> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
odcinek 19 Drukuj
Krzysztof Tomasik   
24.02.2006
SOBOTA-NIEDZIELA 18-19.2.2006

Absurd tygodnia to wydrukowanie w „Rzeczpospolitej” tekstu Teresy Bochwic, która wieszczy, że „Europa stoi nad przepaścią” i pyta dramatycznie: „Czy koniecznie powinna zrobić krok naprzód?”. Jak na polskiego liberała przystało, autorka daje wybór: dekalog albo samozagłada.

Na zielonych stronach „Rzeczpospolitej” poznajemy priorytety IV RP: „Poselski projekt o wspieraniu innowacyjności w gospodarce to 60-75mln zł rocznie. Dotacje na katolickie uczelnie i budowę świątyń to kolejne minimum 100mln zł.”

„Super Express” pisze o decyzji Benedykta XVI, który wezwał do posłuszeństwa betanki z klasztoru w Kazimierzu Dolnym protestujące przeciwko odwołaniu przełożonej. Szczególnie wzruszające są przekonania zakonnic: „Betanki uważają, że do Watykanu nie dotarł list, który wysłały (prosiły o przywrócenie s. Jadwidze funkcji przełożonej), lecz… fałszywka ukazująca je w złym świetle! Dlatego nie mają zamiaru podporządkować się decyzji papieża. Chcą starać się o osobiste widzenie z Benedyktem XVI.” Bo przecież papież jest dobry, tylko zapewne ma złych doradców.

W tym samym „Super Expressie” portret Leszka Millera, który ponoć „tęskni za życiem  parlamentarnym, ale nie wierzy, że wróci do gry”. Clou tekstu to rady Millera, który teraz już wie, „co powinien robić Sojusz, by odzyskać zaufanie wyborców. Przede wszystkim – być wyrazisty w sprawach światopoglądowych”. Miller postuluje neutralność światopoglądową państwa, ale gdy się przeczyta cały tekst, nie ma wątpliwości, że to ciągle ten sam beton: „Trudności  miał też ze wskazaniem wybitnych kobiet w polityce. – Nigdy nie myślałem o kobietach w taki sposób. Kobiety jakoś umykają – przyznał z rozbrajającą szczerością.”

Także „Super Express” retorycznie pyta: „Czy Maria Kaczyńska ukrywa swój wiek?”, po czym wyjaśnia, o co chodzi: „Według oficjalnej biografii, Kaczyńska jest młodsza od swojego małżonka o rok – urodziła się bowiem w 1950 r. Wiadomo też, że studiowała na Uniwersytecie Gdańskim. Ale kiedy to było – tego już się z oficjalnej notki biograficznej nie dowiemy. W wirtualnej encyklopedii czytamy jednak, że naukę na UG rozpoczęła w roku 1961 – czyżby więc rozpoczęła studia jako 11-letnia dziewczynka? Bynajmniej. Koleżanki z roku, do których trafił tygodnik ‘NIE’ zaprzeczają, jakoby Marysia była od nich młodsza – twierdzą, że były równolatkami. Encyklopedia i koleżanki podają też inną, prawdziwą, datę urodzin prezydentowej – jest to rok 1943, co czyni ją o 6 lat starszą od swojego małżonka.” Maria Kaczyńska okazała się więc konsekwentna w przestrzeganiu tradycyjnego modelu związku, w którym to mężczyzna ma być starszy. A jak się trafi inaczej, trzeba udawać, że nic się nie stało.

PONIEDZIAŁEK 20.2.2006

Tygodnik „Wprost” zastanawia się: „Czy ks. Janusz Bielański, jedna z legend krakowskiego Kościoła, to agent SB o pseudonimie Waga?” A my najpierw chcielibyśmy się dowiedzieć, czy Marek Król, legendarny sekretarz Komitetu Centralnego PZPR to agent UB o pseudonimie Rycerz?

Tezy w stylu „Wprost”: Wiesław Kot twierdzi, że najlepsze świadectwo, na jakim poziomie jest polskie kino, to fakt, że „Oscarów, czyli naprawdę wartościowych nagród, dostaliśmy 10. To najkrótsza recenzja naszego kina.” Autor nie zdradza jedynie, dlaczego amerykańskie nagrody mają być jakimkolwiek wyznacznikiem dla Polski. Śmiemy twierdzić, że liczba gdańskich Złotych Lwów dla Francuzów nie obrazuje stanu kina nad Sekwaną.

Wyobrażenie o tym, jak wygląda to, co w Polsce nazywane jest lewicą, daje wywiad z Włodzimierzem Cimoszewiczem w „Dużym Formacie”. Na ścianach domu wiszą czaszki zabitych zwierząt, a eks-marszałek wygłasza przemowy: „A jak został potraktowany zakaz Marszów Równości. Powinien być powodem straszliwej awantury, a nie rechotania, że to tylko gejom i lesbijkom nie pozwoliło się demonstrować. Tym zakazem naruszono fundamentalne dla demokracji prawo obywatelskie – manifestowanie swoich poglądów.” Cimoszewicz nie zdradza oczywiście, gdzie był, kiedy Marszów zakazywano. Mentalnie pewnie już w swojej leśniczówce.

Z cyklu wyznań Jarosława Kaczyńskiego: „Podoba mi się premier Marcinkiewicz.” No cóż, nie to co ładne, ale co się komu podoba.

Nie ma lekko w telewizji publicznej, weźmy takiego Jana Pospieszalskiego, który w swoim talk-show obok tak pasjonujących tematów jak lustracja czy eucharystia, na rękę musi też czasem zrobić program, np. o książkach. Prowadzący nudzi się wtedy wyraźnie, bo cóż można zrobić poza słuchaniem, jak ludzie pióra dyskutują na różne tematy literackie – od Sasa do Lasa. Nie można nawet włączyć publiczności, by udowodnić własną tezę, bo i po co? Nie pozostaje nic innego jak w materiale filmowym zaprezentować księgarenkę Frondy i przypilnować, by kamera co jakiś czas pokazywała stosik książek w studiu, tam już zadba się, by leżała odpowiednia literatura: najnowsze dzieło Waldemara Łysiaka, pisma kardynała Ratzingera, „Gułag”, a dla niepoznaki także coś lżejszego, powiedzmy Wharton.     

WTOREK 21.2.2006

„Gazeta Wyborcza” pisze o odwołaniu przez rektora UMCS wystawy „Tiszert dla wolności” podczas festiwalu „Prawa człowieka w filmie”. Nie wiedzieć czemu dziennik poświęca miejsce przede wszystkim na prezentację stanowiska metropolity lubelskiego abp. Józefa Życińskiego i ks. Mieczysława Puzewicza, choć nie oni są organizatorami imprezy, nawet nie prezentują na zdjęciach koszulek z ponoć kontrowersyjnymi hasłami. Życiński dzieli się swoimi głębokimi przemyśleniami: „Zabicie dziecka nigdy nie może być powodem do dumy.” Świecka racja, ale co to ma wspólnego z koszulkami? Bogini raczy wiedzieć.   
   
ŚRODA 22.2.2006

Jak podaje portal „Press”, przestaje ukazywać się dziennik „Nowy Dzień”, jutro wyjdzie jego ostatni numer. Liczymy, że powodem niskiej sprzedaży nie był fakt, że tak rzadko pisaliśmy o dzienniku Agory w naszej rubryce. Zastanawia jednak, że firmie, której sztandarowy produkt aspiruje, by sprawować rząd dusz szkoda pieniędzy na dodatek kulturalny, a ogromne sumy przeznacza na tabloid.

