> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
odcinek 7 Drukuj
Krzysztof Tomasik   
02.12.2005
SOBOTA 26.11.2005

Ludwik Dorn w „Gazecie Wyborczej” ucina temat wypowiedzi Wassermana, który porównał swoje przejścia z wanną do morderstwa księdza Popiełuszki. Jeśli przeciwko Wassermanowi nie pojawią się teraz wnioski o obrazę uczuć religijnych, to znaczy, że trudniej je obrazić, niż by się mogło wydawać.

NIEDZIELA 27.11.2005

W sobotę i niedzielę w wielu miastach Polski odbyły się Wiece Solidarności z Poznaniem pod nazwą „Reanimacja Demokracji”. Dorota Gawryluk w „Wiadomościach” (TVP1) z uporem maniaczki mówiła o „paradach gejów”. Dziwi nas, skąd u dziennikarki ta potrzeba zaprzeczania nie tylko istnieniu lesbijek, ale również heteroseksualistów i heteroseksualistek.

PONIEDZIAŁEK

Paweł Milcarek w „Rzeczpospolitej” pisze o książce Przed Bogiem, która nie ma nawet grama jego akceptacji, dodaje także: „Obirek folguje emocjom i traci miarę - ale jednak konsekwentnie, zgodnie z zasadami rewolucyjności soboru. Obirek jest więc po prostu bardziej impertynencki niż inni współpracownicy »Tygodnika Powszechnego« czy »Więzi«”. Kompletne zaskoczenie, bardziej niż „TP” i „Więź”? Nie sądziliśmy, że to możliwe.

W tym samym numerze „Rzeczpospolitej” wywiad z dyrektorem Pierwszego Programu Telewizji Polskiej - Maciejem Grzywaczewskim, który wie skąd wieje wiatr i odpowiednio się ustawia. Z radością i Panem Bogiem: „Słychać alarm, że PiS chce przejąć władzę w mediach. Jeśli mają to zrobić tacy ludzie, jak Sellin i Adam Pawłowicz, to daj Panie Boże”.

„Przegląd” też nie jest w ciemię bity i widząc, że będzie o czym pisać, stworzył na swojej stronie internetowej nową rubrykę: „media”.

A w papierowym „Przeglądzie” Jadwiga Staniszkis odpowiada na pytanie, dlaczego rośnie sondażowe poparcie dla PiS-u: „To świadczy o stanie umysłów społeczeństwa”. Trudno się nie zgodzić.

Obiecywaliśmy sobie, że w tym tygodniu nie napiszemy o programie Jana Pospieszalskiego, ale wprost nie sposób się powstrzymać. Tematem była krytyka nowego rządu przez media. Na scenie posadzono dziennikarzy, którzy debatowali, czy owa krytyka nie jest nadmierna. W loży espertów usiadł rzecznik rządu i doradca premiera - osoby wprost wymarzone do roztrzygnięcia tego sporu. W roli eksperta z zewnątrz - Maciej Rybiński. Najbardziej urzekła nas teza, że prasa zachodnia pisze źle o nowej władzy, bo czyta polskie gazety. Clou programu to sugestia, że w imię patriotyzmu przed krytyką należałoby się powstrzymać. A jak już trzeba, to zaleca się krytykowanie raczej poprzedniego rządu.

Jednak prawdziwy rarytas czekał w telewizji Polsat, która w środku nocy emituje program „Bumerang”. Prowadzi go Marek Markiewicz, który jako członek KRRiTV dawał Polsatowi koncesję, a teraz wspólnie z kilkoma panami tropi tam absurdy i „absurdy” w programach informacyjnych. Tym razem dowodzono, że Wiece Równości nie były żadnym oddolnym ruchem społecznym, ale urządzoną przez konkretne partie manifestacją. Dowód? Politycy SLD i SDPL uczestniczący w wiecu. Jedynym bumerangiem programu okazał się Maciej Rybiński, który i tu był komentatorem z zewnątrz.

WTOREK 29.11.2005

„Super Express” wraca do kwestii życia prywatnego wicepremiera Ludwika Dorna. Ma ono ścisły związek z pobieranymi przez posła dofinansowaniami do wynajmowanego w stolicy lokalu, gdzie mieszka z kochanką, choć jest właścicielem domu w niedalekim Pruszkowie. Tabloid komentuje: „Ludwik Dorn, prawicowiec od pasa w górę, do biednych nie należy, dlaczego więc musimy co miesiąc dopłacać do jego mieszkania 1600 złotych. Ten zasiłek śmiało możemy nazwać kochankowym”.

Paweł Smoleński w „Gazecie Wyborczej” z dystansem opisuje przygotowania do ogólnopolskich Wieców Solidarności z Poznaniem. „Raziło mnie, gdy na internetowych forach wytykano »brutalność poznańskiej policji«. Jaka to brutalność? - zastanawiałem się, bo nie mogłem dopasować policyjnej akcji na ulicy Półwiejskiej do interwencji zomowców z czasów stanu wojennego” - dziwi się nasz doświadczony wujek, który poucza smarkule, żeby nie nadużywać mocnych słów: „Przecież - myślałem - demokracja nie kona, jedna urzędnicza decyzja nie zabiera wszystkich obywatelskich wolności. Jakich słów użyją te dziewczyny, gdy - nie daj Boże - trzeba by było znów upominać się o swoje jak jeszcze kilkanaście lat temu”. Jak na dziennikarza „Gazety Wyborczej” przystało, Smoleński najwyraźniej nie rozumie, że aby sytuacja z przeszłości się nie powtórzyła, trzeba reagować wcześniej.

Marian Piłka z PiS-u zdradził „Faktowi” swój genialny pomysł. Niech ludzie, którzy nie mają dzieci, płacą wyższą składkę emerytalną. Proponujemy zacząć od szukania poparcia dla projektu wśród duchownych.

Jednak kuriozum tygodnia to nie pomysł Piłki, ale fakt, że znaleźli się tacy, którzy zaczęli o nim dyskutować na poważnie.

