Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sto lat za Rumunami Drukuj
Kinga Dunin   
26.02.2007
Paweł Mossakowski poszedł do kina i obejrzał film, a nawet z grubsza nam go streścił. I całkiem zgodnie z tym, co było widać na ekranie, poinformował nas, że jest to rumuński film o dwóch studentkach lesbijkach, których związek rozpada się z powodu dziwnego i zawiłego psychologicznie układu kazirodczego, który jedna z dziewcząt ma z bratem. A następnie - niestety - skomentował: że oto niepotrzebnie zostały przedstawione dwa związki zakazane przez społeczeństwo, a wszystko w imię maksymalizacji skandalu. Oraz dodał, że fajny film to byłby o tym, jak miłość jednopłciowa zostaje zniszczona przez społeczeństwo. I to już byłoby w Polsce całkiem wystarczającym skandalem.

(Tak na marginesie. Osobiście wolę happy endy, a więc na przykład film 'Fucking Amal', gdzie miłość lesbijska przezwycięża uprzedzenia).

Tak czy inaczej ja widziałam trochę inny film, chociaż też nazywał się 'Love Sick'. Po pierwsze, nie było w nim nic skandalicznego. Po drugie, pokazywał dwie miłości - dobrą i złą. Dobra była pełna czułości, zrozumienia, ciepła, oddania. Druga, owiana tajemnicą, była pokręcona, nasycona psychologiczną przemocą i chorymi zależnościami. A przy okazji tak się złożyło, że istotnie, pierwsza była lesbijska, a druga kazirodcza. Ale pytanie, które zresztą wprost pada w filmie, brzmi: czy kazirodcza jest zła, bo kazirodcza, czy dlatego, że jest to zły związek? A odpowiedź nie jest do końca jednoznaczna.

Reżyser zamiast słusznej politgramoty o prześladowanych lesbijkach zaproponował nam film o jednej, wyjątkowej sytuacji. Kwestie normy i dewiacji zostały tu wyjęte ze społecznego kontekstu nie dlatego, żeby był on nieważny, tylko po to, aby to, co społeczeństwo sobie myśli, uczynić nieważnym. Ważne jest to, co się dzieje między ludźmi, jak zawiadują swoim życiem emocjonalnym. I zamiast etykietek 'lesbijka' czy 'zboczeńcy' film proponuje nam właśnie taką indywidualistyczną i etyczną perspektywę. Zresztą jest jeszcze jeden powód, dla którego opresja społeczna nie jest tu zbyt silnie wyeksponowana, zrozumiały, jeśli wie się co nieco o logice procesów emancypacyjnych. Po pierwsze, są to lesbijki, po drugie, społeczeństwo jest właściwie preemancypacyjne, czyli problem odmiennej orientacji nie został jeszcze nagłośniony. Dziewczyny mogą spać w jednym łóżku, prowadzać się za rączkę i pozostają niewidzialne, nikomu nie przychodzi po prostu do głowy, że to jest 'to'…

Mossakowski dziwi się, że tak odważny film powstał w Rumunii. Cóż, jesteśmy nie tylko sto lat za Murzynami, ale także sto lat za Rumunami. Gdyby problemem były tylko takie recenzje jak ta, bylibyśmy 50 lat do tyłu. Ale są jeszcze tacy spece od kultury jak Mariusz Cieślik. Prześladują go jacyś 'oni', z czego zwierza nam się w 'Newsweeku': 'To oni wmawiają nam, że ukrzyżowane przez Dorotę Nieznalską genitalia są dziełem sztuki' (bo pokazują opresję kobiet w katolicyzmie).

Chętnie poznam tych 'onych', bo na razie znam tylko takich, którzy przez lata tłumaczyli panom Cieślikom jak krowie na rowie, że instalacja Nieznalskiej to przede wszystkim wideo pokazujące mężczyzn ćwiczących na siłowni, a grecki krzyż ze zdjęciem genitaliów to komentarz do tego. W związku z tym dzieło to mówi nam o opresji mężczyzn (nie kobiet!) i nie przez katolicyzm (niestety!) tylko przez współczesną kulturę. Wynajętemu przez Axela Springera specowi od kultury wystarcza jednak w zupełności to, co o Nieznalskiej przeczytał w 'Naszym Dzienniku'.

Powiedzmy sobie zresztą od razu, że nie do tego został wynajęty, żeby zajmować się sztuką, kulturą czy podobnymi nudziarstwami, tylko do tego, żeby bronić słusznych racji przed rozmaitymi feministkami, lewakami, obrzydliwymi artystami. Dlatego nie musi nic wiedzieć, wystarczy, że potrafi rozpoznać, kto wróg, a kto swojak. Kto dzisiaj jest po właściwej stronie, to też nie tajemnica. I właśnie dlatego jesteśmy sto lat za Rumunami.

Tekst ukazał się w „Wysokich Obcasach” z 24 lutego 2007.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 27.02.2007 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.74011 Seconds