Biografia Krzywonos

krzywonos_okladka_145.jpg

KP22: prze-moc

okladka_kp22_145.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Krytyczna misja pomnika i monumentu jest stłumiona przez kontynuację
niewolnictwa z przeszłości i przez nadmierną i bezkrytyczną pamięć
uroczystych obowiązków i funkcji. Pomimo wszystkich bolesnych wydarzeń
i doświadczeń, których byliśmy uczestnikami (pomniki także), pomimo
wielu ofiar i istnienia "przetrwańców", władze nie pozwalają na
swobodne dawanie świadectwa, protestowanie i krytykę w przestrzeni
publicznej. Pomniki i monumenty są nieczynne, zmuszone do trwania w
milczeniu, w rzeczywistym i symbolicznym odcięciu od współczesnych
realiów i doświadczeń.

Krzysztof Wodiczko, Miasto, demokracja i sztuka
Advertisement
Co robię, kiedy nic nie robię Drukuj
Jaś Kapela   
12.08.2009
To nie będzie felieton, to będzie jęk. Ostatnio dużo rozmyślam nad tym jak to będzie, kiedy nastąpi ten stopień automatyzacji, że roboty będę za nas wykonywać całą pracę i nigdy już nie będziemy musieli nic robić. To znaczy, co będziemy wtedy robić? A tak naprawdę to dręczy mnie coś innego. To znaczy, jak to jest, że Adam Schaff ponad dwadzieścia lat temu pisał w książce „Dokąd prowadzi droga”, że za dwadzieścia lat nastąpi ten stopień automatyzacji, że roboty będę za nas wykonywać całą pracę i nigdy już nie będziemy musieli nic robić, ale wygląda na to, że nie miał racji, choć kiedy czytałem jego książkę argumentacja wydawała mi się całkowicie przekonująca. Łatwo urzeka mnie przekonująca argumentacja, ale najbardziej mnie przeraża, że przecież Schaff naprawdę miał sporo racji. I ma ją wciąż. Więc dlaczego się myli? To poniekąd paradoksalne pytanie wcale takie nie jest. Ale zanim udzielę odpowiedzi pozwolę sobie zacytować: „poniżej pewnego minimum (jakiego?) pracy tzw. czas wolny staję się psychicznym obciążeniem, następuję swoiste „zanieczyszczenie” czasu wolnego. W tej sytuacji konieczne stanie się zastąpienie tradycyjnej pracy tzn. pracy zarobkowej, zajęciami, które byłyby ekwiwalentem dzisiejszej pracy, jeśli idzie o sens życia człowieka, tzn, o motywację jego poczynań życiowych.” I dalej: „Albowiem alternatywą byłoby przyzwolenie na śmierć głodową owych dziesiątków milionów „skazanych” na  strukturalne bezrobocie.” Jak widzimy Schaff lubi cudzysłowy. Ale jak mówić o tym wprost? Jak powiedzieć, że dzieje się coś, czego pojęcie być może nie tyle jest niemożliwe, co tragiczne. To trochę tak jakby dowiedzieć się, że ma się raka. Tak, ludzkość cierpi na raka. Jest nim praca. Syzyfowa praca, która się nigdy nie kończy. Choć powinna.