W „Polityce” Jan Rokita przewiduje, co będzie w Polsce z lewicą: „Nie wykluczam też, że w przyszłości na gruzach PiS powstanie lewicowa partia, która sprzymierzy się w jednym ugrupowaniu z Samoobroną. Lewica więc będzie, ale taka, jaka jest w Polsce możliwa, a więc nie walcząca z katolicyzmem i Kościołem, nie wysuwająca na czoło programu kwestii gejów, lesbijek i skrajnego feminizmu, budująca natomiast swoje wpływy na radykalnie sformułowanych hasłach państwa socjalnego.”

„Super Express” opisuje pozytywne aspekty trzeciej ożeniaczki: „Teraz Ludwik Dorn to prawdziwy elegant – nosi dobrze skrojone garnitury, do których ma idealnie dopasowane dodatki. Zamienił nawet ciężkie i nieforemne rogowe okulary na eleganckie i cienkie! Wygląda na to, że niedawno poślubiona (trzecia już) żona dba o ministra. I oby tak dalej.” Tabloid nie zdradza jedynie, czy trzecia żona ma tak zbawienne działanie w każdym przypadku czy jedynie u posłów prawicy.

CZWARTEK 23.2.2006

W „Ozonie” związki rodzinne ponad wszystko. Gdy z funkcji zastępcy redaktora naczelnego odszedł Tomasz Terlikowski, poleciała też jego żona. Teraz wywiady przeprowadza Jan Pospieszalski, ale wbrew pozorom zmieniło się niewiele, dobór osób i same rozmowy są tak samo nudne.

A w ogóle to czeka nas chyba kolejna metamorfoza „Ozonu”, raczej w stronę pisma o kulinariach, skoro zamawiając prenumeratę tygodnika, można dostać takie książki jak „Przysmaki papieży i prałatów” i „Tajemnice kościelnych kuchni”.

PIĄTEK  24.2.2006

Pierwszy dzień bez „Nowego Dnia”. Smutno.
Komentarze
Dodaj nowy
artur   |26.02.2006 11:55:03
Co do wypowiedzi Rokity w Polityce, to niezmiernie mi przykro, ale wsyztkie
znaki na niebie i ziemi pokazują, że w najbliższym czasie lewica odpowiadająca
waszym normom "czystości" nie ma szans na artykułowanie swoich problemów
w parlamencie. I tak naprawdę chyba o tym wiecie. Żyjemy w Polsce. Czasami
trzeba takie banały przypominać. Podobnie jak to, że Anglia jest wyspą.
zielony   |26.02.2006 13:34:55
konserwatyści "zamartwiający się" o lewą stronę sceny politycznej nie
mogą przyjąć do wiadomości że lewicy walczącej z katolicyzmem i Kościołem,
wysuwającej na czoło programu kwestię gejów, lesbijek i skrajnego feminizmu w
Polsce w ogóle nie ma. Jest lewica wysuwająca postulaty neutralności
światopoglądowej państwa i kilka jej pochodnych, m. in. walki z homofobią. I
taka lewica przędzej czy później w parlamencie sie znajdzie, postępu się nie
cofnie ;-)

a co do banałów, Anglia nie jest wyspą. Jest krajem, położonym na
wyspach brytyjskich, na których leżą też m. in. Szkocja i Walia. przykro mi
artur   |26.02.2006 14:13:40
W kwestii Anglii. Jest to nawiązanie do słów pewnego angielskiego historyka.
Wydawało mi się, że na tyle rozpoznawalne, że nie muszę się tłumaczyć z braku
desygnatu. No ale zielony zdekonstruował to znakomicie i ze znawstwem. Tu nie
chodzi o treść, lecz o pewną formułę. "Jest lewica wysuwająca postulaty
neutralności światopoglądowej państwa i kilka jej pochodnych, m. in. walki z
homofobią. I taka lewica przędzej czy później w parlamencie sie znajdzie,
postępu się nie cofnie ;-) " Zamartwiający się konserwatysta nie ma zamiaru
zatrzymywać postępu (w zalezności od tego, jak go rozumieć). Opis lewicy
przywołany powyżej świadczy tylko o tym, że tej lewicy…nie ma. Jesli już to w
postaci rozproszonej, jak mąk na blacie, na którym lepi się pierogi. Tylko
konsumenci zachwycają się farszem…Tak mi przykro

artur   |26.02.2006 14:14:15
mąka oczywiście
Miko   |26.02.2006 22:39:47
He he, to już jakby przestarzałe informacje bo:

"Statystycy Komisji
Europejskiej uznali, że Wielka Brytania nie jest wyspą. Jak podał dziennik
"Daily Telegraph", urzędnicy postanowili bowiem, że wyspa nie może mieć
mniej niż 50 stałych mieszkańców, nie może być połączona z lądem stałym trwałą
budowlą, nie może być dalej niż kilometr od lądu stałego i nie może się na niej
znajdować stolica państwa członkowskiego UE. Zdaniem niektórych KE wprowadziła
tę definicję, ponieważ w związku z powiększeniem Unii zamierza zmniejszyć pomoc,
jaką otrzymują niektóre społeczności wyspiarskie."

Ja osobiście odebrałem
tę wypowiedź Rokity tak, że jedyna lewica jaka mu pasuje to ta, która nie jest
lewicą (wobec czego ma w czym wybierać…). Poza tym, używanie pojęć lewicy i
prawicy w polskich warunkach jest tylko zaciemnianiem faktów- działanie partii u
nas nie ma nic wspólnego z poglądami.
wykluczony   |27.02.2006 08:45:22
zielony, to co nazywasz postepem jest cofaniem sie do tylu. W naturze czlowieka
mieszcza sie takie zjawiska jak: wzrost, rozwoj, dojrzewanie. Kiedy napotykam na
postulaty wspolczesnej lewicy, kiedy obserwuje tzw. marsze rownosci, to widze
tylko jedna, wielka afirmacje niedojrzalosci w mysl znanego hasla: "robta co
chceta".
jacek   |27.02.2006 11:34:32
kiedy czytam takie wypowiedzi jak ta powyżej to się bardzo poważnie
martwię.

spróbuj, drogi wykluczony, rozszerzyć perspektywę, to zobaczysz, że
marsze równości ani nie są niedojrzałe, ani nie są istotą lewicy. ugh, znowu
trzeba banały przypominać.
wykluczony   |27.02.2006 12:00:00
Za niedojrzalosc uwazam tzw. prawa seksualne i reprodukcyjne. Dojrzewanie polega
na tym, ze - uzwajac terminologii Freuda - zasada przyjemnosci jest wypierana
przez zasade rzeczywistosci. I to wszystko.
jacek   |27.02.2006 12:26:29
ja uważam za niedojrzałość wpychanie się innym ludziom do łóżek i
macic.

znaczy co jest dojrzałe w przeciwieństwie do praw seksualnych i
reprodukcyjnych?
wykluczony   |27.02.2006 12:56:42
a ja uwazam za niedojrzalosc rozczulanie sie nad soba, a zwlaszcza
koncentrowanie sie nad wlasnymi problemami seksualnymi, i czynienia z nich
problemu spoleczno-politycznego
jacek   |27.02.2006 13:02:59
tej, prosiłem już Cię o szersze spojrzenie. nie idzie o problemy seksualne, albo
inaczej - chodzi o to, żeby to, co teraz problemem jest, nie było już problemem.


