Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
solidarność Drukuj
Kinga Dunin   
06.09.2010
Tak, tak – solidarność małą literą, proszę nie zmieniać! Jeśli chodzi o Solidarność z dużej litery to było to wydarzenie, które mogło stać się mitem. I nie miałabym nic przeciwko temu. Wspólnota potrzebuje mitów, a z tych, które oferuje nam historia, ten potencjalnie wydaje się najsympatyczniejszy. Wolność, solidaryzm społeczny, odrobina martyrologii – bez tego chyba się nie da – i sukces!  Trzeba było od razu w środku Polski (czyli w miejscowości Piątek) postawić jej pomnik. Bez żadnych krzyży, wtedy może jeszcze by się dało, posadzić dookoła ładne kwiatki, a nazwę wszystkim zabrać, zabronić używać pod karą zakucia w dyby pod pomnikiem.

Teraz mamy niestety różne „Solidarności”. Moja ulubiona produkuje cukierki. Ale jest też związek zawodowy. Podobno nazbyt upolityczniony, ale to nie powód, żeby załamywać ręce. Na świecie też tak jest, są związki socjalistyczne i chadeckie. Dziwi mnie mówienie, że związki nie powinny mieszać się do polityki. Kiedy państwo nie zajmuje się zaglądaniem obywatelom do sypialni albo uczeniem ich modlitw, zazwyczaj zajmuje się gospodarką, regulacjami rynku pracy, bezrobociem, dystrybucją pieniędzy z budżetu itp. I to jest polityka. Jednym z podmiotów na tej scenie są związki zawodowe, występujące w imieniu pracobiorców.

Tak na marginesie. Jest coś fałszywego w tej nazwie. Czy pracodawcy to ci, którzy mają pracę i łaskawie dają ją pracobiorcom? Przecież jest odwrotnie. To pracobiorcy są właścicielami swojej pracy, a więc praco-dawcami, i oferują ją tym, którzy chcą ją wziąć, a więc praco-biorcom.

W każdym razie jest, jak jest i zamiast mitu mamy przepychanki. A czy mamy solidarność, taką zwykłą, nie od pomników, obchodów, nawet nie od związków zawodowych? Wydaje się, że nie ma lepszego wskaźnika prawdziwej solidarności społecznej niż stosunek do podatków. Podniesiono VAT i wszyscy narzekają. Może słusznie, bo zamiast tego można było podnieść CIT dla przedsiębiorców albo zwiększyć podatki dla najlepiej zarabiających. Tego jednak raczej się nie mówi. Podatki nam zabierają, kradną, nikt ich z dobrej woli nie płaci. Wpisanie w Google frazy „nie za moje podatki” (lub podobnej) daje około pół miliona odnośników. Ludziom, jak widać, nie jest obojętne, na co płacą. Nie chcemy płacić na urzędników i polityków, bo są niesprawni, kradną i marnują naszą kasę. Może to i jest niezły powód. Żeby płacić, trzeba mieć zaufanie do państwa, że mojej pracy nie zmarnuje, sprawiedliwie wszytko podzieli i w błoto nie wyrzuci. Poza tym jednak dominuje zwykły brak solidarności. Na przedszkola? Nie za moje podatki! Jak kogoś nie stać na dzieci, to niech ich nie robi. In vitro? Do czterdziestki robiła karierę, a teraz chce z mojej kieszeni. Bezrobotni to wałkonie i obiboki. Imigranci niech wracają do siebie. Tylko nie za moje podatki! Narkoman jak umiał uzbierać na dragi, to niech teraz uskłada na swoją kurację. W więzieniach w luksusowych warunkach siedzą gwałciciele i pedofile – nie za moje podatki! Także religia w szkole – nie za moje podatki. I parada gejów też nie.

Ale oczywiście to tylko internet. Gdybym była jakimś OBOP-em czy innym ośrodkiem badawczym, sprawdziłabym, na co ludzie chcą płacić podatki. Jakby wyglądał budżet państwa, gdyby to obywatele decydowali, do której szufladki i ile włożyć? Zdaję sobie sprawę, że to populistyczny pomysł i niekoniecznie rezultat by mi się podobał, mimo to dałabym ludziom więcej wolności. Powiedzmy 10 procent podatków do rozdysponowania. Czy byłoby od tego więcej równości i solidarności? Nie wiem. Może przynajmniej więcej świadomości obywatelskiej. Podejrzewam też, że jeśli można by te 10 procent zachować dla siebie, mało kto myślałby o wrzuceniu ich do wspólnego garnka. Chciałabym wierzyć, że gdybyśmy mieli w Piątku piękny monument solidarności, teraz już tej pisanej małą literą, może byłoby inaczej. Jestem niepoprawną idealistką. Jedyne, na co możemy liczyć, to kolejny pomnik wiadomych ofiar i kolejna koncentracja uczuć narodowych, które wciąż są jedynym pomysłem na jakąś wspólnotę. Taką, którą kocha siebie, ale nie bliźnich.