Parę dni temu obudziłem się z pytaniem na ustach: czy praca jest lewicowa? I błyskawicznie doszedłem do wniosku, że nie. Pracowanie jest prawicowe. Jak łatwo możemy się o tym przekonać czytając różne fragmenty w Biblii, w których w licznych odmianach występują słowa jak pot, trud, znój. A przecież jednocześnie nie jest tak, że jak się jest lewakiem, to można nie pracować. Wręcz przeciwnie. Czasami mi się nawet wydaje, że trzeba bardziej, skoro to wszystko jest takie popieprzone, to ktoś mu to naprawić. I ma to być lewica? Z pewnością nie ci, którzy godzą się na pracę w pocie czoła. Ale czy prawicowe leniuszki tak naprawdę pracują, czy tylko chodzą na te swoje lunche i grają w strzałki i podrywają sekretarki. Więc może problemem nie jest lewica, czy prawica. Może problem leży gdzieś indziej? Oczywiście nie myślałbym o tym, gdybym sam nie leżał w moim łóżku z różnymi dziewczynami lub bez i nie myślał sobie: weź się do pracy. Tak myślę, ale tego nie popieram. Często myślę rzeczy, których nie popieram. Na przykład ostatnio słucham piosenki Cypress Hill, w której panowie rapuję: „I’m everything, you ever want to be.” A potem myślę jak wyglądałby świat, w którym wszyscy chcą być jak ja. I kurcze. To byłoby naprawdę dziwne. Neurotyczna apokalipsa? A przecież jednocześnie przyjemnie jest pomyśleć, że ktoś mógłby chcieć być tym, kim ja jestem. Ale jednocześnie ktoś taki musiałby być naprawdę pokaleczony przez życie albo po prostu mieć dość fałszywe wyobrażenie na temat tego, kim jestem. W ogóle mam wrażenie, że mamy dość fałszywe przekonania na temat tego, kim są inni ludzie. Na przykład wydaję nam się, że skoro się uśmiechają, to pewnie są szczęśliwi. Albo skoro mają długie nogi i fajne ciuchy, to dobrze o sobie myślą. A wcale tak nie musi być. Może być nawet wręcz przeciwnie.

