|
Kamila Kasprzak: Zrobiło się o tobie głośno w ostatnich tygodniach. Wszystko za sprawą między innymi niezgodnej z prawem uchwały Rady Miasta o podwyżce cen biletów zawartej w tzw. opłacie manipulacyjnej, czyli kosztom, jakie ponosi pasażer kupując bilet w autobusie u kierowcy. Jak trafiłeś na tę nieprawidłowość?
Tomasz Dzionek: Słyszałem o przypadku Lublina, gdzie jeden z mieszkańców zakwestionował zasadność naliczania opłaty manipulacyjnej przez przewoźnika za zakup biletu u kierowcy. Naruszała ona według niego naruszenie przepisów o ustawowej zniżce dla studentów. Mieszkaniec skierował sprawę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Urząd zobowiązał radę miasta do zmiany i w konsekwencji najpierw wojewoda lubelski, a następnie Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie usunął z uchwały sporne przepisy.
W Gnieźnie kilka tygodni temu przyszedł do mnie klient, który narzekając na ogólną drożyznę wspomniał o niedawnej podwyżce cen biletów uchwalonej przez naszą Radę Miasta. Mając w pamięci lubelską historię, przyjrzałem się tej uchwale i znalazłem nieprawidłowości. Rozumiem, że podwyżki w ostatnich miesiącach stają się dość powszechne, a MPK tłumaczy wzrost cen biletów narastającymi kosztami utrzymania spółki i wzrostem podatku VAT. Niemniej jednak podwyżka nie usprawiedliwia ustalania przez Radę Miasta opłat w sposób sprzeczny z prawem. W tym konkretnym przypadku każdorazowe naliczanie prowizji w wysokości 0,40 zł od biletu kupowanego u kierowcy jest dla potencjalnego pasażera znaczącym obciążeniem. Ta prowizja to opłata komercyjna niezgodna z obowiązującymi przepisami prawnymi, którą należy jak najszybciej zakwestionować.
Czy po wprowadzeniu tej uchwały nie jest czasem za późno na zmiany? Jak duża jest szansa, że uda się sprawę wygrać? A może teraz sami radni zobligują się do poprawki?
Przepisy wskazują jasno, że każdy, czyj interes prawny lub uprawnienie zostały naruszone uchwałą albo zarządzeniem podjętymi przez organ gminy w sprawie z zakresu administracji publicznej, może - po bezskutecznym wezwaniu do usunięcia naruszenia - zaskarżyć uchwałę do sądu administracyjnego. Zaskarżenie uchwały może nastąpić w ciągu roku od jej podjęcia. Dlatego na zmiany nie jest jeszcze za późno. Żałuję jedynie, że nie dowiedziałem się o tej sprawie wcześniej, zanim uchwała weszła w życie. Wówczas zgłosiłbym ją u wojewody wielkopolskiego, który powinien usunąć niezgodności w trybie rozstrzygnięcia nadzorczego. Taki przypadek miał niedawno miejsce w Legnicy, gdzie miejscowa radna zwróciła się do wojewody z prośbą o przeanalizowanie uchwały w sprawie podwyżek cen biletów. Wojewoda dolnośląski nie miał wątpliwości i postanowienie dotyczące naliczania opłaty manipulacyjnej cofnął.
Jeśli chodzi o szansę na zwycięstwo, to jest ona znaczna. W tej sprawie wypowiadali się także Rzecznik Praw Obywatelskich i UOKiK. Jednak liczę na to, że radni Gniezna usuną błędy, bo przecież naruszają one interesy mieszkańców. W przeciwnym razie czeka nas walka w sądzie administracyjnym i UOKiK, który będzie mógł nałożyć surowe kary finansowe na miasto i przewoźnika.
Organ miasta zobowiązany jest rozpatrzyć wezwanie bez zbędnej zwłoki.
Jak myślisz, z czego wynikają takie błędy? Z celowych działań mających podreperować budżet MPK czy bardziej z zaniedbania?
