursu „Dobre praktyki EFS”. Kto by pomyślał, że pod tym enigmatycznym tytułem kryje się fascynująca lektura? Zapewne mało kto, zapewne też jedynie nieliczni wierzą mi w tym momencie, dlatego obawiam się, że nie mam wyjścia. Muszę wszystko państwu opowiedzieć.
Powiedzmy na początku, że całemu przedsięwzięciu patronuje pani minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska, która w swoim wstępie objawia nam takie mądrości, jak „nie sposób bagatelizować palących problemów społecznych” albo „to człowiek powinien być najbardziej prorozwojową lokatą”. Pytaniem, czy człowiek powinien być lokatą, a życie bankiem, nie zamierzam się zajmować. Warto jednak zadać inne pytanie, do czego namawia, choć nie wprost, pan Paweł Chorąży – dyrektor Departamentu Zarządzania Europejskim Funduszem Społecznym. Otóż ten pan już na samym wstępie wyjawia rzecz, którą ja na jego miejscu bym skrzętnie ukrywał. Zupełnie wprost i bez wstydu przyznaje, że pokazywane w niniejszym albumie projekty są najciekawszymi i dobrze zrealizowanymi. Stop: czy aby nie jest to napisane również na okładce? O nie. Jest. Jak wół stoi. Projekty wyróżnione. Po przeczytaniu tej cienkiej książeczki nie mogę wyjść ze zdziwienia z powodu tego faktu. I znajduję tylko jedno wytłumaczenie w ministerialnym wprowadzeniu: „O atrakcyjności zgłoszonych opisów decydowały również zdjęcia, filmy, prezentacje, czyli warstwa promocyjna przedsięwzięć”.
Jeśli głównym czynnikiem wyróżniającym projekt jest atrakcyjność opisu i ładne zdjęcia, to wszystko się zgadza. Choć i tu można mieć wątpliwości, patrząc na przykład na pana Włodzimierza Osucha. O którym później. W każdym razie pytanie, które się nasuwa, a którego jeszcze nie zadałem, brzmi: Jeśli to są projekty najlepsze, to jak wyglądają najgorsze?
Zanim jednak sami sobie na to pytanie odpowiemy, przyjrzymy się kilku spośród najlepszych projektów. „Komputer i internet bez tajemnic”, brzmi lead opisujący program St@ndardy europejskie w informatyce. Rozumiem, że tym standardem jest pisanie @ zamiast „a”, ale to jedyne, co rozumiem w tej sytuacji. Panie z firmy Techapal Sp. z o.o. doprowadziły 98 osób do zdania egzaminu ECDL. Uzyskany w ten sposób certyfikat potwierdza, że jego posiadacz potrafi obsługiwać komputer. Z internetu można się dowiedzieć, że gdyby ktoś chciał taki certyfikat uzyskać, a wcześniej zrobić niezbędny kurs, jest to koszt około kilkuset, może tysiąca złotych. Panie z Teachpalu potrzebowały jednak ponad miliona złotych, żeby przeszkolić niecałe sto osób. Wychodzi mniej więcej po dziesięć tysięcy na głowę za kurs. Najwyraźniej Techpal ponosi wysokie koszta operacyjne. Jakieś dziewięćdziesiąt procent?
„Lubelszczyna staje się teleinformatyczną potęgą” - można przeczytać w opisie projektu Telestrada do przyszłości. Ale może należałoby raczej napisać – telemarketerską potęgą? „Na Lubelszczyźnie prężnie zaczęła się rozwijać branża telekomunikacyjna, reklamowa i teleinformatyczna, a największe firmy telefoniczne zaczęły zakładać swoje call-center właśnie na Lubelszczyźnie, bo to było bardziej opłacalne”. 734,7 tyś złotych, żeby podszkolić pracowników największym firmom? Gratulujemy.
A teraz mój ulubieniec. Firma Ryszarda Krauzego – Prokom. Dofinansowanie z Europejskiego Funduszu Społecznego – 1,17 mln zł. Krauze zawsze wiedział, jak się ustawić. A skoro już ma firmę, to dlaczego miałby płacić za studia podyplomowe dla swoich pracowników, skoro chętnie zrobi to EFS? Ja nie widzę żadnego powodu. Podobnie jak cieszę się, że Unia Europejska mogła pomóc zorganizować „trzydniowy wyjazd dla grupy 130 osób. Dzięki szkoleniu dokonała się świetna integracja pracowników Prokomu ze wszystkich oddziałów, zarówno małych, jak i dużych”. No i pięknie. Nic tak nie integruje jak darmowa wódka i wczasy pod gruszą. Nikt nie musi mnie do tego przekonywać.
