Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Otwórz oczy, a zobaczysz nas strajkujących Drukuj
Joanna Kusiak [foto i tekst]   
14.05.2010

Na kampusie Uniwersytetu Puerto Rico-Rio Piedras pomiędzy modernistycznymi budynkami z lat dwudziestych rosną drzewa mango i palmy kokosowe. Od 22 kwietnia stoją tam również namioty i prowizoryczne garkuchnie. Na drzewach mango dosychają ręczniki i transparenty. Kampus jest zamknięty od środka i zabarykadowany.

  

 Cięcie

  

Komitet studencki domagał się wglądu w wydatki uniwersytetu długo, zanim cięcia w sektorze publicznym, które rząd Puerto Rico pod kierownictwem gubernatora Luisa G. Fortuño ogłosił tuż po objęciu władzy na początku 2009 roku, zaczęły dotykać uniwersytetu. Choć uniwersytet teoretycznie jest wobec rządu autonomiczny, podlega mianowanemu przez gubernatora prezydentowi systemu uniwersyteckiego oraz tzw. zarządowi powierniczemu, którego członkowie są przez niego zatwierdzani. Kampusem w Rio Piedras zarządza kanclerz Ana Guadalupe. To do niej studenci zgłaszali postulaty przejrzystości finansów uniwersyteckich i możliwości demokratycznego współdecydowania o obszarach oszczędności. Tymczasem cięć dokonano szybko i radykalnie – jedną decyzją wydatki na jedyny publiczny uniwersytet obniżono tymczasem o 20%, zmniejszono stypendia i zwiększono progi konieczne, by stypendium otrzymać (stypendium naukowe otrzymuje się skądinąd w zamian za pracę w ramach uniwersytetu – tutoriale dla młodszych studentów czy pomoc w bibliotece), zamrożono środki na badania i zakup aktualnych publikacji do biblioteki. Na kampusie pojawiły się plakaty, ogłoszono walne zebranie. Generalne Zgromadzenie Studentów zanotowało rekordową frekwencję ok. 2 tys. (kampus w Rio Piedras liczy łącznie ok 18 tys. studentów). Bezwzględna większość przegłosowała ogłoszenie 48-godzinnej przerwy w zajęciach. Po 48 godzinach milczenia ze strony władz rozpoczęto strajk. Nocą z 20 na 21 kwietnia studenci rozesłali do prasy „List do kraju Puerto Rico”, który rozpoczyna się słowami „Piszemy ten list, ponieważ dziś rano, kiedy otworzycie oczy, zobaczycie nas strajkujących. Obudziwszy się, usłyszycie na pewno od Gubernatora (…) że jesteśmy „buntownikami”, którzy „nie chcą studiować”. (…) Chociaż przedstawialiśmy konkretne propozycje radzenia się z deficytem, administracja UPR wielokrornie zamknęła drzwi przed możliwością dialogu.”.

  

Organizacja i spokój

  

Strajkujący zamknęli się od środka na ogromnym terenie kampusu, wszystkie bramy zabarykadowano elementami rusztowań po remoncie budynków, mebli, ławek, przypadkowych obiektów. Za każdą z bram odpowiada inny wydział, zgodnie z bliskością wydziałowego budynku. „Strażnicy” na rowerach wielokrotnie w ciągu dnia i nocy objeżdżają kampus od bramy do bramy, kontrolując porządek i przekazując informacje. Przy stanowiskach powstały prowizoryczne kuchnie, wyznaczono kolejność przygotowywania posiłków. Wśród strajkujących panuje kategoryczny zakaz spożywania alkoholu oraz śmiecenia. Utrzymanie czystości na kampusie jest jedną z najmocniejszych zasad strajku – w wyznaczonych miejscach gromadzone są worki ze śmieciami. Podczas „koncertu solidarności” zorganizowanego przez największe gwiazdy lokalnej muzyki przed bramą główną (na zewnątrz), wielokrotnie powtarzano z estrady prośby o nieśmiecenie. Po wielotysięcznej imprezie pozostały czyste ulice. Jednym z postulatów strajkujących jest ograniczenie wydatków na prąd i przesunięcie zaoszczędzonych środków na edukację. W gorącym karaibskim klimacie nie wyłącza się na noc klimatyzacji budynków.

