|
Koniec starego roku i początek nowego to przymus podsumowań, rankingów
i konkursów na rozmaite ‘naj-‘. Najlepsze książki, najlepsze filmy,
najgłupsze wydarzenie, superbzdura, top chamstwa. Hit roku, kit roku,
shit roku. Z pewnym opóźnieniem przyznajmy zatem też tytuł przekrętu
roku. W tym roku bez wątpienia zasłużył na niego projekt ustawy
bioetycznej pod patronatem (wezwaniem?) Jarosława Gowina, sprzedawany
pod hasłem: jacy jesteśmy dobrzy i liberalni, zrefundujemy in vitro.
Poza tym, że jesteśmy tacy dobrzy i liberalni, to też jesteśmy
umiarkowani i zdolni do kompromisu, więc zadbamy o zarodki. A teraz
prosimy o oklaski. Na czym polega tu przekręt? Ano na tym, że obiecana
refundacja in vitro będzie refundacją nie tego in vitro, które dotąd
było dostępne, tylko czegoś innego. Procedury, która pod względem
restrykcyjności w ochronie komórek jajowych, plemników i ewentualnych
zarodków, które ewentualnie powstałyby, nie ma sobie równych w Europie.
Jak twierdzą fachowcy, oszacowanie skuteczności takiej metody jest
właściwie niemożliwe, bo to, co będzie ją charakteryzowało, to przede
wszystkim nieskuteczność. Którą następnie ktoś zrefunduje. Wszystkie te
zastrzeżenia są znane: powstał odrębny projekt części komisji, odezwali
się lekarze leczący bezpłodność. Trudno jednak zrobić newsa o
poliploidii i blastocystach. Przeciętnemu konsumentowi medialnej papki
zostanie więc w głowie tyle, że dzielne PO postanowiło postawić się
Kościołowi, pomóc bezdzietnym parom, nawet tym biednym, i jeszcze
zadbać o godność maleńkiego (konkretnie dwukomórkowego) życia
ludzkiego. A potem powie się, że na refundację nas nie stać,
szczególnie że przy takich ograniczeniach zapłodnienie in vitro będzie
wymagało bardzo wielu prób, które mają małe szanse na uwieńczenie
sukcesem. I skończy się to tak jak z tzw. kompromisem w sprawie aborcji
- po prostu nie będzie się robiło in vitro. Bo przy okazji ograniczy
się również możliwości wykonywania zabiegu osobom, które są gotowe za
to zapłacić. Kościół zaś oświadczy, że choć moralność katolicka in
vitro nie dopuszcza, to w imię pokoju społecznego może on ostatecznie
pójść na kompromis polegający na tym, że żadnego in vitro nie będzie
(choć niby będzie). Proponowanie tego to jest prawdziwy przekręt roku!
I będzie też bardzo łatwo wpaść tu w znane już koleiny: z jednej strony
obrońcy życia poczętego, jego godności i innych świętości, a z drugiej
ci, którzy nieśmiało wspominają o kobietach, ich uczuciach,
pragnieniach i interesach. Ale tam, gdzie chodzi o życie, choćby
dwukomórkowe, kobiety zawsze można poświęcić i świętym życiem znowu
obrońcom kobiet zatka się gęby. I jest to kolejny przekręt, bo za tym
projektem ustawy stoi nie tyle szacunek do życia, ile próba wmuszenia
wszystkim katolickiej etyki seksualnej. Na pozór wygląda ona całkiem
nieźle: dziecko ma być owocem ‘prawidłowej’ miłości. W szczegółach
chodzi zaś o to, że prawidłowa miłość polega na odbyciu stosunku
seksualnego w małżeństwie, natomiast zapłodnienie poza małżeństwem bez
stosunku seksualnego nie ma nic wspólnego z miłością. I dlatego
małżeństwu (oczywiście, małżeństwu!) na takie bezeceństwo jak
połączenie jednego plemnika z jednym jajeczkiem bez odbycia stosunku
można pozwolić tylko w drodze wielkiego wyjątku. A i na to Kościół nie
może się zgodzić. Wiadomo jednak, że bywa różnie. Stosunek seksualny
plus małżeństwo to czasem też małżeński gwałt albo wpadka i niechciane
dzieci. Natomiast o kobietach decydujących się na in vitro można
przynajmniej z całą pewnością powiedzieć, że pragną mieć dzieci, a
zatem i szansa na to, że będą je kochały, jest ogromna. A poza tym w
ogromnej większości przypadków są to pary, które muszą się kochać
przynajmniej wystarczająco, żeby przejść przez tę trudną i kosztowną
procedurę. Tak więc bez względu na to, jak Kościół definiuje miłość, ja
bardziej wierzę zdrowemu rozsądkowi, który mi mówi, że z pewnością nie
brakuje jej kobietom i parom starającym się o sztuczne zapłodnienie.
Tekst ukazał się w „Wysokich Obcasach” z 10-11 stycznia 2008.
—
W tym samym numerze WO plebiscyt na Polkę Roku i Szkodnika Roku 2008 - w ostatniej kategorii Sławomir Sierakowski nominuje Jarosława Gowina: Kolejny po Marku Jurku ajatollah w polskiej polityce. Przeszedł
ewolucję od interesującego katolickiego intelektualisty do cynicznego
gracza chowającego się za miną zatroskanego losem świata duchownego bez
sutanny. Gdyby od niego zależało polskie prawo obyczajowe, Polki od
muzułmanek różniłyby się jedynie brakiem chust.
Więcej na stronie WO.
Zobacz też: Protest społeczny przeciwko ustawie bioetycznej
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...