to po pierwsze, a po drugie, chodzi o to, że, jak nadmienił mój przedówca
zielony, kwestia praw reprodukcyjnych i seksualnych wynika z innych, bardziej
fundamentalnych wartości wyznanwanych przez lewicę. mogę parę wymienić:
neutralność światopoglądowa państwa, równość wobec prawa, zakaz dyskryminacji
mniejszości.
wykluczony   |27.02.2006 13:15:00
Nie ma czegos takiego, jak neutralnosc swiatopogladowa panstwa. Przekonanie o
tym, ze homoseksualizm nalezy traktowac jako rownoprawna wobec malzenstwa forme
relacji miedzyludzkiej tez jest okreslonym swiatopogladem. To jest pewnego
rodzaju strategia, zeby przeciwnika nawyzywac od "faszystow", podobnie
jak strona przeciwna uzywa okreslenia "pedaly".
jacek   |27.02.2006 13:31:56
jakiejś absolutnej neutralności pewnie nie ma. chodzi o to, żeby była
największa, jak to możliwe, kłania się tu banalna formuła, że wszystko wolno,
dopóki nie szkodzi to komu innemu. dyskryminacja homoseksualistów tę zasadę
narusza - małżeństwo homo nie szkodzi nikomu, a jego zakaz to wyraz ideologii,
która twierdzi, że jest niemoralne, czy co tam jeszcze.

pominęliśmy
tymczasem prawa reprodukcyjne - co masz przeciwko nim? to przekonam Cię, że nie
ma się co bać :)
wykluczony   |27.02.2006 14:02:54
Prawa reprodukcyjne - prawo do "usuniecia plodu", gdy tymczasem istnieje
przynajmniej hipoteza, ze jest to czlowiek. Chodzi wiec tu o prawa, w ramach
ktorych miesci sie przywolenia na zabicie czlowieka.

Co do homoseksualizm nie
bede powtarzal opinii, ktore tu byly prezentowane wielokrotnie.
jacek   |27.02.2006 14:10:22
tja, ale tez istnieje hipoteza, a nawet coś wiecej, ze to nie człowiek i wiele
argumentów za dozwoleniem aborcji. no ale racja, że nie ma co powtarzać tych
argumentów.

tyle, że nie ma co mówić, że to wyraz niedojrzałości, jak
doskonale wiesz, że nie o to chodzi.
wykluczony   |27.02.2006 14:13:08
Jsli chodzi o hasla w rodzaju "niech nas zobacza i albo "precz od mojego
brzucha" to jest to - w moim przekonaniu - objaw niedojrzalosci.
jacek   |27.02.2006 14:21:19
ok, czyli chodzi o konkretne hasła i akcje, a nie o całą ideę. mnie się wydaje,
że hasła stają się poważnym problemem społecznym nie same w sobie, a ze względu
na wzbudzane kontrowersje. albo inaczej: to kontrowersje są problemem, a nie
hasła. idealną sytuacją, z czym pewnie zgodziliby się organizatorzy i
organizatorki ww. haseł, byłoby, gdyby (1) nie były potrzebne, (2) ich
upubliczniania nie powodowałyby problemów.
wykluczony   |27.02.2006 14:28:26
Problemem jest roszczeniowa - a wiec niedojrzala - postawa wobec rzeczywistosci,
ktorej te hasla sa sa przejawem. Nie twierdze, ze sprawy zwiazane z
homoseksualizmem badz z tak zwanymi "niechcianymi" ciazami sa
bezproblemowe. Chodzi o to, ze roszczeniowosc w takich sytuacjach nie moze
wyznaczac torow decyzjom politycznym.
wykluczony   |27.02.2006 14:31:34
"tja, ale tez istnieje hipoteza, a nawet coś wiecej, ze to nie człowiek i
wiele argumentów za dozwoleniem aborcji. "

Wiesz, na tej zasadzie mozna
skonstruowac nie jedna teorie stwierdzajaca, ze nie jestes czlowiekiem, wiec
jesli komus przeszkadzasz mozna Cie usunac. Definicje czlowieka mozna mnozyc -
mozna wiec stworzyc i taka, pod ktora sie nie zalapiesz, i wtedy bedziesz mial
problem.
jacek   |27.02.2006 14:33:41
ja tu jakoś roszczeniowości nie widzę, chyba że na tej samej zasadzie, na jakiej
np. przyznanie praw wyborczych kobietom było wyrazem ich postawy roszczeniowej.


Hasła miały być chwytliwe i zwrócić uwagę społeczeństwa na problemy. Jakoś
tak jest, że ludzie, którzy są dobrzy w organizowaniu hapeningów, niekoniecznie
muszą nadawac się do rządzenia.
jacek   |27.02.2006 14:39:45
aha, prawa reprodukcyjne to zdaje się nie tylko aborcja, ale też np. edukacja
seksualna (">nie< demoralizacji młodzieży"), dostęp do środków
antykoncepcyjnych ("seks to nie choroba"), dobre traktowanie rodzacych
("musi boleć!"), itd.
jacek   |27.02.2006 14:43:52
"na tej zasadzie mozna skonstruowac nie jedna teorie"

pewnie, można
też skonstruować taka, wg której pies też człowiek, tylko co z tego.

w
kwestiach naukowych to ja bym raczej za nauką, niż za religią szedł.
wykluczony   |27.02.2006 14:59:29
dzisiaj nauka mowi, ze jestes czlowiekiem, jutro ze nie - czy Twoja wiara w
nauke nie jest zbyt pochopna?
jacek   |27.02.2006 15:02:56
ej no, bez takich, to argument na poziomie "gagarin był w niebie a tam nie
ma Boga"
wykluczony   |27.02.2006 15:06:51
nie nie, kolego, plod to ja widzialem dzieki USG, i zaden zideologizowany
konowal mieniacy sie uczonym nie wmowi mi, ze to nie jest czlowiek
jacek   |27.02.2006 15:07:43
no dobra, nauka ostatecznej odpowiedzi na pytanie: "czy embrion to
człowiek" jeszcze nie dała i pewnie nie da nigdy, bo to problem semantyczny
się na pewnym poziomie staje (tak jak z tym żołędziem, co go ktoś tam pokazał w
programie pana Pospieszalskiego). ale tymczasem z dużą dozą pewnosci mówi nauka,
że do wykształcenia się mózgu embrion żadnej świadomości, bólu, ani w ogóle nic
nie odczuwa.

z drugiej strony są matki i ich tragiczne tragedie. myślę, że
uznanie, że "embrion też człowiek, żadnej aborcji" jest co najmniej
bardzo pochopne i nieczułe.
wykluczony   |27.02.2006 15:14:44
o, i tu sie z Toba zgodze. Tak jak pisalem wyzej, istnieja matki i ich tragedia,
co zmienia faktu, ze panstwo powinno pomoc i matce i dziecku, gdyz najwieksza
tragedia - jesli nawet nie uznamy plodu za czlowieka (co na podstawie moich
obserwacji jest jaka koszmarna niedorzecznoscia) - jest przerwanie tego
naturalnego procesu, jakim jest powstawanie nowego zycia.
artur  - Errata do powyższego sporu   |27.02.2006 15:16:11
jeszcze raz w kwestii lewicowego credo i zasad go tworzących - soryy, ale to
jest liberalna frazeologia daleko posunięta; jesli zaś chodzi o czynienie
nie-problemu z problemu (co stanowi jakiś meta-cel tej domniemanje lewicy) to
odsyłam do skądinąd lewicowego intelektualisty Leszka Kołakowskiego i jego
przestróg na temat braku tabu, bądź ciągłego przesuwania granic w kulturze
europejskiej. Kultura bez tabu to kultura martwa. Wy to nazywacie anty-kulturą.
artur   |27.02.2006 15:19:44
embrion czy człowiek - problem semantyczny: proszę o wyjasnienie
jacek   |27.02.2006 15:37:45
"najwieksza tragedia (…) jest przerwanie tego naturalnego
procesu"

myślę, że to właśnie powinniśmy zostawić do rozważenia
(niedoszłym) matkom

embrion czy człowiek - problem semantyczny - zaraz się
tym zajmę, tylko teraz nie mam czasu

jacek   |27.02.2006 15:44:24
szybciutko: w pewnym momencie obie strony powiedzą co miały do powiedzenia, nikt
nikogo nie przekona no i po prostemu każdy co innego uznaje za człowieka. o to
mi idzie, że każdy człowieka inaczej by opisał w słowniku.
Miko   |28.02.2006 01:08:03
To nawet zabawne, co może wynikać z pomieszania ról ego i superego, kiedy
przytaczany jest Freud jako teoretyk dojrzewania. Wychodzi z tego, że im
bardziej człowiek wypiera popędy ("roszczenia") tym bardziej jest
dojrzały, a jak już wyprze je wszystkie to staje się istotą dojrzałości.
Ponieważ, w tym arcy-ciekawym zestawieniu, "dojrzałość"=dobro, to taki
człowiek staje się "istotą dobra", no a to już jest pójście dalej nawet
niż pelagianizm w psychologizującej mieszance chrześcijaństwa (bo akurat taka
wizja "dojrzałości" widnieje w rzymskokatolickim wydaniu
chrześcijaństwa).

