|
Jaś Kapela
|
|
10.09.2009 |
Dziś będzie krótko, bo tak się składa, że jestem w Szczecinie. Prawie zawsze gdzieś jestem i to jakoś determinuje to, co się ze mną dzieje, czym się zajmuję. W Szczecinie robię raczej niewiele, ale za to coś się dzieje, choć ja w tym dzianiu prawie nie uczestniczę. A jednak dzieje się po mojej myśli, więc kilka słów na ten temat. Zniknięcie instytucji pod nazwą ZUS wróżyłem tutaj całkiem niedawno, a oto ABW zatrzymuje prezesa tej podejrzanej instytucji, która wobec tego w naturalny sposób staje się podejrzana jeszcze bardziej. Ponoć Sylwester R. został powołany na swoje stanowisko, bo nie było nikogo innego, tłumaczy „Wyborcza”. To znaczy może byli, przecież zawsze jacyś są, ale nikt inny najwyraźniej nie chciał się podjąć tej zaszczytnej misji. Trudno się dziwić. Kto by chciał zostać kapitanem tonącego statku? Ja, zawsze. Ale podejrzewam, że środowisko władzy nie składa się z ludzi mojego pokroju. A przynajmniej mam taką cichą nadzieję. W każdym razie ja, zarabiając osiemnaście tysięcy miesięcznie, nie mieszałbym się w branie łapówek, których łączna wartość wynosi około pięćdziesięciu. Oczywiście może jest to tak jak z gangsterami w Ameryce, których aresztuje się za rzucanie śmieci na ulice, bo nie da się ich przyłapać na zabijaniu ludzi. Może być i tak. Ale nie podejrzewam. Mam raczej wrażenie, że Sylwester R. jest przedstawicielem popularnego w Polsce gatunku ludzi usłużnych. Dla których pieniądze nie są najważniejsze. Czy prezes nie mógł zapłacić dziesięciu tysięcy akcyzy za sprowadzonego jeepa? Mógł, ale wolał zrobić to po swojemu. Usługa za usługę. Ja tobie, ty mi. Pieniądze nie są najważniejsze. Szczególnie gdy wszyscy je mamy. Miało być krótko, a zaczynam się rozpisywać. Więc do meritum.
Otóż jadę pociągiem ze Szczecina do Gryfic. Pani naprzeciwko rozpoczyna rozmowę z panem obok mnie. Okazuje się, że pan potrzebuje faktur za bilety, a pani je wystawia, ale ma takie małe bloczki, że może wystawiać tylko po trzy, bo się daty nie mieszczą na blankiecie, a pan biletów ma mnóstwo, bo dojeżdża prawie codziennie, ale nie codziennie, więc firma nie chce mu płacić za miesięczny. Jednym słowem - polska biurokracja. Już chciałem przestać podsłuchiwać, gdy okazało się, że pan pracuje na budowie. I to nie byle jakiej budowie, ale na tej właśnie, na którą przetarg na dwadzieścia trzy miliony miała wygrać firma zaprzyjaźniona z Tadeuszem D., dyrektorem szczecińskiego oddziału ZUS. I tutaj rodzynek. Bo pan zaczął opowiadać o swoich zarobkach. Otóż okazuje się, że dostaje tylko osiemset złotych przelewem na konto, żeby można było zaoszczędzić na wpłatach do ZUS. A resztę - czyli jakieś dwa tysiące - przywożą na budowę i dają do ręki. Więc tak. Firma, która daję łapówki prezesom ZUS-u, jednocześnie oszukuje ten sam ZUS. Czyż to nie piękne? To znaczy - zapewne naturalne. Każdy sposób jest dobry, żeby zarobić więcej. Ale jest to naprawdę wyjątkowa bezczelność - głodzić krowę, która jest naszym żywicielem. I świadczy o mojej tezie, że krowa i tak jest przeznaczona do zarżnięcia.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 11.09.2009 )
|
A jakie to ma znaczenie, czy dane dzi...
Postaram się. To będzie wymagało chwi...