Na przykład Adam Schaff był przekonany, że ludzkość nie pozwoli umierać strukturalnie bezrobotnym. I trochę rzeczywiście nie pozwala. Kawałek ludzkości wysyła do Afryki różne rzeczy. Natomiast inny kawałek pije tanią kawę i je najtańsze banany w mieście. I tak to się równoważy. Choć można by powiedzieć - i ciągle ktoś to powtarza - że to i tak dobrze, że dzięki nam małe chińskie rączki, małe chińskie rączki (lubię o nich pisać) mają się czym zająć. Podobnie zresztą jak duże murzyńskie graby, wielkie murzyńskie graby mają, co karczować i dostają za to te dwa dolary miesięcznie, a wracając z pracy mogą dzieciakom pozrywać trochę liści manioku. Ej, bo przecież nikt z was chyba nie wierzy, że można nie pracować? Kto może nie pracować? Ja mogę?  Nawet ja chyba nie mogę tak zupełnie nie pracować, choć czasem bym chciał, bo oszczędziłbym w ten sposób nerwów mojemu ojcu, któremu ciągle więcej zawdzięczam, niż jestem w stanie zarobić. Nie tylko dlatego, że to co dla mnie robi jest niepoliczalne. I tu docieramy do problemu, jak policzyć to co jest niepoliczalne. Oczywiście są w tym zakresie pewne pomysły. Na przykład alternatywny do PKB pomysł na to jak badać poziom życia. Który nie jest łatwo zmierzyć, jedynie za pomocą dochodów. Ja na przykład nie mam ich zbyt wiele, a poziom mojego życia wydaję się być całkiem znośny. Hej, mam nawet zmywarkę. Nieważnie, że z niej nie korzystam. Oczywiście nie wszyscy mogą być młodymi, fajnymi pisarzami. Ale właściwie dlaczego? Bo ktoś musi robić kawę młodym, fajnym? Ja osobiście sam mogę sobie robić kawę, której właściwie prawie nie piję, więc być może piszę tak tylko dlatego właśnie. W tym miejscu być może dochodzimy do odpowiedzi na pytanie, dlaczego Adam Schaff się myli, skoro ma rację? Dlaczego postępująca automatyzacja nie sprawia, że możemy przestać pracować? A może wcale się nie myli? Może tylko nie dostrzegamy tego, że coraz więcej ludzi nie musi pracować, bo zbyt jesteśmy zaganiani, żeby to zauważyć? Czy nie jest tak, że system tworzy markowane miejsce pracy, tylko po to, żeby zająć jakoś ludzi, którzy w innym przypadku czuli by się jeszcze bardziej zbędni? Czucia się trochę zbędnym - jak się wydaje - nie da się uniknąć. Na przykład Sloterdijk twierdzi, że obecnie mniej więcej połowa ludzi na świecie nie pracuje i jest to wysoce naganne. Czas skończyć z wyzyskiwaniem ciężko pracujących przez leniuszków. Taka mniej więcej była teza jego artykułu „Państwo to kradzież, czyli nieuchronny upadek lewicowych mitów”. Więc być może rację ma mój ojciec, że coraz więcej ludzi pracuje coraz ciężej, a wielu innych nie ma co ze sobą zrobić. Teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ci, którzy tak ciężko pracują oddali część swoich obowiązków innym. Ale praktycznie stoi. Na przykład nikt inny nie mógł by robić tego, co ja. Nikt nie zrobiłby tego tak dobrze. Nikt nie ma ku temu odpowiednich kwalifikacji. Mylę się? Zapewne. To dlaczego od pewnego czasu piszę koło dwudziestu tekstów miesięcznie, a może i więcej, jeśli wziąć pod uwagę różne miscellanea, a przecież jednocześnie poprawiam też drugą książkę i zaczynam pisać trzecią i czwartą. No i jednak ciągle nie można powiedzieć, że pracuję jakoś specjalnie ciężko. Wręcz przeciwnie. Mam nieustające wrażenie, że nic tylko spotykam się z ludźmi i piję piwo. Jeśli o mnie chodzi, Adam Schaff miał rację. Więc dlaczego się mylił?
Komentarze
dobrze_jest   |15.08.2009 01:12:12
Rety, co za egotyzm…
wordsinvaders1   |15.08.2009 06:28:10
E tam, może być. Przynajmniej szczerze i ironicznie. Ale kto zabrał pracę i
dlaczego mam się tym martwić?
maciej  - W obronie Kapeli   |15.08.2009 15:34:52
Problem z czasem wolnym, nad tym zastanawiali się już w UE, kiedy Polski jeszcze
w niej nie było. Wtedy i obecnie nie potrzeba zatrudniać już tylu ludzi w
produkcji np. samochodów wystarczy obejrzeć filmik z jakiejkolwiek fabryki -
same automaty. Skracany jest czas pracy - dzięki postępowi techniki nie potrzeba
już zatrudniać tylu ludzi. Tak, że pytanie w co się bawiać, w co się bawić jest
aktualne, i lepiej żeby szybko znaleziono na nie odpowiedź.
tiphareth   |15.08.2009 16:16:50
[I]"To dlaczego od pewnego czasu piszę koło dwudziestu tekstów
miesięcznie, a może i więcej, jeśli wziąć pod uwagę różne miscellanea,
a przecież jednocześnie poprawiam też drugą książkę i zaczynam pisać
trzecią i czwartą."[/I}

No właśnie - dlaczego?

Dlaczego Doda
gada bez sensu przez jakieś 200 dni w roku?
Dlaczego odkrycie Jasia
- aseksualna NJN - zamieszcza na youtubie kilkanaście filmów o sobie
samej? 
Dlaczego Witkowski udziela wywiadu w upadającym Dzienniku, w
którym używa zaimka "my", za co jest przez Jasia krytykowany?