Nie widziałem nigdzie u Freuda jednoznacznego rozwiązania
dylematu wolność-bezpieczeństwo na korzyść bezpieczeństwa. Prawdę powiedziawszy,
już samo wyjście w rozważaniach nad "uczuciem oceanicznym" z punktu
krytyki religii (bez znaczenia jakiej) jako ucieleśnienia kultury, która jest
źródłem cierpień, pokazuje że rezultatem jego rozważań nie może być jednoznaczna
pochwała superego (którego wykluczony jest takim miłośnikiem).

Spróbuj
rozszerzyć swoją perspektywę i zadać sobie pytanie czy dojrzałość we wszystkich
sytuacjach jest czymś "dobrym". Spróbuj zadać sobie pytanie co JEST
"dobre" i DLACZEGO jest dobre, to perspektywa nagle rzeczywiście stanie
się rozległa.

Zgodnie z tym co piszesz- Kościół rzymsko-katolicki jest
niedojrzały, bo, przynajmniej, od czasów Soboru Nicejskiego GŁÓWNYM i
zasadniczym tematem rozważań Ojców Kościoła i synodów była redystrybucja seksu-
kto może? Ile może? Kiedy może? Za ile może? (to były bardzo poważne tematy prac
na średniowiecznych uniwersytetach, które było-nie-było stanowiły agendy
kościelne).
Dochodzimy tu do absurdu- niedojrzałością jest samo myślenie o
seksie uprawiane przez instytucję religii, czyli kultury, czyli
dojrzałości.

Przypomina mi to pewną anegdotę. Moją siostrę, która przez rok
pracowała na Sri Lance, ubawiła wypowiedź jednego z ministrów obecnego rządu, że
buddyzm jest religią rozpasanych seksualnie barbarzyńców (bo rzekomo bóstwa
ganiają z fallusami na wierzchu).
Ergo, nie-barbarzyńcą, kimś cywilizowanym
jest ktoś, kto potrafi bardziej pokonać popęd seksualny. No więc, zapraszamy na
Sri Lankę, na pokaz tego jak wykluczany jest z życia społecznego mężczyzna lub
kobieta, który dopuści się seksu przedmałżeńskiego (w przypadku kobiet, w grę
wchodzi kamienowanie). Dzikusy? Stosując takie hierarchie wychodzi na to, że
Azjaci, spojrzawszy na katolików uprawiających seks przedmałżeński w gumkach,
powinni uznać permisywizm seksualny wśród katolików za objaw skrajnego
barbarzyństwa. Już widzę ryk oburzenia naszego świętego społeczeństwa
spowodowany wprowadzeniem zakazu używania prezerwatyw. Przecież zabraniamy
aborcji dlatego, że to "niedojrzałe". Czyż ostoja "dojrzałości"
nie zakazuje w swoich przykazaniach używania prezerwatyw? Czy nie jest to taki
sam grzech jak aborcja? JEST! Gdyby tu chodziło o konsekwentne wypełnianie
jakiegoś SYSTEMU WARTOŚCI (co to jest "system" wartości?) to taki zakaz
powinien obowiązywać. Inaczej to jest hipokryzja.

Gdzie leży praktyka? Ano w
tym, że ŻADEN człowiek nie jest w stanie postępować w pełni koherentnie z jakimś
niekolidującym z samym sobą "systemem" wartości. Jeśli tak, to
absolutyzowanie poglądu w powyższych kwestiach nie ma sensu, bo wtedy powinny
obowiązywać wszystkie i we wszystkich przypadkach- gwałtu, albo naukowej zbrodni
(!) jaką byłoby przymusowe doprowadzenie do ciąży mężczyzny. Taki mężczyzna
musiałby urodzić, grzech się dokonał, a on nie ma prawa do roszczeń, bo musi je
wyprzeć. Natura została zbrukana, ale natura musi być zbrukana, po to żeby
zachowana była spójność "systemu" wartości, który służy temu żeby natura
nie była zbrukana. Absurd.

Cała tradycja religii (aż od antycznej Grecji, z
pominięciem judaizmu, ale chrześcijaństwo w tym przypadku czerpie akurat z
Grecji, bo judaizm nie zna pojęcia "duszy") stoi za tym, że embrion to
nie jest człowiek i to w sposób idący ZNACZNIE dalej niż lewica- człowiekiem
trzeba się urodzić, bo człowiek to istota, która ma duszę. Tylko istota
narodzona ma duszę, bo "dusza" to inaczej "pneuma", pneuma to
inaczej "oddech". Nic, co nie wzięło pierwszego oddechu, nie jest
częścią tego świata, nie ma duszy.

To jest dokładnie to uzasadnienie, które
jest w Makbecie odnośnie "męża zrodzonego z kobiety" i ono było
popularne, bo Szekspir w istocie rzeczy był autorem zabawiającym lud i
odwołującym się do jego wizji świata.
Miko   |28.02.2006 01:11:05
A, jeszcze jedno odnośnie tego pytania o dojrzałość w każdej sytuacji-
skonfrontuj to z antropologicznym rozumieniem czasu karnawału i skojarz z
pojęciem "parady".

Niewątpliwie parady służą zachowaniu porządku
społecznego poprzez zapobieganie otwartej konfrontacji fizycznej.
wykluczony   |28.02.2006 09:20:08
Miko, wszystko Ci sie pomieszalo. Zasada rzeczywistosci oznacza zdolnosc do
podejmowania walki. Bo dojrzale zycie to walka z rozmaitymi przeciwnosciami:
brakiem kasy, brakiem mieszkania, brakiem porozumienia z innymi ludzmi.
Niedojrzalosc to pojscie za zasada przyjemnosci, czyli obrazanie sie na
rzeczywistosc. Wracajac do walki, mozna ona dotyczyc rowniez chorob: raka,
homoseksualizmu. Oczywiscie walka taka moze byc przegrana, bo rak moze sie
okazac nieuleczalny, podobnie jak sklonnosc homoseksualna nie do
przezwyciezenia. Tym niemniej pogodzenie sie z rakiem, ze smiercia takze jest
walka, ale nie oznacza to przeciez afrimacji smiertlenej choroby. Podobnie jest
z homoseksualizmem - dla wielu osob, ktore maja te sklonnosc, jest ona nie do
przezywciezenia, ale przeciez nie jest do powod do jej afirmacji. Tak wiec nie o
zaden hiperpelagianizm tu chodzi, lecz o realizm.

Co do kwestii tego, od
kiedy zaczyna sie czlowiek, to stanowisko Kosciola w tym wypadku posilkuje sie
osiagnieciami nauki. Mozliwosci jakie daje chociazby USG przynajmniej nakazuje
postawic pytanie: czy embrion aby na pewno nie jest czlowiekiem?
thomas  - walka z przeciwnościami…   |28.02.2006 10:53:01
"Niedojrzałość to pójście za zasadą przyjemności, czyli obrażanie się na
rzeczywistość".

