Obiecywałam sobie, że już nie będę zajmowała się kampanią wyborczą.
Podobno nie ma ona żadnego znaczenia, gdyż żyjemy w czasach post- i
teraz rządzą media. Skoro są takie ważne, to pewno nimi należy się
zająć. No tak, ale media głównie zajmują się kampanią - i znowu
znajdujemy się w punkcie wyjścia. Otwieram telewizor i trafiam na
program ze śniadaniem w tytule. Jest to bardzo późne śniadanie, czyli w
sam raz dla mnie, bo jestem sową. Zaliczamy to śniadaniu na plus. Ma
ono też inne plusy. Nigdy nie udało mi się obejrzeć więcej niż 5-10
minut tego programu, ponieważ irytacja źle wpływa na apetyt. W takich
momentach przełączam się na Mezzo i słucham muzyki klasycznej. Muzyka,
jak wiadomo, łagodzi obyczaje, poza tym, jeśli jest klasyczna, pozwala
poczuć się człowiekiem kulturalnym, a to zawsze miło. Jednak zanim
posłucham, jak panie grają Bacha na lutniach i teorbach (to taki
chordofon szarpany), próbuję obejrzeć coś innego. Powiedzmy sobie
bowiem szczerze - nie jestem koneserką muzyki klasycznej, słucham jej
jedynie, żeby nie oglądać czegoś innego, np. programu ze śniadaniem w
tytule. W programie tym króluje zdrowy rozsądek, a właściwie chłopski
rozum, samozadowolenie uczestników i poczucie wyższości, bo uczestnicy
trochę z wyższej półki, tak zwani znani i lubiani. Tym razem państwo
roztrząsają, a właściwie natrząsają się z wypowiedzi Magdaleny Środy,
która skrytykowała spot wyborczy jednego z kandydatów. Widać w nim, jak
żona podaje kandydatowi zupę, a przy okazji dowiadujemy się, że mogłaby
zupy mu nie dać, gdyby był niegrzeczny - jak wiadomo, to typowy sposób
sprawowania domowej władzy przez kobiety. No i cha, cha, cha, i hi, hi,
hi, te feministki to już naprawdę oszalały! O co chodzi? Kobiecina
chłopu zupę podaje, a co, do restauracji ma iść, żeby ktoś go obsłużył?
Gdzie stereotyp? Jaki stereotyp? Toż to życie samo. A poza tym to wolny
wybór kobiety - jak chce podawać, to kto jej zabroni? Podaje, bo lubi
podawać.
Czasem na chłopski rozum pomaga - chociaż tu nie robię sobie
wielkich nadziei - eksperyment myślowy. Zatem wyobraźmy sobie spot
wyborczy, w którym żona kandydata siedzi sobie za stołem, a kandydat
serwuje jej zupkę. Czy mogłoby tak być? Pewno by mogło, tylko tak się
składa, że nie jest. Jeżeli zobaczę taki spot, to może nawet na jego
bohatera zagłosuję. Na razie jednak nikt na to nie wpadł albo się nie
odważył. Bo wolny wybór wolnym wyborem, ale są prawdziwe wybory i nie
ma co igrać z przyzwyczajeniami elektoratu. Gdyby taki spot się
pojawił, na pewno zwróciłby uwagę, zupełnie inaczej niż w przypadku
wspomnianego wyżej, który w zgodnej opinii komentatorów niczym się nie
wyróżniał i w ogóle nic by nie zauważyli, gdyby nie te feministki, co
to zawsze dziurę w całym wypatrzą. Przecież wiadomo, z czym się rymuje
zupa. Zupa rymuje się z kobietą, a nie rymuje się z mężczyzną. To
widać, słychać i czuć, i nic się na to nie da poradzić.
Na podobny temat
|
Jednego Piątkowi zarzucić nie można -...
może po prostu o nich nie słychać? cz...