Widocznie tylko Jasiu ma prawo do generalizowania:
"W ogóle mam wrażenie, że mamy dość fałszywe przekonania na temat tego,
kim są inni ludzie. Na przykład wydaję nam się, że … "


Jasiu - piszesz coraz lepiej. Pisz więcej! Tylko nie zanieczyszczaj
swoich tekstów (które są najlepsze, jak wiadomo) jakimiś Szafami
i Sloterdijkami.
Po co robić sobie konkurencję? 
Gratuluję
geniuszu. Czekam na więcej.
wordsinvaders1  - do macieja   |16.08.2009 00:04:41
No teraz już na poważnie. Pytanie tylko czy pracy jest za mało, stąd inflacja
czasu wolnego w coraz szerszych kręgach, grupach, klasach, warstwach
społecznych, czy jest jej optymalna ilość tylko jest błędnie dystrybuowana
(jeśli można tak to określić) czy też jest jej wciąż za dużo (stosunek pracy do
czasu wolnego jest wciąż z korzyścią dla tej pierwszej)? A może nie jest
problemem ilość pracy, tylko kto jest jej beneficjentem i w jaki sposób są
rozdzielane jej efekty? Automatyzacja wyklucza pracowników niewykwalifikowanych,
natomiast postępująca specjalizacja stwarza sytuację, w której ograniczona ilość
specjalistów musi wykonać nieadekwatną do możliwości ilość pracy. Stąd też w
moim przekonaniu obie grupy są ofiarami sytuacji: specjaliści wykluczani są z
czasu wolnego, zyskują jednak prestiż, możliwości rozwoju i są dobrze opłacani,
natomiast pracownicy niedostosowani do rynku pracy mają nadmiar czasu wolnego
(częstsze bezrobocie), który staje się problemem nie przez ilość, ale przez
fakt, że nie można go zagospodarować wg aktualnych pożądanych wzorców, mód etc.,
co rodzi frustrację i poczucie wykluczenia. Pierwsi tracą więc np. poczucie
satysfakcji z życia, częściej stają się ofiarami chorób cywilizacyjnych,
częściej popadają w uzależnienia, drudzy natomiast wyrzuceni są na margines
świata społecznych hierarchii, świata konsumpcji co rodzi zrozumiałą agresję i
skutkuje powiększającą się stygmatyzacją.
maciej  - Ciekawe jaki będzie finał?   |16.08.2009 01:38:38
Chciwość lub łakomstwo - czyli nieopanowania i nieumiarkowana żądza posiadania
bogactw, przyjemności, dostatków. Mała encyklopedia teologiczna M. Rode

Czy
taki jak w :

Korporacji - Max Barry
Pracowałeś kiedyś w wielkiej korporacji.
o pierwszym oszołomieniu rozmachem przedsięwzięcia kontaktami zagranicznymi,
liczbą maili, a może wysokością gaży, zacząłeś mieć wątpliwości.
Choć
rozumiałeś każde słowo spolszczonej misji firmy, całość nic dla Ciebie nie
znaczyła. Połowa czynności, które wykonywałeś, miała charakter
biurowo-administracyjny, a spośród pozostałych tylko niewielka część
pozostawiała wrażenie merytorycznej. Twój bezpośredni szef był zadziwiająco
niekompetentny, a wiele osób, które znałeś z nazwiska jako kluczowe w firmie,
nigdy nie pojawiło się w zasięgu Twoich oczu. Asystentka szefa jeździła
samochodem, na który nie byłoby Cię stać, nawet gdybyś pokonał większość
szczebli kariery w tej firmie. No i właśnie zapowiedziano kolejną
reorganizację.

Zielonej pożywce ?
Akcja filmu rozgrywa się w niedalekiej
przyszłości. Nowojorski policjant odkrywa szokującą prawdę o syntetycznej
żywności, którą władze karmią wygłodniałą ludność. Film ten utrzymany w klimacie
horroru jest ciekawą próbą opowiedzenia futurologicznej historii bez uciekania
się do technicznych tricków. Autorzy postarali się przedstawić sugestywnie
wizję, której ludzie mogą się naprawdę obawiać - świata zaludnionego wygłodzoną,
przerażoną masą ludzką, świata oferującego swoisty komfort jedynie tym, którzy
zdecydowali się na dobrowolne samobójstwo…

