|
No to znowu mamy dzień świstaka, o, przepraszam, Dzień Kobiet. Na
chwilę wszystkie media przypomną sobie, że kobieta też człowiek, w
telewizji pokażą migawki z manify z komentarzem zdawkowym albo
żartobliwym i nadal wszystko zostanie, jak było. Równość płci
pozostanie tematem drugorzędnym, nudnym, nieważnym, lekceważonym. Jak
zawsze politycy będą uważali, że wystarczy parę rytualnych,
grzecznościowych deklaracji, żeby się od tego problemu opędzić.
Zresztą, czy współczesnej Polce to wszystko naprawdę jest potrzebne? I
co to za zwierzę ta współczesna Polka? Czasem ze złej literatury można
dowiedzieć się więcej niż z dobrej, a w interesującej nas kwestii
bardzo pouczająca okazała się lektura opasłego romansu Anny Ziętary
„Bajerom wbrew”. Bohaterka, którą wymarzyła sobie autorka, zresztą jej
imienniczka, to nie tyle współczesna Polka, ile jej wyobrażenie, które
nie wzięło się znikąd, tylko jak najbardziej stąd. Jak w soczewce
odbijają się w niej wszystkie, często sprzeczne, komunikaty tutejszej
kultury, te nowoczesne i te tradycyjne, romantyczne i skrajnie
pragmatyczne. I oto mamy Anię. Ania wie, że różnie bywa ze związkami i
jest jak najbardziej tolerancyjna, ale ona będzie miała oczywiście
tylko jeden związek - z wielkiej miłości, szczęśliwy na zawsze, oparty
na zrozumieniu, lojalności i nieprawdopodobnie udanym i bogatym życiu
seksualnym aż do śmierci. Na taki związek trzeba trochę poczekać, ale
czy dzisiaj dziewczyna kończąca studia może być dziewicą? To byłoby
nieco nienowoczesne. To prawdziwy fabularny majstersztyk - jak nie
tracąc cnoty, stracić dziewictwo, nie narażając przy tym bohaterki na
gwałt czy traumę innego nieudanego związku, bo przecież miał być tylko
jeden, a jednocześnie żeby nie było, że puściła się lekkomyślnie. Co
innego ukochany. On przedtem musi się wyszumieć, żeby stwierdzić, że
inne kobiety - te zbyt łatwe - były puste i tylko Ania jest pełna. Byle
bez przesady. A co by było, gdyby bohaterka wpadła i okazało się, że
jest w ciąży? Co prawda to dentystka, więc na medycynie się zna, ale
polska, więc z antykoncepcją trochę na bakier. Jako światła i
nowoczesna kobieta rzecz jasna uważa, że to tylko zygota i nie ma
sprawy, ale do aborcji - znów pozostawmy tajemnicę - nie dochodzi. Bo
teoretycznie aborcja jest dopuszczalna, ale jakoś - w wariancie życia
idealnego - niemożliwa. Niezbędny jest natomiast ślub kościelny. Ania
oczywiście wierzy w Boga, wszyscy wierzą, czemu ona nie miałaby. Modli
się jednak do niego w lesie, bo bardzo nie lubi Kościoła i księży.
Jednak ślub MUSI być w kościele, bo inaczej cała Biblia na nic. Zaradna
Ania załatwia więc sobie po znajomości bierzmowanie, a następnie,
plując i zżymając się na „te idiotyzmy”, odbywa nauki przedmałżeńskie,
żeby w białej sukni, przed ołtarzem… Uświęcona miłość - wiadomo -
jest najważniejsza, ale poza tym współczesna kobieta musi mieć zawód i
oczywiście jest w nim znakomita. Świetnie leczy zęby, a protetykę to
już robi na cacy. Co ciekawe, do tych zębów nigdy nie jest przypisany
żaden pacjent, człowiek, który ma te zęby w twarzy. Żeby dostrzegać
takie drobiazgi, nasza bohaterka jest zbyt rozsądna, zresztą cały
romantyzm utopiła w facecie. Poza tym w kapitalizmie, żeby cieszyć się
pracą, musi być ona dobrze opłacana i najlepiej na swoim - a do tego,
jak wiadomo, potrzebny jest kapitał. Tu autorka poszła na łatwiznę i
wymyśliła tatusia milionera, który w prezencie ofiarowuje młodym
luksusowo wyposażony gabinet dentystyczny. Alleluja i do przodu! Ktoś
po przeczytaniu tej historii wzruszy ramionami i powie: i o co chodzi?
Rozsądna, szanująca się, nowoczesna dziewczyna, a jednak wierząca w
miłość, tradycję i małżeństwo - jak każda kobieta. Taki ktoś jest
zadomowiony w tutejszej mentalności jak ślimak w skorupce, a ślimaków
nie należy ze skorupek wyciągać, bo to niehumanitarne. Natomiast
wszystkie nieślimaki zapraszam na manifę.
Tekst ukazał się w „Wysokich Obcasach” z 8 marca 2008 r.
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...