Biografia Krzywonos
KP22: prze-moc
Komentarze
CYTAT DNIA
Krytyczna misja pomnika i monumentu jest stłumiona przez kontynuację
niewolnictwa z przeszłości i przez nadmierną i bezkrytyczną pamięć
uroczystych obowiązków i funkcji. Pomimo wszystkich bolesnych wydarzeń
i doświadczeń, których byliśmy uczestnikami (pomniki także), pomimo
wielu ofiar i istnienia "przetrwańców", władze nie pozwalają na
swobodne dawanie świadectwa, protestowanie i krytykę w przestrzeni
publicznej. Pomniki i monumenty są nieczynne, zmuszone do trwania w
milczeniu, w rzeczywistym i symbolicznym odcięciu od współczesnych
realiów i doświadczeń.
Krzysztof Wodiczko, Miasto, demokracja i sztuka
|
|
Co robię, kiedy nic nie robię |
|
|
Jaś Kapela
|
|
12.08.2009 |
To nie będzie felieton, to będzie jęk. Ostatnio dużo rozmyślam nad tym jak to będzie, kiedy nastąpi ten stopień automatyzacji, że roboty będę za nas wykonywać całą pracę i nigdy już nie będziemy musieli nic robić. To znaczy, co będziemy wtedy robić? A tak naprawdę to dręczy mnie coś innego. To znaczy, jak to jest, że Adam Schaff ponad dwadzieścia lat temu pisał w książce „Dokąd prowadzi droga”, że za dwadzieścia lat nastąpi ten stopień automatyzacji, że roboty będę za nas wykonywać całą pracę i nigdy już nie będziemy musieli nic robić, ale wygląda na to, że nie miał racji, choć kiedy czytałem jego książkę argumentacja wydawała mi się całkowicie przekonująca. Łatwo urzeka mnie przekonująca argumentacja, ale najbardziej mnie przeraża, że przecież Schaff naprawdę miał sporo racji. I ma ją wciąż. Więc dlaczego się myli? To poniekąd paradoksalne pytanie wcale takie nie jest. Ale zanim udzielę odpowiedzi pozwolę sobie zacytować: „poniżej pewnego minimum (jakiego?) pracy tzw. czas wolny staję się psychicznym obciążeniem, następuję swoiste „zanieczyszczenie” czasu wolnego. W tej sytuacji konieczne stanie się zastąpienie tradycyjnej pracy tzn. pracy zarobkowej, zajęciami, które byłyby ekwiwalentem dzisiejszej pracy, jeśli idzie o sens życia człowieka, tzn, o motywację jego poczynań życiowych.” I dalej: „Albowiem alternatywą byłoby przyzwolenie na śmierć głodową owych dziesiątków milionów „skazanych” na strukturalne bezrobocie.” Jak widzimy Schaff lubi cudzysłowy. Ale jak mówić o tym wprost? Jak powiedzieć, że dzieje się coś, czego pojęcie być może nie tyle jest niemożliwe, co tragiczne. To trochę tak jakby dowiedzieć się, że ma się raka. Tak, ludzkość cierpi na raka. Jest nim praca. Syzyfowa praca, która się nigdy nie kończy. Choć powinna.
Parę dni temu obudziłem się z pytaniem na ustach: czy praca jest lewicowa? I błyskawicznie doszedłem do wniosku, że nie. Pracowanie jest prawicowe. Jak łatwo możemy się o tym przekonać czytając różne fragmenty w Biblii, w których w licznych odmianach występują słowa jak pot, trud, znój. A przecież jednocześnie nie jest tak, że jak się jest lewakiem, to można nie pracować. Wręcz przeciwnie. Czasami mi się nawet wydaje, że trzeba bardziej, skoro to wszystko jest takie popieprzone, to ktoś mu to naprawić. I ma to być lewica? Z pewnością nie ci, którzy godzą się na pracę w pocie czoła. Ale czy prawicowe leniuszki tak naprawdę pracują, czy tylko chodzą na te swoje lunche i grają w strzałki i podrywają sekretarki. Więc może problemem nie jest lewica, czy prawica. Może problem leży gdzieś indziej? Oczywiście nie myślałbym o tym, gdybym sam nie leżał w moim łóżku z różnymi dziewczynami lub bez i nie myślał sobie: weź się do pracy. Tak myślę, ale tego nie popieram. Często myślę rzeczy, których nie popieram. Na przykład ostatnio słucham piosenki Cypress Hill, w której panowie rapuję: „I’m everything, you ever want to be.” A potem myślę jak wyglądałby świat, w którym wszyscy chcą być jak ja. I kurcze. To byłoby naprawdę dziwne. Neurotyczna apokalipsa? A przecież jednocześnie przyjemnie jest pomyśleć, że ktoś mógłby chcieć być tym, kim ja jestem. Ale jednocześnie ktoś taki musiałby być naprawdę pokaleczony przez życie albo po prostu mieć dość fałszywe wyobrażenie na temat tego, kim jestem. W ogóle mam wrażenie, że mamy dość fałszywe przekonania na temat tego, kim są inni ludzie. Na przykład wydaję nam się, że skoro się uśmiechają, to pewnie są szczęśliwi. Albo skoro mają długie nogi i fajne ciuchy, to dobrze o sobie myślą. A wcale tak nie musi być. Może być nawet wręcz przeciwnie.
