Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Szczęście bezbożników Drukuj
Kinga Dunin   
25.01.2009
Nikogo to zapewne nie zdziwi: wiadomość o tym, że na londyńskich ulicach pojawiły się plakaty głoszące, że Boga raczej nie ma, należy zatem cieszyć się życiem, wprawiła mnie w dobry humor. Oczywiście, ucieszyłabym się dużo bardziej, gdybym zobaczyła podobne obwieszczenia w warszawskim metrze, ale boję się, że tego raczej nie dożyję. W Wielkiej Brytanii była to akcja obywateli, którzy zrzucili się na nią. Ciekawe - czy Polacy też potrafiliby się zrzucić? Mówiąc szczerze, nie wiem. Wiem jednak, co by się działo, gdyby się zrzucili. Właściciele billboardów baliby się udostępnić miejsce, plakaty oblewano by czerwoną farbą albo zrywano, a telewizja pełna byłaby śmiertelnie obrażonych katolików. Ale czy warte to jest felietonu? Tak naprawdę natchnął mnie dopiero jowialny ksiądz komentujący to, niestety, zagraniczne wydarzenie w telewizji. Z protekcjonalnym uśmieszkiem stwierdził, że ateiści są żałośni, ponieważ nic nie tworzą, reprezentują tylko pustkę. Święta prawda! Może nie tak zupełnie nic, ale w interesującym księdza obszarze rzeczywiście nic. Bogatej mitologii religijnej, której kulturowych i literackich walorów nie sposób odmówić, przeciwstawiają a-teizm. A-teizm. Ten przedrostek, mimo tego, co się tutaj często mówi, nie oznacza jakiegoś szczególnie negatywnego stosunku do Boga ani chęci zwalczania go, to nie anty-teizm. A-teizm oznacza brak zainteresowania z powodów oczywistych - żeby się czymś interesować, przedmiot tego zainteresowania musi istnieć w taki sposób, żeby mógł się zaczepić o niego nasz umysł. Bóg niepoznawalny jest równie nieinteresujący jak ten nieistniejący, to tylko dziura na nasze projekcje. Z rozmaitych dowodów na istnienie Boga najbardziej rozczula mnie dowód ‘z potrzeby’: Bóg istnieje, ponieważ jest nam potrzebny, bo bez niego nie dałoby się żyć… Pomijając prostą konstatację, że niektórzy jakoś sobie z tym radzą, pewna dojrzałość nakazywałaby pogodzić się z faktem, że nasze pragnienia i potrzeby same przez się nie materializują się (a w tym wypadku - nie spirytualizują). Z drugiej strony ateizm też nie jest gwarancją szczęścia. Nie ma Boga, więc nie martw się i bądź happy? Właściwie dlaczego? Czy chodzi tu o słynne: jeśli Boga nie ma, to wszystko wolno? A jeśli rację ma Lacan (taki modny odnowiciel psychoanalizy, już nie żyje), kiedy twierdzi, że jeśli Boga nie ma, to nic nie wolno? W ogromnym uproszczeniu chodzi o to, że jeśli jest Bóg, to dyktuje nam on pewne prawa. Prawa te jednak możemy przekroczyć, kreując przestrzeń własnej wolności. Natomiast jeżeli Boga nie ma, to prawem staje się poszukiwanie przyjemności, samorealizacji i takie tam… A zatem, realizując swoją wolę, postępujemy zgodnie z prawem, nie możemy go więc przekroczyć i być wolni. Poznajemy za to granice naszej wolności. Załóżmy, że religia nakazuje komuś życie w ścisłej monogamii. I załóżmy, że nie jest to zawsze zgodne z jego pragnieniami. Może więc złamać reguły i znaleźć sobie kochanka lub, korzystając z wolności wyboru, powstrzymać się przed tym. A jeśli wszystko wolno? To kolejne zmiany obiektu zainteresowania nie mają większego znaczenia, a kłopot zaczyna się wtedy, kiedy nikogo nie można znaleźć. Co nam po wolnej miłości, której nikt z nami nie chce uprawiać? Niby wolno, a nie można. Oczywiście, wart Pac pałaca, Dostojewski Lacana, a Lacan Dostojewskiego - życie jest bardziej skomplikowane niż ‘wszystko’ albo ‘nic’. A piszę o tym tylko po to, żeby powiedzieć, że druga część hasła brytyjskich ateistów wydaje mi się bardziej godna rozważenia. Czy świadomość, że Boga nie ma, ułatwia bycie szczęśliwym? A jeśli tak nie jest? Gdyby nawet ateizm szczęścia nie dawał, nie jest to dowód na istnienie Boga. W każdym razie wolałabym posłuchać w wiadomościach np. o tym zamiast komentarzy księży na temat pustki ateizmu.

Tekst ukazał się w „Wysokich Obcasach” z 24-25 stycznia 2008.
Komentarze
Dodaj nowy
wątpiący  - pobożni bezbożnicy   |30.04.2009 17:15:44
Chciałem poczynić kilka uwag do Pani tekstu niejako z pozycji kogoś kto z
pewnością rozumie wierzących i ich kościół lepiej niż Pani (na podstawie
osobistego doświadczenia "od kuchni strony") i rozumie także
niewierzących gdyż takowe doświadczenia nie są mu również obce. Bóg
niepoznawalny wydaje mi się raczej bardziej interesujący niż poznawalny, na tej
samej zasadzie jak bardziej interesuje ludzi tajemnica narastająca podczas
poznawania treści książki fabularnej, albo tajemnica złożoności ludzkiego mózgu,
a moment oczekiwania na otwarcie prezentu także jest wart przeżywania.
