|
Jak się wydaje, znakomity film Gusa van Santa ‘Obywatel Milk’ nie zrobił w Polsce furory, choć zebrał znakomite recenzje. Okazało się, że nawet konserwatywnej ‘Rzepie’ podoba się film opowiadający historię życia i śmierci bojownika o prawa gejów i lesbijek Harveya Milka, pierwszego otwarcie przyznającego się do swojej orientacji seksualnej amerykańskiego polityka. Lokalnego, bo lokalnego, ale zawsze. A były to lata 70. 40 lat później prezydentem Stanów Zjednoczonych został czarnoskóry Obama i może te dwa fakty nie pozostają całkiem bez związku. Bez związku natomiast wydaje się recenzentom ten film z sytuacją w Polsce. Bo przecież nikt u nas nie aresztuje za homoseksualizm ani nikt nie proponuje - dzisiaj - żeby zwalniać homoseksualnych nauczycieli. A jednak filmowa debata między Milkiem a konserwatywnym politykiem powtarzającym, że homoseksualni nauczyciele stanowią zagrożenie dla dzieci do złudzenia przypomina rytualne spory, którymi zbawia nas współczesna polska telewizja, kiedy to zaprasza się geja i jakiegoś nawiedzonego pana z LPR-u. Demonstracje uliczne na rzecz praw mniejszości też nie są tu czymś zupełnie nieznanym.
Ciekawsze może jest pytanie, czemu w Polsce nie ma mowy ani o takiej mobilizacji społecznej, ani o takim upolitycznieniu obywateli, ani o wybraniu sobie takiego radnego. Przyczyn jest dużo i zapewne są nudne: tradycja, kultura polityczna, ordynacja wyborcza. Ale jest coś w tym filmie, na co nie zwrócono uwagi. Milk wzywa wszystkich gejów do ujawnienia się. A na argument, że przecież jest to sprawa prywatna, odpowiada: prywatność bywa wrogiem wolności. Argumenty Milka są z gatunku tych szlachetnych: powiedz swoim znajomym, kim jesteś, a oni przekonają się, że nie różnisz się od nich i nie ma czego się bać. Zastanówmy się jednak przez chwilę, czy naprawdę chodzi tu o prywatność. Czy orientacja seksualna to sprawa prywatna? Nie mówię o związkach, partnerach, a już na pewno nie o tym, co się robi w łóżku. Mogą to być konsekwencje orientacji, ale nie muszą. Orientacja seksualna to nasze istotne nastawienie do życia (bo seksualność jest w nim ważna), a nie tylko konkretne praktyki. A czy sprawą prywatną jest moja płeć? Niestety, nie. Nie mogę prywatnie być kobietą, a w pracy i w życiu publicznym, gdzie płeć nie powinna mieć znaczenia, człowiekiem albo obywatelem. Nie jesteśmy ślepi ani nie żyjemy w kulturze, w której cecha ta jest całkiem neutralna.
Kiedy PiS w swojej reklamówce pokazał trzech działaczy partyjnych w sukienkach, wszyscy natychmiast zajęli się tym faktem. Również ci, którzy twierdzą, że w polityce płeć jest kompletnie bez znaczenia, a liczą się jedynie kompetencje. Kto by się w ogóle przejął tym spotem, gdyby występowali w nim panowie? Idąc dalej - tak się składa, że do płci w naszej kulturze, a może i we wszystkich, dopisywane są automatycznie przewidywania na temat preferencji seksualnych. Kobieta to taki ktoś, kto zakochuje się w mężczyznach, odczuwa pociąg seksualny do mężczyzn… To się rozumie samo przez się, z definicji. Zakładamy to z góry i wiemy to. W tym sensie orientacja heteroseksualna jest cechą publiczną tak jak płeć. Natomiast prywatna jest tylko odmienna orientacja. Ukrywać ją to podtrzymywać fałszywe mniemania na swój temat. Wchodzić w związki z ludźmi oparte na fałszu. Oczywiście każdy ma do tego prawo i nie zamierzam nikogo do niczego namawiać. Mówię tylko, jak jest: publicznie jesteśmy wszyscy heterykami - chyba że ktoś powie coś innego. A mówienie, że orientacja seksualna jest sprawą prywatną, to oczywista nieprawda i wygodna wymówka, która ostatecznie zmusza niektórych z nas do życia pod maską fałszywej tożsamości.
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...