Na przykład Adam Schaff był przekonany, że ludzkość nie pozwoli umierać strukturalnie bezrobotnym. I trochę rzeczywiście nie pozwala. Kawałek ludzkości wysyła do Afryki różne rzeczy. Natomiast inny kawałek pije tanią kawę i je najtańsze banany w mieście. I tak to się równoważy. Choć można by powiedzieć - i ciągle ktoś to powtarza - że to i tak dobrze, że dzięki nam małe chińskie rączki, małe chińskie rączki (lubię o nich pisać) mają się czym zająć. Podobnie zresztą jak duże murzyńskie graby, wielkie murzyńskie graby mają, co karczować i dostają za to te dwa dolary miesięcznie, a wracając z pracy mogą dzieciakom pozrywać trochę liści manioku. Ej, bo przecież nikt z was chyba nie wierzy, że można nie pracować? Kto może nie pracować? Ja mogę? Nawet ja chyba nie mogę tak zupełnie nie pracować, choć czasem bym chciał, bo oszczędziłbym w ten sposób nerwów mojemu ojcu, któremu ciągle więcej zawdzięczam, niż jestem w stanie zarobić. Nie tylko dlatego, że to co dla mnie robi jest niepoliczalne. I tu docieramy do problemu, jak policzyć to co jest niepoliczalne. Oczywiście są w tym zakresie pewne pomysły. Na przykład alternatywny do PKB pomysł na to jak badać poziom życia. Który nie jest łatwo zmierzyć, jedynie za pomocą dochodów. Ja na przykład nie mam ich zbyt wiele, a poziom mojego życia wydaję się być całkiem znośny. Hej, mam nawet zmywarkę. Nieważnie, że z niej nie korzystam. Oczywiście nie wszyscy mogą być młodymi, fajnymi pisarzami. Ale właściwie dlaczego? Bo ktoś musi robić kawę młodym, fajnym? Ja osobiście sam mogę sobie robić kawę, której właściwie prawie nie piję, więc być może piszę tak tylko dlatego właśnie. W tym miejscu być może dochodzimy do odpowiedzi na pytanie, dlaczego Adam Schaff się myli, skoro ma rację? Dlaczego postępująca automatyzacja nie sprawia, że możemy przestać pracować? A może wcale się nie myli? Może tylko nie dostrzegamy tego, że coraz więcej ludzi nie musi pracować, bo zbyt jesteśmy zaganiani, żeby to zauważyć? Czy nie jest tak, że system tworzy markowane miejsce pracy, tylko po to, żeby zająć jakoś ludzi, którzy w innym przypadku czuli by się jeszcze bardziej zbędni? Czucia się trochę zbędnym - jak się wydaje - nie da się uniknąć. Na przykład Sloterdijk twierdzi, że obecnie mniej więcej połowa ludzi na świecie nie pracuje i jest to wysoce naganne. Czas skończyć z wyzyskiwaniem ciężko pracujących przez leniuszków. Taka mniej więcej była teza jego artykułu „Państwo to kradzież, czyli nieuchronny upadek lewicowych mitów”. Więc być może rację ma mój ojciec, że coraz więcej ludzi pracuje coraz ciężej, a wielu innych nie ma co ze sobą zrobić. Teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ci, którzy tak ciężko pracują oddali część swoich obowiązków innym. Ale praktycznie stoi. Na przykład nikt inny nie mógł by robić tego, co ja. Nikt nie zrobiłby tego tak dobrze. Nikt nie ma ku temu odpowiednich kwalifikacji. Mylę się? Zapewne. To dlaczego od pewnego czasu piszę koło dwudziestu tekstów miesięcznie, a może i więcej, jeśli wziąć pod uwagę różne miscellanea, a przecież jednocześnie poprawiam też drugą książkę i zaczynam pisać trzecią i czwartą. No i jednak ciągle nie można powiedzieć, że pracuję jakoś specjalnie ciężko. Wręcz przeciwnie. Mam nieustające wrażenie, że nic tylko spotykam się z ludźmi i piję piwo. Jeśli o mnie chodzi, Adam Schaff miał rację. Więc dlaczego się mylił?
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 20.08.2009 )
|
|
|
|
Przepraszam, jeśli moja uwaga zabrzmi...
Osmin: chodzi o to, aby zdolne dzieci...