Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.
Fotorelacje: Manifestacja antyfaszystowska w Sztokholmie
Michał Gauza (Klub KP w Łodzi)
12.12.2011
W sobotę, 10 grudnia, w Sztokholmie, na placu Mynttorget, między Zamkiem Królewskim a szwedzkim Parlamentem, odbyła się kilkusetosobowa manifestacja nacjonalistów, sympatyków „Szwedzkich Demokratów” i neonazistowskiej „Partii Szwedów”, z gościnnym udziałem Nicka Griffina, skazanego za kłamstwo oświęcimskie lidera Brytyjskiej Partii Narodowej. Na demonstracji, której przyświecało kuriozalne hasło: „Stop agresji wobec Szwedów”, pojawiły się treści ksenofobiczne, antyimigranckie i antyislamskie. To miała być pierwsza masowa manifestacja w Sztokholmie, zwołana nieprzypadkowo w dniu wręczania nagród Nobla – z założenia swoisty pokaz siły, który Tomas Tranströmer, a nawet wizytujący Szwecję Radosław Sikorski, mógł przy odrobinie szczęścia dostrzec z okien ratusza. Dotychczas coroczny, główny marsz narodowców odbywał się w niewielkiej miejscowości Salem, gdzie w 2000 roku podczas bójki zginął neonazista Daniel Wretström. W samym Sztokholmie miały już miejsce nacjonalistyczne demonstracje, zwykle przy okazji Święta Narodowego, 6 czerwca.
Ekstremistyczna prawica manifestuje śmielej od 2010 roku, kiedy to w wyborach parlamentarnych nacjonalistyczna partia „Szwedzcy Demokraci” zdobyła 5,7% poparcia, co dało jej 20 miejsc w parlamencie, a w radzie gminy Grästorp zasiadł przedstawiciel białych nacjonalistów – „Partii Szwedów”.
W sobotę od rana odbywały się w Sztokholmie kontrmanifestacje antyfaszystowskie pod hasłem „94% przeciwko rasizmowi” – nawiązującym do 6% wyniku „Szwedzkich Demokratów” – z kulminacją na placu Mynttorget, która zjednoczyła 1000-1500 osób: antyrasistów, socjalistów, anarchistów, środowisko LGBT, a nawet członków Zespołu Tańca Ludowego. Głośna muzyka, gwizdy i gwizdki, wuwuzele, petardy, dzwonki oraz potrząsanie kluczami – wszystko to miało zagłuszyć faszystów i zagłuszyło ich skutecznie. Do fizycznej konfrontacji zantagonizowanych stron nie doszło, bowiem policjanci otoczyli nacjonalistów radiowozami. Pozostali więc dla antyfaszystów ledwie widoczni. Tuż przed rasistowską manifestacją odbył się happening grupy „Queers Against Borders” – kolorowe tańce w ciuchach z lat 80. do hitów disco, w które chętnie włączali się przygodni turyści.
Wieczorem faszystowskie zgrupowanie, chronione kordonem policji, pomaszerowało z pochodniami na nabrzeże; w Szwecji skrajna prawica także lubuje się w ogniu. Obyło się bez większych incydentów.
Dla przypomnienia, część manifestantów związanych z „Partią Szwedów” gościła 11 listopada w Warszawie. Daniel Höglund, lider ugrupowania, gdy zasiadał w radzie gminy Grästorp, próbował przeforsować podpunkt w uchwale dotyczącej przetargów publicznych, który premiowałby firmy zatrudniające Szwedów, kosztem tych angażujących „np. polskich pracowników”.
Jak powiedział bohater filmu "Wst...
Róbmy permanentną rewolucję to wtedy ...