Ucieczce Logana ?
Jest rok
2274. Jedyną ucieczką przed zniszczonym środowiskiem jest dla człowieka
zamieszkanie w mieście - kapsule. Panuje tu jednak pewne ważne prawo - ludzie po
przekroczeniu trzydziestego roku życia, nie mogą egzystować w tym świecie i
muszą poddać się reinkarnacji. Nad przestrzeganiem zalecenia Wielkiego Brata
czuwa armia strażników, wśród nich Logan, któremu komputer polecił odszukać
miejsce, gdzie ukrywają się buntownicy, próbujący uchylić się od rozporządzeń
władzy. Logan odkrywa, że reinkarnacja jest blefem: poddawani jej ludzie są po
prostu mordowani. Poruszony tym odkryciem przyłącza się do
buntowników.

powieści Raya Bradbury’ego:
451 stopni Fahrenheita to
temperatura z jaką pali się papier a palenie książek należy do obowiązków straży
pożarnej działającej w bliżej nieokreślonej przyszłości. Filmopowiada o
strażaku, który sprzeciwia się obowiązującemu prawy i wbrew swoim przełożonym
stara się ocalić jak najwięcej książek od zniszczenia. Film jest przestrogą
przed tym jaki może stać się świat, jeżeli ludzie pozwolą sobie kierować i
zgodzą się aby ktoś inny za nich decydował.
I po co są
ludzie?
http://www.controlengpolska.com to nie reklama.
Ps. zgadzam się z tym,
co napisałeś - wordsinvaders1
daleko, blisko   |16.08.2009 06:55:25
Rzeczywiście, jeśli napisanie takiego tekstu, ma byc pracą, to niektórzy powinni
wziac się do roboty
bezerk   |16.08.2009 16:55:04
Tradycyjnie bardzo fajny felieton. Towarzysz Kapela z Towarzyszem Gdulą piszą
najfajniejsze felietony :-) Zarzuty o egotyzm wielce nietrafione, radzę autorowi
tej krytyki przeczytać definicję felietonu.
glekaktabeton   |17.08.2009 02:37:54
Uzycie maszyn nie usuwa pracy, ani nie redukuje jej ilości, tylko te prace
przeksztalca. W skali globalnej robi sie ilosciowo tyle samo, ale innych rzeczy.
Aby mogly istniec nowoczesne maszyny, ktore w kregu lacinskiego alfabetu
wytwarzaja dla nas przedmioty, poza tym kregiem masa ludzi wytwarza recznie
podzespoly do nich. Ale to mniejszy problem. Wiekszy jest taki,ze zeby uzywanie
maszyn moglo sie oplacac, przedmiotow nalezy wytwarzac bardzo duzo. Pojawia sie
wiec problem marketingu, finansowania i zarzadzania, a wiec organizacji. I przy
tej organizacji pracowac trzeba o wiele wiecej. Przecietny Japonczyk pracuje
dzis duzo wiecej, niz pracowal chlop w Japonii XVI wiecznej. Do ilosci pracy
zazwyczaj nie wlicza sie waznego elementu - lat edukacji ktore te prace
umozliwiaja. Zanim ktos bedzie mogl dostac posade sprzedawcy w sklepie z
damskimi torebkami w galerii handlowej musi realnie rzecz biorac zdac co
najmniej mature. Oznacza to, ze musial uczyc sie przez minimum 12 lat. To jest
bardzo wiele godzin intensywnej pracy. Jesli pracodawca wymaga znajomosci
jezyka,dochodzi do tego jeszcze kilkaset godzin szkolenia. To tez jest praca.
Jesli mieszkamy w miescie, dojazd do pracy i powrot z niej zajmuja nam dziennie
minimum godzine. To nie jest praca, ale takze nie jest to czas wolny. Mit
