|
Jaś Kapela
|
|
13.03.2010 |
Dostałem niedawno książkę pod podniosłym tytułem Dylematy światopoglądowe młodzieży z dopiskiem na okładce „Pokolenie JP II”. Prawie zdążyłem zapomnieć, że takie pokolenie w ogóle było. Na szczęście są tacy, którzy pamiętają. Niestety są to naukowcy. Podczas gdy naukowcy zajmują się badaniem wymyślonych przez siebie konstruktów, niektórzy mają ciekawsze zajęcia. Na przykład wcielają je w życie. Co prawda zapewne nie są to dokładnie akurat te konstrukty, które naukowcy mają fantazję badać. Ale też jakieś są. A może nawet mają one więcej smaku. Przynajmniej dla mnie. Ci niektórzy to w tym przypadku Dominika Ożarowska, której debiutancką książkę Nie uderzy żaden piorun wydała właśnie korporacja Ha!art. I dobrze zrobiła.
Ożarowska opowiada o rzeczywistości, w której nic już się nie może wydarzyć, w której oczekiwanie na cud wchodzi w nierozerwalny związek z akceptacją status quo. Jej bohaterowie ostentacyjnie piją herbatę, jakby było to wyznaniem wiary. I nawet gdy pojawia się wódka, nic to nie zmienia. Bo nic zmieniać nie może. Żadna zmiana nie jest możliwa. Do tak pojętego świata można żywić oczywiście wyłącznie obrzydzenie. Ale nawet to obrzydzenie nie przeradza się w nienawiść, pozostaje letnim uczuciem, wzruszeniem ramionami. Brat głównej bohaterki ma co prawda wyrzuty sumienia, że zabił Simsa, żeby na jego miejscu osiedlić nową, lepszą rodzinę, ale nieduże. Ostatecznie to tylko gra. A nieostatecznie życie też jawi się jako gra, w której należy zbierać punkty za trafne powiedzenia czy fajne ciuchy. Co też namiętnie czyni główna bohaterka – Kuka. Kuka jest mistrzynią ciętej riposty i bycia niemiłą, dzięki czemu jej akcje na towarzyskiej giełdzie szybują w górę niczym Superman.
Dojmujący jest stosunek bohaterki do rodziców. Nie pamiętam, czy to w końcu znalazło się w książce, ale według opowieści autorki kwintesencją charakteru ojca Kuki miało być, że co czwartek, równo o 18.30, udaje się do łazienki celem zwalenia sobie konia. Czyż nie oddaje to trafnie beznadziejnej nijakości życia pokolenia zwycięzców polskiej transformacji? Pokolenia, które zrezygnowało z ideałów, żeby budować kapitalizm, a teraz za pieniądze, które robi we własnych firmach, kupuje sobie coraz większe telewizory plazmowe, żeby tym lepiej walić konia. Dorośli w książce Ożarowskiej są spaleni jako autorytety. Nawet jeśli nie przegrali swojego życia, to dokonali wyborów, które uczyniły ich niewiarygodnymi. Kapitalizm jest oczywistym tłem, wyraźnym nawet w opisach przyrody: „Z balkonu widok, o jakim marzą inwestorzy”.
Ale nie o kapitalizmie jest to książka, a przynajmniej nie przede wszystkim, tylko o układaniu się ze światem, który jest nie do zaakceptowania. Światem, z którego chciałoby się uciec, ale nie do końca, nie tak bardzo, żeby na przykład połknąć pigułkę ekstazy. Nieakceptowalna rzeczywistość okazuje się jednak do zniesienia, niesie za sobą obietnicę wielkiej kariery w świetle jupiterów albo ryzyko zostania „bucem już bezpowrotnie”. W świecie, w który „nie uderzy żaden piorun”, alternatywy są okrutne. Jesteś królem albo nikim. Dopóki nie zostaniesz królem, pozostaje czuć się trochę nikim i masturbować brakiem. Mój pustka jest fajniejsza niż twoja, ziom. Ożarowskiej udało się coś, co nie udało do tej pory chyba żadnej polskiej pisarce. Być może dlatego, że nie było jeszcze żadnej dobrej pisarki z pokolenia JP II.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 14.03.2010 )
|
Gdy Chrystus umierał na krzyżu raze...
Zupełnie jakbym słyszał pana Gadomski...