|
Dziś, kiedy to piszę, podobno cała Polska podzielona jest na tych, którzy będą obchodzić rocznicę katastrofy Tu, i na tych, co spotkają się Tam. Tu i tam to określenia względne, zamieniają się one miejscami w zależności od tego, kto mówi. Generalnie: my stoimy tu, a wy jesteście tam. I jak zawsze pominięta zostanie grupa, która ani tu, ani tam, bo ma już tego wszystkiego po kokardę.
Bóg może trójcę lubi, polityka żywi się prostymi podziałami - na dwa. I najczęściej okazuje się, że owa dwójca pod pewnymi względami jest podobna i chodzi jej o to samo. W tym wypadku - jak najlepiej uczcić katastrofę. Przepraszam, jej ofiary, nie byle jakie ofiary, tylko ofiary katastrofy, katastrofa ma w sobie jednak coś porywającego, nie to, co inna niepotrzebna śmierć w wypadku albo np. w wyniku błędu lekarskiego. A jeszcze koło Katynia! Lepiej nie mogło upaść. Takie oto straszne myśli chodzą po głowie trzeciej stronie, tej, co ma po kokardę. Ale aż strach je wypowiadać, bo wiadomo, że trzecia strona nie istnieje.
Podobnie było przy okazji nowelizacji ustawy narkotykowej. Wszyscy byli przeciwko narkotykom, nawet tym miękkim, a spierano się jedynie o to, kto lepiej służy sprawie - liberatorzy czy punitatorzy (czyli ci, którzy chcą karać). Istnieje jednak jeszcze trzeci pogląd, mianowicie taki, że palenie marihuany jest przyjemne i dlatego należy ją zalegalizować. Ale czy człowiek żyje dla przyjemności? Czy nie powinien, dla dobra ogółu, poświęcić się rozmnażaniu (emerytury!) i pracy (PKB!). To może przynajmniej przyznać prawo do palenia trawki ludziom starszym, o ile udowodnią, że odchowali dzieci i nabyli prawo do emerytury? Może na starość jakaś przyjemność się należy?
Chyba jednak nie. Premier Tusk ma bowiem zasady i w imię tych zasad na żadną legalizację nigdy nie pozwoli. Wydawałoby się, że to dobrze mieć premiera z zasadami, ja jednak wolałabym z rozumem. Czyli takiego, który potrafi jasno i logicznie, powołując się na jakieś dane medyczne czy statystyczne, powiedzieć, czemu właściwie nie. Marihuana jest znana i zbadana, i wiadomo, jakie są jej zalety i wady - czyli koszty tej przyjemności. Koszty to możliwość uzależnienia psychicznego i wpływ na relacje z innymi - mniejsze niż przy alkoholu. Nie ma też podobno związku między łatwiejszym dostępem do miękkich narkotyków a zwiększonym niebezpieczeństwem używania ciężkich dragów. Na te argumenty odpowiedź jest zwykle jedna, może dwie: zasady i tradycja. Tak się nie da rozmawiać!
Nie każda zasada i nie każda tradycja są godne zachowania, a poza tym wciąż powstają nowe. Wracając zatem do katastrofy. Jako jeden ze sposobów uczczenia proponuje się postawienie pomnika Lecha Kaczyńskiego. Oni chcą go tam postawić, to znaczy z ich punktu widzenia tu. Chyba jestem za. Jeśli prawdziwy polski naród potrzebuje symbolu, który pozwoliłby zestrzelić w jedno ognisko ducha, poczuć wspólnotę, zdefiniować się, niech to będzie coś tutejszego. Używany w tym celu krzyż jest jednak uniwersalnym symbolem, inni też chcą go sobie poużywać. Natomiast prezydent Kaczyński był jak najbardziej tutejszy. I na symboliczną postać prawdziwego Polaka jak najbardziej się nadaje. Wiem, inni też czują się Polakami, ale nie kaczyńskimi. To może po prostu podzielić Polaków na kaczyńskich i niekaczyńskich? Tu i tam. I zostawić możliwość niebycia ani tu, ani tam. Ja w każdym razie zastanawiam się, czy w spisie powszechnym nie podać jako narodowości - eskimoska.
Chwilowo zamiast pomnika prezydenta Kaczyńskiego stanął w Warszawie chwilowy pomnik prezydenta Sławomira Sierakowskiego. (Wydarzenie artystyczne, film, Sierakowski występuje jako przywódca ruchu na rzecz powrotu Żydów do Polski.) Obecność jego pomnika na pl. Piłsudskiego zdenerwowała skinów, którzy próbowali go zniszczyć, oraz zmobilizowała obrońców krzyża, którzy pod pomnikiem krzyczeli: ‘To wy zamordowaliście Jezusa!’. I dlatego takie pomniki są fajne, coś się pod nim dzieje, budzą emocje.
Felieton ukazał się w „Wysokich Obcasach”
Na podobny temat
|
Specjaliści "wychodzący" z uc...
I to jest tendencja trwała, w zacho...