Palikot, Macierewicz. Macierewicz, Palikot. Nie bardzo wiem, o co
chodzi, wróciłam z wakacji i z trudem loguję się do politycznej
rzeczywistości. Z grubsza rzecz biorąc, chodzi chyba o przyczynę.
Przyczynę katastrofy. Ponieważ żyjemy w świecie, w którym z natury
rzeczy wszystko ma swoją przyczynę, a owa przyczyna też nie wzięła się
znikąd, możemy powiedzieć, że praprzyczyną była Ewa, która zerwała
jabłko z drzewa. Potem już każde wydarzenie ma wiele przyczyn i to, na
którą z nich zwrócimy uwagę, zależy od tego, jak daleko cofniemy się w
przeszłość, co nas interesuje i co się nam opłaca. Możemy więc
powiedzieć, że przyczyną była nadmierna wola prezydenta dotarcia do
Katynia. Ale udział w tym mogły też mieć media, które, gdyby tam nie
dotarł, obśmiałyby go na potęgę. Z kolei niechęć mediów też nie wzięła
się z powietrza. A może przyczyną był stary samolot? Czemu nie kupiliśmy
nowego? Bo bieda, komunizm, wojna, zabory?
Zamiast
zajmować się tym, leżałam nad jeziorem i czytałam skandynawskie
kryminały. Camilla Läckberg, Liza Marklund, Mankell i Islandczyk o
pięknym imieniu Arnaldur i trudnym do zapamiętania patronimikum. To
fascynujące, że Islandczycy nie mają nazwisk. Ale miało być o
przyczynach. Jeśli chodzi o przyczyny, to skandynawskie kryminały
chętnie sięgają w przeszłość, czasem dość odległą, sporo tu też
grzebania w społecznych uwarunkowaniach. W analizie zbrodni nie jest
ważne to, że ktoś zabił, ale to, co doprowadziło do morderstwa. I oto
wyłania nam się taka lista: kolonializm, globalizacja, nierówności
społeczne, dyskryminacja kobiet, szczególnie brak równości w związkach,
nadużycia wobec dzieci w rodzinie, fundamentalizm religijny,
mieszczańska hipokryzja, zdegenerowana klasa polityczna… Nie wiem, czy
coś z tej listy będzie pasowało miłośnikom ping-ponga Palikot -
Macierewicz, było tam jednak coś, co domorosłym detektywkom mogłoby się
przydać. Detektywkom, bo więcej było w tych kryminałach kobiet niż
mężczyzn. Nawet Mankell tym razem zamienił Kurta Wallandera na kobietę -
ale nie będę pisała o równości płci w skandynawskich kryminałach, bo to
byłoby zbyt przewidywalne. Na przykład o tym, że pani tropiąca zbrodnie
oddaje roczne dziecko do przedszkola - bo musi mieć czas na tropienie -
i jest bardzo zadowolona, bo połowa przedszkolanek to mężczyźni.
Bardziej zdziwiło mnie coś innego. Ta sama pani, potrzebując danych
dotyczących wydatków pewnego ministra, po prostu, z ulicy, idzie do
ministerstwa i prosi o rachunki za jego ostatnią podróż zagraniczną. I
je dostaje. Bo każdy może się dowiedzieć, jak jego rząd wydaje pieniądze
i na co. Toby dopiero było, gdyby tak u nas każdy mógł sobie pośledzić!
I dotrzeć do przyczyny. Powróćmy zatem do tematu i poszukajmy przyczyn
tego, co działo się pod krzyżem. Po Tym krzyżem. To był kolejny news,
którego udawało mi się unikać na wakacjach.
Jeśli ktoś nie chce szukać daleko, może powiedzieć, że ludzie
przyszli tam z powodów światopoglądowo-emocjonalnych. I już. Mają wolną
wolę, to przyszli, i na tym koniec. Można oskarżać o to PiS. Można
ponarzekać na kurię warszawską, że nie umiała zareagować. W końcu zawsze
prowadzi to do podziału Kościoła na dobry i zły. Zły jest
odpowiedzialny za niewłaściwe poglądy i chore emocje, dobry przepełniony
jest miłością i tolerancją. Do złego należą ‘oni’, do dobrego ‘my’.
Niestety, jest tylko jeden Kościół, który umacnia swoją pozycję dzięki
przywilejom - finansowym i innym, religii w szkole, krzyżom wszędzie,
bezmyślnemu rytualizmowi. Można zawsze szukać przyczyny poza sobą, ale
może warto też wziąć odpowiedzialność za instytucję, do której się
należy? A może przyczyną jest to, że przez lata godzono się na specjalne
miejsce Kościoła w państwie? Brak determinacji i odwagi, żeby od
początku stworzyć inne zasady współistnienia. Gdyby nie to, z Pałacu
wyszedłby woźny, rozebrał krzyż i nie trzeba byłoby szukać żadnych
przyczyn.
Felieton ukazał się w „Wysokich obcasach” z 7 sierpnia 2010.
Na podobny temat
|
Jednego Piątkowi zarzucić nie można -...
może po prostu o nich nie słychać? cz...