Studenci wydziału humanistycznego (!) zbudowali prowizoryczną stację nadawczą, dzięki której na krótkich falach radiowych nadają audycję z wewnątrz kampusu, która następnie przechwytywana jest przez większą stację radiową. Radia można słuchać także przez Internet, dzięki czemu głosy popracia dla studentów UPR płyną m.in. z uniwersytetów amerykańskich, szwajcarskich, niemieckich, meksykańskich. Grupy na facebooku liczą po kilkanaście tysięcy osób. Na teren kampusu wpuszczani są dziennikarze.

W ciągu dnia organizowane są regularne seminaria i narady dotyczące strategii negocjacyjnych i możliwości dalszego działania. Ciągle na nowo artykułowana jest potrzeba dialogu, kanclerz uniwersytetu jako jedyna wpuszczana jest codziennie do swojego biura. Studenci odprowadzają ją aż pod drzwi, skandując prośby o przyłączenie się do strajku lub o niebycie łamistrajkiem.

  

Solidarność i demokracja

  

Na zewnątrz kampusu ze studentami solidaryzuje się większa część profesorów, pracownicy administracyjni i fizyczni uniwersytetu oraz okoliczni mieszkańcy, którzy przez pręty ogrodzenia dostarczają studentom jedzenie. Przed bramą główną profesorowie i członkowie unii pracowników regularnie organizują wiece poparcia.

Najciekawszym elementem w organizacji strajku jest absolutna horyzontalność jego struktur – strajk rzeczywiście nie ma lidera. Decyzja o rozpoczęciu została podjęta gremialnie, wszelkie dalsze decyzje najpierw przegłosowywane są w ramach rad instytutowych, a następnie, poprzez przedstawicieli, pomiędzy wydziałami. Z każdego instytutu została wybrana jedna osoba do Komitetu Negocjacyjnego – jego członkowie muszą za każdym razem zdawać sprawę z podjętych decyzji, które następnie mogą być przez instytut przegłosowane pozytywnie lub negatywnie. Wszyscy biorą udział w dyskusji – i każdy ma swoją kolejkę w gotowaniu. Naturalnie, jest kilka osób, które ze względu na charyzmę lub umiejętności pełnią na poszczególnych odcinkach role przywódcze, lub są odpowiedzialne za kontakty z mediami. O sobie mówią jednak nie „leaders” ale „spokesmen”  - jest ich wielu, są trudno widoczni, nie wygłaszają przemówień w świetle fleszy ale pracują w grupach negocjacyjnych.

  

Radykalizm spokoju

  

Tym, co najbardziej uderza w spotkaniu ze studentami, jest ogromna polityczna dojrzałość, którą można nazwać spokojnym radykalizmem. Studenci pamiętają zarówno o strajkach swoich rodziców (w powszechnym strajku studenckim w 1981 roku zginęło kilka osób), jak i o zagrożeniach płynących z bieżącej polityki neoliberalnego rządu. Opór, jaki stawiają nie jest bezsilną szamotaniną ale twardą manifestacją siły, która nie potrzebuje podpierać się przemocą. Gdy po raz pierwszy od ponad trzydziestu lat policja wkroczyła na teren kampusu, łamiąc zasadę autonomiczności uniwersytetu, oraz próbowała gumowymi pałkami rozpędzić otaczających kanclerz w kręgu studentów, pod pierwszymi ciosami wszyscy studenci automatycznie i natychmiast podnieśli ręce na tył głowy tak, by wyraźne było, że oni nie odpowiedzą przemocą. Obrażeń doznało kilku studentów oraz znany reporter telewizji publicznej, który trafił do szpitala uderzony pałką w szczękę. Studenci spokojnie i stanowczo poczekali na wyjście policji z kampusu (cała bójka trwała kilka minut), a następnie złożyli pozew sądowy – kilku policjantów było bez odznak.
Dzięki takiemu zachowaniu strajkujący zyskali przychylność praktycznie wszystkich mediów.

