Władze przeczekały pielęgniarki, przetrzymają pewno i lekarzy. Na
wakacje za to zaproponowano nam starą dziecięcą zabawę: 'Chodzi LiS
koło drogi, nie ma ręki ani nogi'. Pamiętam jeszcze z przedszkola, że
'trzeba lisa pożałować', ale jakoś nie żałuję, więc jeszcze raz wrócę
do kwestii lekarskich. I ludzi, którym naprawdę należy współczuć.
Po
moich ostatnich felietonach najpierw dostałam listy od oburzonych
lekarzy, potem jednak odezwali się także pacjenci z całą listą skarg i
zażaleń. A wiele z nich dotyczyło bezduszności i braku wyobraźni.
Sytuacji, w których drobny gest lekarza - na przykład udzielenie
sensownej informacji - mógłby zaoszczędzić pacjentowi i jego rodzinie
nieporównywalnie większych cierpień niż cierpienia lekarza, który przez
chwilę ma pomyśleć o drugim człowieku. Na przykład usłyszeć, co się do
niego mówi, i odpowiedzieć do rzeczy. Jednak polski pacjent pyta z
pokorą: czy mam prawo czegokolwiek oczekiwać, skoro polski lekarz tak
mało zarabia?
Tak jakby etyka zawodowa obowiązywała tylko ludzi zarabiających powyżej 7 tys. miesięcznie.
Nie
wiem, czy to efekt komunizmu, czy może jeszcze zaborów, że obywatelom
tego kraju, zresztą wciąż oskarżanym o nadmierną roszczeniowość, tak
trudno jest uwierzyć, że coś im się jednak należy. Pani doktor, która
wyemigrowała do Anglii, pytana w wywiadzie dla 'Gazety' o największą
różnicę, mówi, że tam pacjenci znają swoje prawa, a tu wciąż bogiem
jest lekarz. No cóż, jesteśmy religijnym narodem.
Mimo to
zajmijmy się kolejnym mitem, który służy temu, aby nie przejmować się
za bardzo pacjentami. Oto służba zdrowia ugina się pod ciężarem
okropnych babć i dziadków, którym naprawdę nic nie jest, a mimo to
najpierw bezczelnie zajmują miejsca w poczekalniach, a potem
niepotrzebnie czas lekarzowi, opowiadając całe swoje życie.
Zacznijmy
od tej poczekalni. Gdyby otworzyć drzwi od poradni 'D', znalazłoby się
w niej więcej dzieci niż osób starszych. Tak, dzieci chodzą - lub są
prowadzone - do lekarza częściej niż seniorzy. Chociaż na zdrowy rozum
mniej im powinno dolegać. Dzieciom jednak nikt nie wymawia, bo są
przyszłością narodu, a starzy, wiadomo… (Może trzeba zatem stworzyć
poradnię 'S', żeby ci, którzy czują się stosunkowo najlepiej, nie
musieli patrzeć nie tylko na zasmarkane dzieciaki, ale i na namolnych
seniorów).
Czy starsi ludzie chodzą do lekarza niepotrzebnie?
Biorąc pod uwagę to, że prawie dwie trzecie diagnoz stawianych
najstarszym pacjentom jest błędnych, może rzeczywiście. Jednak kiedy
uwzględnimy obiektywne dolegliwości, to i tak nie dosyć. Po prostu
człowiek, któremu tyle rzeczy dolega, nawet jeśli to 'tylko' starość,
ma prawo oczekiwać pomocy. I kropka.
Przecież to jedynie
samotność i nuda, powiedzą uparci seniorofobowie. W takim razie radzę
im, żeby zamknęli się w czterech ścianach, wyłączyli komputer, nie
mogli czytać, bo źle widzą, ani słuchać, bo źle słyszą. Do tego życzę
im poczucia, że są powszechnie lekceważeni oraz że nie będzie lepiej,
tylko coraz gorzej. I porozmawiamy po tym tygodniu. Powiedzmy sobie
uczciwie: jeżeli ktoś korzysta z polskiej służby zdrowia bez istotnego
powodu medycznego, to musi naprawdę znajdować się w dramatycznej
sytuacji. Bo jakiej sytuacji trzeba, żeby wizyta u lekarza stawała się
przyjemnością? Łatwo to chyba zrozumieć, kiedy stereotypy o
rozpychających się w przychodniach babciach zastąpi się odrobiną
empatii.
Starsi pacjenci, seniorzy, są najbardziej
dyskryminowaną grupą w służbie zdrowia. I jednocześnie tą, która płaci
najwięcej. Natomiast w dyskusjach o reformie służby zdrowia najczęściej
słychać tych, którzy do lekarza chodzą raz na rok, najczęściej do
luksusowej prywatnej przychodni. I dziś wydaje im się, że niepotrzebnie
płacą składki, bo po co?
Tekst ukazał się w „Wysokich Obcasach” z 18 sierpnia 2007 r.
Na podobny temat
|
Jednego Piątkowi zarzucić nie można -...
może po prostu o nich nie słychać? cz...