Nie wiem, jaką wykluczony ma wizję związków intymnych,
ale jest ona niezwiązana z rzeczywistością. W jakim rzeczywistym świecie każdy
chce kochać się z każdym? To nie jest tak, że można zawsze kochać się z każdym,
bo każdy zaraz i bez żadnych warunków się zgodzi. Tak nigdy nie jest i nigdy nie
było; nawet pójście drogą rozpustnika wcale nie jest wyborem łatwiejszym, gdyby
to oceniać w kategoriach trudności i wyrzeczeń.

Weźmy sobie pamiętniki
Casanovy. Ileż w nich walk z przeciwnościami! Ile trudu zadaje sobie Casanova,
aby zaskarbiać serca kobiet, które spotyka, jak wiele się uczy, aby — w
przeciwieństwie do ich dotychczasowych partnerów — sprawić im prawdziwą
rozkosz, odpowiedzieć na ich potrzeby. Jeśli powiemy, że to wszystko jest
proste, to ja już nie wiem, co to jest walka z przeciwnościami.

Casanova był
realistą, czego dowodzą jego pamiętniki. Był uwodzicielem, ale to nie znaczyło
jakiegoś kompletnego skapcanienia czy bycia rozlazłym obibokiem.
Przeciwnie.

A przechodząc do przykładów mniej historycznych — jeśli ktoś nie
zna tego z własnego doświadczenia, to niech zajrzy do literatury: historie
miłosne to historie walki z przeciwnościami, zdobywanie miłości to jeden z
podstawowych motywów literatury europejskiej. I z pewnością wysiłek i trudność,
które leżą w zdobyciu miłości, nie jest mniejszy od wysiłku, który wiąże się z
pozostaniem "w czystości".

Ba, współczesne badania socjologiczne
dowodzą, że ludzie bardzo wstydzą się bycia prawiczkami i dziewicami, nie
potrafią radzić sobie ze swoją seksualnością, nie potrafią odpowiadać na
potrzeby innych, nawet zakochujących się w nich ludzi. Rosnąca w Europie liczba
osób samotnych, które nie potrafią dokonać inicjacji seksualnej, ale nie
dlatego, że nie chcą, ale dlatego, że nie wiedzą jak i się tego wstydzą, nie
stanowi bynajmniej świadectwa rosnącej dojrzałości Europejczyków. Raczej
niedojrzałości, gdyż zamiast przyznać przed sobą, że muszą się czegoś nauczyć
(tak jak Casanova musiał się uczyć rozumieć płeć piękną…), użalają się nad
sobą.

Tak więc walka o edukację seksualną jest raczej walką o dojrzałość
ludzką.
wykluczony   |28.02.2006 11:01:26
Ludzie wstydza sie, ze sa prawiczkami dlatego, ze taka "wyzwolona"
obyczajowosc wspolczesna uwaza to za obciach.
thomas   |28.02.2006 11:36:36
skąd wiesz, że dlatego?

zresztą wyobraź sobie czterdziestolatka, który cały
czas żyje z mamą i ewentualnie kotem, ale nie potrafił nigdy wyrazić miłości
wobec kobiety, którą kochał, i jest przez to frustratem

czy uważasz, że jego
nieszczęście jest tylko pochodną "wyzwolonej" obyczajowości
współczesnej?

bzdura, zdaniem psychologów ewolucyjnych to raczej pochodna
udomowienia samców Homo sapiens, którzy zamiast mieć inicjatywę, jak aktywne
samce alfa, starają się działać zgodnie z wzorcami kulturowymi.

A więc
bezradność owego czterdziestolatka jest wzorem wyuczonym. Kulturowym.
Współczesnym.
wykluczony   |28.02.2006 11:49:16
Ale Ty mowisz o jakiejs mniejszosci, a ja mowie o zjawisku pokoleniowym. Wszyscy
moi koledzy wlacznie ze mna od mniej wiecej wieku licealnego chcieli
funkcjonowac jako chlopaki "z jajamico to "rozprawiczenie" maja juz
za soba.
jacek   |28.02.2006 11:59:48
pogląd, że homoseksualizm to choroba, zapewne też jest naukowy?

albo weźmy
takiego majkela dżeksona, urodził się strasznie upośledzony - był Murzynem. na
szczęście nie pogodził się z tą straszną chorobą i rozpoczął walkę, i teraz jest
już prawie zdrowym, białym człowiekiem :))
wykluczony   |28.02.2006 12:06:33
Jacku, masz jakis problem? Bo wydaje mi sie, ze tak, skoro insynuujesz mi
poglady rasistowskie. Wiesz - a propos homoseksualizmu - osoby pragnace popelnic
samobojstwo tez nikomu nie szkodza, wiec zapewne w ramach "wolnego
wyboru" nalezy ich zachecac do realizacji swoich zamierzen i pomagac w
realizacji swojego pragnienia.
thomas   |28.02.2006 12:13:55
a myślisz, że to zjawisko "pokoleniowe" nie występowało wcześniej?
wykluczony   |28.02.2006 12:17:43
Pewnie wystepowalo, tyle ze byly instytucje i autorytety o charakterze
konfrontacyjnym w tych sprawach (szkola, Kosciol, a przede wszystkim rodzice).
Dla mnie i mojego pokolenia nie bylo juz zadnych instytucji i autorytetow, byla
za to "luzacka" kultura masowa zachecajaca do "r…chania".
jacek   |28.02.2006 12:40:17
wykluczony, otwieram Ci oczy, że homofobia jest równie zła jak rasizm.
wykluczony   |28.02.2006 12:56:51
1. zalezy co rozumiemy pod pojeciem homofobia, 2. znacznie grozniejsza od
homofobii jest demoralizacja nieletnich np. uwodzenie ich przez doroslych
homoseksualistow
artur   |28.02.2006 13:05:06
widzę, że koledzy rzucili się na wykluczonego za wszelką cenę chcąc - nawet
drogą insynuacji - udowodnić swoje tezy. Zaraz pewnie powołacie się na rezolucję
Parlamentu Europejskiego i zamkniecie nam usta. Bo przecież tak w Europie
powiedzieli. Wbrew pozorom nie jesteście tacy otwarci, jak wam się wydaje. Wasza
perspektywa otwarcia zamyka się na i tak z trudnością identyfikowalnych
opłotkach Europy. A Europy moi mili w swoich kulturowych przemianach, a niekiedy
ekscesach stał się już dawno - czego zdajecie się nie zauważać - wyjątkiem a nie
regułą. Trzymaj się wykluczony!!!
artur   |28.02.2006 13:17:33
http://www.da-delfin.org/files/tokfm_rozmowa_03.06 .2005.mp3
To taki mały
przykład ciekawej rozmowy red. Żakowskiego z autorem głośnego swego czasu
artykułu w GW ks. Dariuszem Oko na temat homoseksualizmu, ładnie obrazujące
pewną rzecz. To nie promocja zachowań homoseksualnych i ich próba
równouprawnienia ze związkami heteroseksualnymi jest tak naprawdę najbardziej
szkodliwa społecznie, lecz tzw. neutralność światopoglądowa i bezstronność - w
tym przypadku dziennikarska - które stanowią płaszczyk ideologiczny dla bardzo
wyraźnych postulatów. Pomieszanie między homo i hetero w sprawie społecznej
oceny małżeństwa (po co geje i lesbijki tak do tego dążą?) oraz adopcji dzieci i
w ogóle chęci ich wychowania prowadzi mnie do - być może bardzo ryzykownego -
wniosku. Europa jest chora i to poważnie.
jacek   |28.02.2006 13:23:20
1. To samo, co pod pojęciem rasizm, tylko podstawiamy homoseksualistę w miejsce
nielubianej rasy

2. Czy uwodzenie dzieci przez dorosłych homoseksualistów
jest groźniejsze od uwodzenia przez dorosłych hetero?
wykluczony   |28.02.2006 13:38:13
ad. 1 Podobnie mozemy mowic o "rakofobii". Ten, kto nie chce chorowac na
raka jest "rakofobem".

ad. 2 to nie ma wiekszego znaczenia, fakty sa
takie, ze homoseksualisci potrzebuja mlodego miesa - hoimoseksualizm z istoty
rzeczy przeczy reprodukcji - wiec szukaja go wsrod nieletnich
jacek   |28.02.2006 14:09:18
1. czyli homofobia to wg Ciebie obawa przed zachorowaniem na homoseksualizm?
infekcja homoprątkami? bez obaw, to nie jest zaraźliwe! jeśli nie jesteś
homoseksualistą teraz, to pewnie już nie będziesz!