Ale Prokom to niejedyna firma, która potrzebuje pomocy EFS. Praktiker także. Za jedyne 642,4 tyś zł dokonał się „kompleksowy rozwój kadry menadżerskiej firmy Praktiker”. Cóż można więcej dodać? „Cieszą korzyści biznesowe, jakie firma Praktiker zyskuje dzięki coraz większym umiejętnościom swoich kadr, ale przede wszystkim cieszy satysfakcja z własnego rozwoju, jaką odczuwają i wyrażają szkoleni pracownicy”. Mam nadzieję, że państwa cieszy to tak samo jak mnie.
I czas na mojego mistrza. Przed państwem Włodzimierz Osuch! Autor projektu „Wstań, unieś głowę”. Za jedyne 5,17 mln złotych zorganizował kursy dla 48 trwale bezrobotnych. Na których osoby te „wyuczyły się różnych zawodów i umiejętności – od fryzjerstwa i obsługi wózka widłowego po malowanie na szkle”. Sto tysięcy na głowę? Za kurs fryzjerstwa? Uczyli się go w Paryżu? A malowania na szkle na prywatnych lekcjach u Edwarda Dwurnika? A w czasie lekcji wachlowały ich egipskie hostessy? Warto też wejść na stronę internetową projektu (projekt-sampo.com.pl). Można tam znaleźć takie ciekawe artykuły jak Przerwa w lekcjach i pokazuej waginke. Zresztą strona to za dużo powiedziane, raczej blog i trudno powiedzieć, kiedy po raz ostatni został on dotknięty ludzką ręką. Raczej wydaje się, że to roboty malują w nim na szkle.
W ogóle rachunki bywają dziwne. Projekt Odziedzicz pracę dostał dofinansowanie w wysokości 6,45 mln zł, w efekcie czego 104 uczestników „podniosło swoją samoocenę i zobaczyło, że można inaczej, lepiej żyć”. Ja wiem, że nie wystarczy im o tym powiedzieć, że to bardziej skomplikowane. Albo na przykład na co gmina Zgierz wydała w ramach Koalicji Łamania Oporów Społecznych KŁOS 8,9 mln zł? „Koalicja powstała, aby chorym psychicznie i długotrwale bezrobotnym mieszkańcom terenów wiejskich położonych w obrębie Gminy Zgierz oraz ich rodzinom umożliwić powrót do społeczeństwa i na rynek pracy” - czytam na ich stronie internetowej. Dostajemy też zaproszenie na trzecią edycję koncertu „Zostań z nami” poświęconego pamięci Jana Pawła II oczywiście. Zapewne nie ma dość niepełnosprawnych i chorych psychicznie w gminie Zgierz, żeby wydać na nich 8,9 mln zł, więc trzeba się zajmować Janem Pawłem.
Oczywiście mój przegląd projektów finansowanych z EFS jest subiektywny, chamski i niesprawiedliwy. Ale warto może przypomnieć, że są to przecież wyróżnione, najlepsze projekty, którymi chwali się ministerstwo w specjalnie przygotowanej publikacji. We wprowadzeniu czytamy różne patetyczne ogólniki o tym, jak to dzięki funduszom unijnym maleje bezrobocie i budowana jest w Polsce gospodarka oparta na wiedzy. Wszystko super, ale jak to wygląda, mieliśmy próbkę przed chwilą. Znamienna jest deklaracja pracownika Powiatowego Urzędu Pracy w Nysie: „Nasz projekt był swoistą sensacją, gdyż jako jeden z pierwszych urzędów pracy w kraju i pierwszy w województwie opolskim zdecydowaliśmy się na poszerzenie kręgu naszych klientów i wyjście z naszymi usługami poza sektor bezrobocia”. Choć słowa te opisują jeden projekt, to odnieść można wrażenie, że obecny w nich duch rozciąga się też na cały pomysł wykorzystania EFS. Oczywiście łatwiej pomagać tym bezrobotnym, którzy bezrobotni tak do końca nie są. Albo najlepiej wcale. Nie znajdziemy tu żadnych innowacyjnych pomysłów na pomoc wykluczonym, poza zgarnięciem większej gotówki na markowaniu takiej pomocy.
Być może zresztą żadnych innowacyjnych pomysłów nie trzeba, a wyłącznie pracy u podstaw. Jak w projekcie „Szkoła marzeń”, który dostał najwięcej pieniędzy ze wszystkich, a dzięki któremu „w szkołach powstały np. kółka teatralne, informatyczne, ceramiczne, warsztaty filmowe”. A jeśli nawet nie potrzeba innowacyjnych pomysłów, to ktoś musiałby się jeszcze nauczyć liczyć i czytać, co wyróżnia. Bo atrakcyjność opisów to trochę mało i nie jestem pewien, czy rzeczywiście takie są wymogi unijne. Choć może są. Ale w takim razie należałoby sięgnąć po trochę rozumu do głowy. W rządzie i administracji Donalda Tuska najwyraźniej nie do końca się to udaje.
PS A dotację na zakup broni dostała firma zajmująca się organizacją imprez integracyjnych.