Felieton ukazał się w „Wysokich Obcasach” z 4-5 września 2010.
Komentarze
Dodaj nowy
kot   |06.09.2010 13:08:31
Czemu idee pełne społecznego altruizmu zmieniają się w swoje przeciwieństwo.
Z
Solidarności wyparowuje solidarność.
Z wielkiej formuły katolicyzmu: kochaj
bliźniego swego, zostaje tylko: kochaj siebie samego.
Wtedy potrzebny jest
Piątek, aby powiedzieć, że to co jest, już nie jest tym co było.
No i stary
Marks: klasa która weszła w posiadanie przywilejów będzie ich bronić
i nie odda
dobrowolnie.
Ostatnio na discovery powiedzieli,że
pańszczyzna w Europie została
zniesiona
po wielkiej epidemii dżumy, gdy zabrakło rak do pracy.
Sorosa, który
zna się lepiej na rynkach finansowych od ekonomistów gł. nurtu nikt nie słucha,
gdym mówi,że rynki finansowe dążą do nie równowagi, a to znaczy, że reformy
finansów światowych doczekamy się dopiero po kryzysie, który zniszczy
wszystkich.
kot   |06.09.2010 13:21:03
Czytając ostatnie zdanie poczułem, że znalazłem się w kręgu neoliberałów i
Hayeka. Jednak jest różnica. Bo oni mówią
państwo won, możecie popsuć rynek,
który SAM WRÓCI DO RÓWNOWAGI. Sam to wróci do kolejnej nierównowagi.
ubik   |07.09.2010 13:49:04
Ten brak solidarności po części jest na pewno rezultatem neoliberalnego prania
mózgu, które media "solidarnie" fundują nam od 1989 r. Jest to totalna
schizofrenia, bo z drugiej strony promuje się teoretycznie światopogląd
chrześcijański, który przecież opowiada się za solidarnością. W ostatniej
encyklice B16 czytamy: "Rynek poddany jest zasadom tak zwanej
sprawiedliwości wymiennej, regulującej relacje dawania i otrzymywania między
parytetowymi podmiotami. Jednak nauka społeczna Kościoła nigdy nie poniechała
podkreślenia ważnej roli sprawiedliwości rozdzielczej oraz sprawiedliwości
społecznej dla samej ekonomii rynkowej (…) Bez wewnętrznych form solidarności
i wzajemnego zaufania, rynek nie może wypełnić swojej ekonomicznej funkcji. Dziś
zabrakło tego zaufania, a utrata zaufania jest poważną stratą." Razem
wziąwszy jest to frontalny atak na myślenie neoliberalne z konkluzją: "Rynek
nie jest i nie powinien się stawać sam z siebie miejscem przemocy silniejszego
nad słabszym." W polskich mediach te wypowiedzi były ledwie co komentowane,
a za to durnowaty krzyż (oglądalność!) na Krakowskim P. na okrągło.
Cercamon   |07.09.2010 15:30:10
Ten brak solidarności po części jest na pewno rezultatem neoliberalnego
prania
mózgu, które media "solidarnie" fundują nam od 1989 r.


To ja chyba żyję w jakiejś alternatywnej rzeczywistości. W każdym razie u
mnie partia uważana przez media za liberalną w ramach ‘liberalnych’
reform zajmuje się głównie podwyższaniem podatków i cenzurą internetu. No
to gdzie ten neoliberalizm???
ubik   |07.09.2010 23:46:12
Podniesienie VAT-u jest skutkiem likwidacji trzeciego progu podatkowego i
obniżki składki rentowej przez PiS, co spowodowało dziurę w budżecie. I jest to
dopiero początek podwyżek, co uderzy nie w tych, którym zlikwidowano ów trzeci
próg.
kot   |07.09.2010 08:34:23
Altruizm ( trochę z Edwarda O. Wilsona)nie jest pojęciem zwietrzałym, bo
jest bazą każdej idei, z natury odnoszącej się do społeczeństwa,
wychodząc poza przyrodzony jednostce egoizm, który w
końcu zwycięża-zużywa każdą idee.
http://filozofiaxxiwieku.blogspot.com/
kot   |07.09.2010 09:32:15
Filozofowie grzebią w śmietnikach zużytych pojęć.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.86092 Seconds