Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.
Indignados, którzy idą z Madrytu do Brukseli, są teraz w Paryżu. 17 września przemaszerowali przez miasto i próbowali zostać na noc na placu Bastylii. Policja nie dopuściła do tego, kilka osób zatrzymano. Demonstracja była legalna. Przyłączyło się do niej wielu Francuzów.
18 września po południu „oburzeni” znów zebrali się na placu Bastylii – tym razem żeby rozmawiać. Organizatorzy prosili: „Nie skupiajcie się na problemach, mówcie, jak je rozwiązać”. Padały różne propozycje: żeby zebrać milion podpisów i zorganizować ogólnoeuropejskie referendum na temat tego, czy należy spłacać długi banków; że skoro nie ma pracy dla wszystkich, to należy się pracą solidarnie podzielić. Wszystkie propozycje były tłumaczone na francuski lub hiszpański i notowane. Po dwóch miesiącach spotkań w Hiszpanii i Francji jest ich już bardzo dużo.
Okupacja placu Bastylii nie udała się, dlatego indignados musieli poszukać innych miejsc do spania. Merowie kilku dzielnic udostępnili im budynki gimnazjów i pozwolili zbierać się w parkach. 19 września jedna z grup wracających z takiego spotkania została zatrzymana przez policję. Szli chodnikiem po bulwarze Saint-Germain i śpiewali. Policjanci otoczyli ich i użyli gazu łzawiącego, mimo że wszyscy zachowywali się spokojne. „Oburzeni” usiedli i spletli się ramionami, zostali jednak dość brutalnie rozdzieleni i odwiezieni na komisariaty. Kilka osób zostało poturbowanych, trzy trafiły do szpitala. Aresztowano około 120 osób. 37 z nich zatrzymano, resztę wypuszczono po kilku godzinach.
Po drugiej stronie ulicy zebrał się tłum ludzi. Było wśród nich trochę indignados uprzedzonych przez znajomych, ale zatrzymywali się też wstrząśnięci działaniami policji przechodnie. Powstała demonstracja równie liczna jak ta zablokowana wcześniej przez policję. Ludzie wykrzykiwali te same hasła, namalowali transparenty; przyłączało się coraz więcej osób. Francuzi narzekali na politykę Sarkozy’ego, niektórzy płakali. Widzieliśmy, jak policja szarpie i kopie wynoszonych ludzi, ale nie mogliśmy się do nich przedostać. W pewnym momencie policja wyrzuciła stamtąd nawet dziennikarzy. W tym samym czasie ludzie zebrali się pod ambasadą Francji w Madrycie i konsulatem w Barcelonie.
Zadziwiające było to, jak ogromne siły zostały zmobilizowane przeciwko stosunkowo niewielkiej i nieagresywnej grupie ludzi. Policjantów było więcej niż demonstrujących. Być może władze francuskie obawiają się, że „hiszpańska rewolucja” przeniesie się do nich.
Jak powiedział bohater filmu "Wst...
Róbmy permanentną rewolucję to wtedy ...