wolnego czasu oferowanego przez nowoczesnosc tylko mit. Mamy mniej czasu niz
kiedys.
maciej  - wordsinvaders1 ratuj.   |17.08.2009 04:48:02
Automatyzacja produkcji nie ma żadnego wpływu na zatrudnienie?
Internet -
sklepy internetowe, księgarnie internetowe, e-wydania gazet, kina
internetowe,
Bankomaty, banki - on line,
urzędy - już teraz można wysyłać PIT
przez internet,
automatyczne centrale telefoniczne,
itd. itp.
Rozumiem, że do
obsługi ww. potrzeba jest określona liczba mniej lub bardziej przygotowanych
ludzi. Ale, co ma robić reszta? Przekwalifikować się? Ciekawe na jaki zawód? ile
osób może pracować w usługach, turystyce? Cała reszta, będzie chodzić po ulicy?
Zbierać grzyby? I najciekwasze czym będzie płacić za te usługi? Korzystać z
turystyki? Zapomogi będą dostawać? Wiem! Eureka! Liberałowie dadzą im wędki.
Tylko rzeki już dawno zatrute i nie ma w nich ryb.
glekaktabeton   |17.08.2009 16:19:08
Ale ekskjuzmi, czy ktos z obecnych tu osob pamietajacych czasy komuny ma
wrazenie, ze dzis pracuje mniej? Mamy przeciez totalny skok technologiczny i co?
Czy dzien pracy sie skrocil? A kursy? A szkolenia? A wyjazdy integracyjne i
motywacyjne? A 17 lat do samego magistra, plus podyplomowka to co? Absolutnie
nie pracujemy mniej. Jedynie inaczej.
maciej  - Dziad swoje, a baba swoje   |18.08.2009 01:45:31
Na obszarze Polski, zgodnie z ustawą z dnia 18 stycznia 1951 r. o dniach wolnych
od pracy (Dz. U. z 1951 r. Nr 4, poz. 28, z późn. zm.) dniami wolnymi od pracy
są następujące dni wyliczone enumeratywnie (według nazw świąt, którymi posługuje
się ta ustawa):
1 stycznia  Nowy Rok
pierwszy dzień Wielkanocy (tj. Niedziela
Wielkanocna, święto ruchome)
drugi dzień Wielkanocy (tj. Poniedziałek
Wielkanocny, święto ruchome)
1 maja  Święto Państwowe (ustawa nie nazywa tego
dnia "Świętem Pracy")
3 maja  Święto Narodowe Trzeciego Maja (tj. w
rocznicę uchwalenia Konstytucji w 1791 r.)
pierwszy dzień Zielonych Świątek
(tj. liturgiczne Zesłanie Ducha Świętego, święto ruchome)
dzień Bożego Ciała
(tj. liturgiczna uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, święto
ruchome)
15 sierpnia  Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny (to święto
liturgiczne wymienia ustawa; data ta jest zbieżna z wprowadzonym w 1992 r.
Świętem Wojska Polskiego)
1 listopada  Wszystkich Świętych
11 listopada 
Narodowe Święto Niepodległości (tj. w rocznicę odzyskania niepodległości w 1918
r.)
25 grudnia  pierwszy dzień Bożego Narodzenia
26 grudnia  drugi dzień
Bożego Narodzenia
oraz
niedziele (wszystkie)
W przeszłości dniami wolnymi od
pracy bywały również inne dni. Dzień 6 stycznia  Trzech Króli był wolny od
pracy w latach 19521960 włącznie. Święto Wniebowzięcia NMP (15 sierpnia) było
zwykłym dniem roboczym od roku 1961, a ponownie stało się wolnym od pracy w roku
1989[5]. Od roku 1990 dniem wolnym jest 3 maja oraz 11 listopada , a przestał
być dzień 22 lipca, tj. zniesione Święto Odrodzenia Polski.