2. pomylił Ci się
homoseksualizm z pedofilią. to pedofilia jest pociągiem seksualnym do dzieci,
homoseksualizm to pociąg seksualny do osób tej samej płci. skoro myślałeś, że
homoseksualizm to pedofilia, to nie dziwię się, że byłeś przeciw!
Miko   |28.02.2006 14:22:49
Nic mi się nie pomieszało. "Zasada rzeczywistości" to zdolność do
osiągnięcia możliwie satysfakcjonującej sublimacji, a nie do wyparcia, bo
wyparcie prowadzi do neurotyzmu (np. ktoś ma popęd homoseksualny, bardzo chce go
zrealizować i jednocześnie bardzo tym gardzi), w skrajnych przypadkach do
rozpadu osobowości w skutek kumulacji nierozwiązanych napięć i konfuzji co do
tego, co jest w końcu celem.

Zupełnie nie wiem w jaki sposób homoseksualiści
się obrazili na rzeczywistość- realizują swoje cele. Jeśli jest ktoś, kto się
obraził na rzeczywistość, to ludzie którzy nie są w stanie zrozumieć, że na tym
polega natura gejów i usilnie coś z tym próbują zrobić (np. mówić: "Hej,
chłopaki! To nie jest wasz cel! Ja nie jestem gejem, ale wiem jakie są wasze
PRAWDZIWE potrzeby").
Jeśli w Polsce jest jakaś wysoka podaż czegoś, to na
pewno domorosłych specjalistów od bycia gejem. Wszyscy twierdzą że
homoseksualizm to choroba, że mają na nią lekarstwo, tylko nie wiedzą jakie są
jej przyczyny (ciekawe więc skąd wiedzą jak
"leczyć"?).

Homoseksualizm jest problemem tylko dla ludzi, u których
wzbudzono poczucie winy, niespecjalnie trudząc się przy tym żeby podać powody.
"Bo Bogu się to niepodoba". Sęk w tym, że są ludzie, którzy nie uznają
tego zestawu moralnego. Pomijając wątek skąd akurat niektórzy ludzie wiedzą co
się Bogu podoba a co nie, trzeba zauważyć że chrześcijaństwo jest prostszym
zestawem zasad niż niektórzy uważają. Po pierwsze- wszyscy ludzie niezależnie co
by robili zawsze są grzesznikami. Po drugie- w swoich oczach wszyscy ludzie są
równie grzeszni. Po trzecie- wystarczy wierzyć w Jezusa żeby wszystkie grzechy
były anulowane.

I tyle. Ludzie to wszystko strasznie komplikują, próbują
sobie wzajemnie insynuować, że jedni są lepsi, drudzy gorsi, że jak tylko się
postarają to mogą być bez grzechu (pelagianizm) i tym samym jeszcze bardziej
grzeszą… w koło Macieju, bo komuś się wydało, że jest mądrzejszy od
innych.

To, że każdy dokonuje autoafirmacji jest raczej oczywiste (nie
spotkałem jeszcze człowieka, który głosiłby że jest gorszy od innych i
rzeczywiście mu o to chodziło- a nie o zwyczajną kokieterię).

Co do
embrionów, to że jest USG nie wnosi więcej niż to, że są teleskopy. To że się
coś WIDZI nie znaczy, że zna się tego naturę.

Ponadto, to że jakaś hipoteza
jest po prostu stawiana nie znaczy nic więcej niż że taka hipoteza jest
stawiana. Ja stawiam hipotezę, że istnieją niebieskie rubiny, ale to nie znaczy,
że to coś zmienia w rzeczywistości. Co więcej, nawet jeśli znajdę niebieski
rubin to jeszcze nic mi nie mówi o naturze rubinów. Nie odrzucam wtedy, że
niebieskość jest częścią natury rubinów, ale nie mogę powiedzieć że to JEST
część natury rubinów. Jest to prawidłowość, ale nie prawda jako taka.

W
wielkim skrócie prezentuje się to tak- patrząc na to, co wydaje mi się
człowiekiem nie mogę powiedzieć "taki jest właśnie człowiek", bo to jest
błąd błędnego koła- argumentuję na podstawię tego czego chcę dowieść.
wykluczony   |28.02.2006 14:31:57
Nie krec, nie wystarczy wierzyc, zeby winy byly anulowane. Trzeba jeszcze
przyznac sie do grzechu. A homoseksualne kontakty sa grzechem, bo sprzeciwiaja
sie naturze czlowieka, ktory zostal stworzony do obcowania seksualnego z plcia
przeciwna, a jesli odczuwa inne sklonnosci to znaczy, ze taki jest jego krzyz
(nierzadko bedacy konsekwencja grzechu). Tyle jesli chodzi o chrzescijanska
wykladnie tych spraw.

Proponuje Ci zaklad Pascala. Co jest moralnie bardziej
stosowne: przyjac, ze embrion nie jest czlowiekiem, a potem sie okaze ze jednak
jest, czy odwrotnie, przyjac ze jest, a potem okaze sie ze nie jest. Wbrew
pozorom roznica jest istotna
jacek   |28.02.2006 14:52:14
pomijasz całkowicie matkę w tych pieknych rozważaniach.
wykluczony   |28.02.2006 15:20:47
pomijasz w swojej "wolnosciowej" retoryce, co przezywa kobieta w ciazy,
zreszta nie przypadkiem uzyles w tym kontekscie slowa "matka"
jacek   |28.02.2006 15:26:25
no nie, nie pomijam, wprost przeciwnie, zwracam Twoją uwagę, że pominąłeś
byłeś.
wykluczony   |28.02.2006 16:24:38
wlasnie matke - kobieta nie moze byc matka embriona (brzmi to kuriozalnie,
nieprawdaz?), moze byc jedynie matka dziecka, czyli czlowieka.
nameste  - brzmi   |28.02.2006 20:15:09
Rzeczywiście, brzmi kuriozalnie. Kobieta w ciąży nie jest matką embriona, jest
kobietą w ciąży, potencjalnie przyszłą matką. Generalnie, brak precyzji Jacka
nie jest argumentem, jest wyłącznie brakiem precyzji. Charakterystyczne dla
propagandy konserwatywnej przeświadczenie, że czary nad językiem będą wzięte za
argument, często się sprawdza, zwłaszcza w dzisiejszej Polsce. Ale wystarczy
poskrobać i z takiego pseudoargumentu zostaje zero.
wykluczony   |01.03.2006 08:46:48
to nie sa czary nad jezykiem, lecz podstawowe informacje naukowe, ktore
dostarczaja wiedzy, ktora pozwala co najmniej powaznie przypuszczac, ze mamy do
czynienia z czlowiekiem. Przjezyczenie Jacka nie jest przypadkowe. Aha, jeszcze
jedno. Pisze o tym nie jako konserwatysta, lecz jako ojciec. Jesli ktos by w
trakcie dwoch ciaz mojej zony powiedzial, ze nie nosi ona w sobie dziecka, lecz
embriona, ktory czlowiekiem nie jest, traktowalbym to tak samo, jakby ktos
powiedzial, ze moje narodzone dzieci nie sa ludzmi. Zreszta nikt z ginekologow
nie ma watpliwosci, ze emocje i przezycia, jakich doswiadcza kobieta w ciazy
maja wplyw na ksztaltowanie psychiki noszonego w jej lonie dziecka. Skoro tak,
to znaczy, ze traktujemy embrion osobowo, bo powaznie traktujemy ksztaltujaca
sie jego psychike. Argumenty na temat ksztaltujacego sie dopiero ukladu
nerwowego, z ktorych wynika, ze nienarodzone dziecko nic nie czuje sa
niebezpieczne. Jest mnostwo ludzi w spiaszce, a tym niemniej traktujemy ich
osobowo, gdyz oczekuejmy od medycyny, aby mozna bylo ich wybudzac.
nameste  - czary-mary   |01.03.2006 09:49:36
Ależ oczywiście, że to są czary-mary nad językiem. Po pierwsze, nauka wymaga
precyzji. Jajko to nie kura, jajko to co najwyżej potencjalna kura. Nauka nie
jest w stanie przyznać cechy życia psychicznego pojedynczej zapłodnionej
komórce, niezależnie od intensywności czyjejś (pozanaukowej) wiary w
"dusze" i temu podobne hipostazy. Nauka zajmuje się, oczywiście, fazami
rozwoju organizmów żywych; w fazie życia płodowego właściwą terminologią jest
zarodek/embrion-płód, stosownie stopnia rozwoju.

