Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Lech i Marks |
|
|
Igor Stokfiszewski
|
|
08.01.2009 |
Niewysoki, korpulentny, budzący skrajne emocje. Przewrażliwiony na punkcie swojej skromnej osoby? Owszem – „kpiny sprawiały, że czuł się obco, uczucie obcości zaś – że zachowywał się w sposób, który jeszcze bardziej wzmagał uprzedzenia doń oraz pogłębiał pogardę i niechęć spowodowaną jego defektami fizycznymi. To znów wzmagało w nim poczucie wyobcowania i samotności”. Ale bądźmy uczciwi, wcale nie jawił się jako osobnik słaby, ile razy widzieliśmy go, gdy „wydawał polecenia ostrym, aroganckim, a nawet obraźliwym tonem”. Choć z drugiej strony te chwile dziecinnego zmieszania, gdy „nie chciał rozmawiać publicznie o ich najbardziej intymnych sprawach”. Jedno jest pewne: „zachowywał się jak ktoś ścigany przez wrogów, których nie chce widzieć, by się nie przekonać, że są jeszcze bardziej wrodzy, niż przypuszczał, i by nie zostać wpędzonym w jeszcze większe poczucie winy i jeszcze bardziej beznadziejną samotność”.
Tak proszę Państwa, Bernard Marks i Lech Kaczyński to jedna i ta sama osoba. Cóż z tego, że pierwszy jest raptem literackim bohaterem dystopii Aldousa Huxleya? Czyż III Rzeczpospolita nie jest „nowym wspaniałym światem”? Czyż tuzin mędrców naszego liberalizmu nie układa się w zbiorowy podmiot zwany Mustafa Mond – zarządca świata, szepczący: „prawda jest groźna”? A soma? „Chrześcijaństwo bez łez, oto czym jest soma”. A rytuał „solidarnościowej posługi” rozpięty między sklepem i katedrą? Seanse „czuciofilmów”, odraza do „dzikusów”? No właśnie. A w tym wszystkim anomalia. Lech i Marks. O siedem centymetrów niżsi od typowego „alfy”, o wątłych ciałach. Niedopasowani, budzący zdziwienie pomieszane z drwiną. A jednak tkwiący jak kolec w zdrowym cielsku państwa.
Nasi „zarządcy” przecierają oczy ze zdumienia… Jak to się stało, że prezydentem „Republiki Świata” został ktoś, kto woli samotność od zbiorowego techno; przyglądnie się rytmowi przypływów w Juracie stawia wyżej niż helikopterowe transfuzje telewizyjnych widm; a rezerwaty powstań, zrywów, tyrtejskich przyśpiewek odwiedza częściej niż cyrkowe galerie handlu i sztuk bezużytecznych. Dziwny outsider u steru łajby, która kołysze się niebezpiecznie na bezdennym, bezkresnym oceanie globalnego porządku. Jak tak dalej pójdzie… na dno.
Ale naszym „zarządcom świata” mogę podpowiedzieć, jak uchronić łajbę od niechybnej katastrofy. W rozstrzygającej o losach Bernarda Marksa scenie powieści, zarządca świata ostatecznie zniecierpliwiony jego uporem w drążeniu skały bezsensu, decyduje się wysłać naszego bohatera na wsypę Islandię, by nie wkładał kija w szprychy znakomicie naoliwionego wehikułu „nowego wspaniałego świata”. Co na to Marks? „Zerwał się, przebiegł przez pokój i stanął, gestykulując, przed zarządcą. - Nie może pan mnie zesłać. Ja nic nie zrobiłem (…) błagam, proszę mnie nie wysyłać do Islandii. Przyrzekam, że będę się sprawował właściwie. Niech mi pan da jeszcze jedną szansę. Błagam, niech mi pan da szansę. - Zalał się łzami”.
Samotność gra rolę tam, gdzie obsadę ustala techno. Przypływy koją tam, gdzie rany zadają widma. Powstania, zrywy, tyrtejskie refreny ronią łzy tych, którzy zmęczeni są handlem. Sterowniczy prowadzi łajbę tak, jak na to pozwala ster. Łajba kołysze się w rytm, jaki nadają fale. Chcecie mieć spokój? Wymieńcie ocean.
Na podobny temat
|
|
Felietony Igora Stokfiszewskiego
|
|
A jakie to ma znaczenie, czy dane dzi...
Postaram się. To będzie wymagało chwi...