|
Mój ojciec jest tak daleki od bycia lewakiem, jak tylko może być prawdziwie wierzący katolik. Czyli nie aż tak daleki, jak większość dobrych kapitalistów, którym również jest. Ale dość daleki. Jednak jako dobry kapitalista widzi rozmaite problemy związane z funkcjonowanie tego systemu. Zresztą można się zastanawiać, czy w ogóle kapitalizm jeszcze istnieje. Czy może jest to raczej coś innego, co nie ma nazwy, więc jest opisywane za pomocą przestarzałych, dziewiętnastowiecznych terminów. Żeby mógł istnieć kapitalizm, musi być kapitał, a czy istnieje on rzeczywiście, nie jest wcale pewne. A jeśli tak, to gdzie? Z pewnością w jakimś wirtualnym miejscu, gdzieś w przyszłości. Na to przynajmniej wskazują historie, które opowiedział mi ojciec, gdy wpadłem na pięć minut do jego biura, oddać łańcuszek mamy.
Pierwsza historia: Korporacja Proctor&Gemble wykupuje firmę Wolla, aby najpierw zredukować zatrudnienie, a potem przenieść cały oddział do innego wieżowca. Ale podjąć decyzję o przenosinach mogą tylko szefowie w Stanach, a przejście takiej decyzji przez niezbędną biurokracje zajmuje pół roku, więc choć dyrektorowie w Polsce wiedzą już, że będą się wyprowadzać, podpisują umowę najmu na trzy lata i setki tysięcy euro, żeby po trzech miesiącach się wyprowadzić.
Historia druga: Wieżowiec przy rondzie ONZ pustoszeje na skutek kryzysu, ale właściciele nie zamierzają obniżyć czynszu. Bardziej opłaca im się posiadać biurowiec w dobrej lokalizacji o określonej wartości, stojący w połowie pusty, niż gdyby obniżając czynsz, musieli przyznać, że jego wartość jest mniejsza, a przez to na przykład również ich zdolność kredytowa.
Historia trzecia: W biurowcu mają powstać trzy poziomy parkingów podziemnych. Ale badania gruntowe są wykonane tylko dla dwóch pięter. Niestety wszelkie koszta związane z projektem zostały już obliczone, a rachunki zamknięte. A trzeba zrobić projekt dla trzech poziomów, gdy niezbędne informacje dotyczą tylko dwóch. Oczywiście można przyjąć najbardziej pesymistyczny scenariusz, co prawdopodobnie zwiększy koszt budowy o jakiś milion złotych, kiedy badania gruntowe kosztują trzydzieści tysięcy. Ale odpowiedzialni menadżerowie wolą za jakiś czas udowodnić, że niestety budowa kosztuje milion złotych, niż obecnie zmieniać wyliczenia i męczyć szefów o kolejne trzydzieści tysięcy.
Czwarta historia (zapewne najbardziej znana): Koszt budowy Stadionu Narodowego dochodzi do półtora miliarda złotych. Na Euro 2008 w Klagenfurcie zbudowano stadion mogący pomieścić 30 tysięcy osób za 250 milionów. Jasne. Jest on prawie dwa razy mniejszy. Część siedzeń została zdemontowana po igrzyskach. Zważywszy na to, że jednocześnie powstaje stadion Legii, czy rzeczywiście potrzebujemy dwóch wielkich stadionów i czy stać nas na budowanie drożej, niż Niemcy? Tylko po to, żeby pokazać, że możemy?
A to wszystko w pięć minut. Mój tata nie jest lewakiem, ale czasami myślę, że mógłby być. Czasami wydaję mi się, że wszyscy, którzy przyglądają się funkcjonowaniu świata, mogliby by być. Ale jakimś dziwny trafem nie są. Dlaczego? Tego pewnie nigdy nie zrozumiem. Podobnie tego, jak można nazywać kapitalizmem coś, co dawno przestało opierać się na kapitale (jeśli kiedykolwiek się opierało), by spocząć na strachu podwładnych, którzy boją się powiedzieć, że potrzebują czegoś teraz (na przykład trzydziestu tysięcy albo decyzji), bo potem będzie kosztowało to znacznie drożej. I oczywiście wiem, że pieniądze nie są najważniejsze (przynajmniej w tego rodzaju kapitalizmie) i nie chodzi tylko o strach, ale również o mnóstwo innych czynników (jak na przykład endemiczna niewydolność systemu), których komplikacji nigdy nie pojmę. Ale wciąż przecież bym chciał.
Nazwy wszystkich firm zostały zmyślone, a wszelkie podobieństwo do realnie istniejacych firm jest oczywiście przpadkowe.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...