W ogóle genialnych pomysłów dookoła tyle, że nie nadążamy z notowaniem. Ot, choćby jak podaje „Gazeta Wyborcza”, księża mają być mediatorami sądowymi w procesach rozwodowych. Dlaczego tylko mediatorami? Istnieje przecież długa tradycja konsystorów, którzy dawali rozwody, czy też - tak to się oficjalnie nazywało - unieważaniali małżeństwa. I jak pisał Boy, wszystko można było bardzo szybko załatwić, wystarczyło tylko każdą stronę wniosku przetykać banknotem o wysokim nominale.

Światło dzienne ujrzała dyrektywa watykańska, że homoseksualiści nie powinni być wyświęcani na księży. Jak zwykle pominięto zakonnice. Bo przecież kobiety nie mają seksualności, a każda służąca jest na wagę złota.

W programie TVN „Teraz my” panowie Morozowski i Sekielski wreszcie pokazali, czego w związku z homoseksualizmem należy się bać. Fragment zachodniej parady, na której ludzie bawili się, śmiali, tańczyli, całowali, część w kolorowych strojach, a czasem - zgroza! - tylko w majtkach. Po wszystkim Izabela Jaruga-Nowacka została odpytana z tego ohydztwa i musiała nawet przyznać, że to niezgodne w polską konstytucją. A więc wreszcie poznaliśmy zagrożenie, które może nas kiedyś dopaść, bo faktycznie radość, taniec i śmiech byłyby dla tradycyjnej kultury polskiej realnym zagrożeniem, a wręcz jej zaprzeczeniem. Na tyle, że nawet zostało to zderzone ze zdjęciami, na których pijani członkowie Młodzieży Wszechpolskiej udają kopulację i pozdrawiają się nazistowskim gestem. Na szczęście oba ekstremizmy - zabawa i faszyzująca chuliganeria - zostały zgodnie potępione.

ŚRODA 30.11.2005

Jak podaje portal lewica.pl: „Część działaczy SLD na Mazowszu domaga się wyrzucenia z partii wojewody wielkopolskiego Andrzeja Nowakowskiego”, który podtrzymał decyzję Ryszarda Grobelnego zakazującą poznańskiego Marszu Równości. Dlaczego tylko część?

CZWARTEK 1.12.2005

Aleksander Kwaśniewski postanowił ułaskawić Zbigniewa Sobotkę. A już myśleliśmy, że do końca kadencji prezydent niczym nas nie zaskoczy.

Kiedyś tygodnik „Polityka” zamieścił na okładce hasło „Róbmy dzieci”. „Ozon” nie zamierza brać w tym udziału, bo nawołuje „Róbcie dzieci”.

W tym samym „Ozonie” Dorota Sajnug wyjawia „Całą prawdę o moherowych beretach”. W rolach ekspertów Maria Smerczyńska i Jan Pospieszalski.

„Fakt” w tekście pod tytułem „Kto mnie przytuli do piersi?” ubolewa nad losem Zbigniewa Ziobro: „z nawału pracy brak mu czasu na zajęcie się… kobietami. - Bez nich świat byłby okropny - zwierza nam się minister sprawiedliwości”. A nam jakoś trudno przejąć się historią tego bohatera.

PIĄTEK 2.12.2005

W „Gazecie Wyborczej” natknęliśmy się na tytuł: „Samoobrona do PiS - albo ślub, albo rozwód”. Już myśleliśmy, że to ciąg dalszy świetnych pomysłów kolejnych partii, jak wesprzeć tradycyjny model rodziny, a okazało się, że to jedynie metafora stosunków między partiami. Zresztą, o co ten krzyk, PiS jako ugrupowanie tradycyjne na pewno zrozumie potrzebę Samoobrony, żeby uregulować ten związek.

Komentarze
Dodaj nowy
artur  - Ryby i dzieci głosu nie mają   |02.12.2005 18:16:04
Aż dziw bierze, ze nie odnieśliście się do felietonu Rybińskiego we Wprost -
Główne nurty marksizmu-suplement.
wykluczony   |02.12.2005 18:56:44
Bardzo mi sie podoba szczerosc autora komentarza. Przynajmniej nie sciemnia jak
reszta medialnych entuzjastow gejowa. Kiedy bowiem pokazuje sie u nas te
wszystkie zachodnie "parady rownosci", to nawet Robert Biedron mowi, ze
z tymi "pajacami" nie ma nic wspolnego (mozna to sprawdzic w
archiwalnych tasmach Polstatu), bo przeciez geje sa tacy sami jak reszta
spoleczenstwa (a wiec dalecy od wywolywania skandali i gorszenia przecietnych
obywateli naszego kraju). A tymczasem, to co dla Biedronia ofiacjalnie pozostaje
nic nie wartym pajacowaniem, dla autora niniejszego przegladu jest przejawem
zabawy. Wniosek? W gruncie rzeczy tu nie chodzi o zadne rownouprawnienie
mniejszosci seksualnych - taki kit to mozna wciskac naiwnym. W gre wchodzi
rewolucja obyczajowa, ktora sprawi, ze bedzie mozna obrazac moralnosc i uczucia
religijne znacznej czesci obywateli, natomiast nie bedzie mozna publicznie
wyrazic zadnej opinii wartosciujacej in minus na temat zachowan homoseksualnych.
To sie nazywa tolerancja. Chyba zdaje sie "tolerancja inaczej"
thomas  - że co proszę?   |02.12.2005 20:21:50
A jak taniec obraża moralność? Dokładnie proszę powiedzieć.