Radykalizm strajkujących nie polega na radykalnych hasłach i podżeganiu do walki, ale na nieustępliwym trwaniu przy postulacie dialogu oraz raz ustalonych minimach negocjacyjnych, które ani nie daje się sprowokować ani próbami użycia przemocy, ani nie daje się zmęczyć milczeniem Rządu, który chce próbuje ich wytrzymałość. Choć zmęczeni, trwają na swoich posterunkach trzeci tydzień i wiadomo już, że nie ustąpią, jeśli ich postulaty nie zostaną spełnione. Pierwsze negocjacje, które odbyły się w zeszły czwartek, nie zakończyły strajku, gdyż strona rządowa nie zobowiązała się wypełnić wszystkich minimalnych roszczeń. Bardziej niż studenci zmęczeni wydają się pozostali obywatele Puerto Rico. Strajk dzięki temu staje się coraz bardziej powszechny. Sudent historii Ivan Chaar-Lopez: „Według mnie największym dotychczasowym osiągnięciem strajku jest zerwanie z obowiązującym wyobrażeniem karnawałowych buntowników, które było do tej pory nieodłączne od studenckich strajków. Dzięki temu zyskaliśmy przychylność i powagę w oczach całego społeczeństwa, które wie, że chodzi nam o realne zmiany, a nie pusty karnawał radykalizmu”. Co nie przeszkadza, by Chaar-Lopez pozostawał radykalny na poziomie analiz, które zamieszcza na swoim blogu.

  

Znając z własnego podwójnego doświadczenia zarówno salonowy, wystylizowany radykalizm strajków berlińskich, w których próby negocjacji regularnie przerywane są bójkami, jak i konsekwentny marazm kontestacji przy piwie, niestety powszechny wśród studentów warszawskich, tym bardziej podziwiam polityczną dojrzałość studentów z Rio Piedras. W gruncie rzeczy jedynymi umiejętnościami, której tak często nam – studentom i doktorantom UW brakuje - jest prosty odruch niezgody, kiedy ktoś podejmuje za nas decyzje działające na naszą niekorzyść oraz umiejętność dialogu zamiast wyznaczania podziałów. Strajk doktorantów, absolutnie uzasadniony – polscy doktoranci mają stypendia, za które niemożliwe jest nawet wynajęcie kawalerki, stypendia niższe o połowę nawet od biedniejszych Węgrów – poległ ze względu na rozproszenie postulatów i brak solidarności. Inicjatorzy strajku próbowali jednym listem załatwić wszystkie postulaty, od stypendiów po parytety – ich koledzy z innych miast zamiast włączyć się w dyskusję nie włączyli się do strajku. Mało kto głosuje w wyborach do samorządu uniwersyteckiego, który z kolei traktowany jest jako trampolina do kariery zawodowej oraz biuro organizacji praktych studenckich, bali i wycieczek. A przecież wszyscy w kuluarach mówimy, że nie dzieje się dobrze. Dlatego gdy idę kampusem Uniwersytetu Warszawskiego, mając jeszcze w pamięci zapach mango i farby, boli mnie, że aby zobaczyć nas strajkujących długo jeszcze będę musiała zamykać oczy.

  

  

*Joanna Kusiak, doktorantka w Instytucie Socjologii UW, członek redakcji „Kultury Liberalnej”. Mieszka w Warszawie i w Berlinie

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 22.05.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.83063 Seconds