|
Jaś Kapela
|
|
13.05.2010 |
Oglądałem sobie spokojnie telewizję, gdy zaatakowała mnie obelżywa i wulgarna reklama batona znanego jako Prince Polo. Kto ma ochotę na dawkę pornografii towarowej może ją oczywiście obejrzeć na You Tubie. A kto ochoty nie ma, temu opowiem. Pierwsza scena pokazuje dziewczynę siedzącą przy stoliku, a druga trzech zadowolonych z siebie chłopaków wyposażonych w złote batony. Coś tam spiskują, w efekcie jeden z nich oddziela się od grupy i zbliża do pokazanej wcześniej osoby płci przeciwnej. Chciałby jakoś zwrócić jej uwagę, ale najwyraźniej nie ma nic do powiedzenia, więc zamiast tego pokazuje jej swojego batona. Szkoda, że nie kebaba. Podwójny kebab z ostrym sosem na grubym cieście mógłby mieć zapewne dużo większa działanie uwodzicielskie. Lepiej by też świadczył o statusie materialnym mężczyzny niż jakiś biedny baton po 99 groszy sztuka. Niestety chłopak nie miał kebaba, a jedynie batona, więc pokazał, co miał. Na batonie, zamiast Prince Polo, napisane jest „Zakochanie”. Choć powinno być raczej napisane: „Jestem frajerem, któremu wydaje się, że poderwie dziewczynę, gdy pokaże jej swojego batona”. Ale rozumiem, że tak długi napis by się nie zmieścił.
Jednak nie tłumaczy to faktu, dlaczego dziewczyna pokazuje mu batona z napisem „Przyjaźń”, zamiast batona z napisem „Spadaj smyku”. Czyżby nie miała odpowiedniego batona? Podejrzewam, że Kraft Foods nie produkuje batonów przydatnych w takiej sytuacji, więc pozostało jej się wykpić hasłem „Przyjaźń”, co w sumie znaczy przecież tyle samo. Wie o tym każdy, kto usłyszał nieśmiertelną formułę: „Zostańmy przyjaciółmi”. Zostańmy przyjaciółmi, czyli zniknij z mojego życia. Tyle znaczą teraz te sprofanowane przez kulturę masową słowa. Akcja się jednak na tym nie kończy. Chłopak odchodzi skruszony, a do dziewczyny przysiada się ktoś inny. Temu komuś dziewczyna pokazuje z kolej batona z napisem „Zaufanie”. Po co jej tyle batonów, mógłby zapytać ktoś naiwny. Ale obserwując jej nalane policzki, łatwo zgadnąć, że na pewno ma ich jeszcze więcej w torbie. Zapewne tylko udaje, że czyta książkę, a tak naprawdę szuka okazji, żeby wszamać wafla. Ale zostawmy dziewczynę. Jest w końcu tylko bogu ducha winą konsumentką słodyczy, do tego napastowaną przez jakichś niezbyt rozgarniętych kolesi.
Istnieją jeszcze inne wersje tej reklamy, mające na celu powiązanie batona z różnymi pozytywnymi emocjami. Cała akcja opatrzona jest hasłem: „Świat jest pełen dobrych emocji, a każdą z nich znajdziesz w Prince Polo”. W związku z czym wyobrażam sobie dalsze batony z serii. Na przykład baton: „Współczucie”. Albo baton: „Nadzieja”. To dobre batony i chętnie bym je sobie zjadł. Ale podejrzewam, że akcja reklamowa nie jest aż tak szeroko zakrojona. I co ze złymi emocjami? One przecież też są potrzebne. Baton „Gniew” mógłby być postawą budowania lepszego świata. Baton „Depresja” kazałby zastanowić się nad sensem życia. Dlaczego nie ma takich emocji? Czy takich emocji nie potrzebujemy? Skoro szlachetne Kraft Foods postanowiło dać nam wszystkie pozytywne emocje w jednym zwartym batonie, to dlaczego nie zrobi alternatywnego batona zawierającego wszystkie negatywne emocje? Wtedy zamiast się denerwować można by zjeść wafla i byłoby po sprawie. I właściwie taki baton istniał przez wiele lat. Nazywał się Marlboro. Piszę, że przez wiele lat, choć istnieje przecież wciąż. Ale przez dwanaście lat Kraft Foods należało do Philipa Morrisa. Ten piękny sojusz nie wytrzymał jednak próby czasu. Do kogo należy teraz, nie wiadomo dokładnie, ale zapewne do akcjonariuszy. Kilka procent akcji ma Warren Buffet, a jakieś ułamki być może każdy z nas. A przynajmniej pośrednio. Nigdy nie wiadomo, co bank robi z pieniędzmi, które się mu powierza. Być może inwestuje w to, żeby w małym batoniku można było znaleźć wszystkie pozytywne emocje. Nawet jeśli nie bezpośrednio, to na pewno w jakimś stopniu nasze banki mają w tym swój udział. Pieniądz znaczy miłość?
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 14.05.2010 )
|
Pani Kingo studiowałam na warszawskie...
...to się viking chyba wreszcie poczu...