Aha, uczucia
religijne należałoby skreślić z polskiego prawodawstwa, gdyż, jak powiada John
Stuart Mill, każda krytyka religijnie obrazi bigota. Co widać na powyższym
obrazku.
zielony  - nareszcie   |03.12.2005 00:23:32
nareszcie ktoś się nie odciął od robionych na zachodzie parad! Nigdy nie moglem
zrozumieć, co jest złego czy odrażającego w facecie z przysłowiowymi piórami w
tyłku?
wykluczony   |05.12.2005 10:25:56
Panie Thomas, jestes Pan nikczemny, bo nie masz szacunku dla ludzi, ktorzy sie
od Ciebie roznia pogladami i poczuciem smaku. Jestes Pan moralnym wstecznikiem.
John Stuart Mill to przestarzale, anachroniczne koncepcje z epoki agresywnej,
laickiej sekularyzacji. W dobie ponowoczesnosci potrzeby religijne czlowieka
ulegaja rehabilitacji. Wystarczy poczytac filozofow bardziej na czasie niz Mill,
czyli Heideggera i jego mniej lub bardziej wiernych kontynuatorow. Jesli uczucia
religijne mamy skreslic z polskiego ustawodawstwa, to orientacje seksualna
rowniez. I wtedy bedzie mozna zarowno dowalac katolom za ich dewocje i
konserwatywny swiatopoglad, jak i gejom za ich odmienne od heteroseksualnej
wiekszosci zachowania plciowe.
thomas  - że co?   |05.12.2005 12:36:54
Panie wykluczony, po pierwsze, nie pisze Pan, w jaki sposób demonstracje czy
parady obrażają moralność proszę na temat.

Po drugie, żaden członek NSDAP (w
tym Martin Heidegger czy Hans-Georg Gadamer) nigdy nie będą dla mnie ideałem
moralności. Pan wybaczy, ale ich rehabilitacja religijności szła ramię w ramię z
poparciem dla Hitlera, co rzuca pewien cień na całą ich działalność. Nie mówię
tu tylko o książce Fariasa. Mogę też polemizować z modnym ostatnio Levinasem czy
Marionem - tacy panowie też dla moralności są nędzną podstawą, bo po prostu
irracjonalnie nawołują do samopoświęcenia. W świetle Levinasowych pogaduszek
Powstanie w Getcie Warszawskim było niemoralne. To jedno wystarczy, by
zdyskredytować jego pomysły.

Proszę, po trzecie, podać argument, na mocy
którego John Stuart Mill jest przestarzały. Epitety mnie nie interesują.

Po
czwarte, nikt i nigdzie nie postulował, aby wprowadzać do prawodawstwa przepis o
obrazie uczuć erotycznych czy seksualnych, co byłoby oczywiście takim samym
absurdem, jak obraza uczuć religijnych.

Jestem całkowicie przeciwny
dyskryminowaniu kogokolwiek ze względu na wyznanie, płeć, kolor skóry, wygląd,
orientację seksualną itd. Niemniej obrona przed dyskryminacją nie wymaga w
żadnym stopniu, w żadnym!, wprowadzania przepisów zabraniających racjonalnej
krytyki np. religii, zwyczajów jakiejś grupy etnicznej czy orientacji
seksualnej. Możemy wyrażać dezaprobatę dla osób, które czytają Katarzynę
Grocholę lub lubią wiersze Jana Pawła II, lecz nie wolno nigdy nikomu z tego
powodu nikogo dyskryminować. Dyskryminacja to jednak zupełnie coś innego niż
niezgoda czy inny gust. Zasady dobrego wychowania niech świadczą o tych, którzy
nie są w stanie grzecznie napisać, że np. książka w serii Harlequin nie jest
specjalnie wybitna w przeciwieństwie chociażby do Homera. Albo napisać
grzecznie, że bp Życiński ma kontrowersyjne poglądy w filozofii nauki. Do tego
jednak cenzura jest niepotrzebna, bo wszak krytyka filozoficznego dorobku bp
Życińskiego nie jest wcale zachętą do dyskryminowania go.

Szanuję ludzi,
którzy mają inne poglądy. Mówię też wprost, jakiego rodzaju konsekwencje z nich
wynikają. Z pańskich wypowiedzi wnoszę, że chciałby Pan cenzury obyczajowej.
Jestem jej przeciwnikiem, bo cenzura to wróg wolności.
wykluczony   |05.12.2005 13:14:20
Pan wybaczy, Panie Thomas. Ale to co Pan uprawia w sprawie Heideggera to
zwyczajne reductio ad Hitlerum, czyli zabieg bedacy przejawem skrajnej
bezradnosci intelektualnej.
A poza tym z Panskich powyzszych wygibasow wynika
jedno: znak rownosci pomiedzy paradami w czasie ktorych rozmaite blazny
przebieraja sie za ksiezy i zakonnice profanujac eucharystie a demonstracjami
przeciwko promocji homoseksualizmu. Jesli nie, jesli wymienione parady tak, a
wymienione demonstracje nie, to w takim razie jest Pan pospolitym politrukiem
wynajdujacym dowolne watki z dorobku filozofii i nauki, byle by udowodnic, ze
racja jest po stronie lewakow, antyklerykalow i reszty teczowej
lumpeninteligencji.
thomas   |05.12.2005 16:06:45
Heidegger był nihilistą moralnym. Jego pojęcie sumienia jest kompletnie
pozbawione treści. Wezwanie do życia autentycznego nie ma absolutnie nic
wspólnego z etyką, co zresztą Heidegger podkreśla w Sein und Zeit. Służę
cytatami w razie czego.

Jego pisma z lat 30. są wyjątkowo ohydnym przejawem
propagandy uprawianej pod płaszczykiem filozofii. Skoro jest Pan takim znawcą,
to niech Pan mi uprzejmie odpowie, dlaczego według Heideggera logika formalna,
bolszewizm i Wall Street to jest to samo (teza z tekstu Co to jest metafizyka?).
Odpowiedź jest niestety bardzo kompromitująca.

Jakiż to kontynuator
Heideggera, Pana zdaniem, tak znakomicie religię uzasadnia? Może Jean-Luc
Marion? Facet, który twierdzi, że nie należy mówić o Bogu, który istnieje, że
Bóg jest bez bycia? Szanowny Panie, ale mówiąc wprost, a nie pokrętnym językiem
Mariona, on twierdzi, że Bóg nie istnieje. I to ma być obrona religijności?
Wolne żarty.