Dni wolne od
pracy w tygodniu

Do 1972 r. w Polsce obowiązywał 6-dniowy tydzień pracy, w
którym każda sobota była dniem roboczym, a niedziela była wolna od pracy mocą
ww. ustawy z 1951 r. W wyniku zmian ustawowych w latach 1972-1974 i 1981, dla
pracowników wprowadzono wolne soboty, które przypadały raz lub kilka razy w
miesiącu.
Od 2001 r. obowiązuje 40-godzinny (tj. 5-dniowy) tydzień pracy, przy
którym pracodawca musi wyznaczyć dzień wolny od pracy (poza niedzielą), którym
zazwyczaj jest sobota.

Wymiar urlopu wypoczynkowego

Wymiar urlopu
wypoczynkowego wynosi obecnie;
20 dni gdy staż pracy pracownika wynosi mniej
niż 10 lat,
26 dni gdy staż pracy pracownika wynosi ponad 10 lat,
glekaktabeton   |18.08.2009 02:17:58
Czyli od 37 lat mamy wolne soboty. Ile razy wzrosla w tym czasie wydajnosc
maszyn? O ile zwiekszyl sie poziom informatyzacji? Naklady na automatyzacje nie
przekladaja sie na spadek ilosci pracy. Przeciwnie - jest coraz mniej etatow, w
ktorych pracuje sie tylko 8 godzin i coraz mniej takich, w ktorych mozesz za
jeden osmiogodzinny etat utrzymac sie bez koniecznosci podejmowania dodatkowych
zajec. Wiekszosc moich znajomych pracuje znacznie wiecej niz 40 godzin w
tygodniu. Do tego dochodza jeszcze takie rzeczy jak czytanie prasy branzowej,
litertury i czasem utrzymywanie koniecznych kontaktow. Wez tez pod uwage, ze w
naszym obiegu gospodarczym funkcjonuje rzesza ludzi ktorych nie widujemy na
codzien. To sa ci, ktorzy szyja nasze markowe ubrania, skladaja wentylatorki do
naszych pecetow i przerzutki do naszych rowerow. Oni pracuja znacznie wiecej niz
8 godzin dziennie i nie maja wolnych sobot. Bez nich musielibysmy robic to sami
i wtedy tez bysmy pewnie ich nie mieli.
Thome  - I tak w kółko.   |18.08.2009 02:45:38
Błędne koło. AD 2009, a Młoda Lewica znów przerabia temat luddyzmu. Neoluddyzm w
natarciu. To już nawet Ryszard Bugaj dałby sobie spokój….

"Ale czy
prawicowe leniuszki tak naprawdę pracują, czy tylko chodzą na te swoje lunche i
grają w strzałki i podrywają sekretarki"

To są lewicowe leniuszki. Te
‘arystokratyczne’, od jedzenia bezy, z nomenklaturowego nadania…;)
Razviedka  - @Thome   |18.08.2009 05:09:38
Jaki felieton, taki komentarz. Panie Boże zapłać!
glekaktabeton   |18.08.2009 10:58:10
Tajemnica nieprzekladania sie ilosci pracy na ilosc maszyn tkwi w tym, ze celem
pracy nie jest to, co sie wydaje,ze jest. Celem pracy nie jest wytwarzanie dobr
i uslug. Celem pracy jest zdobywanie pieniedzy za pomoca miedzy innymi, choc
niekoniecznie, sprzedawania dobr i uslug. Pieniedzy w gospodarce opartej na
pieniadzu oprocentowanym jest zawsze za malo, bo jest ich mniej, niz dlugu
(kazdy pieniadz jest w niej przeciez pozyczony od banku na procent) a zatem jest
absolutnie niemozliwe, by uzycie maszyn cokolwiek zmienialo w zakresie ilosci
pracy, ktora bedziemy zmuszeni wykonac. Czy z maszynami, czy z lopatami, dlug do
splacenia wobec bankow pozostaje ten sam i jest tak samo, z samej swojej
definicji niesplacalny.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 20.08.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »