> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.
Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Szkieletów ludy |
|
|
Hanna Gill-Piątek
|
|
24.07.2011 |
Na rozdaniu nagród dla najciekawszych miejsc w moim mieście spotykam starego znajomego. Jest jurorem w komisji. On rocznik ‘51, ja ‘74. Znamy się ze dwadzieścia lat, czyli z czasów, kiedy Balcerowicz pod rękę z klerem zaczynali w Polsce swój taniec, w telewizji szło Polskie zoo, a kuleczkowaty Jarosław Kaczyński, który bardziej śmieszył, niż straszył, darł koty ze swoim niedawnym idolem Wałęsą i zakładał Porozumienie Centrum. Ale dla nas polityka była zdecydowanie passé, jeśli coś nas obchodziło, to tylko seks, drugs i „precz z komuną!“. Co prawda z tej trójcy korzystaliśmy w pełni jedynie z dragów, bo komuny już nie było i to nie my ją przewróciliśmy, a nasze wyczyny łóżkowe, które miały godzić w mieszczańską mentalność, rozśmieszyłyby dzisiejsze dzieci, nagrywające swoje orgietki komórką i wrzucające je od razu do netu. Uciekaliśmy w sztukę, a ta w Polsce wczesnych lat 90. uciekała wraz z nami jak najdalej od wszelkiej polityczności. Bo to się kojarzyło z komuną i to dosyć ściśle.
Zatem spotykam znajomego z tych lat i serdecznie rozmawiamy. On – mała stabilizacja, jakieś dzieci, zaraz pewnie profesura, poza tym raczej bez zmian. Chwali moje teksty, które przeczytał. Mieszka nadal w tym samym miejscu, piękna kamienica, tylko żule szczają na klatce. Jego zdaniem jest to spadek po komunie. Zapraszam cię do naszej świetlicy, mówię, fajne rzeczy robimy. A wiesz, odpowiada grzecznie, nie jestem przekonany. Nie musisz być, wystarczy, że jesteś zainteresowany. Nie, też nie jestem.
Powiem szczerze, że mnie zamurowało. Przez te dwadzieścia lat upłynęło trochę wody, za posiadanie grama można iść do więzienia, a zakaz aborcji i nędzny dostęp do antykoncepcji z powodu wysokich cen i tak zwanej klauzuli sumienia sprawiają, że alternatywą dla łamania mieszczańskiej mentalności jest szklanka wody. Sik żula na klatce schodowej to natomiast ostateczna konsekwencja tego, co z człowieka żula czyni. Czyli dwudziestoletnich zaniedbań w dziedzinie polityki społecznej i zdrowotnej, szczególnie dotkliwych dla połowy mieszkanek i mieszkańców Łodzi. To wszystko nie jest spadkiem po komunie, tylko po ziarnach zasianych na początku lat 90., po neoliberalnych reformach niszczących słabszą część populacji, po bezwstydnym sojuszu polityków z Kościołem, po braku jakiejkolwiek krytyki ze strony sztuki, która, sparaliżowana apolitycznością, musiała czekać dziesięć lat, aż papieża przywalił meteoryt. A tu nadal seks, drugs i „precz z komuną!“. Tyle że w domu i po cichu.
Nie mam pretensji do moich rówieśników, którzy w latach 90. wchodzili w życie. Nie mieli wyboru, musieli pójść na krwawą pańszczyznę do korporacji, brać kredyty na 30 – 35 lat, żeby mieć gdzie mieszkać i za co wychować dzieci. Siedzą w tym do dziś, zmordowani, pełni lęku o jutro, chorzy na depresję. Jakoś się urządzili, głosują na PO, a komunę mają gdzieś, bo jej praktycznie nie pamietają. Ogłuszeni jak świnie w rzeźni oglądają rano TVN, kochają nowe stadiony, na które nigdy z braku czasu nie pójdą, i płatne autostrady kojarzące się im z nowoczesnością. Są straceni, trudno.
Ale nie wiem, co się stało z pokoleniem wcześniejszym, w które kiedyś byliśmy zapatrzeni. Przemiany ustrojowe zastały ich jako dorosłych. Nie wierzę, że przez dwadzieścia lat nie widzieli, co się dzieje. Zabrano im i seks, i drugs, i jeszcze inne wolności, a zaraz pójdą na głodowe emerytury i z rozpaczy będą innym szczali po klatkach. Dali się złapać w pułapkę, w której każdy protest przeciw kato-neoliberalnej rzeczywistości jest „komuną“. Trzeba więc zacisnąć zęby i w milczeniu cierpieć. Albo znowu uciec w apolityczną sztukę, która użala się nad upadkiem Muńka, tworzy ornamenty z typografii lub sławi poetykę wschodnich peryferii.
Ogłuszenie średniego i paraliż starszego pokolenia można by jeszcze jakoś przeboleć, gdyby nie przenosiły się na młodszych ludzi, bezmyślnie powtarzających podobne frazesy. Poznałam ostatnio młodego chłopaka, ma może ze 23 lata i całym sercem broni skrawka parku przy ul. Piotrkowskiej przed wycięciem pod nowy apartamentowiec. Na co dzień gra w jakiejś kapeli i obraca się w towarzystwie wesołych 40 – 50-latków, którzy nadal jarają skręty i brzydzą się polityką. Pogadaliśmy o tym jego proteście, ale strasznie się denerwował. Wiadomo, nie jest przyjemnie przypominać sobie, że się jest zastraszanym przez byczków z ochrony, a kolegę aresztowano. Dobra, mówię, ciach bajera. Rozmawiamy o kinie. Zeszło jak zwykle na Władcę pierścieni.
– Gollum to moja ulubiona postać – mówi chłopak. – A wiesz – odpowiadam – on mi zawsze przypominał Miltona Friedmana. „My precious!“ to prawie jak „Greed is good!“. – Ale moim zdaniem oni mają rację. Greed rzeczywiście is good. Bez tego komuna nadal by tu była. – Naprawdę? Przecież protestujesz przeciw żarłocznemu deweloperowi, który wyznaje dokładnie tę zasadę. Z tego powodu masz problemy. Spójrz, po której stronie naprawdę jesteś. – No nie wiem – mówi chłopak z namysłem. – Tak w sumie to nie jestem zainteresowany.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 26.07.2011 )
|
|
|
|
Jak powiedział bohater filmu "Wst...
Róbmy permanentną rewolucję to wtedy ...