|
SOBOTA 22. 07.2006
W „Rzeczpospolitej” wywiad z Anną Radziwiłł, „autorytetem w sprawach edukacji”. Jak widać w Polsce wystarczy wprowadzić religię do szkół, by na wieki wieków stać się autorytetem. Radziwiłł zresztą jak na autorytet przystało prezentuje znaną prawdę, że „nikt nie jest bez winy”: „Ostatnio rozpętała się zarówno histeria antygiertychowska, jak i histeria antyantygeirtychowska. Mamy rozhecowaną młodzież wznoszącą obraźliwe hasła pod adresem ministra, na co on odpowiada: ‘A wy bierzecie narkotyki’”.
Natomiast Stefan Małecki-Tepicht, czytelnik „Rzeczpospolitej” w liście do redakcji rozgryzł Jana Tomasza Grossa: „Poprzednią swoją książkę ‘Sąsiedzi’ wydał najpierw w Polsce, a później w Stanach Zjednoczonych. Jednak wydana w USA nie przyniosła oczekiwanego efektu. J. T. Gross zmienił więc taktykę. Teraz wydał książkę w Stanach Zjednoczonych i za pośrednictwem środowisk żydowskich i samego Eile Wesela trafiła ona na pierwsze strony prasy amerykańskiej. O ‘Strachu’ zrobiło się głośno – i o to chodziło (jak powiedziałby nieżyjący Jerzy Dobrowolski). Teraz – poprzedzona ocenami z prasy amerykańskiej – ma się sprzedać na polskim rynku”. „Rzeczpospolita” drukując podobne wynurzenia powinna przynajmniej ustalić, o jaki według autora rynek chodzi Grossowi: polski czy amerykański.
W „Gazecie Wyborczej” Michał Witkowski, rozmawiając z Anną Dziewit i Agnieszką Drotkiewicz, dzieli się swoimi przemyśleniami na temat strat wynikłych z emancypacji kobiet, a przy okazji definiuje kobiecość: „Aby kobieta mogła być kobieca, a więc m.in. słaba, wiotka i słodka, musi być chowana pod kloszem. To są bowiem cechy salonowej roślinki. Ale ten klosz kobiety rozbiły. Ja nie krytykuję rozbijania klosza, ale każdy przyzna, że jego skutkiem ubocznym jest mieszanie się cech płciowych w obydwu płciach”. Nie każdy.
A w „Wysokich Obcasach” swą radosną twórczość rozwija Michał Ogórek: „Nie wiadomo, dlaczego w szkole uczy się, jak dokonywano kolejnych odkryć geograficznych, a tego jak dokonywano kolejnych odkryć kobiety – już nie. A mogłyby to być lekcje ciekawsze”. Tak, tak, najlepiej z prezentacją, żeby sprawić jak największą przyjemność heteroseksualnym chłopcom, bo to przecież dla nich istnieje szkoła.
Na podobny temat
|
Dobrze, "neoliberalne" dogmat...
Prawnie sytuacja jest znaczne bardzie...