Proszę Pana, nie lubię profanowania żadnych symboli religijnych,
bo uważam to za niestosowne i niegrzeczne. Ale Pan wybaczy, nie widziałem takich
nigdy w życiu. Nawet w telewizji. Natomiast demonstracje przeciwko "promocji
homoseksualizmu" widziałem. W Polsce. Kilkakrotnie. Byli tam polscy młodzi
faszyści, skandujący okrzyki ku czci generała Franco, Hitlera i tak dalej.
Rzucali we mnie kamieniami i butelkami. Nie stawiam w związku z tym między tymi
rzeczami znaku równości, gdyż to akurat jest w Polsce zabronione konstytucyjnie
(promocja faszyzmu) i z kodeksu karnego, bo kilka osób zostało
poturbowanych.

Obraża mnie Pan, nazywając politrukiem. Ponieważ jest to
naruszenie netykiety i regulaminu niniejszej strony, prosiłbym o tonowanie
wypowiedzi.

I jeszcze raz ponawiam prośbę: mówże na temat. Temat brzmi:

w
jaki sposób parada (taka, o której pisze wyżej Krzysztof Tomasik) obraża
moralność?

Proszę konkretnie. Z uzasadnieniem.

Jeśli Pan nie odpowie na
temat, uznam, że nie rozumie Pan słowa "moralny", co oznacza, że dalszy
dialog między nami nie jest celowy.
wykluczony   |05.12.2005 16:41:20
Alez to Pan jest specjalista od obrazania ludzi na tym forum (zreszta celowo
uzylem pod Panskim adresem sformulowan, ktore Pan stosuje wobec swoich
adwersarzy, zeby sprawdzic jak to dziala). A to, ze Pan uzywa argumentu
regulaminu wcale mnie nie dziwi. Ostatecznie tak wlasnie bedzie wygladac
przyszla teczowa republika. Tacy ludzie jak Pan beda mogli obrazac dowoli
przeciwnikow politycznych, ale Panskim przeciwnikom tego nie bedzie mozna
czynic, co pokazaly przypadki usuwania na tym forum postow, ktore sa rownie
agresywne jak Panskie, tyle ze ideologicznie nie takie, jakie powinny byc. A
jesli nie widzial Pan nigdy profanowania symboli religijnych w ramach zachodnich
parad gejowskich, to albo Pan nie oglada telewizji albo udaje, ze nie wie o co
chodzi. Jesli to drugie, to jest gra Pan po prostu nie fair. Co zreszta w
kontekscie Panskiej dzialalnosci na tym forum (i moze nie tylko tutaj) nie
powinno dziwic.
thomas  - tak, tak…   |05.12.2005 17:15:41
Tak, niech Pan już zawczasu wstąpi do ZBOWiD-u, bo zjem Panu ucho, po
odgryzieniu wrzucę na grilla i popiję szatańską herbatką.

Proszę Pana, ja nie
mam telewizora, bo musiałbym płacić za abonament, a nie zamierzam finansować
prawicowych środków przekazu.

Proszę mi zatem wyjaśnić, jak siedmiolatkowi, w
jaki sposób obraża się moralność. Bo mi się zdaje, że moralność to nie jest
osoba, a obrażać można raczej osoby ("obraza uczuć" to skrót od
"obraza czyichś uczuć", czyli obraza kogoś). Moralność osobą nie jest,
więc zapewne ma Pan na myśli obrażanie kogoś ze względu na posiadane przekonania
moralne. Sęk w tym, że przekonania na temat stosowności czy niestosowności
wkładania śmiesznych strojów czy publicznego tańca nie należą do przekonań
moralnych, bo przekonania moralne dotyczą słuszności lub niesłuszności pewnych
czynów, zaś słuszność definiuje się przez wskazanie np. na powszechność
obowiązku.

Aha, profanowanie symboli religijnych w szczególności nie wiąże
się w konieczny i regularny sposób z tańcem ani z paradami gejowskimi, o ile mi
wiadomo. Konieczność tego związku musiałby Pan wykazać. Profanowanie symboli
religijnych można uznać za niesłuszne moralnie, gdyż istnieje powszechny
obowiązek uznania podmiotowości innych, z czego wynika obowiązek szacunku dla
ich wyznań, a także dla ich orientacji seksualnej. Gorzej, kiedy innym każde
działanie niezgodne z ich przekonaniami kojarzy się z profanowaniem symboli
religijnych czy osobistą napaścią. Zresztą, sprofanowanie symbolu religijnego
może mieć różną wagę moralną (np. w sztuce obowiązują inne kryteria niż w
rzeczywistości). Na pewno zaś ma wagę moralną mniejszą od rzucania w kogoś
kamieniami lub notorycznego obrzucania kalumniami, nie mówiąc o uchwaleniu ustaw
norymberskich. Więc niemoralność ma różną wagę gatunkową i stosownie do tego
należy ją potępiać. Zamach na cudzą wolność i podmiotowość też może mieć różny
wymiar.