Chrześcijanin wierzy że będzie bardziej pozna Boga, tak jak neurobiolog wierzy
że lepiej pozna kolejne tajemnice funkcjonowania umysłu. Ponadto poznanie Boga
należy uznać za możliwe, gdyż nie mamy środków na to aby ocenić i zweryfikować
czy i kto, w jaki sposób i kiedy może poznawać Boga. Oczywiście mam tu głównie
na myśli poznanie innego rodzaju niż doświadczenie empiryczne, nie można np.
wykluczyć że istnieje więcej zmysłów niż do tej pory zdążyliśmy opisać naukami
przyrodniczymi."żeby się czymś interesować, przedmiot tego zainteresowania
musi istnieć w taki sposób, żeby mógł się zaczepić o niego nasz umysł" -
skoro faktycznie wielu ludzi wykazuje zainteresowanie Bogiem, to z Pani zdania
wynika że właśnie taki przedmiot zainteresowania istnieje. Inną kwestią jest
pytanie czym jest umysł i jak istnieje - o ile wiem na gruncie filozofii nauki
spór jest aktualny, więc domniemana oczywistość braku zainteresowania ateistów
Bogiem przestaje być tak oczywista. Wypada szukać w tym miejscu jeszcze innych
przyczyn ich braku zainteresowania Bogiem niż nieistnienie lub Jego
niepoznawalność. Pisze Pani że ateizm nie oznacza chęci zwalczania Boga - otóż
tak rzecz się ma w przypadku agnostyków lub deistów. Ateizm jako światopogląd
(czyli zbiór tez, wartości, celów, program na życie) objawia się poprzez
komunikowanie innym że Boga nie ma, na sposób naturalnej egzystencjalnej
manifestacji, lub poprzez obronę swojej wartości (przekonania) - ta druga
sytuacja wymusza WALKĘ o tę wartość (przecież nie powie Pani że w dyskursie z
teizmem ateista będzie skłonny przyjąć przekonanie swoich adwersarzy - raczej
będzie bronił swojego stanowiska). Kolejną kwestią jest konieczność rozróznienia
porządku aksjologicznego od ontologicznego - z tego, że Bóg jest komuś potrzebny
lub niepotrzeby nie wynika w żaden sposób fakt jego istnienia bądź nieistnienia.
Sam fakt że ktoś w umyśle tworzy jakąś ideę nie mówi nic o tym co (i czy wogóle
coś) odpowiada w rzeczywistości tej idei. Co do niemożliwości urzeczywistniania,
"materializowania się" pragnień i potrzeb - tu także nie można się
zgodzić, chyba że uznamy potrzebę altruizmu, lub twórczości, za li tylko
wyobrażenia nie prowadzące do zaistnienia altruistycznych zachowań i twórczych
artefaktów. Zastanawia mnie dlaczego w przypadku wspomnianych plakatów -
zareagowała Pani entuzjastycznie i wyraziła aprobatę dla propagujących swoje
przekonania ateistów, a w przypadu księży mówiących o pustce ateizmu - nie
uznała tego za cenne. Jest to o tyle zastanawiające, o ile w obydwu przypadkach
mamy doczynienia formalnie z tym samym schematem. Co jest złego w argumencie
"pustki"? To że nie wynika z niego że Bóg istnieje. Co najwyżej
świadomość że bóg jest może ułatwiać bycie szczęśliwym (poprzez uwolnienie się
od poczucia pustki). W przypadku plakatu - z tego że boga raczej nie ma nie
wynika że można cieszyć się życiem (co sama Pani zauważyła) ale ateista wierzy
że tak jest i jest przekonany że to ułatwia mu bycie szczęśliwym. W obydwu
przypadkach chodzi jednak o to samo - niedoskonała argumantacja ma prowadzić do
pomocy odbiorcy w byciu szczęśliwym, tyle że jeden argument jest pozytywny,
drugi negatywny. Jakie są zatem racje aby umniejszać argumantacjom księży w
kontekście plakatowych akcji? Czy nie jest tak że jedni i drudzy jadą na tym
samym wózku, wychodząc tylko od innej religii? Przecież ateizm jest również
religią - wiara w nieistnienie Boga + kult związany z tą wiarą (np wywieszanie
takich plakatów). Przecież jedni i drudzy wyznawcy pragną jakiegoś dobra, tak
jak je rozumieją, obie strony popełniają też błędy i często nie są bez winy. Nie
wiem czy stać mnie na zrozumienie dla aktywizmu ateistów, a Panią na zrozumienie
dla księży. W każdym razie, zamiast ideologicznych komentarzy subtelnie
wyrażających niechęć i pogardę dla księży, wolałbym poczytać tu np. o tym co by
było gdyby ateiści w tej historii wystąpili w roli księży (obrażeni ateiści i
komentarze że katole są żałośni), i odwrotnie (obywatelska akcja krzewienia
wartości chrześcijańskich z narażaniem się panującej ateistycznej polityce).
Wtedy w pełni mógłbym i ja przez chwilę poczuć się metodologicznie poprawnym
krytykiem, wnioskując o gibkości lub konsekwencji, próżności lub uczciwości
Autorki.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.77036 Seconds