|
Piętnastego października 2008 roku rozpocząłem pracę w jednym ze stołecznych hipermarketów francuskiej sieci Auchan. Dwa miesiące wcześniej kraj przeżywał jeszcze boom gospodarczy. Tak przynajmniej twierdziły media. Biorąc to za dobrą monetę, zacząłem szukać pracy. Rozesłałem przez internet kilkanaście CV, do każdego dołączyłem kunsztowny list motywacyjny. Czekałem, działałem, pisałem, wysyłałem. I nic, żadnego odzewu. Przyciśnięty do muru – musiałem w końcu zapłacić za miejsce w wynajętym pokoju – odpowiedziałem na ogłoszenie Auchan. Oczywiście wcześniej drastycznie zaniżyłem swoje kwalifikacje. Telefon zadzwonił następnego dnia rano. Był październik, Boże Narodzenie tuż tuż i potrzebowali ludzi. Tak zaczęła się moja „kariera” pracownika hali.
Hipermarket mieści się w jednej z galerii handlowych w Warszawie. Dwa poziomy, a na nich wszystko, co potrzebne i niepotrzebne do życia, od mydła do powidła.
Pomyślałem, że będę miał świetną okazję, aby przyjrzeć się pracy w tak dużym sklepie i, przede wszystkim, skonfrontować z rzeczywistością krążące plotki o wyzysku, łamaniu praw pracowniczych i inne podobne historie. Nie zamierzałem zagrzać tam długo miejsca. Postanowiłem, że w międzyczasie będę szukał czegoś bardziej odpowiedniego.
Na spotkaniu rekrutacyjnym zaproponowano mi 1550 złotych. W swojej naiwności sądziłem, że chodzi o 1550 złotych na „rękę”. Bo przecież gospodarka kwitnie, pensje cały czas rosną, a stolica to stolica. Tak przynajmniej pisała Gazeta Wyborcza, którą wtedy namiętnie czytałem.
Umowa, którą podsunięto mi do podpisania kilka dni później, pozbawiła mnie złudzeń – na papierze 1550 brutto, na czysto niecałe 1200 złotych. Nie ma cudów, wzrost wynagrodzeń może i jest, ale nie w Auchan.
Poniższy blogotekst to zapis tego, co udało mi się zaobserwować, co szczególnie utkwiło mi w pamięci podczas pracy w hipermarkecie Auchan.
21 lutego 2009
Pracownik hali: „Gdybyśmy mieli zrobić wszystko, co nam każą, tobyśmy się wykończyli”.
22 lutego 2009
Pewnie ponad 95 procent towaru, który sprzedajemy, pochodzi z Chin. To się czuje: rzeczy są nietrwałe, rozpadają się, łamią, wyginają, poszczególne części nie pasują do siebie.
25 lutego 2009
Niedziela wieczór. Układam książki na półkach. Jakiś słownik przykuwa na moment moją uwagę. Przeglądam go z zaciekawieniem. Nagle mija mnie dwóch chłopaków idących w kierunku kas. Jeden mówi do drugiego: „O, zobacz, dokształca się”.
26 lutego 2009
Kilka tygodni temu sklep wizytowali członkowie rady nadzorczej spółki Auchan. Menedżerowie jak w gorączce przygotowywali się do wizyty i odpowiednio nas nastrajali. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. W dniu przyjazdu delegacji mieliśmy udawać zadowolonych, krzepkich, oddanych ukochanej pracy. Wszyscy zwarci i gotowi – łącznie z serwisem sprzątającym. Po hali przechadzali się starsi panowie i panie. Oglądali ekspozycje, wymieniali między sobą uwagi, dyskretnie się nam przypatrywali. Zastanawiałem się, czy wiedzą, ile nam tu płacą. Będzie tego około 300 euro. Całe nic, nawet jak na Polskę, nie mówiąc o Francji, gdzie byłaby to pensja „dziadowska”. Założę się, że te starsze panie każdego roku wpłacają po kilka tysięcy euro na cele dobroczynne. Może na jakiś francuski Caritas. Z intencją nawrócenia tych „biednych muzułmanów, imigrantów z Afryki” , którzy zamiast ciężko pracować i awansować, demolują getto na przedmieściach – swój dom. W końcu, chcieć, to móc, nie?
Zagadnął mnie jeden z kolegów: – Nasi menedżerowie spinają się dziś tak, jakby mieli znieść jajko. – Dla nich to pewnie kwestia „być albo nie być” – odpowiadam. – Niektórych mogłoby nie być – podsumowuje i uśmiechamy się jednocześnie.
27 lutego 2009
Kolejny dzień zbliża się ku końcowi. Typowa wieczorna krzątanina – roznoszenie zwrotów, czyli towarów zostawionych przez klientów przy kasach, układanie ich na półkach, porządkowanie działu. Ze zwrotami jest trochę kłopotu. Wydaje ci się, że znasz swój sektor, pamiętasz, gdzie co leży, a wystarczą dwa dni nieobecności i masz kłopot z odłożeniem towaru na właściwe miejsce. Gdy cię nie było, coś się zupełnie sprzedało albo przełożono to w inne miejsce. Na półce w tym miejscu leży co innego. Szukasz i szukasz, a czas ucieka. Pewnie dlatego mamy zazwyczaj tylko jeden dzień wolnego pomiędzy dniami pracującymi.
cdn.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...