Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Teatr alternatywny uważa się powszechnie za niezależny i odróżnia tym samym od teatru instytucjonalnego. Ze względu na jego historię również dziś przypisuje się mu potencjał polityczny. Jednak czy ten potencjał rzeczywiście jest realizowany? To pytanie było motywem przewodnim spotkania pod hasłem „Teatralny Ruch Oporu”, które miało miejsce 15 i 16 listopada w siedzibie Sopockiej Sceny Off de BICZ.
Pierwszego dnia Robert Paluchowski zaprezentował monodram „McGyver Paluchosky & end“. Po spektaklu odbyła się debata otwierająca cykl poświęcony sztuce zaangażowanej, której tematem przewodnim był teatr polityczny. Dyskusję z Ewą Ignaczak, Romualdem Wiczą-Pokojskim oraz Danielem Muzyczukiem poprowadził Bartosz Frąckowiak. Drugi dzień rozpoczął spektakl Wstyd w reżyserii Ewy Ignaczak. Na zakończenie dr Robert Rogoziecki wygłosił wykład „O możliwości zaangażowania sztuki masowej”.
Centralnym elementem całego zdarzenia była debata poświęcona teatrowi politycznemu. O jej przebiegu zadecydowały pytania postawione przez Bartosza Frąckowiaka (dramaturg, kurator projektów teatralnych, kulturoznawca, członek zespołu KP).
Czy teatr może i powinien spełniać rolę komentatora rzeczywistości społecznej? Czy teatr alternatywny spełnia dziś rolę reformatora rzeczywistości politycznej, czy zajmuje jedynie pozycję niezależnego krytyka? Pytanie o przedmiot krytyki, w kontekście historii ruchu alternatywnego w Polsce, nawiązuje do zmiany systemu społecznego i zakresu wolności wypowiedzi artystycznej.
Prowokując twórców teatru niezależnego do refleksji nad jego wymiarem społecznym i możliwością wprowadzenia zmiany, Frąckowiak postawił w centrum debaty problem jego zasięgu. Teatr alternatywny zajmuje pozycję niszową w kulturze, co zawęża możliwość oddziaływania społecznego do określonej grupy odbiorców. Prawdziwy potencjał wprowadzenia zmiany społecznej tkwi, zdaniem Frąckowiaka, w teatrze instytucjonalnym należącym do mainstreamu kultury. Pod warunkiem jednak, że stawia on sobie cele polityczne.
Dla twórców teatru alternatywnego, problem jego zasięgu nie jest pierwszorzędny. Ważniejsza jest pozycja, jaką zajmuje wobec zastanej rzeczywistości. Robert Paluchowski, twórca Teatru Realistycznego, uważa, że teatr powinien być alternatywą wobec każdego systemu, także instytucjonalnego systemu teatralnego. Romuald Wicza-Pokojski (Teatr Wiczy) założył swój teatr dlatego, że nieustannie chciał zmieniać świat na lepsze i podobnie jak Paluchowski swój teatr określa jako „alternatywę wobec otaczającej nas rzeczywistości”. Z kolei Ewa Ignaczak (Teatr Stajnia Pegaza) uważa, że dziś teatr polityczny nie istnieje. W poprzednim systemie polityczna działalność teatru była jednoznaczna z zajęciem miejsca w szeregach opozycji. Ośrodek władzy, której wówczas teatry stawiały opór, był sprecyzowany. „Dziś teatr może komentować rzeczywistość, ale nie ma możliwości jej zmiany. Spektakl budzi jedynie refleksje u osób, które siedzą na widowni. Teatr ma moc uruchamiania świadomości. To miejsce, gdzie my twórcy, możemy opowiedzieć o tej rzeczywistości na którą się nie zgadzamy”, komentowała Ewa Ignaczak.
Daniel Muzyczuk (kurator i krytyk sztuki, prawnik) opowiedział się za sztuką krytyczną jako stanem umysłu, gdzie krytyka ma charakter ciągły i absolutny. Stwierdził, że „ruchy oddolne dokonują realnych zmian, ale tylko w skali mikro, rola sztuki alternatywnej jest gdzieś w podziemiu”.
Kryterium podziału wewnątrz teatru na instytucjonalny (zawodowy) i alternatywny nie jest jednoznaczne. Podkreślił to w swoim wykładzie („O możliwości zaangażowania sztuki masowej”) dr Robert Rogoziecki. Pytanie o moc oddziaływania społecznego teatru alternatywnego pozostało pytaniem o kwestię zasięgu, która jest względna wobec chociażby liczby widzów i formy prezentowania spektakli (np. teatr objazdowy).
Kiedy zastanawiamy się, czy możliwe jest wprowadzania realnej zmiany w świecie za pomocą sztuki, jednocześnie powstaje pytanie o uprawnienie artysty do takiego działania. Powtórzyli je zgodnie wszyscy zaproszeni twórcy teatru i wszyscy odżegnali się od roli rewolucjonistów. Uznali, że wprowadzenia realnej zmiany w świecie nie leży w ich kompetencjach. Zadaniem teatru jest dla nich uwrażliwianie widza poprzez ukazywanie na scenie okrucieństwa współczesnego świata, niesprawiedliwości systemu i błędów polityków. Teatry niezależne zajmują zatem pozycję krytyka rzeczywistości, która według ich twórców zapewnia im neutralność polityczną. Sprawia to, że odpowiedzialność za wprowadzenie zmiany zostaje przerzucona na widzów. Rola teatru ogranicza się do przyjęcia roli obserwatora i komentatora rzeczywistości. Tak też zwykle było w historii teatrów niezależnych – stawiały się w opozycji do całego systemu i przyjmowały rolę wydającego sądy trybunału, który nie ulega procesowi weryfikacji.
Jednak czy taka postawa jest w stanie wywołać w widzu reakcję i skłonić do działania? Czy tego typu wypowiedzi artystyczne nie są jedynie sposobem katalogowania rzeczywistości zastanej? Widz zostaje tylko poinformowany o niedoskonałościach tego świata, a jego wzruszenia czy oburzenie jest krótkotrwałe. Tu tkwi wyzwanie i być może następny krok w krytyce. O rzeczywistym zaangażowaniu teatru może bowiem zadecydować ustanowienie obiektem krytyki samego teatru, a także jego instytucjonalnego uwikłania. Byłby to krok odważny, gdyż stanowić może zagrożenie egzystencji samego teatru.
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...