Po drugie, właśnie językowym
nadużyciem jest traktowanie określeń dystynktywnych jako normatywnych i
budowanie na tym orzeczeń o charakterze ideologicznym. Jest oczywiste, że w
przypadku płodu ludzkiego mamy do czynienia z człowiekiem (a nie np. kotem).
Budowanie na tym tezy, że człowiekiem (według dowolnej przyjętej definicji) jest
w takim razie i zygota, to jaskrawy szamanizm językowy.

Po trzecie, do
czarów-marów języków dochodzi szantaż emocjonalny. Jak ktoś nie określi płodu w
macicy mojej żony dzieckiem, to odbierze ludzką godność dziecku narodzonemu w
wyniku tej ciąży? A z cudzą żoną wolno? A z nie-żoną tym bardziej? Proszę mnie
dobrze zrozumieć: nie mam za złe takich emocjonalnych postaw. Ale nie widzę
powodu, żeby z tego tytułu odbierać precyzję językowi nauki albo, co gorsza,
ustanawiać obowiązujący powszechnie pogląd z pretensjami do przekładania się na
prawo karne.
jacek   |01.03.2006 09:53:20
szło o to:

"Co jest moralnie bardziej stosowne: przyjac, ze embrion nie
jest czlowiekiem, a potem sie okaze ze jednak jest, czy odwrotnie, przyjac ze
jest, a potem okaze sie ze nie jest"

nie można sobie pięknoduchowo
przemyśliwać i postanawiać że pięknie moralnie będzie nie dopuszczać w ogóle do
aborcji, bo niedopuszczenie do aborcji to nieraz ogromna tragedia kobiety, która
wbrew swojej woli albo w ogóle wbrew zdrowemu rozsądkowi (np. chory płód, albo
12-letnia dziewczynka) zostanie matką. I owszem, ładnie jest sobie myśleć, że
aborcja jest zła, ale pewnie wszyscy się co do tego zgodzą, nawet
najradykalniejsi zwolennicy prawa do aborcji głoszą hasło: aborcja bezpieczna,
dostępna, legalna i jak najrzadsza. A Ty, drogi wykluczony, w imię
pseudomoralnych hipotez zgadzasz sie na dużo gorsze zło niż tylko aborcja.
wykluczony   |01.03.2006 10:10:13
W sytuacji kazdej ciazy nie ma gorszego zla niz aborcja - z wyjatkiem bardzo,
ale to bardzo rzadkich sytuacji zagrozenia zycia matki. Pieknoduchowstwem jest
mowic o prawie wyboru, nie majac pojecia jednoczesnie o tym, czym jest aborcja.
A w dodatku sobie przeczac. Bo jesli jest ona zlem, dlaczego tacy ludzie jak
Jacek czy Nameste z taka determinacja walcza o prawo do niej. Moze jednak ta
formula ze "aborcja jest zlem" to jedynie z Waszej strony chwyt
propagandowy, na ktory akurat ja sie nabrac nie dam.
nameste  - zło   |01.03.2006 10:18:31
Ja nie twierdzę, że aborcja jest złem. Ja tylko twierdzę, że złem jest
penalizacja aborcji, wedle wszystkich znanych kryteriów (w tym: kryterium
ograniczania społecznie występującego zjawiska aborcji) poza jednym:
ideologicznym kryterium przedkładającym tzw. świętość życia nad wszystkie inne
wartości.

Nie zajmuję się oceną moralną aborcji, uważam, że można tę ocenę
zostawić osobom zainteresowanym, którymi są przede wszystkim kobiety. Przypadki
zmuszania niechcącej tego kobiety do aborcji wydają mi się w dzisiejszej Polsce
marginalne.
jacek   |01.03.2006 10:49:34
ja uważam, że aborcja raczej złem jest niż dobrem, ale jako relatywista twierdzę
też, że bardzo często bywać może złem mniejszym niż jest brak. a prawo do
aborcji to oczywiście dobre dobro.

"Przypadki zmuszania niechcącej tego
kobiety do aborcji wydają mi się w dzisiejszej Polsce marginalne." - to
chyba dość oględnie powiedziane :)
nameste  - marginalne   |01.03.2006 11:01:01
Chodziło mi oczywiście o "osobowe" zmuszanie do aborcji, przez np.
zajadłych zwolenników aborcji (nie znam takich, znam natomiast sporo zwolenników
pro-choice, prawa wyboru). To natomiast, że mnóstwo kobiet zmuszanych jest przez
tzw. życie do podejmowania trudnych decyzji (zachować/usunąć ciążę) i że te
decyzje są przy restrykcyjnym prawie karnym w czwórnasób trudne - to jest dla
mnie oczywiste, żadne zaklinanie rzeczywistości przez zwolenników pro-life tego
nie zmieni.
wykluczony   |01.03.2006 11:17:04
Panowie, jako lewacy i zwolennicy solidarnosci nie tylko z ludzmi i innymi
istotami zywymi powinniscie sie wystrzegac brutalnego darwinizmu.
nameste  - norma   |01.03.2006 11:22:08
Panie wykluczony, jak pana przycisnąć do muru, to stać pana jedynie na etykietki
("lewacy"), argumenty ad personam (pan się zajmie meritum dyskusji, a
nie osobami adwersarzy) i brednie ("brutalny darwinizm"). Prawicowa
norma ;>,
wykluczony   |01.03.2006 11:47:53
Panie/Pani Nameste, rownie dobrze za brednie mozna uznac stwierdzenie:
"mnóstwo kobiet zmuszanych jest przez tzw. życie do podejmowania trudnych
decyzji (zachować/usunąć ciążę) i że te decyzje są przy restrykcyjnym prawie
karnym w czwórnasób trudne". Pora wreszcie dojrzec, tzw. zycie to nie jest
bajka, w ciaze nie zachodzi sie bez konsekwencji
nameste  - opis vs. postulat   |01.03.2006 12:06:00
Panie wykluczony, ja mowię o tym, jak jest (opis), pan - jak powinno byc
(postulat) wg pana i pańskiego zaplecza ideologicznego. Otóż jest tak, że w
kręgu kultury zachodniej poziom legalizacji/penalizacji aborcji jest
negocjowany, a nie bezwzględny, aborcja nawet w polskim restrykcyjnym prawie nie
jest zabójstwem. Jest również tak, że w społecznym, codziennym wymiarze aborcja
jest dokonywana. Tyle opisu.