Ale może czegoś nie zrozumiałem i jestem zaślepiony? Może niech mi
Pan wyjaśni. Bo na razie dowiaduję się, że jestem wstrętny, lewacki i
politrukowaty.
wykluczony   |05.12.2005 17:33:11
Wie Pan, spotkalem w Ameryce pewnego starego Zyda, emigranta z naszej czesci
swiata. O zmianach obyczajowych, jakie maja miejsce wyrazil sie mniej wiecej
tak: "nazisci byli mniej grozni od p… [tu cenzura, ale chodzi o gejow], bo
ci pierwsi zabijali nasze ciala, ci drudzy zabijaja nasze dusze". I o to z
grubsza chodzi. Trzeba po prostu otworzyc sie na prawde o homoseksualistach -
otworzyc sie z rownym zacieciem jak na prawde o rozmaitych naduzyciach, jakich
dopuszczal sie w swej historii i dopuszcza sie az po dzien dzisiejszy Kosciol.
wykluczony   |05.12.2005 18:00:25
Aha, zeby nie bylo watpliwosci. Uwazam, ze dziecko powinno miec tate i mame.
Sytuacja, w ktorej dziecko "ma" dwie "mamy" albo dwoch
"tatow" jest anormalna. Dowody naukowe sa zbedne, gdyz samo
przeprowadzanie jakichkolwiek eksperymentow w tym zakresie jest zbrodnia. To tak
jakby eksperymentowac, czy skok z 10 pietra jest szkodliwy dla zdrowia .
Zwolennicy praw adopcyjnych dla gejow sa zdania, ze lepiej, zeby dziecko
wychowalo sie z dwoma "mamami" lub "tatami" anizeli w
sierocincu. Coz, kiedy budynek plonie, tez mozna probowac ratowac zycie skaczac
z 10 pietra. Jednym sie udaje (kiedy na dole juz jest straz pozarna), innym
niestety nie. Dziecku bardzo trudno wytlumaczyc o co chodzi tym dziwnym ludziom
na tych paradach. A chodzi im o to, ze nie potrafia sobie poradzic z wlasna
kondycja psychoseksualna i rozpiera ich potrzeba buntu. Tyle ze problemy z
wlasna kondycja (np. niemoznosc znalezienia pracy, klotnie z zona itp.) nie
rozstrzyga sie pajacowaniem tylko dojrzalym stawianiem czola problemom. A tu
mamy takie niedojrzale przypadki, ktorym pozostaje tylko nieustanny karnawal, bo
nie sa w stanie znosic w sobie rozdwojenia jakim jest ich przypadlosc.
thomas  - zaskakujące…   |06.12.2005 16:30:26
Żałuję, ale ja jako bezduszny stwór tego nigdy nie będę mógł żalu odczuć po
swojej nieistniejącej duszy, więc musi mi Pan jakoś mniej metaforycznie
wyjaśnić, na czym polega okropieństwo moralne homoseksualizmu. Czyżby nie mógł
się np. Pan powstrzymać od myślenia o nim? Bo ja, prawdę mówiąc, znajduję
tysiące ciekawszych spraw. Taka fiksacja na cudzych (bo chyba nie własnych?)
sprawach nie świadczy za dobrze o Panu. W jaki sposób homoseksualizm robi Panu
krzywdę? Jakoś wydaje mi się, że po prostu pociąga Pana ten temat i jest to
nieco taka infantylna fascynacja czymś, co wydaje się Panu Złem. Jakoś jednak
nie potrafi Pan wyjaśnić, na czym polega owo Zło. Że Pan nie potrafi wyjaśnić
dziecku, że ludziom na demonstracjach chodzi o Wolność, to mogę sobie wyobrazić
dosyć łatwo. Zapewniam Pana, że nie mam jakichkolwiek problemów z własną
kondycją psychoseksualną, a potrzebę buntu… no cóż, mam potrzebę sprzeciwu
wobec wszelkich form tyranii, ale bunt dla buntu mnie nie interesuje.

Co do
adopcji, to chyba o niej nie mówimy. Na ten temat polecam, po raz kolejny na tym
forum, artykuły Heleny Eilstein (publikowała to Gazeta Wyborcza) i Mateusza
Klinowskiego w bieżącym numerze pisma Diametros
(http://www.diametros.iphils.uj.edu.pl/?l=1&p=anr2 5&m=101).

Widzę, że nie
potrafi Pan powiedzieć, na czym polega niemoralność homoseksualizmu.
Spodziewałem się tego. Brak argumentów idzie w parze z
nietolerancją.

Pozdrawiam i czekam na spokojną, rzeczową replikę popartą
argumentami.
wykluczony   |06.12.2005 16:59:02
Ale przeciez to nie "homofobiczne" spoleczenstwo inicjuje parady oraz
dzialania na rzecz ustawowego zrownania zwiazkow homoseksualnych z malzenstwami
i rodzinami. Inicjatywe podejmuja ruchy gejowskie. To nie ja sie interesuje
prywatnym zyciem homoseksualistow, lecz ta czesc sposrod nich, ktora czyni ze
swej kondycji psychoseksualnej przedmiot debaty politycznej o wolnosci, probuje
soba zainteresowac "homofobiczne" spoleczenstwo. Zapewniam Pana, ze
jeszcze 10 lat temu duzo mniej ten temat mnie zastanawial anizeli dzis, bo
wowczas jeszcze problem upolitycznienia homoseksualizmu pozostawal na marginesie
debaty publicznej. I o to sie rozchodzi. Prosze wiec nie sugerowac mi jakobym
wykazywal w tym temacie zainteresowanie. Gdybym bowiem tak bylo bawilbym sie w
dociekania naukowe na ten temat. Tymczasem sprawa wydaje sie oczywista. I zdrowy
odruch znacznej czesci naszego spoleczenstwa jest wiecej wart anizeli
sofistyczne teorie stawiajace znak rownosci pomiedzy dewiacja a norma. Naukowcy
rowniez moga sie powaznie mylic, a ich pomylki przynosic brzemienne skutki
(vide: eugenika). Pozdrawiam.
P.S. Rzeczywiscie trudno jest dziecku wyjasnic,
ze sa ludzie, stawiajacy na jednej plaszczyznie relacje miedzyludzkie, ktore ze
swej natury nie moga byc zrodlem nowego zycia oraz relacje, ktore ze swej natury
sa takiego zycia zrodlem (choc zdarzaja sie jednostkowe przypadki bezplodnosci,
ale nie wynikaja one z samej natury tego typu relacji).
thomas  - ale co to Panu przeszkadza?   |06.12.2005 21:08:05
Proszę jeszcze raz spróbować odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób mianowicie
związek dwóch homoseksualistów może rozbijać zwykłą heteroseksualną rodzinę.
Chodzi o zjawisko powtarzalne, bo anegdota w stylu "mężowie odejdą masowo do
swoich kochanków" jest jakoś mało wiarygodna, prawda?