Nie posądzałbym radnych o celowe działanie, mające skutkować zwiększeniem zysków spółki. W rzeczywistości podjęli oni uchwałę, która nieznacznie różniła się od poprzednio obowiązującej. Opłata manipulacyjna była naliczana w Gnieźnie przez wiele lat. Poza tym na chwilę obecną wiele miast w Polsce nadal reguluje uchwałami kwestię tych opłat. Ostatnio chociażby radni z Olsztyna uchwalili podobną podwyżkę, a w maju wspomniani wyżej radni z Legnicy. Radni nie są prawnikami i mogą nie znać obowiązujących przepisów czy aktualnego orzecznictwa. Ale podejmują uchwały i muszą mieć pełną świadomość, że ponoszą za to odpowiedzialność. Uchwały bezpośrednio wpływają na życie ludzi i mają im je ułatwiać, a nie utrudniać, i to w sposób niezgodny z przepisami. Teraz radni usuwając niezgodności mają szansę w pełni się zrehabilitować.
Czy nie uważasz, że po likwidacji opłaty manipulacyjnej może pojawić się ogólna podwyżka cen biletów?
Prezes MPK w Gnieźnie potrzebę podwyżek uzasadnił dość lakonicznie, choć jeszcze raz podkreślę, że nie mam zamiaru tego kwestionować. Nad sprawą opłaty manipulacyjnej pewnie wcale się nie zastanawiał, bo przecież wcześniej obowiązywała w taryfie i nikt dotąd nie miał co do niej wątpliwości. Tutaj także nie doszukiwałbym się celowego działania z naruszeniem przepisów. MPK jako podmiot świadczący usługi w mieście musi dbać o reputację i fakt naliczania tej opłaty na pewno ją nadszarpnie. Mieszkańcy mają także uzasadnione pretensje, że MPK nie informowała w sposób wystarczający o zmianach cen.
Owszem, w wielu autobusach widnieją ogłoszenia o podwyżce, są też w autobusach i na przystankach. Niemniej jednak ludzie powiadamiali mnie, że nie we wszystkich autobusach jest informacja o opłacie manipulacyjnej i są przystanki, na których nie ma żadnych informacji, albo widnieje taryfa już nieobowiązująca. Regulamin w ogóle nie reguluje cen. W punkcie sprzedaży biletów przy ul. Lecha nadal rozdaje się ulotki z taryfą bez informacji o opłacie. Takim działaniem także powinien zająć się UOKiK, ale nie chciałbym inicjować postępowania, bo MPK mogłoby nałożonej kary nie wytrzymać. To byłoby niekorzystne zarówno dla mieszkańców miasta, jak i pracowników MPK, w tym kierowców autobusów. Natomiast jeżeli radni Miasta Gniezna usuną opłatę manipulacyjną i podwyższą o kwotę 0,40 zł ceny biletów, popełnią błąd polityczny. To samo można będzie powiedzieć o MPK, gdy całkowicie zlikwiduje sprzedaż biletów u kierowcy. Wówczas ewidentnie radni i MPK dadzą mieszkańcom miasta do zrozumienia, że ich interesy wcale ich nie obchodzą. Miasta, które usunęły opłatę manipulacyjną nie wprowadziły jednocześnie podwyżek. Po prostu cena biletu była jednolita. Łatanie dziury budżetowej MPK nie powinno polegać na podwyższaniu cen biletów, lecz spółka musi inwestować i do cna wykorzystywać dotacje unijne, które są obecnie na wyciągnięcie ręki. Bilety MPK są sprzedawane w kioskach i u kierowcy. Kioskarz dostaję lichą prowizję za sprzedaż – powiedzmy, że zarabia na 11 sprzedanym bilecie. Kierowca MPK zarabia 0,40 zł na jednym bilecie. Do tego kwestię tej prowizji reguluje Rada Miasta uchwałą, co jest naruszeniem przepisów. Po konferencji prasowej dzwonił do mnie rozżalony kierowca MPK zarzucając mi, że usunięcie tej prowizji bezpośrednio odbije się na kierowcach, którzy ostatecznie dostaną niższe pensje. Całą prowizja, jak mówił, należy bowiem do kierowców, którzy te bilety sprzedają. Nie może jednak dochodzić do sytuacji, w której niezgodnie z prawem uchwaloną opłatę manipulacyjną muszą płacić pasażerowie. Jeśli sprzedaż biletów przez kierowcę nie mieści się w jego kompetencjach, to MPK – a nie pasażer, powinno mu płacić dodatkowe pieniądze za usługę dystrybucji biletów.
Tomasz Dzionek* (1985) – aplikant radcowski i społecznik, który jako pierwszy w Gnieźnie poruszył sprawę niezgodnej z prawem uchwały dotyczącej komunikacji zbiorowej.
Na podobny temat
|
Jak powiedział bohater filmu "Wst...
Róbmy permanentną rewolucję to wtedy ...