> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Rząd ciał, rząd dusz Drukuj
Hanna Gill-Piątek   
03.11.2011

Cześć, jestem Bogiem – mówi Ilona – No dobra, żartuję! Już wiem, że nim nie jestem. Ale przyniesiesz następnym razem facebooka? – Przyniosę, obiecuję. I tak musimy porobić z Aśką przelewy. – Fejs-Bóg! Fejs-Bóg! – cieszy się Ilona i prawie podskakuje.


Ilona ma na oko 25 lat, skończyła studia i pracowała w knajpie. Dużo pracowała, za dużo. Chciała zostać managerką i kiedy jej się udało, trafiła tutaj. Leży na oddziale obserwacyjnym z moją przyjaciółką Aśką, którą raz na kilka lat pokonuje zaburzenie schizoafektywne. Więc Aśka jest cool, wie, że za kilka dni znowu będzie w porządku, że wróci do pracy i do rodziny. Za to Ilona jest tu po raz pierwszy i się denerwuje. Nie chce więcej brać tych leków, bo jest zmulona i nie może po nich spać. Dziś w nocy wstała, żeby się cichutko przejść po korytarzu. Ale uciekła do łóżka, bo już salowe zaczęły szukać pasów do przypinania. Nie, naprawdę nie robiła nic głośnego. Po prostu chodziła.

  

Dwa dni później znowu jadę do szpitala, pod pachą mam laptopa. Słucham radia. Kolejny proces w strasburskim Trybunale Praw Człowieka przeciwko Polsce. Kolejna anonimowa osoba, której lekarze nie dosyć, że odmówili uzasadnionej ustawowo aborcji, to jeszcze pozbawili wolności. Przetrzymywali na siłę w szpitalu tak długo, aż było za późno na zabieg. Trzęsę się z wściekłości i staram się przywołać w pamięci tę dobrą część służby zdrowia, którą często spotykam przy okazji wypraw po przychodni. Nie wszyscy są tacy – staram się myśleć. Przecież nie wszyscy.

  

Idę alejką, depczę raźno liście, bo budynki szpitala są rozrzucone w ogromnym parku. To pewnie uspokaja chorych. I zdrowych też, bo nic nie słychać za parkanem. Ale teraz dochodzi do mnie krzyk przechodzący w wycie. Mijam go idąc w stronę oddziału obserwacji. Fejs-Bóg! – wita mnie Ilona. – Dasz? – Dam, ale za chwilkę. Siadamy z Aśką przy stole na wspólnej sali, podłączam internet. Załatwiamy zwykłe rzeczy: bank, rachunki, płacimy ratę kredytu. Wokół pacjenci w różnym stanie, smutni, pobudzeni, wpatrzeni w stary telewizor. Jak zwykle ustawia się kolejka: czy mogłaby mnie pani poczęstować papierosem, czy mogę puścić od pani „głuchego” do mamy, oddzwoni. Wpuszczamy Ilonę na fejsa i odsuwamy się na fajkę, uznając jak 3/4 oddziału, że ustawowy zakaz palenia w szpitalach psychiatrycznych ma tyle sensu, co i szans na realizację. 

  

Nagle z hukiem otwierają się drzwi dyżurki, z której wychodzi salowa: Jakim prawem pani udostępnia komputer i telefon pacjentom? – A jakim prawem oni nie mogą z nich korzystać? – chcę powiedzieć, ale mnie zatkało. – Niech pani zabierze ten komputer i przyjdzie tutaj! – to rozkaz, żadnego „poproszę” czy innych form. Mówi do mnie tak, jak zwykle do pacjentów, kiedy nikt nie słyszy – przemyka mi przez głowę. Posłusznie wywrywam Ilonie laptop i wchodzę do dyżurki. Salowa siedzi za starym pecetem, obok niej jeszcze trzy piją herbatkę. Wrzeszczą, że mam natychmiast iść do „szefowej”. Zaczynam zgadywać, co się stało. Jej stary rzęch na biurku jest atrybutem władzy, oddziela dwa światy. Ten zdrowy z facebookiem i ten chory bez.

  

Chciałabym się śmiać, ale znowu trzęsę się z wściekłości, idąc do ordynatorki. Rozmowa zaczyna się od potoku wrzasków wylanych na moją głowę. Znów bez żadnych form grzecznościowych. Wyławiam pytanie „a kim pani właściwie jest?”. „Dziennikarką”  –  odpowiadam. Po raz pierwszy w życiu korzystam w ten sposób z legitymacji prasowej. Od razu robi się spokojniej, pojawia się pierwsze „proszę”. Tłumaczenia, że pacjenci nie moga ot tak, bez kontroli. Od razu przypominają mi się trzy salowe z herbatką, które do tej kontroli są zatrudnione. Ale nic nie mówię, grzecznością sklejam sytuację. Ze względu na Aśkę, bo ona tu zostaje. 

  

Wracam, kopiąc suche liście, nie mogąc sie oprzeć wrażeniu, że właśnie nisko przeleciałam nad kukułczym gniazdem. Siłą przywołuję z pamięci twarze ludzkich lekarzy, których kiedykolwiek w życiu spotkałam. Nie pomaga. 


