|
23 lipca ruszył 9. Międzynarodowy Festiwal Era Nowe Horyzonty. W tym roku program długo był wielką niewiadomą. Filmowy światek bazował jedynie na skromnych zapowiedziach, a większość fanów festiwalu była przekonana, że będzie to jedna z najsłabszych edycji - okazja, by nadrobić zaległości z sezonu 2008/2009, łącznie z filmami produkcji polskiej. Rzeczywistość okazała się jednak inna.
Ze względów finansowych z projekcji został wyłączony Capitol i druga sala kina Warszawa. Uruchomiono natomiast salę kameralną w Teatrze Polskim, którą przez cały festiwal będą okupowali fani Jennifer Reeves i szeroko pojętych sztuk wizualnych. Ta edycja ENH obfituje bowiem w nowości związane ze sztuką współczesną. Pojawił się osobny międzynarodowy cykl filmów o sztuce (konkursowy - na czele jury Katarzyna Kozyra), retrospektywa wspomnianej Reeves oraz wiele akcji, instalacji i wystaw (Tsai Ming-lianga, Piotra Dumały czy Zbigniewa Rybczyńskiego), które towarzyszą Nowym Horyzontom.
Warto zwrócić uwagę na trzy bardzo interesujące retrospektywy: Guya Maddina, wielbionego w szczególności po zeszłorocznym „Moim Winnipeg”, Tsai Ming-lianga, tajwańskiego mistrza filmów „kontemplacyjnych”, oraz pastora/nestora polskiego kina - Krzysztofa Zanussiego. W najciekawszym każdego roku cyklu „Panorama kina światowego” można obejrzeć nowe filmy m.in. Catherine Breillat, François Ozona, Wima Wendersa, Abbasa Kiarostamiego, Pedra Almodovara czy György Pálfiego.
Nowością podczas 9. edycji festiwalu jest międzynarodowe jury konkursu głównego (zasiadają w nim m.in. Lech Wosiewicz i Sebastian Lelio). Cykle konkursowe na ENH są zwykle bardzo trudne i wzbudzają emocje wśród widzów. Pokazywane filmy są kontrowersyjne zarówno pod względem tematycznym, jak i formalnym. W tym roku uwagę zwracają przede wszystkim Tlen Iwana Wyrpajewa, Twarz Tsai Ming-lianga i doskonały polityczny obraz opowiadający o IRA - Głód Steve’a McQueena.
Konkurs polski to dla mnie znak zapytania. Poziom najróżniejszy: od genialnych 33 scen z życia Małgorzaty Szumowskiej po pretensjonalną i przeraźliwie złą (każde inne określenie byłoby nobilitacją tego „obrazu”) Wojnę polsko-ruską Xawerego Żuławskiego. Czekam na werdykt jury.
Do tego nowe kino szwedzkie plus retrospektywa Jana Troella, przegląd filmów Piotra Dumały i długo oczekiwana premiera jego fabularnego Lasu, bogaty sezon 2008/2009, złota era kina węgierskiego, m.in. z filmami genialnego Miklósa Jancsó, liczne promocje książek (aż dziewięć publikacji Wydawnictwa Ha!art i dwie Krytyki Politycznej), a także spotkania z twórcami, wernisaże, wykłady i dyskusje.
Na rozpoczęcie ENH standardowo zaproponowano dwie pozycje - najpierw Białą wstążkę tegorocznego laureata Złotej Palmy w Cannes, austriackiego twórcy „z piekła rodem”, czyli Michaela Haneke. Film - zjawisko, o którym opowiem w osobnym tekście. Drugi był tajlandzki „horror” Pen-Eka Ratanaruanga pt. Nimfa. Wybór, co pokazała frekwencja na pokazach, był chyba jasny.
Na oficjalnym otwarciu, które prowadził Paweł Sztompke, nie zabrakło fenomenalnych popisów oratorskich sponsorów, partnerów, czołowych polityków i samych organizatorów. Roman Gutek zwracał uwagę na swój brzuch i porównywał festiwal do dojrzewającego dziecka. Występujący zaraz po nim prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz miał kłopoty, prawdopodobnie z powodu złego oświetlenia, z przeczytaniem nazwisk ambasadorów. Na koniec tego lekko żenującego, a przez to specyficznie fascynującego przedstawienia przedstawicielka Marszałka Województwa Dolnośląskiego stworzyła taką metaforę kina, że chyba nikt ze słuchaczy nie pozostał wobec niej obojętny. Te oficjalne uroczystości zwykle utrzymane są w konwencji „przepraszająco-dziękująco-kłaniającej się”, w tym roku jednak poziom abstrakcji był tak wysoki, że z niecierpliwością czekam na zamknięcie, które może się okazać jeszcze większym show…
Czytaj też: felieton Adama Ostolskiego o Wojnie polsko-ruskiej oraz recenzję Głodu Michała Zygmunta i Daniela Brzeszcza.
Na podobny temat
|
Dobrze, "neoliberalne" dogmat...
Prawnie sytuacja jest znaczne bardzie...