Aha, na pewno nie
ma Pan żadnych trudności z wyjaśnieniem istnienia "relacji międzyludzkich,
które ze swej natury nie mogą być źródłem nowego życia" i "relacji,
które nie mogą być życia źródłem". Przecież np. zakony czy w ogóle relacje
istniejące w kościele rzymskokatolickim nie są źródłem nowego życia (w sensie
biologicznym). Podobnie nie są źródłem życia np. rodzeństwa lub bliscy krewni,
którzy z dowolnych względów decydują się na prowadzenie wspólnego gospodarstwa.
Płodność akurat jest w wypadku relacji międzyludzkich (zakładając że chodzi o
relacje związane ze wspólnym prowadzeniem gospodarstwa) warunkiem nie tak znowu
bezwzględnym.
wykluczony   |07.12.2005 10:34:10
Ale rodzenstwo czy bliscy krewni nie domagaja sie tych samych praw co zwiazki
malzenskie. Przeciez kazirodztwo jest nielegalne, miedzy innymi - choc nie tylko
- z tego powodu, ze dzieci z takich zwiazkow rodza sie najczesciej chore lub
uposledzone. Nie dyskutujemy o relacjach miedzy przyjaciolmi, z ktorych np.
jeden z nich chce miec informacje na temat drugiego, gdy ten trafia do szpitala.
To sa kwestie warte rozwazenia i ewentualnych zmian ustawodawczych. Tymczasem my
tu spieramy sie konkretnie o homoseksualizm. Kilka tysiecy lat temu Zydzi
przypatrujac sie kondycji wlasnej oraz otaczajacych ich narodow doszli do
wniosku, ze seks pozamalzenski (a przez malzenstwo pojmowali tylko i wylacznie
zwiazek mezczyzny i kobiety) rozklada wspolnote, niszczy wiezi miedzyludzkie,
wyklucza lojalnosc. A przede wszystkim odkryli, ze prawdziwa milosc jest mozliwa
wylacznie miedzy jednym mezczyzna i jedna kobieta. To byla prawdziwa rewolucja
cywilizacyjna, ktora podniosla status spoleczny kobiet. Dlatego rownouprawnienie
homoseksualizmu oznacza powazny regres, o czym za kilkadziesiat lat przekonaja
sie spoleczenstwa, ktore podazaja ta droga.
thomas  - zmiana tematu, znowu   |07.12.2005 17:34:23
Jejku, Pan znowu ucieka od głównego tematu. Znowu nie wiem, na czym Pana zdaniem
polega szkodliwość usankcjonowanych prawnie związków partnerskich między osobami
tej samej płci.

Co do Pańskich komentarzy: Akurat bliscy krewni mogą mieć
bardzo podobne prawa, co związki małżeńskie (np. prawo do dziedziczenia). Mają
też prawo do adopcji dzieci. Co do negatywnych genetycznie skutków kazirodztwa,
to zdania naukowców są zdecydowanie podzielone (w różnych kulturach bardzo
różnego stopnia i rodzaju pokrewieństwo wyklucza związek małżeński; nie ma to
żadnego bezpośredniego związku z prawdziwym pokrewieństwem
genetycznym).

Jeśli chodzi o "odkrycie", że prawdziwa miłość jest
możliwa wyłącznie między jednym mężczyzną i jedną kobietą, to szanowny Panie,
tak chrześcijanie nie twierdzą; czyż Bóg nie jest miłością? Czy Jezus Chrystus
nie kochał wszystkich ludzi, a nie jednej kobiety? Czy śmie Pan twierdzić, że
miłość Jezusa była nieprawdziwa? Uważam, że w oczach wielu wierzących takie
twierdzenie to bluźnierstwo. Więc prosiłbym ważyć słowa.
Prawdopodobnie
chodziło Panu o miłość erotyczną lub romantyczną. I tu niestety muszę Pana
zmartwić: badania naukowe nie potwierdzają "odkryć" żadnej z kultur
starożytnych, w których zresztą miłość romantyczna nie musiała przekładać się na
małżeństwa, tradycyjnie aranżowane przez rodziców. Miłość romantyczna występuje
uniwersalnie we wszystkich kulturach, lecz występuje uniwersalnie także między
osobami tej samej płci. Polecam lekturę porządnego podręcznika do psychologii
ewolucyjnej.
wykluczony  - a wiec odpowiadam na temat   |08.12.2005 10:17:39
Szkodliwosc prawnie usankcjonowanych zwiazkow partnerskich polega na tym, ze w
spoleczenstwo idzie informacja o rownoprawnym charakterze tego typu zjawisk ze
zwiazkami malzenskimi. Prawo nie tylko strzeze porzadku spolecznego, lecz
rowniez wychowuje, gdyz kazdy nowy zapis w kodeksie musi miec swoje
uzasadnienie. W tym wypadku tym uzasadnieniem jest przeswiadczenie o tym, iz
konkubinat (hetero- czy homoseksualny, bez znaczenia) to cos rownie pozytywnego,
co malzenstwo. A tak nie jest. Czy jest Pan zonaty? Czy ma Pan dzieci? Bo to
czasami trzeba sie odwolac do ludzkich doswiadczen, a nie tylko rozmaitych,
ladnie brzmiacych i wydawaloby sie spojnych logicznie teorii. Jako maz i ojciec
zapewniam Pana - przynajmniej jesli chodzi o moje doswiadczenie - ze malzenstwo
i rodzina to z duzo, duzo, duzo bardziej odpowiedzialne i trudne zadanie anizeli
narzeczenstwo czy konkubinat.