Pańskie hasło "życie to nie bajka"
ukrywa postulat: kobiety mają się podporządkować bezwzględnemu zakazowi aborcji,
albo powiny ponieść konsekwencje, np. przewidziane prawem karnym. Czemu wiąże
pan ten postulat z poglądem, że tak jest "dojrzalej", nie wiem. Ale może
nie warto dociekać, nie wszystkie meandry ludzkiej myśli zachęcają do
penetrowania.

Wrócę do opisu i zwrócę uwagę na fakt, że taki bezwzględny
zakaz nie sprawdza się co do deklarowanej intencji (deklarowana intencja:
zminimalizować liczbę faktycznych aborcji). Oraz na fakt, że postulat ten nie
jest powszechnie podzielany, ani w Europie, ani w Polsce.

Teraz co do moich
rzekomych bredni. Którego słowa pan nie rozumie? Z którym elementem tego
opisowego zdania pan się nie zgadza?
wykluczony   |01.03.2006 12:12:31
odpowiadajac od konca: "zmuszanych jest przez tzw. zycie" - wierutna
bzdura, nikt nikogo nie zmusza, chyba, ze zostaje dokonany gwalt

Insynuujesz,
Pan/Panie Nameste. Karani powinni byc aborterzy, tudziez osoby naklaniajace do
aborcji, ale nie kobiety poddajace sie temu procederowi (strata dziecka jest
wystarczajaca kara)

nameste  - zmuszanie   |01.03.2006 12:27:08
W moim zdaniu stało: "życie zmusza kobiety do podejmowania trudnych
decyzji", a nie: "życie zmusza do aborcji". Pan tego prawa do
decyzji odmawia, taki jest pański postulat, powtórzę: nie jest on powszechnie
podzielany, ani w opinii społecznej, ani w europejskim ustawodawstwie.
Przesłankami do podjęcia owych trudnych decyzji mogą być np.: zdrowie i życie
kobiety, genetyczne uszkodzenie płodu, gwałt, sytuacja życiowa kobiety. Ciągle
jesteśmy w kręgu negocjowania poziomu legalizacji/penalizacji i zakazu. Jeśli
chodzi o ciążę z gwałtu, prawa do realizacji opcji usunięcia odmawiają z kolei
polskie szpitale i lekarze. Konstrukcja "kara dla ‘aborterów’ , kobieta
ukarze się sama", ocieka hipokryzją na kilometr.

Mój postulat jest taki,
żeby nie odmawiać prawa decyzji, podmiotowego rozstrzygnięcia ew. konfliktu
wartości, kobiecie. Nasze postulaty wzajemnie się wykluczają. A ponieważ to było
z góry wiadomo, to nie tylko na tej konkluzji można zamknąć dyskusję, ale wręcz
nie warto było jej wszczynać. Nieprawdaż?
wykluczony   |01.03.2006 12:59:57
Tak. I dlatego opowiesci o panstwie "neutralnym swiatopogladowo" nalezy
wlozyc miedzy bajki. Stanowisko, na gruncie ktorego plodowi ludzkiemu nie
przysluguje prawna ochrona ze wzgledu na wolnosc wyboru, jaka powinna
przyslugiwac matce, jest stanowiskiem do szpiku kosci ideologicznym.
jacek   |01.03.2006 13:04:12
wcale nie
nameste  - zawracanie głowy   |01.03.2006 13:18:36
Państwo neutralne światopoglądowe respektuje istnienie różnych opcji
światopoglądowych i nie narzuca ich siłą (np. prawem). Na przykład nie zmusza
się katoliczek do dokonywania aborcji. Państwo neutralne światopoglądowo
maksymalizuje wolności. Stanowisko, według którego prawa osobowe płodu nie są
absolutyzowane i nie są automatycznie przedkładane nad prawa kobiety, mieści się
jak najbardziej w konstrukcji państwa neutralnego światopoglądowo.
Prawo w
tej kwestii, w cywilizowanych państwach, polega na rozwiązaniach negocjowanych,
ustalających jakiś poziom kompromisu pomiędzy różnymi opcjami światopoglądowymi.
Bierze się też pod uwagę realne skutki rozwiązań legislacyjnych. W państwie
wyznaniowym rozwiązania prawne są narzucane przez jedną opcję i nie liczą się ze
skutkami, w imię czystości ideologicznej. Jak w Polsce.

Nieprawdą też jest,
że płodowi w Europie nie przysługuje ochrona prawna. Płodowi przysługuje, choć,
oczywiście, nie jest to pełnia praw obywatelskich (byłoby dziwne, gdyby była).
Ale jeśli pan wykluczony nie odróżnia embrionu od płodu, a tych - od dziecka, to
o pomieszanie nietrudno.

Dla porządku dodam, że mam zgoła inne stanowisko w
sprawie szpiku kości.
Miko   |02.03.2006 20:46:03
>Nie krec, nie wystarczy wierzyc, zeby winy byly anulowane.

"Były"? W
czasie przyszłym? Mówimy o wierze z Jezusem Chrystusem w roli głównej? Jezus
Chrystus anulował wszystkie grzechy przeszłe i przyszłe. (dalej oczywiście była
cała kwestia katolickiego marketingu, ale to z chrześcijaństwem nic wspólnego
nie ma) To tylko kwestia czy człowiek chce uznać to anulowanie. Nota bene-
stosunki heteroseksualne (nie ważne czy w celach pro-natalnych czy nie) są tak
samo grzeszne, z tej prostej przyczyny, że kiedy człowiek został wygnany z raju
utracił wiedzę o tym, co tak naprawdę jest planem Boga. Homoseksualiści w
kwestii grzechu nie są w niczym gorsi (tu odsyłam do tego co powyżej). Nie piszę
tu nic ponad to, co stwierdza Św. Paweł w liście do Rzymian (ludzie lubią go
cytować żeby wykazać że geje to grzesznicy, a on pisze że WSZYSCY to grzesznicy,
więc nie wiem skąd dobre samopoczucie?). Człowiek taki, jaki jest w ogóle, jest
wbrew naturze (bo jest poza rajem), więc to i tak nie rzutuje czy jest tym
homoseksualistą czy nie, jeden kamyk w tę, jeden w tę. Ważne żeby wierzył że
jest grzeszny (ja nie układałem założeń tej wiary…).

I to całe straszenie
diabłem i piekłem… Bóg chce żeby wszyscy poszli do Nieba (znowu św. Paweł…),
tylko niektórzy tak bardzo uważają, że są bez grzechu dzięki "własnym"
dobrym uczynkom, że ostatecznie tam nie idą. Bo dobre uczynki nie są dziełem
ludzi, tylko Boga (to już św. Tomasz…), któremu człowiek pozwala
działać.

Ogólnie, chrześcijaństwo to nie jest zbyt przyjemna religia,
dlatego… nie polecam.
Miko   |02.03.2006 20:53:25
Przy okazji święty Tomasz to jest dobry przykład do wyprowadzania liberalizmu
społecznego w prawie państwowym. Wg św. Tomasza Bóg nie był królem właśnie
dlatego, że wiara nie polega na tym żeby wykonywać rozkazy. Bóg był przestępcą,
którego ukrzyżowano i dlatego wiara ludzi, którzy mu uwierzyli była tak dużo
warta. Bo co jest warte wypełnianie rozkazów? (wtedy nawet nie bardzo można
mówić o grzechu, bo grzech wymaga wolnej woli). Credo quia absurdum- Tertulian.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 24.02.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.12926 Seconds