|
Jedną z moich ostatnio ulubionych historii opowiedział Bartek, stojący na selekcji w Cynamonie. Opowiedział ją z wdziękiem i wyczuciem formy, którego nie da się oddać wyłącznie za pomocą pisma, ale jednak spróbuję. Ale może najpierw kilka słów wprowadzenia. Zacznijmy może od tego, że gdy wypełniłem kiedyś test na facebooku: „Czy wejdziesz do Cynamonu?” w odpowiedzi otrzymałem znamienne zdania: „nie ta twarz, nie to życie”. I rzeczywiście. Niezależnie od tego, jakbym się nie ubrał, z moich oczu spoziera wymoczkowaty intelektualizm. Wiem już zatem, że mnie nie wpuszczą do Cynamonu. Oczywiście bez sensu byłoby teraz zapewniać, że nie ważne, że mnie nie wpuszczą, skoro nigdy się tam nie wybierałem. Wybierać się mogłem albo nie. A wejść, i tak nie wejdę. Więc to by było na tyle. Natomiast Bartek jest przebojowy, opowiada fajne historie i potrafi być uroczo pyskaty. Do tego potrafi się ubrać tak, żeby pani profesorka na filozofii(bo choć Bartek studiuje filozofię, to na jego twarzy nie ma znamienia wymoczkowatego intelektualizmu) zaczyna wykład od podziękowania mu za to, co na siebie włożył. Co prawda pytanie, czy profesorów filozofii wpuściliby do Cynamonu, również jest pytaniem ontologicznym, a odpowiedź zapewne brzmi podobnie jak w moim przypadku. Ale nie to chodzi. Tylko o wyczucie formy. Na tym polega selekcja. Niektórzy po prostu wiedzą, kto gdzie przynależy i dzięki temu mogą się tym bawić. Tak jak Bartek w jednej z moich ostatnio ulubionych historii. Zanim jednak do niej dojdziemy jeszcze parę słów na temat Cynamonu. Że pozwolę sobie przytoczyć dwa cytaty: „LOKAL MASAKRA,PEDAŁY,LEZBY I SNOBY I JESZCZE SELEKSJONER,KTÓRY NIE DŁUGO BĘDZIE SPRAWDZAŁ ZAWARTOŚĆ PORTFELA…” Dodajmy, że pedały i lezby nie mają w tym przypadku ściśle słownikowego znaczenia, tylko nieco inne. Ale można też wyrazić to w bardziej wyważony sposób: „O klimacie tego klubu możnaby napisać pracę magisterską pt. W jaki sposób w Klubie Cynamon spełniają się marzenia polskich dorobkiewiczów o oscentacyjnym udawadnianiu odnoszonego przez nich sukcesu.” Pisownia zachowana oryginalna. Mniej więcej tak to wygląda, choć sytuacja z pewnością jest bardziej skomplikowana.
A historia polega na tym, że Bartek stoi na bramce w Cynamonie i mówi jakiejś dziewczynie, że jej nie wpuści. Dziewczyna zmęczona zapewne godzinnym staniem w kolejce i drugim tyle przed lustrem, więc w naturalnym sposób rozczarowana takim rozwojem sytuacji, nie chce się poddać. Pyta: „Ale dlaczego?” Na co Bartek rezolutnie odpowiada, że nie może jej powiedzieć, bo musiałby ją obrazić. Kobieta jest jednak nieustępliwa i ciągle dopytuje się „dlaczego”, a Bartek nie ma czasu na tego rodzaju dyskusje, bo „nie” znaczy „nie”, a inni ludzie też czekają po godzinę w kolejce, powtarza więc raz jeszcze: „Nie mogę Pani powiedzieć, bo musiałbym panią obrazić.” Kobieta jednak ciągle pragnie wiedzieć, co jest z nią nie tak, że nie może wejść do Cynamonu. Bartek ustępuje i mówi niewinnym tonem: „Nie mogę Pani wpuścić , bo jest pani naprawdę bardzo brzydka. Gdyby była Pani tylko brzydka, moglibyśmy dyskutować, ale Pani jest naprawdę bardzo brzydka.” I to właściwie koniec tej historii. Kobieta nie zadawała więcej głupich pytań. A Bartek może się chwalić swoje celną ripostą. Bartek oczywiście wie, że zachował się w tej sytuacji jak skończonym cham. Ale w końcu za to mu płacą. Dzięki temu Cynamon jest Cynamonem.
Oczywiście można się na to oburzać. Ja nie zamierzam. Wręcz przeciwnie. Jestem pełen podziwu dla Bartka, że potrafił w taki zgrabny sposób ująć pewną kwintesencję relacji na jakich opiera się część rzeczywistości. A być może nawet cała. Zupełnie niewykluczone, że cała. Na szczęście zawsze jeszcze pozostają pytania: „być albo nie być?”, „iść albo nie iść?” Bo niestety z pytania: „chcesz być ładny, czy brzydki?” niewiele wynika. I prawdopodobnie prędko jeszcze nie będzie.
Na podobny temat
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...