Komentarze
Dodaj nowy
e.   |03.11.2011 23:45:13
Nie wiem, jak jest w innych placówkach w Warszawie, ale na oddziale Instytutu
Hematologii i Transfuzjologii, na którym miałam okazję bywać, jest komputer z
internetem specjalnie dla pacjentów. Oprócz tego w kąciku jest tv, duża lodówka,
w której można trzymać jedzenie, parę foteli do siedzenia. Opieka pielęgniarek
też jest na innym poziomie niż ten opisany. Pewnie dlatego, że trafiają tam
ludzie nieuleczalnie chorzy, stwarza im się takie ludzkie warunki. Dobrze byłoby
jednak, gdyby to nie rodzaj choroby czy lokalizacja i zamożność ośrodka
decydowały o ludzkim podejściu do drugiego człowieka.
adolfik   |04.11.2011 10:01:55
Z całym szacunkiem pani Haniu, coś mi się Pani relacja wydaje mało wiarygodna.
Salowe nie mają uprawnień do zabezpieczania pacjentów, może to zrobić tylko
lekarz i na pewno nie z takiego powodu, że pacjent chodzi w nocy. Wszystkie
zabezpieczenia są rejestrowane i kontrolowane przez Rzecznika Praw Pacjenta.
Publiczna służba zdrowia w Polsce to syf, ale to nie kukułcze gniazdo.
sugadaddy  - dzicz   |04.11.2011 12:08:57
A czemuż tu się dziwić - cywilizacja jeszcze do nas nie dotarła; katolicyzm też
mamy w wydaniu średniowiecznym - długa droga przed nami.
Leśny  - zdrowie psychiczne   |04.11.2011 13:46:43
O ile na służbie zdrowia w Polsce wiesza się psy, poniekąd słusznie (są chlubne
wyjątki)to już wszelkie szpitale/kliniki psychiatryczne są dnem …dnem gdzie
zaległy truchła lewiatanów. Sceneria żywcem wyjęta z filmów typu Hostel w
połączeniu z dramatycznymi opisami XIX wiecznych psychiatryków w carskiej Rosji.
To koszmar, pacjenci nie mają żadnych praw. Są na łasce wszechwładnego
personelu, którego kwalifikacje … hmmm personel nawet nie rozumie znaczenia
słowa kwalifikacje. Trafić tam to gorzej niż więzienie. Nawet w pierdlu ma się
prawa (stanowione ustawowo lub grypserą). A w "wariatkowie" jak w obozie
koncentracyjnym.
Spokojny   |04.11.2011 14:26:05
Myślę, że takie teksty warto poprzeć jakimś konkretem, na przykład nazwą
szpitala. Istnieje też rzecznik praw pacjenta, są ordynatorzy, Polskie
Towarzystwo Psychiatryczne, Izba Lekarska i wiele innych. Jest regulamin
szpitala. Na pewno w wielu miejscach leczenie szpitalne mogłoby być lepsze, ale
pisanie, że w szpitalach jest jak w obozie koncentracyjnym to jednak gruba
przesada. Jeśli jest tak źle, to czemu koleżanka autorki tam idzie, zamiast
korzystać z opieki autorów wpisów na przykład, albo samej autorki?

http://spokojny-blog.blogspot.com/
ubik   |04.11.2011 18:40:37
Pani Hania ma rację, schizofrenicy są traktowani znacznie gorzej niż normalni
pacjenci. Polecam sztukę Smarzowskiego z 2001 r.
"Kuracja".

http://www.youtube.com/watch?v =YWRyYOlr2rY
Kazio  - Proste pytanie   |07.11.2011 02:05:25
Gdzieś znikł mój post, więc zapytam raz jeszcze.

To bardzo łatwo upominać się o
prawa osób chorych psychicznie do komputera i komórki, ale kto będzie
odpowiadał, jeśli ten chory roześle z tego komputera lub komórki informacje z
groźbami karalnymi. Albo postawi na nogi jakiś oddział antyterrorystyczny
informacją o bombie? Albo po prostu podręczy jakąś inną osobę, bo uważa ją za
swojego prywatnego wroga?
krysiuku  - odpowiedź ogólnie   |18.11.2011 10:21:36
jestem bohaterką tego tekstu, choć prywatnie facetem [taki drobny zabieg hm,
stylistyczny) to co opisuje Hania to prawda, służę również nazwą placówki, to
popularna w Łodzi "kochanówka" czyli szpital Babińskiego. jeden szczegół
Hania pomyliła, nie salowe decydują o zabezpieczeniu w praktyce [podkreślam bo w
teorii decyduje lekarz] robią to pielęgniarki psychiatryczne i akurat w tym
szpitalu robią to wyjątkowo często i za byle co. A dlaczego korzystam z takiej
służby zdrowia? odpowiedź jest banalnie prosta , bo nie stać mnie na droższą
prywatną a w lepszej państwowej klinice na ul. Czechosłowackiej czeka się 0,5
roku na miejsce
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 03.11.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 25.73730 Seconds