Co do psychologii ewolucyjnej, wielopokoleniowa
madrosc narodu zydowskiego i ludow europejskich, ktore na plaszczyznie duchowej,
religijnej, moralnej, obyczajowej (monoteizm, patriarchat, monogamia) podazyly
jego sladem stokroc bardziej do mnie przemawia anizeli liczace sobie
kilkadziesiat lat "odkrycia" nauki, ktore jutro moga zostac odrzucone.
Zjawisko nazywane przez Pana "miloscia romantyczna" jest zaprzeczeniem
tej z pozoru szarej jak codziennosc, lecz w istocie jakze glebokiej relacji
miedzy mezczyzna a kobieta, ktora za wzor stawia tradycja judeo-chrzescijanska
(polecam lekture ksiazek Denisa de Rougemont). Czlowiek ze swej natury szuka
uniesien uczuciowych, lecz one sa jedynie srodkiem - od czegos przeciez musi sie
relacja miedzy potencjalnymi malzonkami zaczac - a nie celem, jakim jest
doskonalenie czlowieka w trudach zycia. Milosc ukrzyzowana, jaka Chrystus
stawial za wzor, nie ma wiele wspolnego z miloscia romantyczna. W pismach
mistykow chrzescijanskich znajdujemy wiele swiadectw oschlosci uczuciowej
towarzyszacej modlitwie, bo duchowosc to nie efekty specjalne, a konkretne
ludzkie zmagania. To sa wszystko rzeczy, ktore wspolczesna kultura
"luzu" kompletnie ignoruje.
thomas  - dziękuję!   |08.12.2005 13:54:13
Teraz mam jasność, jakie ma Pan argumenty.

Co do pierwszego, to oczywiście
nie zgadzam się, że prawo ma wychowywać, bo państwo musi być neutralne
światopoglądowo. Co więcej, nie sądzę, żeby lepsze z punktu widzenia społecznego
były liczne nieszczęśliwe, szczególnie kulturowo wymuszone małżeństwa (z
nieodłączną wówczas przemocą rodzinną) niż rzadsze, ale szczęśliwe małżeństwa.
Proszę zauważyć, że przemoc w rodzinie reprodukuje się w następnym pokoleniu,
więc to powinno mieć także lepszą rolę wychowawczą, jeśli Pana to ma przekonać.


Do związków partnerskich nikt nie zmusza, tak samo jak nie powinno się
zmuszać do małżeństwa. To, że ludzie będą widzieć możliwość wyboru, nie będzie
oznaczać, że małżeństwo zaginie jako instytucja. Zresztą właśnie środowiska
homoseksualne w obliczu kryzysu małżeństwa opowiadają się często za małżeństwem
aż do śmierci (co ładnie pokazuje esej Vargasa Llosy w najnowszym numerze
"Krytyki Politycznej").

Wiem, że lubi Pan powoływać się na mądrość
narodu żydowskiego i ludów europejskich. Proszę zauważyć, ze instytucje w
Europie podlegały bardzo głębokim zmianom (rodzina z wielkiej stała się teraz
stosunkowo niewielka, jak powiadają socjologowie - nuklearna, rodzice i dzieci).
Nigdy z wolnością nie było w Europie za dobrze, a jak powiada Bertrand Russell -
"ci, których przerażał totalitaryzm czasów gułagów, nie czuliby się wcale
lepiej w wiekach przeszłych" (cytuję z pamięci).

Jeśli nie ma Pan na
myśli miłości romantycznej, tylko inną — to czemu ma być ona niemożliwa między
homoseksualistami? Odpowiedź, że jest możliwa tylko między mężczyzną a kobietą
wydaje mi się powtórzeniem Pańskiej tezy innymi słowami, a nie jej
uzasadnieniem. Jako żywo, wydaje mi się, że np. między Achillesem a Patroklosem
istniała głęboka, niesprowadzalna wyłącznie do pożądania, miłość, miłość zdolna
do poświęceń itd.

Co zaś tyczy się moich prywatnych doświadczeń, na tym forum
się o nich nigdy nie wypowiadam.
wykluczony   |08.12.2005 14:43:21
Panstwo neutralne swiatopogladowo to fikcja. Neutralnosc swiatopogladowa tez
musi miec jakies swiatopogladowe postawy. Zawsze stajemy przed wyborem jakiegos
systemu wartosci. A co do malzenstwa, jest rzecz jasna, ze zmuszanie do niego
jest rzecz niewlasciwa, zostawmy wiec negatywne zjawiska spoleczne, ktore sie po
prostu zdarzaja, a ktorych nalezy unikac.

Co do wolnosci, nie jestem pewien,
czy dzis jest tak dobrze. Wolnosc - tak jak Pan ja pojmuje - ma swoja cene:
spoleczne wyobcowanie, poczucie anonimowosci, samotnosc.

Prywatne
doswiadczenia sa o tyle wazne, ze stanowia punkt odniesienia dla wiarygodnosci
naszych przekonan. Moj konserwatywny swiatopoglad wynika z tego, co w swoim
zyciu przeszedlem. Nie mam zadnych watpliwosci, ze lewicowo-liberalne stanowisko
funkcjonuje identycznie w Panskim wypadku. Pewne teorie naukowe dzialaja na
korzysc Panskich przekonan tak samo, jak inne na korzysc moich.
thomas  - państwo neutralne światopoglądowo   |08.12.2005 15:37:27
W Polsce to rzeczywiście fikcja. Jeśli Pan chce wątków autobiograficznych, to
jako ateista przeżyłem bardzo wiele nieprzyjemnych chwil.
Ale to nie z powodu
wolności czułem się samotny. Z powodu naruszenia mojej wolności w momencie,
kiedy prawie nikt nie stawał w mojej obronie. I rozumiem dlatego, jak czują się
ludzie dyskryminowani z jakiegokolwiek powodu. To nie wolność im doskwiera,
tylko większość, pewna siebie i zadowolona.
To tyle wątków osobistych, więcej
nie będzie. Argumenty ad personam są bowiem najczęściej argumentami logicznie
wadliwymi, a mówiąc o sobie, umożliwiam argumenty ad personam.

