|
Pewien pan, który - tak się składa - jest głową państwa i jednocześnie głową wielkiego i potężnego Kościoła, wybrał się kiedyś z wizytą do pewnego dużego europejskiego królestwa. Został tam powitany zgodnie z protokołem dyplomatycznym. Podjęli go serdecznie król i królowa w otoczeniu gromadki wnucząt-królewiąt. Premier świeckiego państwa, które odwiedził, przyjął go podczas kurtuazyjnej wizyty, a nawet ofiarował mu w prezencie obrazek malarza współczesnego. Jako głowa Kościoła spotykał się z tłumami wiernych - oczywiście bez żadnych przeszkód, a państwo (świeckie) dbało o bezpieczeństwo i porządek. Odprawił liczne nabożeństwa, podczas których głosił poglądy sprzeczne z prawem kraju, który odwiedził. Oczywiście nikt nie miał nic przeciwko temu, ponieważ jest to kraj demokratyczny, liberalny i respektujący zasadę wolności wypowiedzi. Jedyny despekt, jaki go spotkał, to pojawiające się bardzo sporadycznie transparenty z nieagresywną informacją: 'Ja na ciebie nie czekam'.
Tymczasem w Kartoflanii… W Kartoflanii można było przeczytać komentarz do tych wydarzeń w 'Kartoflanym Dzienniku'. Mogliśmy z nich się dowiedzieć, że papież udał się z wizytą do jaskini lwa, stawił czoło antykościelnej krucjacie i przejawom niespotykanej w Europie wrogości. Gdyby na całym świecie wrogość oraz krucjaty wyglądały w ten sposób, żylibyśmy w raju. A tak wszystko sprowadza się do tego, że premier Hiszpanii José Zapatero nie poszedł na mszę. Co jest oczywiście przesadną świeckością, ponieważ w Kartoflanii świeckość polega na chodzeniu do kościoła. A ideałami świeckich przywódców są Fidel Castro, nikaraguański Ortega i Jaruzelski - oni na mszę podczas wizyty papieża poszli. Zyg-zyg marchewka, panie Zapatero.
Tutaj dodajmy, że krytykujący politykę lewicowej władzy Kościół ani nie prowadzi krucjaty, ani nie posuwa się do aktów wrogości. Po prostu wyraża usprawiedliwione i słuszne oburzenie.
A może chodzi po prostu o konflikt wartości między liberalnym państwem a Kościołem? W 'Kartoflanym Dzienniku', który niegdyś reklamował się jako obiektywny i bezstronny, nie ma mowy o żadnym konflikcie. Mówi się za to o niszczeniu prawdziwej kultury, zaprzeczeniu i wykorzenieniu wartości, moralnej anarchii i duchowym nihilizmie. Kto jest odpowiedzialnym za to wszystko potworem? Jak to kto? Zapatero, za którego ja chętnie oddałabym Wojciecha Olejniczaka, Marka Borowskiego i nawet dorzuciła Ryszarda Bugaja.
Jakież to grzechy wobec kultury europejskiej i Kościoła ma on na sumieniu? Może wyprowadzenie wojsk hiszpańskich z Iraku? Chociaż to akurat powinno się Kościołowi podobać i może dlatego w 'Kartoflanym Dzienniku' nie ma o tym ani słowa. Może chodzi o utworzenie rządu, którego połowę stanowią kobiety? No tak, w prawdziwej kulturze dla kobiety zarezerwowane jest inne miejsce. A może o legalizację małżeństw jednopłciowych, co popierała absolutna większość Hiszpanów? Równe prawa dla wszystkich obywateli to z pewnością akt moralnego nihilizmu. Zatem usunięcie oceny z religii ze świadectwa? Tu wypada się zgodzić, to poważny zamach na państwo wyznaniowe.
I wreszcie rzecz naprawdę straszna i karygodna, i słusznie zasługująca na epitet 'duchowego nihilizmu' - projekt przyznania pewnych specjalnych praw małpom człekokształtnych. Wiadomo bowiem powszechnie, że torturowanie goryli jest fundamentem naszej kultury i jeśli fundament ten naruszymy, wszystko może się zawalić. Następnym krokiem oczywiście będzie przyznanie szympansom praw wyborczych.
Nie licytujmy się jednak w radykalizmie. Ja jestem na początek za przyznaniem szympansom biernego prawa wyborczego. Przynajmniej miałabym na kogo głosować.
A jeśli chodzi o prawa dla naszych najbliższych krewnych, to też zdziwienie 'Kartoflanego Dziennika' jest nieco spóźnione. Prawo takie istnieje w Nowej Zelandii. I co? Żaden grom z jasnego nieba nie zatopił tej sympatycznej wyspy.
Felieton ukazał się w „Wysokich Obcasach” z 5 sierpnia 2006.
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...