A co do
państwa neutralnego światopoglądowego, to ma Pan okazję podyskutować (choć nie
ze mną), bo bodajże w niedzielę w Warszawie będzie na ten temat dyskusja (chyba
w klubie Le Madame). Informacja jest na stronie lewica.pl.
wykluczony   |08.12.2005 15:50:28
Przez duzo czesc swojego zycia bylem czlowiekiem spoza Kosciola. W liceum mialem
bardzo przykre doswiadczenia z powodu mojego negatywnego wowczas stosunku do
chrzescijanstwa i fascynacji duchowoscia Dalekiego Wschodu. Uchodzilem za
dziwaka. I bardzo dobrze rozumiem ludzi, ktorzy z podobnych przyczyn maja tego
typu doswiadczenia, choc dzis - jako katolik - nie podzielam ich wyborow. Uwazam
natomiast, ze doswiadczenia te nie moga stanowic podstawy do uogolniajacych
opinii na temat chrzescijanstwa i jego spolecznego oddzialywania.
thomas   |08.12.2005 16:41:48
Ach, ja nie czynię mojego doświadczenia podstawą opinii na temat jakiejkolwiek
religii (te opinie miałem ugruntowane wcześniej).
Natomiast mówię o braku
wolności. Religie bywają wrogami wolności, czemu chyba nikt nie zaprzeczy.
wykluczony   |08.12.2005 17:13:17
I tu sie roznimy. Dla mnie wolnosc ma te sama wage, co odpowiedzialnosc,
dojrzalosc, rozwoj czlowieka. Niestety wolnosc czesto wchodzi z wymienionymi
wartosciami w kolizje. W przypadku postulatow lobby gejowskiego jestem o tym
przekonany, ze tak wlasnie jest.

Wracajac do tematu parad stanowia one okazje
do wyrazania agresji oraz nienawisci - oczywiscie w formie
"wysublimowanych", lecz czytelnych dla przecietnego zjadacza chleba
"prowokacji artystycznych" - do Kosciola katolickiego i calej
patriarchalnej kultury zachodniej. To jest druga strona tak zwanej wolnosci.
Jako ateista jest Pan wyczulony wylacznie na zbrodnie czynione przez ludzi
powolujacych sie na wiare oraz religie. Ale w XX wieku mielismy tez takie
opresywnie antyklerykalne i antyreligijne panstwa jak Turcja, Meksyk, Hiszpania,
o ZSRS i Chinach nie wspominajac. Tam mordowano osoby wierzace powolujac sie
dokladnie na te same argumenty, ktorymi sie Pan posilkuje - tez chodzilo o
wolnosc. Moze wiec warto pokusic sie o pewien sceptycyzm wobec rewolucyjnych
propozycji, jakie stoja za haslami wolnosciowymi? Pozdrawiam
thomas  - o wolności   |08.12.2005 18:30:00
Ależ ja się zgodzę, że granicą mojej wolności jest krzywda innych. Natomiast
dojrzałość — cóż to jest dojrzałość? Wieloznaczne pojęcie, bo jeśli dojrzałość
to pożegnanie dziecięcej ciekawości, rezygnacja z twórczej zabawy, to czemu to
ma być wartość? Dojrzałość może być też po prostu umiejętnością bycia podmiotem
moralnym, a u Kanta wiąże się z samodzielnym kierowaniem się własnym rozumem
(czyli jest inną nazwą wolności). Wolność w sensie robienia, czego się chce, bez
patrzenia na konsekwencje dla siebie i dla innych, staje się często
bezwartościowa, bo może prowadzić do krzywdzenia innych. Przez przypadek może
tak nie być, ale to będzie czysty przypadek. Ja przywiązany jestem do tradycji
myśli oświeceniowej, gdzie rozum i wolność to dwie nazwy tego
samego.

Zastanawiam się, na czym opiera się teza, że homoseksualiści są mniej
odpowiedzialni, mniej rozwinięci lub zagrażają dojrzałości. Poza obrazem
"folgowania sobie", który wiele osób po prostu łączy z seksualnością
jako taką, niekoniecznie zaś homoseksualną, niewiele znajduję punktów
zaczepienia.

Nie twierdzę, że religie są jedynymi wrogami wolności. Gdyby tak
było, świat byłby bardzo prosty. Jest znacznie bardziej skomplikowany.
ambrozyhozy  - religie   |09.12.2005 06:51:07
chyba o.Bochenski traktowal marksizm jako kult religijny, wiec w tym kontekscie
wszystkie zbrodnicze ideologie ktore "wykluczony" wymienia w istocie sa
rodzajami para-religii.
spor wyglada na dotyczacy metafizycznych uzasadnien
ludzkiego zywota - zarowno religie jak i zbrodnicze ideologie szukaja sensow
poza czlowiekiem - w bogach, w jakis abstrakcyjnych przyszlych modelach
spolecznych, w narodzie etc.
z drugiej strony mamy wizje antropocentryczna,
szukajaca usensownienia ludzkiego zycia w samym czlowieku.
i jedynym
ograniczeniem dla dzialan jednego czlowieka jest drugi czlowiek. wiec zamiast
rozmow o wartosciach, ideach, moralnosci mamy przymus komunikowania sie i
tworzenia - chwiejnego - kompromisu.
"wykluczony" nie wyjasnil w jaki
sposob homoseksualizm mu zagraza. ja mam zone i dziecko - jakos nie widze
zagrozenia ze nagle pod wplywem "propagandy gejowskiej" zostane gejem. a
w kazdym razie to jest mniej prawdopodobne niz to ze "po bozemu -
heteroseksualnie" zdradze zone. czy mojej zonie robiloby to roznice? chyba
nie - zdrada to zdrada, milosc to milosc. bez zwiazku z plcia.
dla mojego 7dnio
letniego dziecka wytlumaczenie ze gej to pan ktoremu podobaja sie inni panowie a
nie panie bylo wystarczajace i niezrobilo zadnego wrazenia.
dziecko rozumie, a
"wykluczony" ma najwyrazniej problemy…
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 04.12.2005 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.98378 Seconds